Wracam do liczby czaszek bo to mnie ciągnie. Rasphul wspominał wcześniej o sumie ścieżek życia dwójki uczestników - czy ta suma ma jakiś związek z tym ile czaszek stawiasz w przestrzeni? Tzn. czy liczba czaszek powinna korespondować z numerologią uczestników?
Ja nie pracowałam z parą, ale z jednym partnerem przy czaszkach i faktycznie stawialiśmy tyle ile "wychodziło" z naszych liczb. Nie wiem czy to był przypadek ale przestrzeń czuła się inaczej niż kiedy ustawialiśmy to intuicyjnie. Choć mogło być tak, że sama wiara w to coś zmieniła.
To rozumiem trochę lepiej. Ale jak trzyma się przestrzeń, to ta osoba jest biernym świadkiem? Czy ona też pracuje ze swoimi czaszkami, swoją linią? Bo nie wiem czy chciałabym być tylko "trzymaczem" bez własnej pracy.
Czy rok dziewiąty jest zawsze zły do takich prac, czy tylko do pracy w parze? Bo czytałam że dziewiątka to jednak zamknięcie cyklu i może być bardzo głęboka jeśli chodzi o pracę z przodkami.
A jak oboje partnerzy są w różnych latach osobistych - jeden w czwórce, drugi w dziewiątce - to co to znaczy dla takiej pracy? Czy to w ogóle ma sens czy lepiej poczekać aż wyrównają się cykle?
Wracając do tego co Rasphul pisał o intencji rytuału przy różnych latach osobistych - to mnie ciekawi jak to się przekłada na dobór czaszek. Jeśli jedna osoba jest w czwórce a druga w dziewiątce, to czaszki na przestrzeni powinny reprezentować oboje czy każda osoba ustawia swoje osobno?
A jak te warstwy fizycznie wyglądają w przestrzeni? Tzn. czy ustawia się je w różnych miejscach pomieszczenia, czy jest jakiś układ geometryczny który o tym decyduje? Bo czytałam o krzyżach kierunków świata w kontekście szamańskim i nie wiem czy to się tu w ogóle łączy.
Słuchajcie, mam pytanie może trochę z boku. Skąd w ogóle pochodzi ten system łączenia numerologii z czaszkami? Bo rozumiem że tradycje szamańskie używały czaszek od zawsze, ale numerologia to coś zupełnie innego kulturowo. Kto to połączył i kiedy?
Ale czy to zmienia wartość praktyki? Mam wrażenie że często odrzucamy coś tylko dlatego że jest "nowe", a synkretyzm sam w sobie jest przecież żywy i twórczy. Stare tradycje też były kiedyś nowe.
Ja mam wrażenie że ta dyskusja trochę ucieka od pytania Rasphula który szuka partnera do konkretnej pracy. Może zamiast rozmawiać o historii, ktoś mógłby podzielić się co sprawia że czujemy gotowość do takiego partnerstwa rytualnego? Bo to chyba ważniejsze niż to skąd pochodzi system.
Dobrusia, oczekuję przede wszystkim gotowości do pracy z własną linią i uczciwości wobec siebie. Znajomość systemu można zbudować razem. Natomiast czego nie można zbudować razem, to gotowości emocjonalnej - tę ktoś musi przynieść z zewnątrz. Dlatego rozmawiam tu o liczbach, bo one pomagają mi zobaczyć gdzie ktoś jest w swoim cyklu, zanim zaczniemy cokolwiek planować.
Rasphul, to mnie bardzo ciekawi - co rozumiesz przez "gęstość" w tym kontekście? Czy to jest coś co da się zmierzyć numerologicznie, czy raczej odczuwasz to intuicyjnie przy konkretnym przedmiocie?
Wracając do rodzajów czaszek - Rasphul, czy przy pracy w parze oboje powinni używać tego samego rodzaju, czy można mieszać? Bo jeśli jedna osoba przynosi zwierzęcą a druga krystaliczną, to czy te liczby w ogóle można wtedy zsumować, czy liczy się je osobno?
Przepraszam że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale skąd wiadomo jaka liczba czaszek jest "moja"? Czy to wynika z drogi życia, z roku osobistego, z czegoś innego? Bo słucham i nie łapię skąd w ogóle ta liczba pochodzi.
Ale jeśli liczba zmienia się co rok, to czy praca zrobiona w jednym roku traci ważność w następnym? Pytam bo mam wrażenie że to mogłoby znaczyć że partnerstwo rytualne trzeba by co roku renegocjować albo układać od nowa.
Zdecydowanie długoterminową. Jednorazowy rytuał z czaszkami da efekt, ale praca z linią przodków to jest coś co rozgrywa się w czasie. Dlatego właśnie szukam kogoś kto rozumie że to jest proces. Czaszki w przestrzeni można przekonfigurować, ale relacja między prowadzącymi musi być spójna.
Słuchając Rasphula i Ewuni - zaczynam rozumieć że to czego szukam to właśnie ta ciągłość, a nie jednorazowa odpowiedź. Mam wrażenie że moja linia matki potrzebuje pracy w czasie a nie jednego rytuału. Tylko nie wiem jak sprawdzić czy moja liczba drogi życia w ogóle nadaje się do pracy z przodkami czy to jest specyficzne dla konkretnych liczb.
Rozalinka, zapytaj też koniecznie o czwarty rok osobisty jeśli niedawno w nim byłaś albo jesteś - bo czworka to rok kiedy te sprawy lini rodzinnej bardzo mocno dochodzą do głosu. Nie wiem czy to sie łączy z czaszkami bezpośrednio ale przy wróżbach regularnie widzę że czwórki wyciągają to co zakopane w rodzie.
Trochę się gubiję w tej rozmowie - Rasphul szuka konkretnego partnera do pracy czy bardziej wyjaśnia system? Bo jeśli ktoś chce się zgłosić to chyba potrzebuje wiedzieć jakie ma mieć liczby albo jakie predyspozycje. Czy jest jakaś konkretna informacja dla chętnych?
Rasphul, to co napisałeś o relacji między pracującymi mnie zatrzymało. Czyli szukasz kogoś kto jest gotowy na tę ciągłość, ale jak rozpoznać czy ktoś jest naprawdę gotowy a nie tylko myśli że jest? Bo mi się wydaje że jestem gotowa, ale nie wiem jak to sprawdzić zanim się w to zaangażuję.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie do Rasphula, bo czegoś nie rozumiem. Mówisz o relacji między pracującymi jako o czymś ważniejszym niż technika. Ale jeśli ktoś przychodzi bez żadnego doświadczenia z czaszkami - czy to w ogóle wchodzi w grę, czy najpierw trzeba mieć własną praktykę?
Rasphul, zatrzymałam się na "policzalnym polu". Czy to znaczy że gdybyś miał przestrzeń z czaszkami których liczba nie zgadza się z liczbą pracujących, to byś to czuł fizycznie? Albo że coś w rytuale po prostu nie zadziała?
To co mówisz Rasphul brzmi podobnie do tego co słyszałam o przedmiotach magicznych i ich nasyceniu - że jeśli przedmiot jest źle dobrany do intencji, to intencja jakby "wycieka" albo idzie w bok. Czy przy czaszkach to działa podobnie, że zła liczba powoduje taki wyciek energii?
Mam pytanie do Rasphula które może być trochę z boku wątku - czy przy tej pracy jest jakiś moment który sygnalizuje że para jest "gotowa" do pierwszego rytuału z czaszkami? Coś co daje znak że można zacząć, a nie że jeszcze za wcześnie?
Nie wiem czy dobrze rozumiem - mówisz Rasphul że te dwie osoby muszą niezaleznie wyliczyć te liczby i wyjść na to samo? To brzmi jak dość wysoka poprzeczka. A co jeśli ktoś dopiero zaczyna pracę z numerologią i nie jest jeszcze sprawny w tych obliczeniach? Czy to go dyskwalifikuje?
Ja mam podobne pytanie co Wikusia. Jeszcze nie umiem sprawnie liczyć drogi życia, właśnie się uczę. Czy to znaczy że pracy z przodkami przez czaszki w ogóle nie powinnam jeszcze dotykać?
Rasphul, to rozróżnienie między biegłością a żywą relacją z liczbami jest dla mnie nowe i trochę mnie zatrzymało. Czy mógłbyś powiedzieć jak sam to rozpoznajesz u siebie - czy był jakiś moment kiedy przeszedłeś z "liczę i wiem wynik" do "liczę i coś to we mnie rusza"?
