Zastanawiam się nad czymś, co nie daje mi spokoju od jakiegoś czasu. Kiedy wróżę z kart tarota, często intuicyjnie skupiam się na wartości numerycznej danej karty, zanim w ogóle spojrzę na jej obraz. Czwórka Mieczy czy Czwórka Kielichów to dla mnie najpierw czwórka, a dopiero potem konkretna karta. Ale słyszałam też od kilku osób, że w tarocie liczenie kart jest zbędne albo wręcz zakłócające odczyt. Czy naprawdę musimy przywiązywać się do tych liczb, czy to tylko jedna z metod, którą można spokojnie pominąć? I jak wy to macie u siebie w praktyce?
Liczby w tarocie to nie jest kwestia metody, którą można sobie pominąć albo nie. To struktura, na której cały system stoi. Dwudziestu dwóch atutów bez numeracji traci hierarchię i narrację - od Głupca przez Świat. Cyfry w Arkanach Mniejszych też nie są przypadkowe, jedynki to początek, dziesiątki to domknięcie cyklu. Pytanie brzmi raczej: czy przy każdym odczycie musisz aktywnie liczyć i przeliczać, czy te znaczenia powinny być już zintegrowane i działać w tle.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie od zupełnych podstaw. Czy numerologia kart w tarocie to ten sam system co klasyczna numerologia z daty urodzenia, czy to coś odrębnego? Bo czytałam gdzieś, że Kabbała ma tu swoje trzy grosze i że liczby w tarocie nawiązują do Drzewa Życia, a nie do Pitagorasa.
Przy wróżbach poza tarotem, na przykład z układu kości czy domino, też często liczy się sumy i szuka znaczeń numerologicznych. Ale tam nie ma obrazka, który by cokolwiek podpowiadał, więc liczba jest jedyną treścią. Zastanawiam się, czy w tarocie ta warstwa numeryczna nie jest trochę traktowana po macoszemu właśnie dlatego, że obraz tak bardzo przyciąga uwagę. Co wy myślicie, czy obraz nie przytłacza liczby?
Patrzę na tę dyskusję z boku i powiem szczerze, że brzmi to trochę jak szukanie systemu w czymś, co samo w sobie jest umowne. Mam na myśli to, że wartość liczby przypisanej do karty to przecież decyzja autorów danej tafli. Gdyby ktoś ułożył karty w innej kolejności, miałyby inne liczby. Czy to naprawdę coś zmienia w wróżeniu, czy to raczej psychologiczny haczyk, który pomaga interpretować?
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale czy dobrze rozumiem, że przy każdej karcie jest jakaś liczba i ta liczba ma osobne znaczenie niż sama karta? Tzn. karta Śmierci ma chyba trzynastkę, i ta trzynastka coś osobno znaczy? Zawsze myślałam, że to po prostu numer porządkowy.
Mnie zawsze bardziej pociągało to intuicyjne czytanie kart niż te wszystkie systemy. Ale im dłużej słucham, tym bardziej myślę, że może po prostu nie rozumiem tych liczb, a nie że są nieważne. Czy ktoś może powiedzieć, jak zaczęłyście/zaczęliście w ogóle uczyć się tego wymiaru kart? Czy jest jakaś praktyczna droga, żeby te liczby zacząć czuć?
A ja mam takie pytanie, może głupie: czy jak się robi odczyt i wychodzi dużo kart z tą samą liczbą, powiedzmy trzy piątki w jednym rzucie, to ta piątka się wzmacnia? Czy to jest w ogóle brane pod uwagę przy czytaniu? Bo mnie się raz tak zdarzyło i nie wiedziałam co z tym zrobić.
Słuchajcie, mam pytanie trochę z boku. Czy w systemach, które łączą tarota z astrologią, te liczby kart jakoś odpowiadają planetom albo domom? Bo wcześniej gdzieś czytałam, że niektóre karty są powiązane z konkretnymi planetami i że te planety inaczej działają zależnie od znaku czy domu. I zastanawiam się, czy liczba karty jest tu jakoś zaangażowana, czy to zupełnie oddzielna sprawa.
Czyli jak dobrze rozumim, to ta sama karta w różnych taflach może mieć inne powiązanie astrologiczne? To jak w ogóle można wtedy powiedzieć, że liczba karty zawsze znaczy to samo? Przepraszam jeśłi to głupie pytanie ale mnie to szczerze dezorientuje.
Wciąż mam w głowie to, co mówiłem wcześniej o umowności tych systemów. Ale okej, przyjmijmy, że tradycja nadaje sens. Mam takie pytanie do ekspertów: czy znacie przypadki, gdzie ktoś przez lata trzymał się jednego systemu, potem zmienił na inny, i jego odczyty się zmieniły? To by coś mówiło o tym, czy liczby w kartach opisują coś realnego, czy to po prostu język, który sam się spełnia.
A ja chciałam wrócić do pytania Inkantacji o powtarzające się cyfry w rzucie, bo to mnie bardzo interesuje i właściwie nie było jeszcze powiedziane, jak je liczyć przy Arkanach Większych razem z Mniejszymi. Czy jak wychodzi Głupiec, to go liczy się jako zero, czy pomija?
Ciekawi mnie, czy ktoś robi podobnie przy wróżbach spoza tarota. Pytam, bo przy kościach nie ma czegoś takiego jak karta zerowa. Każda kość ma konkretną wartość i wszystko ląduje w sumie. Może właśnie dlatego tarot jest bogatszy interpretacyjnie, że ma tę niejednoznaczność już wbudowaną w strukturę?
To co Kazia75 powiedziała o warstwach, to mi coś wyjaśnia. Bo ja wcześniej myślałam, że nie rozumiem tarota, bo widzę obraz i czuję go intuicyjnie, ale liczby mnie blokują. A może po prostu pracuję na innej warstwie? Czy to jest uprawnione, czy jednak trzeba przejść przez wszystkie?
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie, że to się bardzo komplikuje. Ja po prostu chcę wiedzieć jedną rzecz: jeśli ciągnę kartę na pytanie o związek i wychodzi mi szóstka Kielichów, to czy ta szóstka mówi mi coś osobno poza tym co widzę na rysunku? Czy mogę po prostu patrzeć na obrazek?
Trzy szóstki to zdecydowanie nie jest trzy razy to samo. Kiedy liczba się powtarza w rzucie, ona wchodzi na inny poziom znaczenia. Pojedyncza szóstka mówi o harmonii i powrocie, ale trzy szóstki razem sygnalizują, że ten temat jest centralny dla całego układu, że coś tu jest naprawdę duże i nierozwiązane. W tradycji kabalistycznej taka kumulacja to znak, że dany archetyp żąda uwagi, nie tylko sugeruje coś delikatnie.
To zależy od szkoły i masz tu rację, że to nie jest oczywiste. W niektórych podejściach Arkany Większe i Mniejsze liczy się razem, bo tarot jest jednym systemem. W innych traktuje się je osobno, bo Większe mówią o sile karmicznej, a Mniejsze o codziennym przepływie. Mieszanie ich w jednej sumie może dać błędny obraz, jeśli nie wiesz, w której tradycji pracujesz.
Mam tu takie boczne pytanie, sorry jeśli trochę zbieram z poprzednich stron dyskusji. Czy ktoś kiedykolwiek sprawdzał empirycznie, czy ta kumulacja liczb faktycznie cokolwiek zmienia w trafności odczytu? Bo z zewnątrz wygląda to jak coraz bardziej rozbudowany system reguł, które można zawsze dopasować po fakcie.
Słuchaj, Swietowit, ja bym nie odrzucała tego tak szybko. Celestyna podała wcześniej przykład i sama powiedziała, że szóstka ją zaskoczyła precyzją, której nie widziała w samym obrazku. To nie jest dowód naukowy, ale to jest konkretne doświadczenie człowieka, który zapytał o coś realnego. Liczba może naprowadzić na coś, czego obraz nie wyartykułuje wprost.
A mnie ciekawi, czy to podejście obraz-potem-liczba sprawdza się tak samo przy wróżbach, które nie mają obrazka. Przy runicznym rzucie runa ma kształt, ale to nie jest narracyjny obraz jak tarotowy. Czy wtedy liczba pozycji runów w układzie pełni tę samą rolę co numer karty?
Wracając do kumulacji liczb, bo to mnie bardzo interesuje w kontekście moich własnych odczytów. Jak już mam te trzy szóstki w rzucie, to czy powinnam je jakoś oddzielnie zinterpretować od reszty kart, czy traktuję cały rzut razem i ta szóstka jest po prostu dominującym kolorem całości?
Przepraszam, że się wtrącam, bo jestem tu raczej laiczką. Ale chciałam zapytać, czy ta numerologia w kartach to jest coś, czego można się nauczyć samemu z książek, czy raczej trzeba kogoś, kto pokaże jak to działa w praktyce? Bo słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że to jest dużo bardziej skomplikowane niż myślałam.
Mogę powiedzieć ze swojej perspektywy, bo jestem tu dość nowa w tym wszystkim. Jak usłyszałam wyjaśnienie Betali o tej szóstce, to od razu mi coś skoczyło. Ale jak czytam opisy w internecie, to jest tyle różnych wersji znaczenia tej samej karty, że człowiek nie wie, komu wierzyć. Czy jest jakiś punkt, od którego lepiej zaczynać niż inne?
Celestyna, to jest pytanie, które chyba każda z nas miała na początku. Ja bym powiedziała, żeby wybrać jeden opis i jeden zestaw kart i przez jakiś czas nie zaglądać nigdzie indziej. Nie dlatego, że ten jeden jest prawdziwy, tylko dlatego, że musisz najpierw zobaczyć, jak liczby i obrazki rozmawiają ze sobą w twoich własnych odczytach. Potem masz punkt odniesienia i możesz porównywać.
Kazia, okej, rozumiem, jeden zestaw i jeden opis. Ale jak długo? Bo mam wrażenie, że skoro nie widzę efektów po kilku podejściach, to może po prostu wybrałam zły system i powinnam zmienić. Skąd wiadomo, że to nie tak?
Celestyna, efekty to szerokie słowo. Czego konkretnie nie widzisz? Bo jeśli masz na myśli, że liczby nic ci nie mówią przy kartach, to to jest inne pytanie niż to, że odczyty w ogóle nie działają.
Ale właśnie chciałam się zapytać, bo trochę zginęłam - jak liczymy te karty przy normalnym rzucie, to czy liczymy tylko te odkryte, czy wszystkie które ciągnęłyśmy? Bo czasem ciągnę jedną kartę i ją odkładam bo "nie ta" i biorę następną. Czy tamta pierwsza się liczy do numerologi czy nie?
