To mi daje do myślenia. Czyli wybór tarota już z góry determinuje czy liczby są centralne czy peryferyczne? Jak ktoś wybiera marsylski, de facto wybiera numerologię jako podstawowy język, a jak Waite'a - ma wybór?
Okej, ale to mnie zastanawia - jak ktoś pracuje z marsylskim i faktycznie musi polegać na liczbie, to skąd wie co dana liczba znaczy? Czy jest jakiś kanon znaczeń, który wszyscy stosują, czy każdy sobie wypracowuje własny? Bo z tym co znam z numerologii życiowej, jedynka to jedno, a w kontekście kart może coś zupełnie innego.
Ale jak nie ma jednego kanonu, to jak w ogóle można to porównywać z numerologią życiową? Bo tam chyba też nie ma jednego systemu - widziałem że Pitagoras to jedno, a kabała liczy inaczej. Czy te systemy dają te same odpowiedzi dla tej samej liczby czy zupełnie różne?
Przepraszam że się wtrącam, bo ja naprawdę nie mam takiej wiedzy jak wy - ale czy to znaczy że jak ktoś mi robi wróżbę z kart i mówi "wyciągnęłaś jedynkę, to znaczy że...", to ja nie wiem nawet w jakim systemie ona działa i czy mam to traktować poważnie?
To jest kwestia automatyzacji. Jak długo pracujesz z tarotem, znaczenia liczb zaczynają być natychmiastowe, tak jak nie czytasz liter tylko słowa. Ale to trwa lata, nie miesiące. Na początku albo się przerywa kontakt, albo się nie liczy - i to jest normalny etap. Pytanie do Kazi - jak długo pracujesz z kartami? Bo to zmienia co bym powiedziała.
Jakieś cztery lata, ale raczej niesystematycznie. Dla siebie głównie, dla innych rzadziej. Nie mam poczucia żebym miała znaczenia liczb "w kościach", właśnie dlatego pytam.
Cztery lata niesystematycznie to może być tak naprawdę dwa lata intensywnie, albo miesiąc, trudno powiedzieć. Ale mam konkretną sugestię - czy próbowałaś robić ćwiczenie tylko z liczbami, bez obrazków? Wyciągnij kartę, zakryj obrazek, zostaw tylko numer i kolor. Co czujesz. To przyspiesza automatyzację bardziej niż studiowanie.
Och, takie cwiczenie to brzmi świetnie. Ale jak zakryć orazek jeśli liczba jest napisana na kartcie przy samym obrazku? Nie wiem czy dobrze rozumiem. Czy chodzi o to żeby patrzeć tylko na liczbę i kolor i nie analizować rysunku?
Słuchajcie, mam trochę inne pytanie w związku z tym co Czarek powiedział o automatyzacji. Jeśli znaczenia liczb stają się automatyczne i nieświadome, to czy w pewnym sensie wracamy do intuicji? Czy wtedy różnica między liczącym a intuicyjnym czytaniem znika?
Ja bym zapytała wprost, szczerze. Proszę powiedzieć mi jak pani/pan interpretuje liczby na kartach. I po odpowiedzi można by chyba wyczuć czy ta osoba wie o czym mówi. Przynajmniej tak mi się wydaje. Choć może to też naiwne z mojej strony.
To co Betalia powiedziała o spójności rzutu mnie zatrzymało. Czyli nie tylko sama liczba na karcie ma znaczenie, ale to jak liczby w całym rzucie ze sobą rozmawiają? Czy wy to w ogóle sprawdzacie podczas sesji, czy to już za dużo warstw naraz?
To zależy od rozkładu. Jeśli mam trójkartowy rzut, to suma albo powtarzające się liczby są dla mnie zauważalne natychmiast. Przy większych układach - celtycki krzyż na przykład - to już jest materiał do analizy po, nie w trakcie. Nie da się tego ogarnąć na bieżąco bez lat pracy.
I tu właśnie widzę sedno całego wątku - Kazia75 pytała na początku czy zawsze musimy liczyć karty, i odpowiedź jest chyba taka: nie zawsze, ale kiedy już liczymy, to musimy mieć system na tyle opanowany żeby liczby coś wnosiły a nie tylko komplikowały odczyt. Bez tego lepiej w ogóle nie liczyć niż liczyć bez sensu.
Ale to rodzi kolejne pytanie - czy można nauczyć się pracować z liczbami w kartach osobno, jako umiejętność, i dopiero potem integrować to z resztą odczytu? Czy od razu trzeba to ćwiczyć w całości?
A czy takie ćwiczenie z zakrywaniem obrazu działa też dla archanów wielkich? Bo tam przecież nie ma tylko numerku, cała karta jest przepełniona symbolami i trudno mi wyobrazić sobie oddzielenie liczby od reszty.
Przepraszam że znowu pytam o podstawy, ale czy archany wielkie i małe to jest to samo co te duże karty z postaciami i te mniejsze z kielichami i mieczami? Bo jak tak, to teraz rozumiem dlaczego to inna sytuacja, tylko chciałam się upewnić.
A czy macie jakiś konkretny sposób na to żeby sprawdzić po czasie czy dana interpretacja była trafna? Bo to mi się wydaje jedynym sposobem żeby ocenić czy naprawdę się opieramy na systemie czy tylko myślimy że tak robimy.
To znaczy Czarek zapisujesz dosłownie co konkretnie oznaczała dana liczba w danym momencie? Bo ja jak próbowałam prowadzić takie notatki to wychodziło mi że interpretuję tę samą liczbę za każdym razem trochę inaczej, i nie wiedziałam czy to jest elastyczność systemu czy po prostu brak konsekwencji z mojej strony.
i to jest właśnie clou - ta sama liczba naprawdę może mieć trochę inne odcienie w zależności od pozycji w układzie, sąsiadujących kart, pytania. Elastyczność nie jest błędem, ale powinna mieć granice. Jeśli Szóstka raz dla ciebie znaczy harmonię, a innym razem stratę, to już jest problem i warto to sobie nazwać.
Granice wyznacza tradycja, przynajmniej w systemach które mają długą historię. W kabale każda liczba ma przypisane atrybuty, i nie są one wymyślane na bieżąco - są utrwalone w tekstach. Problem pojawia się kiedy ktoś miesza różne tradycje bez świadomości skąd co pochodzi. Wtedy granice się rozmywają i każde znaczenie może być "poprawne".
Ale właśnie - Swietowit ma punkt. Jak ktoś dziś pisze o numerologii i mówi że Siódemka znaczy coś innego niż w tradycyjnym systemie, to kto ma rację? Czy to jest po prostu kwestia tego jaką szkołę wybrałaś i trzymasz się jej konseketntnie?
A skąd w ogóle wiadomo do której szkoły należy dany zestaw znaczeń? Bo jak kupuję książkę o numerologii i tarocie to ona zwykle nie mówi wprost "to jest system Chaldejski" tylko po prostu podaje znaczenia. I teraz nie wiem co należy do jakiej tradycji.
Mam pytanie do Betalia - jak sprawdzić tę logikę? Tzn. jak odróżnić "rozumiem dlaczego" od "zapamiętałam że"? Bo mam wrażenie że sama często myślę że rozumiem jakieś znaczenie a tak naprawdę po prostu wykułam je na pamięć.
Przepraszam że wchodzę z takim prostym pytaniem przy tej dyskusji, ale czy w takim razie nauka numerologii do tarota to jest coś co trzeba zrobić przed nauką samych kart, czy można uczyć się równolegle? Bo czytam ten wątek od początku i mam wrażenie że bez tego numerologia do kart to trochę bez sensu.
Tak, to jest właśnie to o czym myślę. Jakiś punkt poza samą relacją. Ale mam jeszcze jedno pytanie do wszystkich - czy liczycie tylko pozycje kart w układzie, czy też bierzecie pod uwagę numerologię dnia albo osoby pytającej? Bo to chyba robi z tego całkiem rozbudowany system.
można pracować na różnych poziomach naraz, ale ja bym radziła zacząć od jednego. Numerologia kart w układzie to jest pierwsza warstwa. Numerologia osoby pytającej to jest kontekst. Numerologia dnia to jest tło. Jak na początku próbujesz patrzeć na wszystkie trzy, to zamiast głębszego odczytu dostajesz chaos.
Ja mam pytanie trochę z boku - czy to napięcie między kartą a sumą może się pojawić też kiedy liczymy numerologię osoby pytającej razem z kartami? Bo Kazia75 to też zaczęła. Jak liczba życiowa pytającego gra wbrew sumie układu to co z tym?
