Zastanawiam się od jakiegoś czasu czy rośliny doniczkowe mają swoje wibracje numerologiczne - nie tylko jako żywe istoty, ale przez same nazwy gatunków. Liczyłam ostatnio dla siebie portret numerologiczny i przy okazji wpadło mi do głowy, że skoro imiona ludzkie mają swoje liczby, to czemu nie miałyby ich nazwy roślin? Wzięłam na warsztat kilka moich ulubionych - monstera, paproć, fikus. Monstera wychodzi mi na 4, co ciekawie gra z jej wyglądem - ta roślina jest solidna, cierpliwa, rośnie powoli ale pewnie. Ktoś to kiedyś liczył?
Nigdy o tym nie myślałam, ale teraz kiedy piszesz to zaczynam się zastanawiać. Jak w ogóle liczyć nazwę rośliny? Bierzesz polską nazwę czy łacińską? Bo przecież monstera to jedno, ale monstera deliciosa to już coś innego numerologicznie chyba?
Zawsze zakładałam że rośliny mają wibracje przez swoje właściwości energetyczne, zapach, kolor - a nie przez nazwy. Lawenda to lawenda dlatego że pachnie i działa, nie dlatego że litery w słowie coś sumują. Ale może to działa na dwóch poziomach jednocześnie? Tzn. roślina ma swoją energię, a nazwa ją tylko opisuje albo wzmacnia?
Hm, ale tu jest pewna niekonsekwencja. Jeśli bierzemy polską nazwę, to "rozmaryn" będzie miał inną liczbę niż "rosmarinus" po łacinie. Która z tych liczb opisuje samą roślinę, a która opisuje nasze z nią relacje? Prowadzę notatki i widzę że w astrologii każdy system ma jakiś punkt zakotwiczenia - a tu punkt zakotwiczenia wydaje się płynny.
Przeprszam że się wtrącam bo ja jestem bardziej od horoskopów, ale chciałam zapytać - czy jeśli mam w domu roślinę której nie znam nazwy, to znaczy że nie ma wibracji? Bo mam taką zieloną dużą i nie wiem co to jest 🙂
Słuchajcie, pracuję z symboliką roślin od dawna i wydaje mi się że mieszacie dwie rzeczy. Numerologia nazwy to jedna kwestia - czysto lingwistyczna, możesz to liczyć dla każdego słowa. A wibracja samej rośliny to coś co wynika z jej natury, jej elementu, jej relacji z człowiekiem. Te dwie rzeczy mogą się zgadzać albo nie.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że numerologia nazwy jest ciekawym tropem, ale w magii roślinnej nigdy nie spotkałam żeby ktoś to stosował praktycznie. Tzn. żeby dobierać roślinę do rytuału na podstawie liczby jej nazwy. Czy ktoś z was to próbował? Bo mi się wydaje że to mogłoby być nawet sensowne jako dodatkowy filtr przy wyborze rośliny intencyjnej.
A jak w ogóle się liczy te liczby dla nazw? Ja znam tylko że się dodaje cyfry z daty urodzenia, ale dla słów to chyba inaczej? Pytam bo mam fiołka i chciałabym wiedzieć czy do mnie pasuje 🙂
ojej to super, ale mam pytanie - Ł to jest 3 bo jest na jakiej pozycji w alfabecie? Bo Ł jest specyficznie polskie, nie ma go w oryginalnej tablicy chyba?
To jest dokładnie to o czym pisałam wcześniej - brak stabilnego punktu zakotwiczenia. Jeśli ta sama roślina, w zależności od systemu i języka, wychodzi na zupełnie inne liczby, to co te liczby tak naprawdę opisują? Nie podważam całej numerologii, ale przy roślinach ten problem jest bardzo wyraźny.
Mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz - czy ta wibracja się zmienia kiedy roślina umrze albo kiedy zmienia właściciela? W magii często liczy się intencję i właściciela, a nie sam przedmiot. Roślina kupiona dla siebie a roślina podarowana to dwa różne byty energetycznie.
Wracając do tego co pisała Rozmarynka o braku zakotwiczenia - mam wrażenie że może to jest właśnie cecha numerologii roślin, a nie jej błąd. Człowiek ma jedną datę urodzenia, stałą. Roślina ma nazwę w kilku językach, nazwy lokalne, nazwy handlowe. Może każda z tych nazw opisuje inny aspekt jej natury. Skrzydłokwiat po polsku, Peace lily po angielsku, Spathiphyllum po łacinie - to może być jak trzy różne twarze tej samej rośliny.
To by tłumaczyło czemu ta sama roślina inaczej działa na różne osoby. Może ktoś kupił ją znając angielską nazwę i wchodzi w wibrację angielską, a ktoś inny zna tylko polską. Ale to brzmi trochę jak filozofia a nie numerologia już, nie?
Ale może data kiedy trafiła do mnie do domu jest najważniejsza? Bo to jest jakby "moje urodziny" z rośliną? Kupiłam fiołka w listopadzie, może powinnam liczyć z tej daty?
A moja zielona bez nazwy co z nią? Mam ją chyba od wiosny, jak kupowałam sadzonki na targu i nie byłam pytana jak sie nazywa 🙂 Czy mogłabym jej jakoś nadać imię żeby miała wibracje? Czy to nie jest oszukiwanie?
Hej, ale to że możemy "zaprojektować" wibrację rośliny przez wybór imienia sprawia że cały koncept trochę się kruszy, nie? Jeśli możemy ją dowolnie kształtować, to może wibracja jest w nas, a nie w roślinie.
Słucham tej dyskusji i mam takie skojarzenie ze snami. Mam w notatniku zapisane od lat kiedy mi się śniły konkretne rośliny i za każdym razem baobab i paproć pojawiają się przed dużymi zmianami. Nie wiem czy to kwestia ich "wibracji" czy moich skojarzeń, ale wzorzec jest wyraźny. Czy ktoś liczyła numerologię snów z roślinami?
Ciekawy wątek ze snami, ale trochę nas ponosi od roślin doniczkowych 🙂 Wróćmy może do sedna - ktoś próbował kiedykolwiek dobrać roślinę do pokoju na podstawie liczby jej nazwy? Tzn. wybrać gatunek świadomie, a nie kierować się wyglądem czy właściwościami pielęgnacyjnymi? Interesuje mnie czy jest tu jakaś praktyczna historia.
Dobra, to odpiszę na pytanie Wibracji22 o świadomy dobór rośliny. Próbowałem raz przy aranżacji przestrzeni do medytacji. Szukałem czegoś do kąta na wschód od środka pokoju i zamiast iść na wygląd, policzyłem nazwy kilku roślin które mi odpowiadały. Wyszła mi szóstka dla skrzydłokwiatu, siódemka dla storczyka. Chciałem siódemkę, bo to pokój do wyciszenia i refleksji. Poszedłem ze storczykiem. I szczerze? Nie wiem do dziś czy to działa, bo nie mam punktu odniesienia. Nie mam wersji bez storczyka do porównania.
Wracając do pytania o metodę doboru - mnie bardziej kusi inne podejście. Zamiast liczyć gatunek, może liczyć konkrety: sklep, ulicę sklepu, datę zakupu. Wtedy masz historię numerologiczną tej konkretnej rośliny która do ciebie trafiła, nie gatunku jako pojęcia. Tylko to chyba bardziej osobisty portret niż wibracja rośliny jako takiej.
Muszę się tu wtrącić bo to jest ważna różnica. Numerologia imion człowieka też nie zakłada że imię tworzy osobę od zera - zakłada że rodzice nieświadomie wybierają imię które pasuje do duszy dziecka. Może tak samo jest z botanicznymi nazwami? Ktoś kto nazwy nadawał mógł to robić z jakimś wewnętrznym wyczuciem energetycznym, niekoniecznie świadomym.
Ciekawe założenie, ale Linneusz który klasyfikował większość roślin był przyrodnikiem i racjonalistą. Raczej nie myślał kategoriami wibracji 🙂 Choć... kto wie co robił intuicyjnie.
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i muszę zapytać wprost - czy ktokolwiek z was ma przykład gdzie policzył wibrację rośliny, postawił ją w konkretnym miejscu i coś się zmieniło w sposób który dał się odróżnić od przypadku? Nie mówię że to niemożliwe, ale ta rozmowa toczy się od wielu postów i ciągle jesteśmy na poziomie teorii.
A jak sie robi taki portret dla gabinetu? Liczy sie liczbę gabinetu, liczbę właściciela i dobiera roślinę żeby pasowała? Czy tylko roślinę dla przestrzeni? Bo chciałabym może posprawdzać u siebie w pokojach ale nie wiem od czego zaczyć
Mam tę bezimienną, fikus, i jakiegoś kaktusa co dostałam. Fikus sie nazywa fikus to chyba mogę liczyć? A kaktus to co liczyć, nie znam nawet jego nazwy dokladnie
No i wracamy do tego samego problemu co wcześniej z kaktusami. Nazwa rodzajowa kontra gatunkowa kontra handlowa. Helenka, mam pytanie które może upraszcza sprawę - pamiętasz jak roślina była opisana na etykiecie w sklepie albo jak ją sprzedawca nazywał?
Na etykiecie było napisane "fikus benjamina" chyba, ale etykieta sie zgubiła. Sprzedawca mówił po prostu "beniamin". Czy to wystarczy do liczenia? Beniamin to imię, więc może liczyć jak imię?
