Zaczął mnie ostatnio nurtować temat, który chyba rzadko pojawia się w kontekście numerologii - mianowicie liczby związane z pielgrzymkami i peregrinacjami duchowymi. Czytałem o starożytnych szlakach pielgrzymich i uderzyło mnie, że praktycznie każdy z nich ma jakąś wyraźną liczbę - Camino ma 777 km w wariancie francuskim, Droga do Santiago w ogóle obraca się wokół 7, japońskie pielgrzymki do 88 świątyń Shikoku mają tę 8 zdwojoną... Zastanawiam się, czy to przypadek czy jest w tym głębsza numerologiczna logika. Czy liczba mil, dni albo stacji ma znaczenie dla efektu duchowego podróży? A co z Lilith - bo czytałem też, że w niektórych tradycjach peregrinacja ma wyzwalać właśnie ciemniejszą stronę energii, tę buntowniczą, która zaczyna od cichego nieposłuszeństwa i potrafi przerodzić się w coś destrukcyjnego jeśli nie jest właściwie prowadzona. Czy ktoś łączył te dwa tematy?
No to jest ciekawe zestawienie, ale chyba trochę mieszasz pojęcia. 777 w Camino to nie jest zamierzona numerologia tylko taki zbieg okoliczności geograficzny, szlak wyznaczyli w oparciu o historię, nie o kabałę. Inaczej to wygląda przy celowo konstruowanych rytualnych trasach, jak te japońskie 88 świątyń - tu rzeczywiście liczba 8 jest zamierzona i symbolizuje nieskończoność oraz cykl odrodzenia. Lilith w peregrinacji to osobny temat, który znam z tradycji wywodzącej się z kabały luriańskiej - tam mówi się, że podróż inicjacyjna aktywuje kolejne poziomy duszy, a Lilith jest strażniczką progu między poziomem nefesz a ruach. Więc tak, to może się łączyć, ale trzeba wiedzieć o jakiej tradycji mówimy.
Pytanie do autora tematu - bo napisałeś o "efekcie duchowym" podróży w zależności od liczby dni albo mil. Ale co dokładnie rozumiesz przez efekt? Bo jeśli chodzi o numerologię jako system, to ona operuje na liczbach wynikających z obliczeń, a nie na odległościach fizycznych. Przeliczanie kilometrów na wibracje to bardzo specyficzne podejście i nie spotkałam się z tym w klasycznej numerologii. Skąd wziąłeś ten trop?
Wracając do tej liczby 9 i 40 - to jest dla mnie o tyle ważne że rzeczywiście w medytacji i pracy z afirmacjami często mówi się o 40 dniach jako o czasie potrzebnym żeby nowy wzorzec się utrwalił w psychice. 21 dni to minimum, ale 40 to pełny cykl. Czy przy pielgrzymce chodzi o podobny mechanizm - że ciało i umysł potrzebują określonego czasu żeby przejście stało się trwałe?
A ja mam pytanie praktczyne - bo nie każdy może iść 40 dni. Czy da się to jakoś skondensować? Jak ktoś idzie szybciej to może 20 dni wystarczy, czy chodzi o faktyczną ilość dni a nie odleglość?
Muszę powiedzieć szczerze że trochę sceptycznie patrzę na to że akurat 777 km szlaku jest nieprzypadkowe. Te szlaki biegną przez góry i doliny, ich długość wynika z ukształtowania terenu, a nie z żadnych obliczeń numerologicznych. Czy nie jest tak że my po prostu dopasowujemy liczby do tego co już widzimy i sami nadajemy im sens?
Mam pytanie, bo jestem bardziej w tematach czakr niż numerologii - czy ktoś wie jak te liczby pielgrzymie przekładają się na czakry? Słyszałam że 7 czakr odpowiada 7 etapom drogi, ale nie wiem czy to jest coś ustalonego czy każdy to sobie inaczej mapuje.
Czytałam że w tarocie tę fazę środkową pielgrzymki - kiedy zaczyna się ten bunt i wątpliwości - odpowiada jej karta Księżyca albo Pustelnika. Nie wiem jak to się ma do numerologii, ale może jest jakiś most między archetypem Lilith a tymi kartami?
Ale chyba chodzi o to że Lilith nie jest czymś do pokonania tylko do zintegrowania, prawda? Tzn. ta destrukcyjna faza pielgrzymki to nie jest przeszkoda, to jest cel. Im głębiej w ten bunt wejdziesz to tym pełniejsza przemiana na końcu?
to jest ciekawe pytanie, ale mam wątpliwość. Czy zakładasz że każdy pielgrzym przechodzi przez ten punkt w tym samym miejscu licząc od początku? Bo w medytacji mówi się że kryzysy przychodzą różnie - u jednych wcześnie, u innych późno, zależy od tego ile tłumionego materiału niesie dana osoba. Nie sądzę żeby liczba dni determinowała kiedy to się stanie.
Ale może właśnie o to chodzi - że liczba dni tworzy kontener, a kiedy konkretnie nastąpi przełom to już zależy od jednostki? Jakby numerologia dawała ramy, a Lilith robiła swoje wewnątrz tych ram?
Ale jak to sprawdzić przed wyjazdem? Tzn. skąd wiem że moja intencja odpowiada liczbie 9 a nie 40? Czy ktoś to może obliczyć z daty urodzenia albo z imienia czy to jest coś innego?
Ciekawe, bo wspominałam o celtyckich progach - i właściwie tam nie liczono dni ani kilometrów, tylko właśnie te symboliczne przejścia. Może to byłoby trzecie podejście obok dni i odległości? Liczyć ile razy przekraczasz coś co ma znaczenie - rzekę, grzbiet górski, granicę regionu?
Muszę powiedzieć że ta rozmowa robi się coraz bardziej skomplikowana w sposób który mnie niepokoi. Teraz mamy dni, kilometry, progi celtyckie, czakry, rok osobisty i Lilith w jednym worku. Czy ktokolwiek ma jakiś system który to spaja, czy po prostu zbieramy skojarzeń?
Bardzo dziękuję za to że to wychodzi na wierzch, bo faktycznie powinienem był to sprecyzować wcześniej. Nie mam jednej tradycji - bardziej szukam punktów wspólnych między nimi. Ale jeśli miałbym wybrać to najbliżej mi do podejścia pitagorejsko-hermetycznego, gdzie liczy się właśnie suma cyfr daty i odległości jako jedność.
Przepraszam że może to głupie pytanie ale co to znaczy suma cyfr daty i odleglości jako jedność? Tzn. dodajesz razem dzień wyjazdu i kilometry? Czy to ma jakiś wzor?
Wracam do pytania o czakry bo mi to zostało. Jeśli liczymy progi symboliczne tak jak mówiła Larkis, to może każdy próg aktywuje czakrę? I wtedy żeby przejść przez wszystkie 7 czakr potrzeba 7 progów, niekoniecznie 7 dni? To by tłumaczyło dlaczego długość nie jest ważna, tylko liczba symbolicznych przejść.
I tu jest clou sprawy moim zdaniem. Pielgrzymka jako akcelerator transformacji. Ale to znowu rodzi pytanie o Lilith - czy ten akcelerator działa też na ciemne strony psychiki? Czyli czy szybciej dochodzisz do przełomu, ale też szybciej wychodzi to co nieprzetworzone?
Okej, ale wracając do tego co Heksagram powiedział o jasnym i ciemnym - jak to wygląda praktycznie na szlaku? Tzn. po czym poznać że to Lilith się odzywa, a nie po prostu zmęczenie albo zły humor po całym dniu marszu? Bo mi się wydaje że można wszystko nadinterpretować.
To jest naprawdę dobre pytanie i myślę że nie ma łatwej odpowiedzi. Ale z praktyki - zmęczenie ma swój rytm, opada po śnie albo po jedzeniu. Natomiast to co wiąże się z Lilith ma raczej charakter natrętny, wraca niezależnie od odpoczynku. I pojawia się dokładnie w momentach granicznych, nie losowo.
No dobra, ale czy ktoś to kiedykolwiek sprawdził na sobie? Bo piszemy o tym dość abstrakcyjnie. Ktoś szedł 9 dni i miał kryzys piątego dnia? Czy to jest teoria czy ktoś ma doświadczenie?
Ja szłam Jakuba dwa razy i nie liczyłam wtedy dni pod tym kątem, ale teraz jak myślę wstecz - faktycznie coś się działo mniej więcej w połowie, gdzieś po Burgos. Nie powiem że to Lilith, bo wtedy w ogóle nie myślałam w tych kategoriach, ale był taki moment że chciałam zawrócić i nie umiałam wytłumaczyć dlaczego.
33 to w ogóle wyjątkowa liczba jeśli chodzi o transformację, bo to liczba mistrzowska w numerologii i jednocześnie odwołanie do pełnego cyklu życia w tradycji chrześcijańskiej. Nie dziwi że coś się działo. Pytanie czy 41 dawała inaczej rozłożone napięcia?
Ale tu właśnie jest mój problem z całą tą rozmową - jeśli kryzys może być w połowie, albo przy jednej trzeciej, albo przy dwudziestym którymś dniu z powodu pogody i kontuzji, to jak to w ogóle odróżnić od zwykłego ludzkiego zmęczenia? Przepraszam że znowu sceptyczna, ale to naprawdę pytam.
A czy ta mapa może być do czegoś obliczona przed wyjazdem? Tzn. czy można z daty urodzenia wyleczyc który dzień będzie dla mnie tym trudnym? Bo Heksagram wspominał o roku osobistym ale nie do końca rozumiałam jak to liczyc
To trochę jak czytanie rozkładu kart przed podróżą - dajesz sobie ramę znaczeniową i potem interpretujesz to co się dzieje przez ten filtr. Zastanawiam się czy to pomaga czy przeszkadza - tzn. czy świadomość że piąty dzień ma być trudny nie sprawia że sam go takim czynisz?
I tu znowu wychodzi to co mówiłam wcześniej - albo liczba ma obiektywne działanie albo to tylko psychologia. Nie możemy mieć obu naraz. Samospełniające się proroctwo to nie jest numerologia, to jest po prostu wiara w siebie w innym opakowaniu.
