Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co może brzmieć dziwnie, ale u mnie to bardzo konkretna sprawa. Jeżdżę regularnie do jednego miejsca, które uważam za święte - jest tam kapliczka przy starym dębie, trochę poza miastem. I zauważyłam, że moje wizyty w ciągu roku jakoś same się układają w pewne liczby. Raz wyszło mi 9 razy w roku, raz 11, raz tylko 3. Czy ktoś z was liczy swoje przyjazdy i przypisuje temu jakieś znaczenie numerologiczne? Czy w ogóle liczba pielgrzymek do świętego miejsca ma energetyczny sens? Pytam też o coś innego - czy jesteście osobami, które muszą przeżywać wszystko intensywnie, czy raczej jedno spokojne skupione wejście w roku wystarczy wam bardziej niż dziesięć szybkich odwiedzin?
To bardzo ciekawe pytanie, bo ja się tym akurat trochę zajmowałam. Liczba 9 to spełnienie cyklu, zamknięcie - jak masz 9 odwiedzin to jest to coś zupełnie innego niż 11, które jest liczbą mistrzowską i daje zupełnie inny rodzaj energii. Ale chciałam się dopytać - czy te 9 razy to było celowe, czy wyszło samo?
Zanim pójdziemy dalej z tym, że 9 to spokój a 11 to napięcie - to nie jest takie proste. Liczba 11 to liczba mistrzowska, owszem, ale nie oznacza że generuje niepokój. Daje intensywność, tak, ale to ty decydujesz jak tę intensywność przeżyjesz. Nie chciałabym żeby ktoś zaczął teraz unikać 11 wizyt w roku bo myśli że to przyniesie chaos.
Ja w ogóle inaczej na to patrzę. Mnie nie chodzi o liczbę przyjazdów jako taką, tylko o to co się dzieje W ŚRODKU podczas każdej wizyty. Byłam raz w Częstochowie i to wystarczyło na kilka lat. Ale to było takie totalne przeżycie, że nie potrzebowałam więcej. Czy liczycie w numerologii ilość, czy może ważniejsza jest data każdej wizyty?
Poczekajcie, to znaczy że każda data wizyty ma swoją liczbę i te liczby razem powinny tworzyć jakiś spójny obraz? Nigdy tak na to nie patrzyłam. To chyba oznacza że naprawdę nie ma sensu jechać do świętego miejsca byle kiedy, tylko trzeba wybierać daty?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad czymś innym. W tradycjach religijnych - i to różnych, nie tylko polskiej ludowej - liczba pielgrzymek też ma znaczenie, ale rzadko jest to kwestia numerologii. Bardziej intencji i zobowiązania. Czy wy traktujecie te liczby jako coś co odkrywacie, czy coś co aktywnie planujecie? Bo to chyba robi różnicę.
U mnie jest tak, że mam jedno takie miejsce za wsią i jeżdżę kiedy mnie coś ciągnie. Nigdy nie liczyłam. Ale po tym co tu piszecie to mnie zastanawia - może warto zacząć notować daty? Tylko nie wiem jak to potem obliczać, żeby miało sens numerologicznie.
Przepraszam że wchodzę z czymś trochę z boku, ale czy takie miejsce musi być oficjalnie religijne? Bo ja mam jedno miejsce przy jeziorze, do którego wracam i czuję tam coś trudnego do opisania. Czy to może też być liczone jako święte miejsce w sensie numerologicznym?
Wracając do pytania Ilonki o ten rok z 3 wizytami - był to rok bardzo trudny, dużo się działo w rodzinie i po prostu nie miałam siły jeździć. Teraz myślę że może powinnam była bardziej się przymusić właśnie dlatego że było ciężko. Czy 3 to za mało żeby utrzymać kontakt z miejscem?
Martynka, 3 to trójka, czyli liczba dynamiki, twórczości, ekspresji. Może te 3 wizyty były intensywniejsze właśnie przez to napięcie życiowe? Czasem mniej znaczy więcej jeśli każde wejście jest pełne. Ale mam pytanie do całej grupy - czy ktoś z was miał rok zerowy, czyli zero wizyt w swoim miejscu? I co wtedy czuliście?
Ja mam pytanie może głupie ale - czy jeśli ktoś nigdy nie miał swojego konkretnego świętego miejsca, tylko jeździ wszędzie trochę, to te liczby w ogóle mają znaczenie? Bo wydaje mi się że ja tak właśnie funkcjonuję i teraz zastanawiam się czy nie tracę czegoś ważnego.
Ja powiem szczerze że jeżdżę do kapliczki Matki Boskiej mniej więcej 7 razy w roku i to jakoś samo tak wyszło przez lata. Nigdy nie myślałam o tym że to ma znaczenie. Ale 7 to chyba dobra liczba, bo zawsze gdy wracam czuję jakiś spokój. Może to nie przypadek że właśnie tyle.
Słuchajcie, a wracając do mojego pytania o jeżdżenie wszędzie - Boruta powiedział że liczba ścieżki życia nie zależy od tego ile razy gdzieś byłam. To czy w takim razie dla kogoś takiego jak ja te wyjazdy do różnych miejsc mają w ogóle znaczenie numerologicznie? Czy to jest po prostu poza systemem?
Świętość miejsca to jest własna relacja z nim, nie etykieta. Jeśli do czegoś wracasz, to już znaczy że jest w tym coś więcej niż przypadek. Chciałam zapytać całą grupę - czy ktoś miał tak że liczba przyjazdów w danym roku była niezgodna z rokiem personalnym i to było odczuwalne? Bo ja mam wrażenie że właśnie to napięcie między tymi dwiema liczbami mówi najwięcej.
Pytia, to jest bardzo ciekawe pytanie. Przy moim roku z 11 wizytami - mój rok personalny był wtedy 2. Dwójka to współpraca, relacje, czekanie. A 11 wizyt to liczba mistrzowska i dużo aktywności. Może właśnie to tworzyło to napięcie które czułam - szłam niejako pod prąd własnego cyklu?
To jest naprawdę ciekawe zestawienie. Ale mam pytanie - czy ty wtedy jeździłaś bo chciałaś, czy może dlatego że czułaś niepokój i szukałaś w tym miejscu uspokojenia? Bo to by zmieniało interpretację. Czy 11 wizyt było przyczyną napięcia, czy jego skutkiem?
Ja tak nie potrafię z tymi kartami i obliczeniami, ale słucham i myślę sobie - może ja od lat robię coś dobrze nie wiedząc o tym. Siedem razy do roku, zawsze jak coś ciągnie. Nigdy nie liczyłam roku personalnego, nie znałam tej nazwy. Czy to znaczy że można trafić w odpowiedni rytm bez wiedzy, tylko przez czucie?
Czytam tu dużo o liczbach i cyklach, ale mam pytanie z innej strony - czy samo miejsce też ma swoją liczbę? Bo jeśli kapliczka stoi tam od powiedzmy 1923 roku, to data jej powstania daje jakąś wibrację i może to powinno wpływać na to ile razy tam jedziemy? Tzn. czy liczba wizyt powinna jakoś korespondować z liczbą miejsca?
A czy to znaczy że jak data mi nie koresponduje z miejscem, to powinienem inaczej planować wyjazdy? Bo trochę to brzmi jakby numerologia mogła zablokować spontaniczność. Zawsze myślałem że do świętego miejsca jedzie się kiedy czuje się wezwanie, nie kiedy liczby się zgadzają.
No dobrze, ale jak to wygląda praktycznie? Że patrzysz po fakcie na to kiedy pojechałaś i to się zgadza z liczbami, czy raczej przed wyjazdem sprawdzasz czy liczby "pozwalają"? Bo to jest dla mnie kluczowe pytanie.
Mnie to pytanie Prokopa też zastanawia. Bo jeśli sprawdzamy przed, to znaczy że numerologia nas prowadzi. Jeśli po, to tylko potwierdzamy coś co i tak już wiemy. Czy to nie jest trochę jak czytanie horoskopu wstecz?
A ja mam głupie pytanie - czy jak ktoś dopiero zaczyna i nie ma jeszcze tych kilku lat do porównania, to jak w ogóle ma wiedzieć ile wizyt ma sens? Bo czytam tę rozmowę i mam wrażenie że trzeba mieć za sobą całe lata żeby cokolwiek z tego rozumieć.
Wracając do pytania Martynki z początku wątku - ile wizyt jest dość. Słuchałam tu różnych podejść i mam wrażenie że odpowiedź brzmi: tyle ile wynika z cyklu, ale też tyle ile naprawdę możesz przeżyć świadomie. Bo czy dziesięć powierzchownych wizyt ma tę samą wagę co trzy głębokie?
Czytam to i mam takie przeczucie że może właśnie dlatego niektórym "nie działa" - jadą bo liczba mówi że powinni, ale bez prawdziwego wewnętrznego wezwania. Czy nie jest tak że liczba powinna tylko potwierdzać coś co już czujesz, a nie zastępować to czucie?
Przepraszam że się wtrącam, ale mnie nurtuje co iunego - czy jak miejsce jest bardzo stare, powiedzmy kapliczka sprzed kilkuset lat i nie wiadomo dokładnie kiedy ją postawiono, to w ogóle możliwe jest obliczenie jej liczby? Bo nie znam daty, znam tylko mniej więcej wiek.
Lucia zadała dobre pytanie bo ja też mam takie miejsce, stara figura przy drodze, nikt nie wie ile ma lat, jest na mapach z dziewiętnastego wieku ale pewnie starsza. Zawsze tam zatrzymuję się bo coś mnie przyciąga. Myślicie że takie miejsca mają liczbę mimo że jej nie znamy?
Lucia i Krysia_58 pytają o coś, co jest naprawdę ciekawym problemem numerologicznym. Jak liczyć wibrację miejsca bez daty? Moim zdaniem wtedy zostaje tylko nazwa - i to nie jest zły kierunek. Nazwa miejsca niesie energię niezależnie od tego kiedy ktoś to miejsce nazwał, bo ludzie wzmacniają wibrację przez to jak je nazywają przez wieki. Ale mam do was obu pytanie - czy te miejsca mają nazwę własną, czy tylko położenie geograficzne?
