Ostatnio siedziałam nad mapą Polski i zaczęłam liczyć wartości numerologiczne nazw różnych miejscowości. Wyszły mi rzeczy, które totalnie mnie zaskoczyły. Kraków daje 6, Warszawa 7, Wrocław 11 - to liczba mistrzowska. Czy ktoś z was w ogóle myślał o tym, że samo miejsce, w którym żyjemy albo do którego jedziemy, może mieć swoją własną numerologiczną wibrację? Bo mam wrażenie, że to jest kompletnie pomijany temat, a może mieć ogromne znaczenie przy wyborze miejsca zamieszkania albo pracy.
Nigdy na to tak nie patrzyłem, szczerze. Zawsze liczyłem datę urodzenia, imię, ale żeby nazwę miasta? Jak w ogóle to liczysz? Bierzesz każdą literę i przypisujesz jej cyfrę z tablicy Pitagorasa?
Ale czekaj - czy to nie jest tak, że polska nazwa i na przykład łacińska albo niemiecka nazwa tego samego miasta da zupełnie inne wyniki? Bo Wrocław to po niemiecku Breslau. To która wersja jest "prawdziwa" numerologicznie?
Ale to by oznaczało, że energia miasta zmieniła się po tym jak Niemcy wyjechali z Wrocławia. Zmiana nazwy to zmiana wibracji? Ciekawe o tyle, że z historycznego punktu widzenia Wrocław po 1945 był miastem w zasadzie budowanym od nowa - inni ludzie, inne języki, inna tożsamość. Może numerologia to po prostu odzwierciedla.
Muszę się tu wtrącić, bo pracuję z energią miejsc od wielu lat i to jest temat rzeka. Numerologia nazwy to jedno, ale samo miejsce - jego gleba, historia, to co się tam działo przez wieki - ma swoją warstwę, której żadna liczba w pełni nie opisze. Liczba może wskazać kierunek, ale to nie jest cała prawda o miejscu mocy.
Trochę się gubię - co to właściwie znaczy "miejsce mocy"? Czy to są konkretne lokalizacje, które ktoś wyznaczył, czy każde miejsce może mieć swoją moc?
Mam pytanie do Adeptki właściwie - jak interpretujesz szóstkę dla Krakowa? Bo szóstka kojarzy mi się z opieką, rodziną, czasem z pewną stagnacją. Kraków to miasto uniwersytetów, kultury, ale i takiego zadufania w sobie. Widzisz tu połączenie?
Dobra, ale tu mam problem. Żaden system numerologiczny nie był tworzony z myślą o polskich literach. Mamy ą, ę, ś, ć, ż, ź - co z nimi? Wrzucasz je jako odpowiedniki łacińskie czy masz jakieś inne mapowanie? Bo od tego zależy wynik.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, może naiwne - czy w takim razie można sobie wybrać miasto do zamieszkania na podstawie numerologii? Jak byś to w ogóle robiła praktycznie?
Hej, też mam to pytanie w głowie. Bo jedną rzecz to rozważać to jako ciekawostkę, ale zupełnie inną - podejmować decyzje życiowe na podstawie wibracji nazwy miejscowości.
Wawel też sprawdziłaś, napisałaś - i co wyszło? Bo to mnie bardziej kręci niż Ślęża, bo Wawel to nie jest odludna góra kultu, to jest żywe miasto z milionem warstw historycznych. Różne nazwy, różne języki, zamek, smok, królewskie groby. Jak to w ogóle liczyłaś - tylko "Wawel" czy też "Kraków-Wawel"?
22 dla Wawelu to brzmi przekonująco na papierze, ale mam pytanie - czy nie jest tak, że liczby mistrzowskie trafiają się częściej niż myślimy, bo zawsze można nie redukować do podstawy i zostawić 11, 22, 33? Trochę to wygląda jak mechanizm, gdzie "mocne" miejsca dostają "mocne" liczby, bo liczący decyduje kiedy redukować.
Wracam do tego Wrocławia i Breslau, bo nikt nie odpowiedział mi wprost. Policzyłam sama i Wrocław wychodzi mi 6, a Breslau wychodzi... chwilę policzę... 4. Czwórka to stabilność, praca, fundamenty. Szóstka to harmonia i opieka. Oba pasują do jakiejś wizji tego miasta, ale są różne. Więc które jest "naprawdę" Wrocławiem energetycznie?
A czy ktoś liczył nazwy miejscowości, które zniknęły? Mam na myśli wsie czy miasteczka, które zostały zalane przy budowie zbiorników albo całkiem opuszczone. Zastanawiam się, czy da się coś powiedzieć o numerologicznym "losie" takiego miejsca po fakcie.
Mnie w tym wątku ciekawi coś innego - czy rozmawiamy o energii samej nazwy jako dźwięku, który ludzie wypowiadają, czy o energii miejsca, do której liczba jest tylko kluczem? Bo to są dwie różne rzeczy i nie wiem, czy wszyscy mówią o tym samym.
Hej, to może głupie pytanie, ale - czy w takim razie jeśli jakieś miasto zmieni nazwę, to można powiedzieć że numerologicznie "zaczyna od nowa"? Tak jak człowiek, który zmienia imię?
Ale intencja zbiorowa tysięcy mieszkańców, którzy zaczynają używać nowej nazwy, wypowiadają ją, piszą na kopertach, uczą dzieci - czy to nie jest właśnie ta realna wibracja? Niekoniecznie intencja władzy, ale fakt fonetyczny.
Ok, ale wtedy i tak nie ma jednej odpowiedzi na to, bo zależy od momentu w czasie. Wrocław w 1946, kiedy większość mieszkańców mówiła jeszcze po polsku na ulicach niemczyzną w myślach, miał inną "zbiorową wibrację nazwy" niż Wrocław w 2000 roku. Numerologia daje jeden wynik, a rzeczywistość jest procesem.
Zastanawiam się, czy jest jakaś prosta metoda, żeby sprawdzić "swoje" miasto - czy to gdzie mieszkasz teraz, czy to skąd pochodzisz. Bo czytam ten wątek i nie rozumiem jak konkretnie policzyć tę liczbę dla nazwy. Czy jest jakaś tabela liter?
A co z miejscami, które nie mają nazwy? Znaczy - polami, lasami, konkretnym miejscem w lesie gdzie zawsze się dobrze czujesz? Tam nie ma nazwy do policzenia, a energia bywa bardzo wyraźna.
Wróćmy na chwilę do tego co sam zapytałem o wsie które zniknęły. Adeptka odpowiedziała o Nowej Hucie, co mnie bardzo naprowadziło. Ale chodzi mi o coś innego - czy numerologia może wskazywać na "los miejsca" zanim ten los nastąpi? Nie post-faktycznie, ale naprawdę predictywnie? Bo jeśli nie, to jest tylko opowiadanie historii po fakcie.
Policzyłam w końcu swoje miasto według tabeli co Adeptka podała. Wyszła mi 7. Czytam że siódemka to introspekcja, analiza, poszukiwanie prawdy. I mam takie dziwne wrażenie że to pasuje do klimatu tego miejsca, ale nie wiem czy to nie jest autosugestia. Jak to rozróżnić?
Wracam do pytania Bronek54 o predictywność, bo myślę że się nie rozumiemy co do tego, jak numerologia w ogóle powinna działać z miejscami. Nie chodzi o przepowiednię - chodzi o pole możliwości. Siódemka nie mówi "to miasto upadnie", mówi "to miasto będzie przyciągać pewien typ energii i pewien typ mieszkańca". To nie przepowiednia, to coś bliższego charakterystyce.
Adeptka powiedziała coś ważnego o "polu możliwości". Ale chcę zapytać wprost - czy w takim razie możemy powiedzieć, że jakieś miasto ma "złą liczbę"? Czy numerologia miejsc jest oceniająca, czy tylko opisująca? Bo jeśli tylko opisuje, to każda liczba jest jednakowo dobra. A jeśli ocenia - to kto decyduje, że na przykład 4 jest gorsza od 11?
Każda liczba od 1 do 9 niesie swoją wibrację i żadna nie jest zła sama w sobie. Ale są zestawienia, które tworzą napięcie. Jeśli ty jako osoba jesteś liczbą 3 a miasto gdzie mieszkasz ma liczbę 8, to ta kombinacja może ci nie służyć, bo 3 jest twórcze i spontaniczne, a 8 bardzo ambicjonalne i materialne. Nie że 8 jest złe - tylko niekompatybilne z twoim profilem.
Przepraszam że się wtrącam w środku, ale mam proste pytanie - czy przy liczeniu nazwy miasta liczymy polskie znaki jak ą, ę, ó, ź normalnie jako kolejną literę alfabetu, czy pomijamy ogonki i liczymy jak bez nich? Bo na przykład "Łódź" ma ł, ó i ź, które w łacińskim alfabecie nie istnieją. Czy jest jakaś zasada?
To znaczy że jak policzę Łódź z ł jako osobną literą wyjdzie mi inna liczba niż gdybym traktowała ł jako l? I która wersja jest "prawdziwa"? Bo jak obie są równie ważne, to czy miasto ma dwie energie jednocześnie?
