Zaczęłam ostatnio czytać o numerologii chorób i kompletnie mnie to wciągnęło. Chodzi o to, że każda choroba czy dolegliwość ma swoją liczbę wibracyjną, która wskazuje na pierwotną, duchową przyczynę problemu. Na przykład choroby związane z czwórką mają wynikać z problemów z fundamentami, bezpieczeństwem, domem - dosłownie i w przenośni. Czy ktoś z was to stosuje? Czy szukacie może partnera z którym można przejść taką transformację i razem pracować nad tym przez liczby? Bo ja mam wrażenie, że sama nie dam rady tego wszystkiego ogarnąć.
Temat mnie bardzo kręci, bo pracuję z czakrami i często widzę, jak blokady energetyczne manifestują się w ciele. Ale powiedz mi, Heniu - od której strony wchodzisz w ten temat? Bo numerologia chorób to dość szeroka sprawa. Są szkoły, które liczą z daty urodzenia, inne biorą imię, inne patrzą na rok wystąpienia choroby. Którą metodę masz na myśli?
Muszę tu wejść z lekką korektą. Przypisywanie chorób konkretnym liczbom drogi życia to dość późny wynalazek, raczej z XX-wiecznej numerologii popularnej niż z którejkolwiek klasycznej tradycji - czy to kabalistycznej gematrii, czy pitagorejskiej. W pitagorejskiej numerologii liczby opisują charakter i tendencje, ale nie dawano im wprost znaczeń medycznych. To ważne rozróżnienie, bo inaczej można się pogubić szukając przyczyn tam, gdzie ich nie ma.
Mogę dorzucić perspektywę astrologiczną, bo to się łączy. W astrologii medycznej każda planeta rządzi innymi narządami i układami. A planety mają swoje liczby w tradycji kabalistycznej. Słońce - 6, Księżyc - 9, Saturn - 3 itd. Jeśli ktoś ma silnego Saturna w złym aspekcie, to często pojawiają się problemy z kośćmi, skórą, zębami. I w numerologii trójka ma podobne skojarzenia z ograniczeniami. Więc te systemy mogą się nawzajem potwierdzać.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się - jak wy w praktyce obliczacie tę liczbę choroby? Bo data urodzenia to jedno, ale słyszałem też, że liczy się datę zachorowania albo pierwszego objawu. Czy ktoś to stosował i jak to wyglądało?
Mogę zapytać o coś konkretnego? Bo mam siedem lata wstecz zdiagnozowaną chorbę autoimmunologiczną i od zawsze czułam, że za tym stoi coś głębszego niż tylko genetyka. Policzyłam moją siódemkę jak Henia i też mam siódemkę. To znaczące, że dwie osoby z tym samym wynikiem mają podobne problemy zdrowtone?
Nikt takich badań nie robił, przynajmniej żadnych, które spełniałyby podstawowe kryteria metodologiczne. Ale Pranava - nie deprecjonuję całości. Jeśli ktoś przez pryzmat swojej liczby zaczyna pytać "co tłumię, czego się boję, jakie przekonania blokuję" - to może być wartościowa praca z sobą. Problem zaczyna się, gdy liczba staje się wyrocznią zamiast pytaniem.
Słuchajcie, a co z przedmiotami? Bo znam koncepcję, że pewne kamienie i kryształy noszą wibracje odpowiadające konkretnym liczbom i przez to mogą wspierać leczenie na poziomie energetycznym. Na przykład ametyst to wibracja siódemki. Czy to się łączy z tymi obliczeniami numerologicznymi? Ktoś to łączył w praktyce?
Dobra, ale ja mam konkretny problem i szukam konkretnej odpowiedzi. Mam od lat nawracające bóle pleców, żaden lekarz nie znalazł fizycznej przyczyny. Moja liczba drogi życia to czwórka. Co z tego wynika i co mam zrobić? Bo czytam tę dyskusję i widzę dużo teorii, a mało praktyki.
a powiedz mi więcej o tym, co rozumiesz przez "partnera w pracy". Chodzi ci o kogoś, kto też zna numerologię i razem byście analizowali wzorce? Czy raczej o kogoś, kto po prostu towarzyszy w tej drodze, niekoniecznie jako ekspert?
Chodzi mi o obie rzeczy naraz, trochę. Kogoś, kto nie będzie się śmiał, gdy powiem, że moja siódemka może się wiązać z tym, jak tłumię emocje, i kogoś, kto może patrzeć na swoje liczby równolegle. Bo czuję, że praca w parze tworzy jakieś lustro, którego samej sobie nie jestem w stanie zrobić.
To "lustro" to ciekawy obraz. Ale zastanawiam się, czy nie kryje się tu pewne ryzyko. Jeśli pracujesz z kimś, kto patrzy przez ten sam system, to możecie się wzajemnie potwierdzać w interpretacjach, które niekoniecznie są trafne. Jak wy na to patrzycie - czy partner w takiej pracy powinien raczej znać ten system, czy może lepiej, żeby przychodził z zewnątrz?
Rozumiem Henię i myślę, że to uczucie jest dość powszechne w tej społeczności. Chodzi o wspólny język. Trudno pracować nad czymś głębszym z kimś, kto przy każdym słowie o wibracji liczby patrzy na ciebie jak na kosmitę. Ale wracając do meritum - czy ta praca w parze ma sens numerologicznie? Czy zgodność liczb drogi życia między dwojgiem ludzi cokolwiek wnosi do procesu leczenia, który tu omawiamy?
Ja mam pytanie trochę z boku - czy ta praca w parze dotyczy tylko par romantycznych, czy też można to robić z przyjacielem albo siostrą? Bo moja siostra też ma chorobę autoimuno... autoimmunologiczną i zastanawiam się, czy nasze liczby razem coś mówią.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym "nie może być przypadek". Dwie siostry z podobnymi problemami zdrowotnymi to mogą być wspólne geny, podobne środowisko w dzieciństwie, podobna dieta, podobny stres. Skąd wiemy, że to liczby a nie biologia? Pytam szczerze, nie złośliwie.
Pranava zawsze z tym samym. Rozumiem sceptycyzm, ale jeśli ktoś jest tu po to, żeby weryfikować system naukowo, to może nie to forum. Mnie bardziej interesuje, co z tą czwórką i siódemką w parze - czy to cokolwiek znaczy dla tych sióstr praktycznie?
Energetyczka, ale to co mówisz to bardziej psychosomatyka niż numerologia, prawda? Nie kwestionuję, tylko chcę zrozumieć, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie. Bo mam wrażenie, że te systemy się tu mocno przenikają i nie wiem już, co jest czym.
Może właśnie dlatego partner w tej pracy jest ważny - żeby ktoś z zewnątrz powiedział "tu się gubisz między systemami, wróć do siebie". Bo sama zaczynam tracić wątek, co mówią liczby, a co mówi moje własne ciało.
I może ta rozmowa o partnerze jest tak naprawdę rozmową o tym, czy można samemu siebie usłyszeć przez te liczby. Bo jeśli ciało mówi jedno, a numerologia drugie, to kto ma rację? I co z tym zrobić, gdy nie wiesz, czemu bardziej ufać?
to co właśnie napisałaś jest chyba najważniejszą rzeczą w tej całej dyskusji. "Szukam potwierdzenia, które już wiem." I nie mówię tego złośliwie, bo sam tak robiłem z medytacją - interpretowałem doznania tak, żeby zgadzały się z tym, czego się spodziewałem. Jak odróżniasz moment, gdy liczby cię czegoś uczą, od momentu, gdy tylko potwierdzają?
No i znowu wchodzimy w filozofię zamiast rozmawiać o tym, co praktyczne. Remigiusz, tarot ma ten sam problem i jakoś nikomu to nie przeszkadza. Może po prostu trzeba siedzieć z symbolem i czekać, aż coś zaskoczy. Mnie bardziej ciekawi, czy ktoś tu realnie poprawił swój stan zdrowia idąc tropem numerologicznym.
Nagietka zadała kluczowe pytanie i chcę przy nim zostać. Bo jeśli numerologia działa jako "zewnętrzny autorytet, który zezwala", to znaczy, że efekt jest prawdziwy, ale mechanizm niekoniecznie metafizyczny. I to nie musi podważać wartości praktyki - ale powinno zmienić to, jak jej używamy. Zamiast pytać "co mówią liczby", może powinniśmy pytać "co chcę usłyszeć i dlaczego sam sobie na to nie pozwalam".
Kabalista, zgadzam się z tym obrazem dialogu, ale mam pytanie do grupy: czy w takim razie numerologia chorób to coś specyficznego, czy każdy system symboliczny mógłby tu zastąpić? Bo jeśli to tylko struktura dialogu, to czemu nie sny, nie tarot, nie medytacja z intencją? Co konkretnie wnosi numerologia, czego inne systemy nie dają?
Czytam to i myślę o swoim przypadku. Mam liczbę życia osiem i całe życie problemy z nerkami, a gdzieś czytałam że ósemka wiąże się z wydalaniem i równowagą. Nie wiem czy to prawda, ale kiedy to zobaczyłam, poczułam jakby coś się ułożyło. Czy to naiwne?
Słucham tej rozmowy i coraz bardziej myślę, że pierwotna przyczyna choroby w numerologii to nie jest pytanie o to, czy siódemka "powoduje" bolące kolana. To pytanie, czy przez liczby możemy dotrzeć do wzorców, które sami w sobie tworzymy. I może dlatego szukam kogoś do tej pracy - bo sama ze swoimi wzorcami siedzę zbyt blisko, żeby je zobaczyć.
Henia, to co napisałaś na końcu - że szukasz partnera do transformacji, nie tylko odpowiedzi - to jest chyba klucz do całego tego wątku. Bo numerologia chorób jako samotna praktyka to jedno, ale czy ktoś tu faktycznie miał kogoś bliskiego, z kim razem pracował nad interpretacją swoich liczb i stanu zdrowia? Ciekawi mnie, czy to w ogóle ma sens robić w parze, czy wręcz odwrotnie - cudze liczby mogą nam zaciemnić obraz własnych wzorców.
Seba86 zadał dobre pytanie, bo praca z czakrami w parze daje zupełnie inny efekt niż solo - i podejrzewam, że numerologia też tak działa. Ale chcę wrócić do sedna tematu, bo trochę nam uciekł. Pytanie brzmiało: czy liczby ujawniają pierwotne przyczyny dolegliwości. I po tej długiej rozmowie wciąż nie mam odpowiedzi, co konkretnie znaczy "pierwotna przyczyna" w tym kontekście. Czy ktoś może to sprecyzować? Bo inaczej rozumie to Henia, inaczej Kabalista, a inaczej chyba rozumiał to Szeptun.
