Zastanawia mnie od jakiegoś czasu czy ktoś analizował numerologicznie ile pieśni pada w trakcie mszy czy innych ceremonii sakralnych. Chodzi mi o to że np. msza tradycyjna łacinska ma ścisły porządek i tam liczby nie są przypadkowe. Introitus, Kyrie, Gloria, Credo, Sanctus, Agnus Dei... to jest 6 elementów śpiewanych, ale z graduałem i alleluia wychodzi 8. Ósemka to liczba równowagi i odnowy, a w tradycji kabalistycznej też nie bez powodu pojawia się na ósmym dniu obrzezanie. Czy ktoś jeszcze grzebał w tym kierunku? Bo wydaje mi się że kościelni kompozytorzy średniowieczni wiedzieli co robią numerologicznie, tylko że ta wiedza gdzieś przepadła albo jest celowo nie nagłaśniana.
To ciekawy trop, bo rzeczywiście w tradycji chrześcijańskiej liczby w liturgii nie są przypadkowe, ale chciałabym doprecyzować zanim pójdziemy dalej. Mówisz o liczbie pieśni jako takiej, czy o wartości numerologicznej sum liter tytułów tych pieśni? Bo to są dwie różne metody i dają zupełnie inne wyniki. W pierwszym przypadku liczymy to co jest widzialne w strukturze, w drugim wchodzimy głębiej w wibrację nazwy. Które podejście masz na myśli?
Ja w ogóle nie wiedziałam że można tak patrzeć na mszę. Zawsze myślałam że te pieśni to tylko tradycja muzyczna, nie że za tym coś stoi. Ale teraz jak o tym czytam to zaczynam się zastanawiać czy to co śpiewamy w kościele w mojej miejscowości, a zwykle jest 4 albo 5 pieśni, ma jakieś znaczenie. Czwórka to stabilność chyba?
Mam pytanie do Celtykaaa bo zaczął temat, a potem ktoś wspomniał o pars fortunae i chciałam zapytać czy to nie jest bardziej astrologiczne niż numerologiczne? Ja rozumiem pars fortunae jako punkt w horoskopie wyliczany ze słońca, księżyca i ascendentu, a nie z liczb pieśni. Czy ktoś to stosuje w połączeniu z numerologią ceremonii, bo to byłoby coś co chciałabym przetestować przy najbliższej nowiu.
W moich praktykach używam obu i stosuję je do różnych warstw ceremonii. Pars fortunae z horoskopu mówi mi o zewnętrznym przepływie energii w danym momencie, a liczba fortuny z numerologii imienia mówi o wewnętrznym potencjale osoby prowadzącej ceremonię. Dla mnie to nie jest konkurencja, tylko dwa różne filtry tej samej rzeczywistości. Ale rozumiem że dla kogoś kto zaczyna może to być dezorientujące.
Dobra ale czy ktoś może powiedzieć wprost jakie liczby są w ogóle święte w kontekście ceremonii bo tu dużo teorii a mało konkretów. Słyszałem o 3, 7, 9, 12, 40. To które naprawdę coś znaczą i jak je stosować praktycznie? Nie chodzi mi o teorię tylko o to co faktycznie działa.
Przepraszam że się wtrącę ale właśnie siedzę i liczę te pieśni z niedzielnej mszy w pamięci i wychodzi mi 5. Znaczenie piątki to co w numerologii? Bo czytałam różne rzeczy i jedni piszą że to zmiana i wolność, inni że niestabilność. To jest dobra liczba dla ceremonii kościelnej czy nie?
Wracając do pars fortunae bo to mnie naprawdę ciekawi, próbowałam kiedyś liczyć swoją część fortuny metodą numerologiczną i astrologiczną i wyszły mi dwie zupełnie różne liczby, a mianowicie 6 z numerologii i coś zupełnie innego z horoskopu. Nie wiedziałam którą traktować poważniej. Malinowa, jak ty to rozstrzygasz gdy wychodzi różnica?
Wracając do ceremonii bo to jest temat wątku, to chciałem dodać że w rytach masońskich liczba 3 jest absolutnie centralna. Trzy uderzenia, trzech wielkich oficerów, trzecia stopień wtajemniczenia. I to jest tradycja która wprost czerpie z pitagoreizmu i kabały. Więc mamy potwierdzenie że były środowiska które budowały ceremonię numerologicznie całkowicie świadomie, nie tylko intuicyjnie. To odpowiedź na wątpliwość Boruty trochę wcześniej.
Masońska trójka to rozumiem, ale czy to nie za dużo zakładać że kościół i masoneria mają wspólne korzenie numerologiczne? Bo masoneria powstała później niż msza, więc kto od kogo przejął tę trójkę?
To jest właśnie ciekawe bo to nie jest kwestia zapożyczenia jeden od drugiego. Obaj czerpali z tego samego pnia, czyli z tradycji pitagorejskiej i hebrajskiej. Trójka była święta na długo przed kościołem i masonerią. Problem w tym że trudno udowodnić ciągłość przekazu, bo większość tych rzeczy nie była zapisywana wprost.
ale to jest właśnie ten problem o którym pisałem wcześniej. Jak liczba jest wystarczająco "pierwotna" to można ją przypisać dosłownie każdej tradycji. Trójka jest wszędzie bo ludzki umysł lubi trójki, nie dlatego że jest w niej wibracja.
Wracając do liturgii bo trochę znowu odpłynęliśmy - w tradycji chrześcijańskiej mamy też liczbę 12 jako absolutnie centralną. Dwunastu apostołów, dwanaście pokoleń Izraela, dwanaście miesięcy. W mszy to się pojawia mniej wprost, ale w kalendarzu liturgicznym dwunastka jest wszędzie. 1+2=3, więc numerologicznie wraca do trójki. To nie jest przypadkowe uproszczenie, to celowa struktura.
Przepraszam że znowu wracam do swojego pytania o pars fortunae, bo chcę dobrze zrozumieć. Malinowa pisała że obie wartości, astrologiczna i numerologiczna, są prawdziwe na różnych poziomach. Ale jak mam ceremonię i chcę wybrać datę, to która ma pierwszeństwo? Nie mogę słuchać obu jednocześnie jak pokazują co innego.
Mam pytanie do Malinowej bo pisze praktycznie i cenię to. Jak łączysz te dwa systemy przy wyborze daty ceremonii w praktyce? Bo ja próbowałam i zawsze mam tak że albo numerologicznie dobra data, ale tranzyt zły, albo odwrotnie. Rzadko się zdarza że oba systemy się zgadzają.
Chcę dodać coś do wątku o świętych liczbach w ceremonii, bo tu mało kto wspomniał o czterdziestce. W tradycji biblijnej czterdzieści jest absolutnie kluczowe, czterdzieści lat wędrówki, czterdzieści dni potopu, czterdzieści dni na pustyni. W numerologii 4+0=4, a czwórka to fundament i ziemia. Ale czterdziestka jako całość ma inną wibrację niż prosta czwórka.
Dobra, ale nadal nikt mi nie odpowiedział konkretnie. Jeśli planuję ceremonię i nie jestem ekspertem od kabały ani od pitagorasa, to jaką liczbę pieśni powinienem wybrać żeby ceremonia miała sens? Czy jest jakaś bezpieczna, dobra liczba dla kogoś kto zaczyna?
Ok, trójka albo siódemka, zapamiętam. Ale mam jeszcze jedno pytanie, bo chcę zrozumieć zanim po prostu zastosuję. Skąd wiem że ceremonia jest "o manifestacji" a nie "o połączeniu duchowym"? Bo dla mnie każda ceremonia jest trochę o obu naraz.
Wracam do tego co Malinowa pisała wcześniej o hierarchii między pars fortunae a numerologią. Mam teraz konkretną sytuację i chcę sprawdzić czy dobrze rozumiem. Moja liczba drogi życia to 7, moja ceremonia osobista będzie 3. dnia miesiąca, a pars fortunae mam w Strzelcu. Czy to jest w ogóle zestaw który można czytać razem czy to są za bardzo różne języki?
Mam takie spostrzeżenie trochę z boku tej dyskusji. Cały czas rozmawiamy o liczbach przed ceremonią, tzn. jak wybrać datę, ile pieśni, która liczba. Ale czy ktoś z was sprawdzał co się dzieje z liczbami po ceremonii? Tzn. czy numerologicznie jest jakiś moment w którym ceremonia "zamknęła swój cykl"?
To co Halinka opisuje to brzmi jak naturalne wyczucie cyklów, nie koniecznie przypadek. W numerologii jest pojęcie roku osobistego, miesiąca osobistego i nawet dnia osobistego i te cykle rzeczywiście mają swoje momenty zamknięcia. Dziewiątka jako domknięcie cyklu to jedna z bardziej spójnych rzeczy w numerologji między różnymi szkołami. Warto też zapytać ile pieśni było na tej ceremonii, bo to by domknęło obraz.
Wtrącę się do sporu Boruta i Wiktora. W praktyce ta nierozróżnialność przestaje być problemem w momencie gdy zaczynasz przewidywać, a nie tylko tłumaczyć po fakcie. Jeśli przed ceremonią powiem że cykl zamknie się w dziewiątym dniu i tak się stanie, to już coś znaczy. Retrospektywna interpretacja jest słaba, prospektywna jest mocniejsza. Czy ktoś tu próbował przewidywać z numerologji ceremonii zanim się odbyła?
Wracając do głównego pytania wątku, bo mam wrażenie że trochę odpłynęliśmy. Celtyk pytał o liczby święte w kontekście pieśni liturgicznych i mszy. Chcę dodać jedną rzecz której nikt jeszcze nie powiedział, mianowicie o dwójce. W liturgii dwójka pojawia się przez antyfony, czyli śpiewy na dwa głosy lub dwa chóry. To jest archaiczna forma i numerologicznie dwójka to dialog, dopełnienie, ale też napięcie między biegunami. Nie jest przypadkiem że psalm responsoryjny to zawsze wymiana.
Dobry punkt Szafranka o dwójce, sam o tym nie pomyślałem w kontekście antyfon. To zmienia trochę obraz, bo jeśli liturgia używa dwójki jako struktury dialogu między kapłanem a ludem czy Bogiem a człowiekiem, to liczba pieśni to nie jedyna numerologja w mszy. Jest też numerologja w samej formie śpiewu. Ciekawe czy ktoś kiedyś analizował mszę pod tym kątem całościowo, tzn. nie ile pieśni, ale jakie są typy muzycznych form i jakie to daje liczby.
Mam pytanie do Celtyka i Szafranki. Jak analizujecie formę muzyczną w mszy, to czy psalmy responsoryjne i antyfony liczycie jako osobne numery czy jako jedną jednostkę? Bo to mocno zmienia wynik końcowy. I czy wliczacie też ciche modlitwy śpiewane przez kapłana, które nie są właściwie pieśniami dla ludu?
Trochę się gubię w tej dyskusji ale mam jedno proste pytanie. Mówicie o liczeniu pieśni w mszy i o tym że to ma znaczenie. Ale co jeśli ktoś chodzi na mszę i nie decyduje ile pieśni będzie? Organista wybiera. Czy wtedy ta numerologja w ogóle działa na mnie jako uczestnika czy tylko na tego co planował ceremonię?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno spostrzeżenie. Wszyscy mówią o mszy i ceremonii religijnej, ale czy te same zasady numerologiczne dotyczą ceremonii całkowicie świeckich? Na przykład mam znajomą która organizuje coś w rodzaju ceremonii intencji, bez żadnego wymiaru kościelnego. Czy tam też liczba pieśni ma znaczenie, czy to działa tylko w kontekście sacrum które już jest naładowane tradycją?
