Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co nie daje mi spokoju. Uczestniczę w kilku kołach i zauważyłam, że zawsze mówi się o tym, ile osób powinno być w kręgu. Jedni mówią, że trzy, inni że dziewięć, jeszcze inni upierają się przy trzynastu. Ale czy ktoś w ogóle zastanawiał się, skąd te liczby się biorą i czy naprawdę mają znaczenie energetyczne? Pytam też o coś innego: czy koło z konkretną liczbą uczestników może być intensywniejsze w działaniu, ale też czy ktoś czuł, że liczba była dobrana tak, żeby wywrzeć wpływ na uczestników, a nie dla dobra rytuału?
To ciekawe pytanie, bo sam od lat pracuję w kręgach i liczba faktycznie robi różnicę. Ale zanim cokolwiek powiem, chciałem dopytać: co masz na myśli pisząc, że liczba była dobrana pod wpływem na uczestników? Mówisz o kimś konkretnym, kto to organizował, czy to bardziej ogólne wrażenie?
Liczba dziewięć w kontekście kręgów to akurat jedno z najczęściej spotykanych uzasadnień, które bywa nadużywane. Sam słyszałem różne wytłumaczenia, od trzech trójek jako symboliki zupełności, po kompletność cyklu. Ale pytanie, które Laurka postawiła, jest ważniejsze niż sama numerologia: czy liczba ma służyć rytuałowi, czy rytuał ma służyć skompletowaniu liczby? To dwie zupełnie różne rzeczy.
Mam to w notatkach z kilku różnych źródeł i ciekawe jest to, że niemal każda tradycja uzasadnia inną liczbę inaczej. W jednych zapisach jest siedem jako liczba planet, w innych trzy jako trójca, w jeszcze innych trzynaście jako liczba księżycowych cykli. Ale nigdzie nie znalazłam przekonującego wyjaśnienia, dlaczego brak jednej osoby miałby wszystko zepsuć. Laurka, w tej grupie ktoś wyjaśniał, co konkretnie się stanie, jak będzie ósemka zamiast dziewiątki?
Powiem szczerze: argument o "zamkniętym obwodzie" słyszałem wielokrotnie i w różnych wariantach. Czasem jest uzasadniony, a czasem jest sposobem na utrzymanie grupy w dyscyplinie. Warto odróżnić te dwie sytuacje. Jeśli prowadząca ma realną wiedzę, powinna być w stanie wytłumaczyć, dlaczego akurat dziewięć, nie jako dogmat, tylko jako uzasadnienie. Jeśli odpowiada ogólnikami albo się niepokoi, gdy ktoś pyta, to już sygnał.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, które może brzmi naiwnie: a skąd wiadomo, że liczba uczestników w ogóle ma jakikolwiek wpływ na to, co się dzieje w kręgu? Pytam serio, bo rozumiem symbolikę, ale mechanizm jest dla mnie niejasny.
Wracając do pytania Laurki, bo myślę, że tu jest sedno: intensywność a manipulacja to nie zawsze są rzeczy wykluczające się. Koło może być intensywne właśnie dlatego, że jest skonstruowane pod konkretną liczbę i ta liczba naprawdę robi różnicę energetycznie. Ale ta sama intensywność może być używana do wywierania presji. Pytanie, kto sprawuje kontrolę nad grupą i czy uczestnicy mogą swobodnie zadawać pytania.
Ja mialem kiedys doświadczenie z kołem gdzie prowadzacy bardzo pilnowal składu i liczby. Na poczatku sie nie zastanawiałem, ale po kilku spotkaniach zobaczyłem, że gdy ktos chciał odejsc, bylo to traktowane prawie jak zdrada grupy. Tłumaczono to tym, że przerwanie kręgu zaszkodzi wszystkim. Nie wiem czy to manipulacja, ale czułem się jakby ta liczba była używana żeby zatrzymac ludzi.
Ale czekajcie, bo chcę dopytać: czy jest możliwe, że prowadzący był szczery w przekonaniach o liczbach, ale jednocześnie nieświadomie budował zależność? Czyli że numerologia była prawdziwa dla niego, ale efekt był manipulacyjny?
Mam jeszcze jedno pytanie, bo ta rozmowa dużo mnie uczy: czy są tradycje, w których liczba uczestników jest elastyczna i dostosowywana do możliwości grupy, a nie odwrotnie? Czy to byłoby "gorsze" numerologicznie, czy może bardziej uczciwe podejście?
Wtrącę się tutaj, bo to jest coś, o czym rzadko się mówi wprost: rygoryzm w liczbie może być objawem dojrzałości tradycji albo objawem jej skostnienia. To dwie różne rzeczy, które wyglądają bardzo podobnie z zewnątrz. Jak ktoś nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego akurat ta liczba, to drugi wariant jest bardziej prawdopodobny.
To jest dokładnie to, czego mi brakowało w tamtym kole. Gdy zapytałam raz ostrożnie, czy możemy wyjaśnić, jak ta dziewiątka działa, dostałam odpowiedź, że "to się czuje, nie tłumaczy". Nie wiem, czy to była mądrość, czy zamknięcie drzwi.
U babci też nie było tłumaczeń, ale to było inne. Ona po prostu wiedziała, że tak się robi od pokoleń i nie budowała wokół tego żadnej władzy. Nikt nie musiał zostawać, nikt nie był potrzebny do kompletu. To chyba duża różnica.
Słucham tego wszystkiego i zaczynam rozumieć, że temat liczby to trochę przykrywka na coś głębszego. Znaczy, rozmawiamy o liczbach, ale tak naprawdę rozmawiamy o tym, kto ma władzę w grupie i jak ją utrzymuje. Czy dobrze to czytam?
Jedno kryterium, które stosuję: czy ty możesz zadawać pytania bez konsekwencji. Nie muszę dostawać odpowiedzi natychmiast, ale samo pytanie nie powinno cię kosztować pozycji w grupie. Jeśli pytanie o liczbę uczestników powoduje, że stajesz się problematyczna, to coś jest nie tak, bez względu na tradycję.
A ja mam głupie pytanie może, ale ile ta dziewiątka w ogóle daje? Znaczy, jeśli rytuał z dziewięcioma osobami działa lepiej, to ile razy lepiej niż z siedmioma? Bo jeśli różnica jest symboliczna, to po co cały ten stres ze składem?
Dziękuję za tę rozmowę, bo naprawdę wiele mi rozjaśniła. Miałam podobne wątpliwości po spotkaniu, gdzie prowadząca nalegała, żebym zaprosiła konkretnie dwie znajome, bo "jesteśmy trójką i do pełni brakuje nam czwórki". Coś wtedy nie grało, ale nie umiałam nazwać co.
A wracając jeszcze do pytania Laurki ze wstępu wątku: "intensywna czy manipulacyjna". Myślę, że po tych dwudziestu kilku postach widać, że odpowiedź zależy głównie od jednej rzeczy. Czy liczba służy rytuałowi, czy rytuał służy utrzymaniu liczby. To pierwsze to tradycja, to drugie to coś innego.
W tym, co znam, rzadko się to omawia na początku. Liczba jest podawana jako warunek, nie jako temat do dyskusji. I to samo w sobie nie musi być złe, bo nie każde spotkanie musi zaczynać się od wykładu z numerologii. Ale inna rzecz, gdy po roku w grupie nadal nie wiadomo, skąd ta liczba pochodzi.
Ok ale tak szczerze, to ile kół w ogóle ma skodyfikowane zasady skąd pochodzi ich liczba? Większość chyba po prostu działa na tradycji ustnej albo "tak nam powiedziano" i tyle. Nie jestem pewna, czy to od razu dyskwalifikuje.
U nas w okolicy były koła zbierające się na Sobótkę i nikt nigdy nie liczył głów z góry. Jeśli przyszło siedem osób, to było siedem, jeśli dwanaście, to dwanaście. Dopiero po rozmowie tutaj zaczynam się zastanawiać, czy to była luzacka tradycja, czy po prostu uczciwa.
Słucham Oskara i mam wrażenie, że ta "pełna liczba" to był po prostu inny sposób na powiedzenie "nie chcemy tej osoby". Liczba jako pretekst, nie jako reguła. Czy ktoś w tej grupie w ogóle kwestionował, dlaczego tamta osoba nie weszła?
Mam w notatkach kilka systemów, które opisują liczby w koło. W jednym z nich dziewiątka to zamknięcie, w innym to otwarcie. W trzecim mówi się, że nieparzystość w ogóle jest ważniejsza niż konkretna wartość. Żaden z nich nie jest sprzeczny sam w sobie, ale wszystkie razem sprawiają, że każda liczba może być uzasadniona przez odpowiedni system. To trochę problematyczne, nie?
Wracam do pytania z tytułu, bo trochę z niego odeszliśmy. Jak wy teraz, po tej rozmowie, odpowiedzielibyście na to pierwotne pytanie: intensywna czy manipulacyjna? Dla mnie ta rozmowa dała mi więcej narzędzi do patrzenia na moje doświadczenie, ale wciąż nie jestem pewna, po której stronie było to koło.
Wracam do pytania Laurki, bo myślę, że ta rozmowa właśnie pokazała, że nie ma jednej odpowiedzi. Intensywna i manipulacyjna to nie są wzajemnie wykluczające się kategorie. Koło może być jedno i drugie naraz, i dopiero po czasie, z dystansu, wiesz które określenie pasuje bardziej. Albo nigdy do końca nie wiesz.
Mam wrażenie, że dla większości osób tutaj linia między tymi dwoma kategoriami leży w tym, czy liczba jest wyjaśniana czy tylko egzekwowana. Intensywność mogę zaakceptować. Brak prawa do pytania już nie.
Słucham Pajeczyny i myślę o tej starszej kobiecie z naszych sobótkowych kół. Ona nigdy nie mówiła nic o "wyklęciu". Jak ktoś nie przychodził, to po prostu nie przychodził. Może dlatego, że liczba nie była u nas dogmatem?
