Zastanawiam się nad czymś od dłuższego czasu i chciałam to rzucić na forum, bo sama nie mogę dojść do żadnego wniosku. Czy numerologia mówi coś konkretnego o tym, ile bliskich osób powinniśmy mieć wokół siebie? Pytam, bo obliczałam ostatnio różne wibracje i wyszło mi, że moja liczba życiowa to 3, a trójka to przecież towarzyskość, ekspansja, otwartość. Ale ja mam dosłownie dwie osoby, które uważam za naprawdę bliskie, i czuję się z tym dobrze. Czy to znaczy, że żyję wbrew swojej wibracji? Czy może liczba przyjaciół też powinna być jakoś przeliczona?
Ciekawe, że to poruszasz, bo ja też o tym myślałam. Ale zanim cokolwiek powiem o liczbach, chciałam zapytać: jak liczyłaś tę swoją trójkę? Sama data urodzenia, czy brałaś też imię? Bo to może mieć znaczenie przy interpretacji.
Ja mam podobny dylemat, więc uważnie czytam. Moja liczba drogi życiowej to 7 i zawsze mi mówiono, że siódemka to samotnik, analityk, ktoś kto potrzebuje dużo czasu dla siebie. I rzeczywiście tak jest. Ale mam koleżankę też z siódemką i ona jest bardzo towarzyska, ma mnóstwo znajomych. To jak to w ogóle działa?
Numerologia nie działa tak, że liczba określa ile przyjaciół masz mieć. Przynajmniej w moim rozumieniu. To bardziej jakość relacji niż ilość. Trójka daje ci energię do tworzenia relacji, ale nie oznacza, że musisz mieć ich trzydzieści. Siódemka daje głębię, więc jedna prawdziwa relacja może dawać więcej niż dziesięć powierzchownych.
A czy ktoś kiedyś próbował policzyć wibrację samej liczby przyjaciół? Tzn. jeśli masz 2 przyjaciół, to dwójka jako taka ma przecież swoją wibrację. Zastanawiam się czy to ma jakieś znaczenie.
Przepraszam, że się wtrącę, bo dopiero zaczynam się uczyć numerologii, ale jak zestawiamy te liczby ze sobą, to szukamy tego, żeby były takie same, czy wręcz przeciwnie, żeby się uzupełniały? Bo to chyba zmienia całą interpretację.
Ja powiem wam, że idealna liczba bliskich to zdecydowanie 9 albo jej wielokrotności, bo dziewiątka to pełnia cyklu, zakończenie, mądrość zbiorowa. Starożytne tradycje mówiły o grupach dziewięciu jako o strukturze doskonałej, stąd mamy kręgi druidów, dziewięć muz i tak dalej. Więc jeśli masz dziewięcioro bliskich ludzi, to jesteś w układzie energetycznie pełnym.
No ale tu wychodzi problem z całą tą dyskusją. Czy liczymy liczbę przyjaciół jako taką, czy może ważniejsza jest suma wibracji wszystkich ich liczb życiowych? Bo możesz mieć pięcioro znajomych, ale suma ich liczb da ci dziewięć. Albo odwrotnie.
Ja mam trochę inne doświadczenie i zastanawiam się, czy to się wpisuje w temat. Miałam w życiu okres, kiedy przyjaciół było bardzo dużo, chyba ze dwanaście, trzynaście bliskich osób. To się skończyło dość gwałtownie i zostały mi trzy osoby. Moja liczba życiowa to też trójka. Myślę sobie, że może to było po prostu dojście do właściwego miejsca?
Bardzo dziękuję za ten temat, bo sama przez długi czas czułam się dziwnie z tym, że mam tylko jedną naprawdę bliską przyjaciółkę. Wszyscy mówili, że to mało, że coś jest nie tak. Moja liczba życiowa to jedynka. Może jedynka to właśnie ta samodzielność i jedna głęboka relacja to dla mnie wszystko, czego potrzebuję? Czy ktoś z was miał podobne odczucia?
To jest dokładnie to, co ja odczuwam ze swoją jedną bliską osobą. Bardzo dziękuję, że to opisałaś, bo wreszcie czuję, że ktoś to rozumie. Mam jedynkę jako liczbę życiową i zawsze się zastanawiałam, czy ta samotność jest w porządku, czy coś ze mną nie tak. Jedna osoba, ale taka, która naprawdę mnie zna.
To jest bardzo ciekawy wątek, bo ja mam podobną dynamikę w relacjach. Ale wracając do pytania z tytułu, bo chcę je trochę skonkretyzować: czy ktokolwiek z was próbował aktywnie dobierać liczbę osób w swoim kręgu? Nie mówię o odrzucaniu kogoś, ale o świadomym zatrzymaniu się przy konkretnej liczbie i sprawdzeniu, jak to wibruje?
Dobierać liczbę aktywnie? To brzmi trochę jak inżynieria społeczna. Zastanawiam się, czy to w ogóle działa tak, że możesz sobie powiedzieć "teraz mam trzy osoby, to jest moja liczba". Życie samo to rządzi, nie?
A czy ktoś wie, czy ta liczba kręgu, o której mówił Zengui, to jest stała? Tzn. jak dokładamy lub tracimy przyjaciela, to się zmienia i trzeba przeliczać od nowa? Pytam bo to wydaje się dość pracochłonne, jeśli ma się to na bieżąco śledzić.
Czytam ten wątek od początku i zastanawiam się nad czymś innym. Czy ma znaczenie, że te osoby mogą być w różnych odległościach, tzn. jedna mieszka za granicą, widuję się z nią raz na rok, a inna jest codziennie. Czy taka przyjaźń na odległość ma taką samą wibrację jak ta codzienna?
Energetycznie czuję tę przyjaciółkę za granicą tak samo blisko, może nawet bliżej niż tę, która jest codziennie. Tyle że z tą drugą jest więcej... przyziemności? Więcej wspólnych spraw, zakupów, kawy. Nie wiem, jak to przekłada się na wibracje, stąd to pytanie.
Pytanie Siodemki jest kluczowe dla całego tematu. Z perspektywy numerologii liczy się głębokość połączenia, nie częstotliwość kontaktu. Natomiast chciałbym się upewnić, zanim cokolwiek więcej powiem. Czy obie te osoby znają prawdziwe aspekty waszego życia, te trudniejsze? Bo to jest dla mnie kryterium przy obliczaniu kręgu.
Ja miałam. Przez długi czas miałam cztery bliskie osoby i wszystko wskazywało, że tak powinno być. Potem zostały mi trzy, jak mówiłam wcześniej, i to te trzy okazały się właściwe. Ale nie wiem, czy to potwierdza obliczenia, czy po prostu tak wyszło niezależnie od nich.
To jest bardzo podobne do tego, co czułam, gdy jedna z moich bliskich osób odsunęła się kilka miesięcy temu. Ten ból był, ale po jakimś czasie faktycznie poczułam, że te relacje, które zostały, są jakby bardziej wyraźne. Czy to jest właśnie ta weryfikacja przez czas, o której mówiła Otylka?
Bardzo dziękuję za to ostrzeżenie, Otylka, bo właśnie miałam tendencję do nadawania sensu każdej zmianie w relacjach. To ulga wiedzieć, że nie wszystko musi być "znakiem". Ale jak w takim razie rozróżnić, kiedy zmiana w kręgu jest znacząca energetycznie, a kiedy to po prostu życie?
A ja mam takie podstawowe pytanie, bo trochę zgubiłem wątek. Wracając do tytułu: czy ktoś w tej dyskusji faktycznie ustalił dla siebie tę "idealną liczbę" i żyje według niej świadomie? Bo dużo tu o obserwacji i interpretacji, ale czy ktoś to naprawdę wdraża w praktyce?
Znaczy serio pytam, bo czytam ten wątek od dłuższego czasu i cały czas jest o obserwowaniu, interpretowaniu, odczuwaniu. Ale czy ktoś faktycznie wziął sobie tę liczbę i powiedział: okej, mam trzy bliskie osoby i nie wpuszczam czwartej, bo tak wynika z obliczeń? To by mnie naprawdę ciekawiło.
to jest naprawdę centralne pytanie dla całego tematu. Jak to u ciebie wygląda w tej chwili? Czy masz już jakąś liczbę, którą czujesz jako właściwą, czy nadal szukasz?
Dwójka jako liczba kręgu to jest raczej mało stabilne. Przy dwóch osobach każde pęknięcie relacji burzy cały krąg, bo nie ma bufora. Trójka jest pierwszą naprawdę stabilną geometrycznie, tak to w każdym razie rozumiem.
O, tego jeszcze nie poruszałyśmy. Czy osoby w twoim kręgu muszą się nawzajem znać, żeby liczyć się jako krąg numerologiczny? Bo u mnie każda z bliskich osób żyje w osobnym świecie i w ogóle się nie stykają.
A czy w ogóle da się mieć trójkę bez jakiegoś napięcia? Pytam serio, bo każda trójka, którą znam w praktyce, prędzej czy później wytwarzała jakiś układ dwóch przeciwko jednemu. Może to jest właśnie argument za dwójką.
Ja czytam ten wątek od dawna i mam podobne odczucie co Igorek. Moje najspokojniejsze relacje to zawsze były te jeden-na-jeden, bez żadnych układów grupowych. Może dla niektórych osób dwójka jest po prostu właściwą odpowiedzią, bez względu na to, co mówi wibracja liczby?
