Właściwie to pytanie Dobrusia_69 o ogonki otwiera szerszy problem - numerologia jako system powstała dla alfabetu łacińskiego bez polskich znaków. Kiedy stosujemy ją do języków z diakretykami, zawsze jest jakaś interpretacja pośrednia. Ciekawi mnie czy ktoś tu pracuje z numerologią hebrajską albo grecką i czy tam w ogóle pojawia się takie zagadnienie.
Froen znowu wraca do pytania o prawdziwość i rozumiem ten impuls, ale może inne sformułowanie pomoże. Zamiast pytać "która liczba jest prawdziwa", może warto zapytać "dla kogo ta liczba działa". Numerologia zachodnia działa w zachodnim kontekście kulturowym. Gematria w hebrajskim. Może energia miejsca jest wielowarstwowa i każdy system dotyka innej warstwy?
Wróćmy na chwilę do tego co mówiła Adeptka o polu możliwości - chcę sprawdzić czy dobrze rozumiem. Czyli miasto z liczbą 7 nie "przyciąga" filozofów dlatego że ma jakiś magnes, ale raczej stwarza warunki w których filozoficzne myślenie łatwiej kiełkuje? To jest inne rozumienie niż to, które miałam w głowie.
To porównanie do gleby podoba mi się bardziej niż magnes. Ale mam pytanie - czy gleba może się zmieniać? Tzn. czy numerologia miejsca jest stała od momentu założenia miasta, czy może się zmieniać np. kiedy miasto zmienia nazwę?
Obserwatorka dotknęła czegoś bardzo głębokiego. Miejsca mają pamięć energetyczną która nie wymazuje się samą zmianą nazwy. Zmiana nazwy może być jak nowe ubranie - zewnętrzna forma się zmienia, ale coś głębiej trwa. W pracy z miejscami mocy właśnie ta wielość warstw czasowych jest jedną z najtrudniejszych rzeczy do odczytania.
Pracowałam przy kilku rytuałach oczyszczenia miejsc i faktycznie jest różnica między tym co czujesz w miejscu z "czystą" historią a miejscem gdzie nakładały się różne warstwy wydarzeń i nazw. To nie jest łatwe do opisania słowami, ale jest coś jak podwójny sygnał - jakbyś słuchała dwóch stacji radiowych jednocześnie. Jedna głośniejsza, jedna szumiąca w tle.
Czytam ten wątek od początku i cały czas się zastanawiam nad jedną rzeczą - czy małe miejscowości, wsie, mają taką samą energię jak duże miasta? Bo cały czas mówimy o Wrocławiu, Łodzi, Gdańsku. A ja mieszkam w małej miejscowości i nie wiem czy to w ogóle działa w takiej skali.
Policzyłam swoją miejscowość jak radziła Ulcia90 i wyszła mi czwórka. Nie wiem co to znaczy dla małego miejsca, ale faktycznie jest tu jakaś taka... przyziemność? Ludzie bardzo zakorzenieni, mało kto wyjeżdża. Czy czwórka to jest właśnie ta energia?
Trochę jedno i drugie szczerze mówiąc. Bezpiecznie, ale jakby za ciasno czasem. To ma sens przy czwórce?
Obserwatorka zadaje dobre pytanie. Siódemka działa głęboko, ale jej efekty często wychodzą na zewnątrz w sposób który zmienia duże struktury - właśnie dlatego że energia jest skoncentrowana a nie rozproszona. Rewolucja zrodzona z głębokiego myślenia i niezgody wewnętrznej to bardzo siódemkowa historia. Co innego ekspansja handlowa Danziga, co innego duchowy bunt Gdańska.
Ale chwila - to wygląda trochę jak dopasowywanie interpretacji do faktów po fakcie. Jakby każde wydarzenie historyczne można wcisnąć w dowolną liczbę zależnie od tego jak się ją opisze. Gdańsk z Solidarnością można nazwać "duchowym buntem" i mówić że to siódemka, albo "wielkim ruchem społecznym" i powiedzieć że to 22. Skąd wiemy że nie robimy właśnie tego?
Słucham tego od dłuższego czasu i mam pytanie może trochę z boku - czy miejsca święte, kościoły, kapliczki, mają inną numerologię niż nazwy miast? Bo wydaje mi się że tam energia jest inaczej "załadowana" niż w zwykłym mieście, niezależnie od liczby.
Trochę się gubię w tej rozmowie. Chcę zapytać o coś bardzo konkretnego - jeśli ktoś planuje przeprowadzkę i chce sprawdzić energię miejsca, to od czego w ogóle zacząć? Liczyć samą nazwę miasta, dzielnicę, ulicę? Bo czytam tutaj że jest tyle warstw i nie wiem co jest najważniejsze dla zwykłej osoby.
Mam dwa miasta na liście - Wrocław i Poznań. Różnie o nich słyszę od znajomych, ale to jest bardziej ta ludzka opinia, nie energetyczna. Nie wiem czy je liczyć normalnie po polsku czy jest jakaś inna metoda.
Ale tu znowu wracam do tego co mówiłem wcześniej - jeśli każde miasto można opisać tak żeby pasowało do każdej osoby zależnie od kontekstu, to co nam to mówi? Wrocław jest miastem transformacji więc dla kogoś kto szuka spokoju to złe, a dla kogoś kto chce się rozwijać to dobre. To jest interpretacja która zawsze będzie trafna bo jest na tyle szeroka że cokolwiek się stanie, można powiedzieć "właśnie, to ta energia". Czy jest jakiś sposób żeby to sfalsyfikować?
Słucham tej wymiany między Froenem a Kobaltem i mam inne pytanie - czy ktoś tu kiedyś podjął decyzję o przeprowadzce lub ważnym wyborze miejsca właśnie na podstawie numerologii i może powiedzieć jak to wyszło? Nie teoria, tylko konkretne doświadczenie.
Częstochowa to 8. Ósemka to władza, siła, ale też duchowość rozumiana przez pryzmat manifestacji i oddziaływania na świat. I powiem że to do mnie bardzo przemawia - Częstochowa jest centrum nie tylko religijnym ale też politycznym, historycznym, symbolem narodowej tożsamości. To nie jest cicha, kontemplacyjna siódemka. To jest energia która mobilizuje masy i zmienia rzeczywistość zbiorową.
Trochę się boję się tu odezwać bo to wyższy poziom niż moje tematy, ale mam wrażenie że ta rozmowa mnie wciąga i nie rozumiem jednej rzeczy - czy ta energia miejsca działa na mnie bez względu na to czy o niej wiem? Znaczy czy jak jedzie się do Częstochowy bez żadnej wiedzy o numerologii, to ta ósemka i tak na mnie wpływa?
Liczyłem przez ostatnią godzinę i mam jakieś wyniki, choć nie jestem pewien metody. Kalwaria Zebrzydowska - wychodzi mi 11. Licheń - 7. Góra Świętej Anny - 6. Nie wiem czy dobrze liczę bo z podwójnymi literami zawsze mam wątpliwość. Może ktoś sprawdzi za mną?
Przy polskich nazwach ja zawsze stosuję tabelę gdzie ą=1, ę=5, ó=7, ś=1, ź=7, ż=8, ć=3, ń=5, ł=3. Sama ją sobie ułożyłam latając po różnych źródłach i sprawdzałam intuicyjnie czy wyniki "brzmią" prawdziwie dla miejsc które znam. Wiem że to subiektywne, ale czy ktoś zna jakiś oficjalny standard dla polskich liter?
Mam pytanie do całej tej dyskusji o metodzie - czy w numerologii w ogóle jest jakaś szkoła która poważnie opracowała kwestię języków innych niż angielski? Bo czytałam że Pitagoras szył system pod grekę, Kabała pod hebrajski, ale co z polskim? Czy istnieje jakaś słowiańska tradycja numerologiczna osobno?
Wtrącę się z czymś innym - myślę że za bardzo skupiamy się na metodzie liczenia i tracimy z oczu pytanie o energię miejsca jako taką. Byłam w Częstochowie kilka razy i za każdym razem czuję coś co trudno opisać. Czy to 8 czy 11 czy cokolwiek innego - ta energia jest realna niezależnie od cyfry. Liczba jest tylko językiem opisu.
A co z miejscami które nie są sakralne ale mają jakąś osobliwą energię? Znam jedno miejsce w lesie koło Olsztyna, lokalni mówią że tam dziwne rzeczy się dzieją, ale to nie jest żadne sanktuarium ani miejsce pielgrzymek. Czy numerologia nazwy miejscowości czy obszaru też by tam działała? I jak w ogóle liczyć nazwę lasu?
To co Igorek i Powojka piszą to bardzo ważny wątek dla całego tematu. Miejsca mocy często nie mają oficjalnych nazw albo mają kilka nakładających się. Myślę że wtedy działa zasada którą można by nazwać "aktywną nazwą" - ta którą faktycznie używają ludzie którzy z tym miejscem obcują. Energia jest żywa tam gdzie jest przepływ uwagi i intencji pokoleń. Co myślicie?
"Aktywna nazwa" to ciekawy koncept, ale mam do niego pytanie. Jeśli energię niesie ta nazwa którą ludzie faktycznie używają, to co z miejscami gdzie używa się równolegle kilku nazw? Bo na przykład Kraków to jedno, ale Krakov, Cracow, Krakau - każda z tych form funkcjonuje w świadomości ludzi. Czy każda tworzy osobne pole?
Wróćcie na chwilę do tego co pisał Bronek54 o Kalwarii Zebrzydowskiej i jedenastce. Mnie zastanawia czy to przypadek że miejsce o tak wyraźnie mistycznym charakterze dostaje liczbę mistrzowską? Albo inaczej - ile miejsc duchowych w Polsce dostałoby zwykłą trójkę albo dwójkę i co byśmy wtedy powiedzieli?
Słuchajcie, wracam do pytania z tytułu wątku bo mi się wydaje że trochę zagłębiamy się w metodologię kosztem meritum. Miejsca mocy - czy ich energia wynika z nazwy czy nazwy próbują opisać energię która już tam jest? Jak byłam w kilku miejscach w Polsce które lokalni uważają za energetyczne, to zawsze czułam że energia jest pierwotna, a nazwa wtórna.
