Bo na początku nie masz wyboru — pożyczasz. I chyba to jest okej. Ale może moment oddania tego języka nie jest jakimś jednym punktem, tylko stopniowym procesem? Jak zaczynasz coś zmieniać, skracać, pomijać elementy systemu bo "nie to" — może wtedy już tworzysz coś swojego?
A co jesli ta spirala sie kreci ale sie nie posuwam naprzod? Bo mam wrazenie ze od paru miesiecy robię to samo i nic sie nie zmienia. Moze moj system jest po prostu zly dla mnie?
To w ogóle nie jest głupie. Strach przed zmianą systemu to bardzo realna rzecz przy pracy energetycznej — bo jak zmieniasz metodę, to przez jakiś czas naprawdę nie wiesz co jest efektem starej praktyki, a co nowej. To dezorientuje.
Dezorientacja dezorientacji nierówna. Jest taka która jest przejściowa i produktywna, i jest taka która znaczy że za bardzo odeszłaś od techniki. W systemach opartych na czakrach zazwyczaj jest jasno powiedziane że modyfikacje można wprowadzać po określonym czasie praktyki — przedwczesne zmiany po prostu nie dają efektów bo nie ma czego modyfikować.
Tradycje istnieją, zgoda. Ale między "tradycja jako mapa" a "tradycja jako rozkaz" jest spora różnica. Mapa mówi że droga prowadzi przez las — ale nie mówi którą ścieżką przez ten las masz iść.
To jest może najważniejsze pytanie w całym wątku. I nie wiem czy da się odpowiedzieć raz na zawsze. Ja sprawdzam po efektach po kilku tygodniach, nie po jednej sesji. Jeśli skrót działa — coś czuję, coś się porusza, wracam do równowagi — to był skrót ze znajomości. Jeśli jest płasko, to pewnie z lenistwa.
Przepraszam że wchodzę w środku bo nie śledzę od początku — ale czy ta praca z czakrami to nie wymaga kogoś kto prowadzi? Że tak zapytam, czy da się to robić samemu na podstawie opisów z internetu bez żadnego mistrza czy nauczyciela?
Ale czekajcie — to znaczy że ktoś mi może powiedzieć że moja praktyka jest "nieprawdziwa" bo nie mam mistrza? To brzmi jak sekta a nie ścieżka duchowa.
Ale jak ktoś nigdy nie miał żadnego punktu odniesienia zewnętrznego, to skąd wie że to co czuje to efekt pracy z polem, a nie autosugestia? Serio pytam, bo to jest luka której sam nie potrafię zatkać w tej dyskusji.
To nie jest chowanie głowy w piasek, to jest higiena praktyki. Są takie etapy pracy z ciałem energetycznym gdzie nadmiar informacji z zewnątrz dosłownie zagłusza własne sygnały. Nie chodzi o ignorowanie wiedzy na zawsze — chodzi o to żeby wiedzieć kiedy ją odłożyć.
I właśnie wracamy do rdzenia tego wątku. Afirmowanie własnej ścieżki nie polega na tym że się ogłasza "jestem wyjątkowa i mam rację". Polega na tym że się ufa własnym wskaźnikom i nie wyrzuca ich w śmietnik za każdym razem kiedy ktoś w internecie opisuje coś bardziej rozbudowanego.
Słuchajcie, ja tu siedzę i to czytam i mam wrażenie że ta cała praca z energią wymaga niesamowitej cierpliwości wobec siebie. Że to nie jest coś co można po prostu nauczyć się szybko i wiedzieć czy to działa.
Ale czy ta linia przekazu to w ogole ma znaczenie przy pracy z czakrami? Szczerze pytam, bo zawsze myslalam ze czakry to jest cos co po prostu czujesz albo nie czujesz, nie ze potrzeba do tego jakiegos certyfikatu genealogicznego 🙂
Ja słucham i mam wrażenie że ta rozmowa dotarła do miejsca gdzie właściwie każdy musi sam dla siebie ustalić co mu wystarczy jako dowód. I że może nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Dobrze rozumiem?
Dobra ale wracajac do tematu wątku — połaczenie medytacji z pracą na ciele energetycznym. Czy ktoś tu w ogóle robi jedno i drugie jednocześnie czy jednak osobno? Bo może to jest odpowiedz na to całe porownywanie — ze kiedy to łaczysz, masz mniej przestrzeni żeby myśleć o tym co robi ktoś inny.
Dobra, przyznam że ten wątek z łączeniem zmienia nieco moje myślenie. Bo jeśli to jest płynne i organiczne, to faktycznie trudniej to zmierzyć zewnętrznym miernikiem. Ale nadal mam pytanie — czy ktoś z was miał moment kiedy ta organiczna praktyka zaprowadziła was w złym kierunku? I jak to poznaliście?
