Zaczęło się od tego, że w kilku różnych źródłach natrafiłem na zupełnie sprzeczne informacje o liczbie powtórzeń mantry. Jedne mówią 108, inne 9, inne 21 albo 40. I każde z tych źródeł podaje to jak pewnik, bez wyjaśnienia skąd ta liczba pochodzi numerologicznie. Zaczałem się zastanawiać, czy w ogóle jest jakaś zasada, która to reguluje, czy to czysta tradycja bez głębszego sensu liczbowego. Bo jeśli chodzi o wibrację liczby, to 108 rozkłada się na 1+0+8=9, czyli Dziewiątka, a 9 to liczba duchowego dopełnienia. Tylko pytanie, czy to ma znaczenie przy intencji, czy raczej przy samej energii dźwięku. Co wy myślicie, bo naprawdę nie wiem od czego tu zacząć szukać odpowiedzi.
Bardzo ciekawe pytanie. Ja się zastanawiałam nad tym samym przy pracy z czakrami. Przy każdej czakrze używam innej liczby powtórzeń i szczerze mówiąc wybieram je intuicyjnie, ale czuję, że coś za tym stoi. Skoro 108 redukuje się do 9, to czy według ciebie inna liczba redukująca się do 9 dałaby podobny efekt? Bo teoretycznie 36 albo 63 też jest dziewiątką...
Wtrącę się, bo przy rytuałach to jest bardzo ważna kwestia. Z mojego doświadczenia liczba powtórzeń nie jest obojętna i to nie tylko kwestia numerologii, ale też budowania energii rytualnej. Przy 9 powtórzeniach energia jest intensywna, skoncentrowana, jakby uderzenie. Przy 108 to jest inny rodzaj pracy, bardziej jak spirala, coraz głębiej. Pytanie do Celestyna: czy ty to traktujesz czysto numerologicznie, czyli liczy się tylko cyfrowa esencja, czy bierzesz pod uwagę też samą ilość jako czynnik energetyczny?
Słucham tej rozmowy i jestem ciekawa jednej rzeczy. Skąd wiecie, że to liczba powtórzeń robi różnicę, a nie po prostu czas jaki poświęcacie? Bo 108 powtórzeń trwa dłużej niż 9, więc może chodzi tylko o czas skupienia, a nie o samą liczbę?
Tak, testowałam. I to jest właśnie ta różnica, o której mówię. Szybkie 108 to jest inny rodzaj transu niż powolne 108. Energia jest, ale jakby bardziej powierzchowna przy szybkim tempie. Więc według mnie liczba i czas razem tworzą wibrację, nie jedno bez drugiego. Ale co do pytania Mistiki, to mam wrażenie, że ona pyta o coś ważniejszego: skąd w ogóle wiemy, że to nie jest tylko efekt skupienia jako takiego? I na to nie mam prostej odpowiedzi.
Przepraszam że się wtrącam, bo jestem tu raczej po informacje o innych rzeczach, ale to pytanie mnie uderzyło. Ja robiłam pewien rytuał i miałam powiedzieć słowa 7 razy. Pomyliłam się i powiedziałam 8. Czy to mogło coś zepsuć albo zmienić intencję? Serio się martwię, bo wynik był inny niż oczekiwałam.
Wracając do sedna wątku, bo rozmowa zaczyna iść w różne strony. Liczba 108 w tradycji wedyjskiej ma bardzo konkretne uzasadnienie, niezwiązane z numerologią zachodnią. 108 koralików w malali to nie jest kwestia redukcji do 9, to jest kwestia astronomiczna: odległość Słońca od Ziemi to ok. 108 średnic Słońca. To jest zakodowana kosmologia, nie numerologia. Dlatego trochę ostrożnie z mieszaniem systemów.
Bardzo dziękuję za tę dyskusję, naprawdę! Ja stosuję afirmacje i zawsze powtarzam je 21 razy, bo gdzieś przeczytałem, że 21 dni tworzy nawyk, więc pomyślałem, że 21 razy też ma sens. Ale teraz czytam że 2+1=3, trójka to ekspresja i radość. Czy to może być właśnie dlatego moje afirmacje działają lepiej niż kiedy próbowałem 10 razy?
Ja mam inną kwestie do tematu. Wszyscy mówią o powtórzeniach, ale nikt nie wspomniał o ORBACJI czyli o tym ile można sie mylić od założonej liczby. Przy czakrach jak mi braknie jednego powtórzenua to czuje ze cos nie graaaa. Ale jak mi braknie 5 to jest juz zupelnie inna energia. Czy numerologicznie jest jakis orb dla liczby, czyli ile mozna sie "pomylic" zeby liczba nadal trzymala swa wibracje?
Czytam tę rozmowę od początku i mam jedno pytanie, może naiwne. Czy te liczby powinny być zawsze stałe dla jednej osoby, czy mogą się zmieniać w zależności od okresu życia? Bo mam wrażenie, że moja liczba osobista zmienia się i może mój rytm powtórzeń powinien to odzwierciedlać.
Mam pytanie zupełnie podstawowe, bo trochę zgubiłam się w tej dyskusji. Jak w ogóle obliczacie swoje liczby osobiste do takich praktyk? Od daty urodzenia? Od imienia? I czy stosujecie jedno źródło, czy kombinujecie? Bo słyszałam o różnych systemach i nie wiem który jest miarodajny przy doborze liczby powtórzeń.
Siedemka jest bardzo duchową liczbą, więc przy medytacji może działać naprawde mocno. Ale ja mam siódemkę w roku osobistym teraz i faktycznie siódme powtórzenie zawsze czuje jako jakies przesilenie w ciele, trudno to inaczej opisac. Alamino, a jak długo już medytujesz? Bo to może tez miec znaczenie, im dłuzej praktykujesz tym czulszy jesteś na te subtelne momenty zmiany energii.
Kwestia limitu powtórzeń jest ciekawa sama w sobie. W tradycjach wedyjskich nie ma górnego limitu, są lakszawartana czyli powtórzenia stu tysięcy razy przy inicjacjach lub puraszczaranach. Ale to są praktyki wielodniowe z ścisłą dyscypliną. Dla codziennej medytacji granica praktyczna wynika z koncentracji, nie z numerologii. Pytanie jest inne: czy przy liczbie 7 jako osobistej zatrzymujesz się na 49 bo to 7x7, czy idziesz do 63 bo to 9x7, a suma 6+3 daje 9 jako uzupełnienie spirali? Oba podejścia mają logikę, ale dają inne doświadczenie.
Wtrącę się w kwestię limitu, bo to jest konkretne. Przy rytuałach pracuję z liczbami do 108 maksymalnie, chyba że robię coś wyjątkowego. Powyżej 108 uwaga zaczyna się rozpraszać u większości ludzi i energia staje się chaotyczna zamiast skupiona. Zresztą właśnie dlatego mala ma 108 koralików, nie 216. To jest też odpowiedź na pytanie o orbację, które wcześniej padło. Uważam, że przy tak długich seriach orbacja powinna być procentowa, nie bezwzględna. Pięć powtórzeń w tę czy tamtą przy 9 to jest ogromna różnica, ale przy 108 to ledwie 5 procent.
Czytam i właśnie o to mi chodziło z tym moim pytaniem wcześniej. Ja pomyliłam się przy siódmym powtórzeniu i powiedziałam osiem. Więc to było na samym końcu, nie w połowie. Czy to znaczy, że zakończenie energii rytuału było zaburzone? Przepraszam, że wracam do tego, ale ta rozmowa o orbacji mnie coraz bardziej niepokoi i chcę zrozumieć.
Nie chcę być złośliwa, ale ta rozmowa o orbacji trochę mnie nakręca do pytania. Skąd wiadomo, że to był błąd w rytuale, a nie po prostu to, że rytuał zadziałał, bo zadziałał, niezależnie od liczby? Malinka07 sama mówi, że efekty były. Więc może ta ósemka nie była błędem tylko zmianą, a zmiana dała inny wynik niż oczekiwany, nie gorszy?
Wow, naprawdę wow, tyle wiedzy w jednym miejscu. Przepraszam, że zabieram głos, ale to pytanie Mistiki mnie poruszyło. Czy to znaczy, że nie ma złych liczb przy mantrach, tylko nieoczekiwane? Bo to by było uspokajające. Bardzo dziękuję wszystkim za tę rozmowę, naprawdę się tu dużo uczę.
Ja mam taką historię. Przez kilka miesięcy robiłam wizualizacje i zawsze zatrzymywałam się na 12 powtórzeniach oddechu, intuicyjnie. Potem policzyłam, 1+2=3, a trójka jest moją liczbą ekspresji. Ale 12 to też godziny na zegarze i 12 miesięcy. Nie wiem, czy to numerologia czy coś bardziej archetypowego, ale rytm 12 był dla mnie czymś naturalnym jak bicie serca. Celestyn, czy jest jakaś metoda na sprawdzenie, czy moja intuicyjna liczba jest zgodna z moim układem, czy może działam na jakiejś zewnętrznej symbolice?
Ale właśnie to mnie gubi. Czytam tę dyskusję od samego początku i cały czas nie jestem pewna, czy mam szukać jednej liczby na zawsze, czy dostosowywać. Jak zaczęłam medytować, to instynktownie robiłam 7 razy i myślałam, że tak już zostanie. A teraz słyszę, że może co rok powinnam to weryfikować? To trochę dezorientuje.
Skoro Madzialena_F do mnie odsyła, to powiem tak. W tradycji nie ma podziału na mantry doraźne i fundamentalne w taki sposób, jaki tu opisujesz. Jest pojęcie nitya i naimittika, czyli obowiązki stałe i okazjonalne, ale to nie dotyczy ilości powtórzeń, tylko rodzaju rytuału. Ilość powtórzeń w tantrze jest ustalana przez guru indywidualnie i zwykle nie zmienia się. Co nie znaczy, że podejście numerologiczne jest złe, po prostu jest innym systemem.
Ale chyba nie każdy musi miec guru zeby sensownie pracowac z mantrami? Nie wszyscy mamy dostep do takiej tradycji i wydaje mi sie ze numerologia może być właśnie takim przewodnikiem dla osób, które pracuja samodzielnie. Przynajmniej daje jakiś punkt odniesienia zamiast strzelac w ciemno.
Precyzja to chyba nie jest właściwe słowo dla żadnego z tych systemów, ani dla numerologii, ani dla intuicji. Ja patrzę na to inaczej, czy dana liczba powtórzeń tworzy stan, który czuję jako skończony i zamknięty. Czasem to 9, czasem 18, czasem 36. Numerologia pomaga mi to uzasadnić po fakcie albo wybrać punkt startowy, ale ostatecznie weryfikatorem jest moje ciało i stan świadomości po mantry, a nie tabela.
Chcę dorzucić wątek, który tu się jeszcze nie pojawił. Przy runach mam bardzo podobny dylemat z cyklami i liczby tam też grają rolę, bo jest 24 runy w Futhark i to 24 pojawia się w praktykach wielokrotnie. Ale kiedy zaczynam łączyć to z numerologią własnego układu, to często liczby się kłócą. Celestyn, jak ty radzisz sobie z konfliktem między systemami w jednej praktyce?
U mnie wyszło organicznie, że przy runach trzymam się logiki runicznej i 24 albo jego pochodnych. Przy czystych mantrach sięgam po układ numerologiczny. Rzadko je łączę i może właśnie dlatego nie mam konfliktu. Chociaż ostatnio próbowałam coś z Algiz i 7, bo to moja liczba urodzeniowa, i było to bardzo intensywne. Nie wiem, czy za intensywne.
To pytanie Martynki jest chyba centralnym pytaniem całego wątku, tylko że my je omijamy i zamiast odpowiadać, budujemy coraz bardziej rozbudowane systemy praktyczne. Nie mówię, że to złe. Mówię, że warto wiedzieć, że się go omija. Sam nie znam odpowiedzi. Mogę powiedzieć co mi działa, ale dlaczego działa, to już inna historia.
to jest pierwsza wypowiedź w tej dyskusji, która mnie naprawdę zatrzymała. Bo przez całą tę rozmowę wszyscy mówili co robić, jak dostosowywać, kiedy brać rok osobisty a kiedy liczbę urodzeniową. A ty mówisz, że nie wiesz dlaczego to działa. To czy w takim razie te wszystkie reguły, które tu padają, to nie jest po prostu zbiorowe układanie porządku tam, gdzie go nie ma?
szczerze, najpierw poczułam. Dopiero potem policzyłam, że to dwa razy 7. I właśnie to mnie trochę uspokaja, bo przynajmniej wiem, że nie sugerowałam sobie z góry efektu.
