Wpadłem ostatnio na temat numerologii zapachowej i zaczęło mnie to pochłaniać. Konkretnie chodzi mi o to, ile razy rozpylamy olejek lub perfumy na ciało - czy ta liczba ma znaczenie wibracyjne. Bo jeśli liczba kroków, oddechów, świec ma swoją numerę, to czemu nie liczba aplikacji zapachu? Mam wrażenie, że kiedy robię to 3 razy, coś się inaczej układa w relacjach niż gdy robię 5 razy. Może to przypadek, ale chciałem się zapytać czy ktoś to bada. I drugie pytanie: czy u was ta praktyka przynosi intensywne napięcie w związkach, przyciąganie - czy raczej frustrację i tarcia?
Ciekawe podejście, bo numerologia zapachu to temat rzadko poruszany. Zanim powiem co myślę o liczbie aplikacji, chcę dopytać - mówisz o olejkach eterycznych czystych, czy o perfumach kompozytowych? To ma znaczenie, bo w olejkach każda nuta też niesie swoją wibrację i liczba może działać inaczej niż przy syntetycznych perfumach.
Przyznam że trochę sceptycznie patrzę na tę konkretną gałąź numerologii, bo liczba psiknięć to jednak dość dowolna zmienna - kto liczy tak skrupulatnie? Ale z drugiej strony ciekawi mnie jedno: skąd pochodzi w ogóle ta idea? Czy to jakaś tradycja, konkretna szkoła numerologiczna, czy raczej nowe opracowania?
Numerologia zapachu ma swoje korzenie częściowo w kabale, gdzie liczby łączono z żywiołami i substancjami zapachowymi używanymi podczas ceremonii. Ale łączenie liczby aplikacji z efektem to już bardziej współczesna interpretacja, nie ma jednej szkoły. Norbert, a jak obliczasz którą liczbę wybrać? Przez liczbę życiową, liczbę dnia, intencję?
Przepraszam że się wtrącam ale trochę się pogubiłam. To znaczy że jeśli ktoś ma np. liczbę życiową 4, to nakłada cztery razy olejek? Czy to tak działa? I co jeśli wyjdzie liczba 11 albo 22, to też nakładamy tyle razy?
A czakry mają tutaj jakiś sens? Tzn pytam bo słyszałam że miejscce nałożenia olejku na ciele jest ważne nie tylklo ile razy sie nakłada. Szyja, nadgarstki, okolice serca - to chyba nie jest przypadkowe przy relacjach?
No ale w praktyce ezoterycznej bardzo często systemy się przenikają. Nie twierdzę że to ortodoksja, ale efekty mam. I wracając do pytania z tematu - czy u kogoś ta liczba aplikacji wpłynęła jakoś wyraźnie na relacje? Bo ja mam wrażenie że trójka daje mi więcej napięcia erotycznego, a piątka jakieś dziwne tarcia i kłótnie bez powodu.
u mnie piatka tez działa fatalnie przy relacjach, ale myslałam że to przez sam zapach który wtedy używam. Może to jednak liczba? Choć piątka to zmiana i wolność, więc może te tarcia to właśnie energia zmiany która wchodzi w związek i go rozbija trochę?
Piątka w numerologii to Merkury, komunikacja, ale też rozproszenie. Przy relacjach miłosnych to raczej nie jest dobra wibracja jeśli zależy nam na trwałości. Ja zawsze polecam dwójkę lub szóstkę przy intencjach partnerskich. Szóstka to Wenus, miłość i harmonia, sześć razy to właśnie ta energia.
Przepraszam że przerywam, bo jestem mniej obeznany z tym tematem, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czy to znaczy że osoba która chce użyć olejku np. różanego żeby przyciągnąć partnera, powinna najpierw obliczyć swoją liczbę życiową i tyle razy go nałożyć? Czy raczej patrzymy na liczbę dnia lub coś innego?
Słucham tej rozmowy i mam jedno konkretne pytanie do wszystkich - czy ktokolwiek tu prowadzi jakikolwiek zapis? Tzn. czy notujecie: dałam trzy razy różany, taka intencja, taki efekt? Bo bez tego to ciężko mówić że liczba "działa" albo "nie działa".
Ja prowadzę coś w rodzaju dziennika rytuałów, ale przyznam że nie zawsze dokładnie. Bardziej zapisuję liczbę i ogólne odczucie po fakcie. Kalinowa - a jak ty w ogóle sprawdzasz skuteczność czegokolwiek w obszarach ezoterycznych, jeśli podchodzisz do tego sceptycznie?
Kwestia dziennika rytuałów to bardzo dobry trop. W tradycjach hermetycznych prowadzenie zapisów było obowiązkiem, nie opcją. Bez tego rzeczywiście trudno ocenić powtarzalność. Norbert, co konkretnie rozumiesz przez "więcej napięcia" przy trójce - napięcie erotyczne, konfliktowe, czy energetyczne w sensie intensywności kontaktu?
a co z czakrą sakralną? Czytałam że ona jest od relacji i przyciągania, więc moze tam tez powinno sie nakładac przy takich intencjach? Czy to za bardzo dosłowne?
To ważna uwaga, czyste olejki eteryczne mogą mocno podrażnić skórę, szczególnie w wrażliwych miejscach. Ale wracając do meritum tego wątku - mam pytanie do Norberta. Pisałeś o nakładaniu pod relację albo pod siebie. Czy próbowałeś kiedyś połączyć obie liczby i zobaczyć co wychodzi? I jeśli tak, to którą metodą redukowałeś sumę?
Jedynka i jedynka razem to podwójny impuls, dwa "ja" które szukają dominacji. Przy relacjach to może generować właśnie taki efekt - bardzo silny start, ale każde z was ciągnie w swoją stronę. Chaldejska tradycja przy takich sumach radzi rozkładać aplikacje na dwa etapy - pięć i sześć, albo sześć i pięć zależnie od fazy księżyca.
I tu dochodzimy do sedna tego całego wątku. Większość tego co tu opisujemy to synkretyczne podejścia - każdy buduje własny system z kawałków różnych tradycji. To nie jest złe, ale warto być z tego świadomym zamiast twierdzić że to "chaldejska tradycja". Norbert, wracając do Twojego pytania z tematu - czy testujesz różne liczby systematycznie, czy zmieniasz je zależnie od nastroju?
Tadek97 podsumował to całkiem trafnie - każdy tu buduje własny system. Ale wracając do mojego oryginalnego pytania o liczbę rozpyleń: czy ktoś w ogóle próbował liczyć rozpylenia inaczej niż przez liczbę ścieżki życia? Bo mi przyszło do głowy że może liczba imienia byłaby tu lepsza, skoro olejek to sprawa "zewnętrzna", tego jak cię czują inni?
I to jest właśnie uczciwa odpowiedź, której wcześniej brakowało w tej dyskusji. Spójność wewnątrz jednego systemu to minimum. Problem zaczyna się gdy ktoś bierze liczbę ścieżki z pitagorejskiego, a znaczenie cyfry z chaldejskiego, i miesza to bez refleksji. Do tematu olejków: liczba imienia jako wyznacznik liczby aplikacji ma sens, ale wtedy pytanie brzmi - czyje imię, swoje czy osoby którą chcesz przyciągnąć?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i trochę mi się to w głowie miesza. Czyli jak dobrze rozumiem: liczba rozpyleń pochodzi z numerologii, miejsce na ciele z systemu czakr, a zapach to znowu coś osobnego? Jak to wszystko połączyć żeby miało sens a nie było losowym mixem?
Intencja jako spoiwo systemów - z tym się zgadzam. Widziałem to też w pracy z runami, gdzie możesz łączyć różne aspekty i runy nie "kłócą się", jeśli wyraźnie wiesz czego chcesz. Ale do tematu - czy ktoś próbował liczyć rozpylenia wg liczby dnia w którym się aplikuje? Tzn. na przykład jeśli jest szósty dzień miesiąca, robisz sześć.
Ale wtedy wracamy do pytania Norberta z początku tego wątku i sprzed kilkudziesięciu postów. Czy to jest nadal numerologia zapachu, czy staje się kalendarzem rytualnym? Bo sama liczba dnia to numerologia, ale zupełnie inny jej wymiar niż liczba osobista. Norbert, kiedy zaczynałeś ten temat, miałeś na myśli liczbę stałą czy zmienną?
Faza księżyca przy perfumowaniu się to coś o czym słyszałam ale nigdy nie szukałam głębiej. Czy ktoś faktycznie to stosuje? Tzn. inaczej aplikuje w nowiu a inaczej w pełni?
To "psyknięcie zerowe" jako nastawienie intencji ma swój precedens w rytuałach inicjacyjnych - otwarcie sakralnej przestrzeni przed działaniem. Ale w kontekście numerologii zapachu jest to dość śmiałe rozszerzenie. Ciekaw jestem czy ktoś spotkał to opisane w jakimś źródle, czy to raczej własna praktyczna interpretacja?
Słucham tej rozmowy o psyknięciu zerowym i zastanawiam się - czy nie komplikujemy za bardzo czegoś, co miało być prostą praktyką? Norbert na początku pytał ile psyknięć, a my jesteśmy już przy intencjach inicjacyjnych i aktywacji. Gdzie jest granica między rytuałem a zwykłym nakładaniem perfum?
czy ktoś próbował powiazać liczbę psyknień z liczbą imienia partnera a nie swoją własną? bo jak mi chodzi o intencje miłosne to chyba powinnam brać jego wibracje nie moją??
To co Majka opisuje - imię jako bezpośrednie wołanie - ma uzasadnienie w tradycjach magii imienia. Imię to pierwsza wibracja jaką świat otrzymał od danej osoby. Przy rytuałach skierowanych do kogoś konkretnego imię jest mocniejsze niż ścieżka życia właśnie dlatego. Ścieżka życia opisuje przeznaczenie, imię opisuje obecność.
