Forum

Asystent AI
Odświeżanie praktyk...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Odświeżanie praktyki medytacyjnej – wychodzenie z rutyny bez porzucania dyscypliny

Strona 1 / 2

Wpisy: 577
Rozpoczynający temat
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Siedzę z tą medytacją już kilka lat i ostatnio uderzyło mnie coś, czego wcześniej nie dostrzegałem. Praktyka weszła w taki rytm, że siadam, oddycham, wychodzę z siedzenia i... właściwie nic. Nie chodzi o to, że nic się nie dzieje w sensie energetycznym, bo różne rzeczy się zdarzają. Chodzi o to, że przestałem to czuć. Jakby rytuał codziennej medytacji stał się dokładnie tym, czym nie powinien być, czyli automatycznym odruchem. I teraz mam dylemat, bo z jednej strony wiem, że dyscyplina i regularność to podstawa, z drugiej zaczynam się zastanawiać, czy ta regularność przypadkiem mnie nie uśpiła. Czy ktoś z was przechodził przez coś takiego? I co z tym zrobiliście, nie porzucając praktyki zupełnie?


Odpowiedz
166 odpowiedzi
Wpisy: 985
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest bardzo charakterystyczny moment w praktyce i myślę, że większość ludzi, którzy siedzą dłużej, przez to przechodzi. Pytanie, które ja bym zadała na Twoim miejscu: czy to, co opisujesz jako "nic", to faktycznie stagnacja, czy może po prostu subtelniejszy poziom, do którego się przyzwyczaiłeś na tyle, że przestał być widoczny? Bo jest taka różnica między nudą a spokojem, który już nie krzyczy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@igorek93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 623

@Klimcia Ale właśnie tu jest pułapka, Klimcia. Zbyt łatwo jest wytłumaczyć sobie, że cisza to "głębszy poziom", podczas gdy w rzeczywistości człowiek po prostu odpłynął gdzieś do przyzwyczajenia. Sam przez to przechodziłem przy pracy z czakrami i powiem szczerze, że musiałem wprowadzić konkretną zmianę, żeby sprawdzić, co jest czym. Nie dramatyczną, ale wystarczającą, żeby wybudzić uwagę.


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 577

@Igorek93 i co to była za zmiana? Pytam konkretnie, bo sam próbowałem przestawić porę dnia i po tygodniu znowu się wtopiłem w nowy schemat. Może zmiana formy to za mało?


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@sewer76)
Połączone: 6 miesięcy temu

U mnie podobnie było z czakrą splotu słonecznego, siadałem co rano, wizualizowałem, a po miesiącu wizualizacja leciała sama jak sen. Pomogło mi, że zacząłem przed każdą sesją zadawać sobie jedno konkretne pytanie, które chcę obserwować. Nie żeby na nie odpowiedzieć, tylko żeby mieć punkt odniesienia. Zmieniło zupełnie jakość uwagi.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@wiedunka)
Połączone: 3 miesiące temu

A ja mam odwrotny problem, bo dopiero zaczynam i chciałabym mieć ten Wasz problem z rutyną, bo u mnie to jest problem z tym, żeby w ogóle usiedzieć. Ale pytam, bo jestem ciekawa, czy to, co opisujecie, to znaczy ten automatyzm, on jest w głowie, czy w ciele? Bo nie do końca rozumiem, jak można medytować bez poczucia, że się medytuje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Wega
(@wega)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 520

@Wiedunka to jest właśnie sedno tego, o czym tu rozmawiamy. Można wykonywać wszystkie zewnętrzne gesty praktyki, oddychać, siedzieć, skupiać się, i jednocześnie nie być w tym obecnym. Ciało robi swoje, a umysł gdzieś obok. I to nie jest medytacja w żadnym głębszym sensie, to jest imitacja medytacji. Feliks opisał coś bardzo ważnego, chociaż być może sam jeszcze nie widzi w tym daru.


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 577

@Wega daru? To mnie zaciekawiło. Mógłabyś rozwinąć, bo z mojej perspektywy to wygląda bardziej jak ściana.


Odpowiedz
Wpisy: 520
 Wega
(@wega)
Połączone: 2 miesiące temu

Kiedy praktyka przestaje dawać oczywiste sygnały, że "działa", pojawia się naturalne pytanie: czy ja naprawdę tego chcę, czy po prostu odruchowo to robię? To pytanie jest cenniejsze niż sto spokojnych, gładkich medytacji. Ściana to nie koniec, to miejsce, gdzie naprawdę zaczyna się praca.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Wega Zgadzam się z Wegą w kwestii wartości tego momentu, ale mam inne zdanie co do przyczyny. Automatyzm w praktyce często bierze się stąd, że intencja na początku była zbyt ogólna. "Medytuję żeby się wyciszyć" to nie jest intencja, to jest nadzieja. A nadzieja z czasem blaknie. Pytanie do Feliksa: co było Twoją pierwotną intencją, kiedy zaczynałeś? I czy ona się wypełniła?


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 577

@Ballen szczera odpowiedź? Zaczynałem z chaosu. Był taki okres w życiu, że medytacja była ratunkiem przed rozpadaniem się na kawałki. Kryzys minął, życie się ustabilizowało i... chyba właśnie to jest problem. Praktyka była odpowiedzią na potrzebę, która teraz nie jest już tak głośna.


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Feliks62 Wracając do tego, co Feliks powiedział o afirmowaniu szczęścia, bo wydaje mi się, że tu jest ukryty wątek całej rozmowy. Kiedy praktykujesz z kryzysu, masz autentyczny kontakt z tym, co jest. Kiedy zaczyna się stabilizacja, pojawia się pokusa, żeby afirmować, żeby "powiedzieć sobie", że jest dobrze, zamiast faktycznie być z tym, co jest. Czy to nie jest właśnie to, co się tu stało? Praktyka zamieniła się w rodzaj afirmacji porządku, a nie w prawdziwe bycie obecnym?


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 577

@Froen uderzyłeś w coś, czego sam nie umiałem nazwać. Bo faktycznie, te moje sesje ostatnio to bardziej potwierdzanie, że "wszystko gra", niż faktyczny kontakt z tym, co jest. To może być właśnie ta różnica. Afirmacja spokoju kontra rzeczywisty spokój.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Feliks62 I tu dochodzimy do sedna, które mnie interesuje w całej tej rozmowie. Czy afirmowanie czegoś może zastąpić doświadczenie, czy wręcz je zablokować? Bo znam ludzi, którzy afirmują harmonię od lat i są jednocześnie jednymi z najbardziej napiętych osób, jakie znam. Coś tu nie gra i myślę, że właśnie to, co Feliks opisuje na poziomie praktyki, jest wersją tego samego mechanizmu.


Odpowiedz
Wpisy: 985
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest bardzo szczere i myślę, że kluczowe dla całego wątku. Kiedy praktyka rodzi się z bólu, ma naturalny napęd. Kiedy ból mija, napęd znika, a forma zostaje. I teraz pytanie, czy można medytować z miejsca stabilności, z miejsca, gdzie nie ma kryzysu, który by popychał, i czy to w ogóle ta sama jakość praktyki?


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@hubert01)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja się przysłuchuję i mam pytanie trochę z boku. Mówicie o intencji, o napędzie, o jakości. Ale czy to nie jest trochę tak, że sami sobie komplikujecie? Może medytacja ma być właśnie bez intencji, bez napędu, bez oceniania, czy jest dobra czy zła? Bo z tego, co słyszałem, to uważność polega właśnie na nieocenianiu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 623

@Hubert01 nieocenianie doświadczenia w trakcie to jedno, ale nieocenianie całej praktyki to drugie. Można nie oceniać tego, co się pojawia podczas siedzenia, i jednocześnie świadomie przyglądać się temu, w jakim kierunku praktyka zmierza. To nie jest sprzeczność.


Odpowiedz
Wpisy: 542
(@gienia98)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam taką obserwację z własnych notatek, bo prowadzę je od jakiegoś czasu przy pracy z przedmiotami i to mi się tu wydaje podobne. Kiedy powtarzam ten sam schemat zbyt długo, same przedmioty jakby tracą ładunek, nie dlatego, że go nie mają, ale dlatego, że moje postrzeganie się stępia. I jedyne co mi pomaga, to nie zmiana przedmiotu, tylko zmiana sposobu, w jaki na niego patrzę. Może podobnie jest z medytacją?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sewer76)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 325

@Gienia98 to jest ciekawe porównanie. A jak konkretnie zmieniasz sposób patrzenia? Bo to brzmi łatwo jako idea, ale wyobrażam sobie, że w praktyce to musi być jakiś konkretny krok.


Odpowiedz
Wpisy: 542
(@gienia98)
Połączone: 5 miesięcy temu

U mnie to zazwyczaj jest pytanie, które zadaję przed, ale nie "co chcę osiągnąć", tylko "czego jeszcze nie zauważyłam". To przestawia uwagę z potwierdzania tego, co już wiem, na szukanie czegoś nowego. Małe przesunięcie, ale daje zupełnie inną jakość skupienia.


Odpowiedz
Wpisy: 1109
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

I tu właśnie jest pytanie, które mnie nurtuje od dłuższego czasu. Czy afirmacja to w ogóle praktyka, czy to już coś innego, co tylko udaje praktykę? Bo kiedy siedzisz i powtarzasz sobie, że jest dobrze, spokojnie, harmonijnie, to Twój układ nerwowy może sobie z tym totalnie nie zgadzać, a ty i tak kontynuujesz. To nie jest medytacja, to jest perswazja.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Kobalt ale czy perswazja zawsze jest zła? Pytam poważnie, bo znam tradycje, w których mantra działa dokładnie przez powtarzanie, przez wbijanie wzorca w warstwy głębsze niż świadoma myśl. To jest inny mechanizm niż uważność, ale nie musi być fałszywy.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 623

@Froen to zależy od tego, co chcesz osiągnąć. Mantra jako skupienie, jako kotwica uwagi, to jedno. Ale mantra jako ucieczka od tego, co naprawdę czujesz, to drugie. I właśnie to drugie jest tym, o czym mówi Kobalt, jeśli dobrze rozumiem.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Igorek93 dokładnie o to mi chodzi. Różnica jest w intencji i w tym, co dzieje się z tym, co nieprzyjemne. Mantra jako skupienie nie wyklucza trudnych doświadczeń. Afirmacja w złym sensie je zakrywa. I po kilku latach zakrywania człowiek jest napięty, uśmiechnięty i kompletnie odcięty od siebie.


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 577

@Kobalt Wracam do tego, co powiedział Kobalt o napięciu. Bo to jest coś, co mnie uderza u siebie. Kiedy wchodzę w sesję z nastawieniem, że ma być dobrze, to nawet jak coś mnie niepokoi, omijam to szerokim łukiem. Jakbym miał jakiś wewnętrzny zakaz, żeby nie psuć "jakości" sesji.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Feliks62 I to jest właśnie to, o czym wcześniej mówiłem, tylko z innej strony. Zakaz jest efektem intencji, która była zbyt wąska. Jeśli medytujesz po to, żeby czuć spokój, to wszystko, co nim nie jest, staje się błędem. A w praktyce nie ma błędów, są tylko informacje.


Odpowiedz
(@gienia98)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 542

@Ballen "nie ma błędów, są informacje", to brzmi ładnie, ale mam pytanie praktyczne. Jak to wygląda w konkretnej sesji? Bo w teorii to rozumiem, ale w środku siedzenia, kiedy nagle zaczyna się niepokój albo coś trudnego, to jak z tym pracujesz?


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Gienia98 nie staram się tego usunąć ani przepracować. Po prostu sprawdzam, w którym miejscu w ciele to siedzi, i zostaję tam przez chwilę. Bez pytania o przyczynę, bez szukania rozwiązania. Sam fakt bycia z tym, a nie obok tego, zmienia coś w strukturze sesji.


Odpowiedz
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 985

@Feliks62 Mam wrażenie, że docieramy tutaj do czegoś ważnego dla całej dyskusji Feliksa. Odświeżenie praktyki nie musi oznaczać zmiany formy, nowych technik, innych godzin. Może oznaczać zmianę postawy wobec tego, co trudne. Zamiast omijać, zostać. To jest zmiana bez porzucania dyscypliny.


Odpowiedz
Wpisy: 985
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Ale skąd wiesz w trakcie, po której stronie jesteś? Bo z zewnątrz i z wewnątrz może to wyglądać tak samo. Siedzisz, skupiasz się, powtarzasz, czujesz spokój. Czy ten spokój jest prawdziwy, czy zakryty, to chyba nie jest takie oczywiste do rozróżnienia.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
 Wega
(@wega)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 520

@Klimcia właśnie. I myślę, że ciało tutaj jest lepszym świadkiem niż umysł. Umysł da się przekonać, powtórzysz wystarczająco długo i zaczyna wierzyć. Ciało jest trudniejsze do oszukania. Jeśli po sesji masz napięte szczęki, ściśnięty żołądek, przyspieszony oddech, to coś nie zostało naprawdę dotknięte.


Odpowiedz
(@wiedunka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 294

@Wega Czyli jak rozumiem, to ciało jest takim wskaźnikiem autentyczności praktyki? Bo mi się wydawało, że chodzi o to, żeby umysł był cichy, a ciało to jakby tło. Ale to, co piszesz, Wega, to jest dla mnie nowe.


Odpowiedz
 Wega
(@wega)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 520

@Wiedunka nie powiedziałabym, że ciało to "tylko tło". W wielu tradycjach, z którymi pracuję, ciało jest pierwszym miejscem, gdzie manifestuje się to, co dzieje się w subtelniejszych warstwach. Jeśli energia jest zablokowana, ciało o tym wie wcześniej niż świadoma myśl.


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@sewer76)
Połączone: 6 miesięcy temu

To zgadza się z tym, co obserwuję przy czakrach. Kiedy praca jest prawdziwa, a nie mechaniczna, pojawiają się reakcje fizyczne, ciepło, lekkie drżenie, zmiana oddechu. Kiedy tylko powtarzam schemat, nic się nie dzieje. Ciało nie kłamie, tylko czasem trudno je słuchać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hubert01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 107

@Sewer76 a to drżenie i ciepło, to jak reagujesz, kiedy się pojawia? Pytam, bo u mnie raz coś podobnego było podczas prostego skupienia na oddechu i nie wiedziałem, czy to dobry znak, czy powinienem przerywać.


Odpowiedz
(@sewer76)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 325

@Hubert01 nie przerywam, obserwuję. To jest właśnie ta różnica między automatyzmem a żywą praktyką, o której tu mówimy. Kiedy coś się pojawia, zamiast iść dalej według schematu, zatrzymuję się na tym. Pytam siebie: skąd to, co to, co chce mi powiedzieć. To wybudza z rutyny.


Odpowiedz
Wpisy: 577
Rozpoczynający temat
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

To mnie coś kliknęło. Bo szukałem zmiany na zewnątrz, inna technika, inny czas, inne ustawienie. A może to jest właśnie ta zmiana, o którą chodziło. Nie "co" robię, ale "jak" jestem z tym, co się pojawia.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Feliks62 I to prowadzi z powrotem do pytania o afirmowanie kontra doświadczanie. Feliks, jak przez ten czas wyglądała u ciebie praca z intencją przed sesją? Czy miałeś jakiś rytuał otwarcia, czy po prostu siadałeś?


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 577

@Froen szczerze? Coraz częściej po prostu siadałem. Na początku był wyraźny moment ustawienia intencji, coś w stylu zapytania siebie, po co tu jestem. Gdzieś po drodze to znikło i zostawał sam automatyzm. Może właśnie tam zaczęła się ta pustka.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Feliks62 Zostańmy przy tej kwestii progu, bo to jest ważne dla całej dyskusji o odświeżeniu praktyki. Feliks mówił o pustce, która pojawiła się stopniowo. I właśnie stopniowe zanikanie takich małych elementów, rytuał otwarcia, intencja, świadomy oddech na początku, to jest moim zdaniem jeden z głównych mechanizmów rutyny. Nie wchodzi się od razu w automatyzm. Wchodzi się powoli, przez zaniechanie.


Odpowiedz
(@gienia98)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 542

@Kobalt i to jest właśnie to, co chciałam powiedzieć, tylko nie umiałam tego tak ująć. Prowadzę notatki z sesji od jakiegoś czasu i jak patrzę wstecz, to widać te etapy. Najpierw notatka po każdej sesji, potem co kilka, potem raz na tydzień, potem nic. I tak samo pewnie z intencją. Nie pamiętasz, kiedy przestałeś, bo to nie był jeden moment.


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 577

@Gienia98 to mnie uderza. Bo faktycznie nie ma żadnego konkretnego punktu, w którym zdecydowałem, że rezygnuję z intencji. Po prostu kiedyś to robiłem, a potem przestałem. I to jest chyba bardziej niepokojące niż gdyby to była świadoma decyzja. Nieświadome odpuszczanie.


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Feliks62 I to prowadzi do sedna tematu Feliksa. Odświeżenie bez porzucenia dyscypliny. Bo odpowiedź na zamrożenie nie jest "zacznij od zera". Jest "wnieś coś żywego w to, co znasz". Pytanie jest o to, co konkretnie. Feliks, czy po tej rozmowie masz już jakiś punkt, od którego mógłbyś zacząć?


Odpowiedz
Wpisy: 623
(@igorek93)
Połączone: 7 miesięcy temu

To jest bardzo konkretny punkt do pracy. Rytuał otwarcia, nawet bardzo prosty, jedno pytanie, jeden oddech z intencją, działa jak granica między codziennym trybem a przestrzenią praktyki. Bez tej granicy sesja zaczyna się i kończy tak samo jak wszystko inne. Ciągłość bez różnicy to właśnie ten automatyzm.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wiedunka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 294

@Igorek93 Ten rytuał otwarcia, o którym pisze Igorek, to coś, co mi kompletnie odpłynęło. Właściwie nigdy tego nie robiłam świadomie. Siadałam i już. I teraz się zastanawiam, czy może właśnie dlatego po każdej sesji mam wrażenie, że nic się nie zmieniło. Jakbym była dokładnie tam, gdzie zaczęłam.


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Wiedunka ale to wrażenie, że nic się nie zmieniło, to objaw braku granicy, o której mówił Igorek, czy może czegoś innego? Bo można mieć wyraźny rytuał otwarcia i nadal wychodzić z sesji z tym samym napięciem.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 623

@Froen słuszna uwaga. Rytuał otwarcia to nie jest przepis na efekt, tylko na jakość obecności. Można go mieć i nadal być nieobecnym, jeśli jest tylko mechaniczny. Ale bez niego szansa na wejście w prawdziwą przestrzeń jest znacznie mniejsza. To trochę jak z progiem drzwi.


Odpowiedz
Wpisy: 1378
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

To nieświadome odpuszczanie ma swoją logikę. W pewnym momencie praktyka zaczyna "działać", jest znajoma, ciało wie, gdzie iść. I właśnie wtedy umysł decyduje, że można już bez ceremonii. Tylko że to, co wyglądało jak dojrzałość praktyki, często jest początkiem jej zamrożenia.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 985

@Ballen to ciekawe sformułowanie, zamrożenie. Bo z zewnątrz nadal wygląda jak praktyka. Siedzisz, medytujesz. A w środku już nic się nie porusza. Jak to rozróżnić, zanim się zauważy dystans, o którym mówił Feliks?


Odpowiedz
 Wega
(@wega)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 520

@Klimcia wracam do tego, co mówiłam o ciele. Jeśli wchodzisz w sesję i ciało od razu wie, jak ułożyć się w tę samą pozycję, jak oddychać tym samym rytmem, bez żadnego momentu szukania, to jest sygnał. Nie mówię, że to złe, ale warto się zapytać, czy to spokój, czy po prostu przyzwyczajenie.


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 577

@Ballen Powrót do intencji na początku sesji to pierwsze, co chcę sprawdzić. Ale jest coś, co Ballen powiedział wcześniej, o zostawaniu z trudnym zamiast omijania. To jest dla mnie trudniejsze, bo intencja to jedna chwila, a zostawanie z niepokojem to cała sesja. Jak to trenować, nie wpadając znowu w schemat, tyle że inny schemat?


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Feliks62 właśnie dlatego nie nazywałbym tego treningiem. Trening zakłada, że wiem z góry, co zrobię. A tutaj chodzi o gotowość, żeby nie wiedzieć. Możesz sobie ustawić intencję: "jestem gotowy na to, co się pojawi", i to jest inny rodzaj otwarcia niż "chcę poczuć spokój".


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@sewer76)
Połączone: 6 miesięcy temu

U mnie to rozróżnienie przyszło przez pracę z czakrami. Kiedy praktyka jest żywa, różne sesje dają różne reakcje w ciele. Raz więcej w klatce, raz niżej, raz w gardle. Kiedy wpadłem w automatyzm, każda sesja czuła się identycznie. Jakby ciało wyłączyło raportowanie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hubert01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 107

@Sewer76 to ciekawe, że mówisz o raportowaniu. Bo ja jestem na początku i może dlatego moje sesje są bardzo nieregularne, za każdym razem czuję coś innego i nie wiem, czy to dobrze, czy to znaczy, że robię to nieumiejętnie. Może właśnie ta różnorodność jest właściwa na początku?


Odpowiedz
(@sewer76)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 325

@Hubert01 na początku ta różnorodność to jest bardzo dobry znak. Nie masz jeszcze wyrobionego automatyzmu, więc ciało reaguje autentycznie na to, co przynosi dana sesja. Problem pojawia się po latach, nie po tygodniach.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@wiedunka)
Połączone: 3 miesiące temu

Ale to znaczy, że im dłużej ćwiczysz, tym bardziej ryzykujesz, że wpadniesz w tę pułapkę? To trochę demotywujące. Jakby postęp niósł ze sobą własne zagrożenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 623

@Wiedunka nie tyle ryzyko, co naturalna tendencja, z którą warto być w kontakcie. Każda praktyka dojrzewa i każda dojrzała praktyka wymaga innego rodzaju czujności niż ta na początku. Nie chodzi o to, żeby nie dochodzić do wprawy, ale żeby przy wprawie nie tracić żywości.


Odpowiedz
Wpisy: 542
(@gienia98)
Połączone: 5 miesięcy temu

To brzmi prosto, ale w praktyce to jest chyba najtrudniejsza rzecz. Bo "jestem gotowy na to, co się pojawi" działa, dopóki pojawia się coś neutralnego. A jak się pojawi coś naprawdę nieprzyjemnego, to ta gotowość znika i zostaje odruch ucieczki.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Gienia98 i to jest właśnie różnica między afirmowaniem gotowości a jej rzeczywistym doświadczaniem. Można powtarzać "jestem otwarty" przez rok i przy pierwszym silniejszym impulsie zwinąć się jak jeż. To nie jest wina złej woli, to jest po prostu praca, która wymaga czasu i, co ważniejsze, konkretnych prób w sesjach.


Odpowiedz
Wpisy: 985
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

To wraca do pytania o afirmacje kontra doświadczanie, które gdzieś na początku tej dyskusji było. I myślę, że właśnie to jest ta linia. Afirmujesz gotowość albo ją ćwiczysz w kontakcie z tym, co rzeczywiście trudne. Jedno bez drugiego albo nie rusza, albo zostaje tylko na poziomie przekonania o sobie.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Klimcia To, co powiedziała Klimcia, to jest chyba najbardziej konkretne ujęcie całej tej dyskusji. Afirmowanie gotowości kontra jej ćwiczenie. I mam jedno pytanie, bo ta granica nie zawsze jest taka czytelna: co się dzieje w momencie, gdy "ćwiczysz" gotowość, ale twój umysł równocześnie w tle produkuje narrację, że sobie z tym radzisz? Czy to już jest ucieczka, czy jeszcze obecność?


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Froen to jest bardzo dobra pułapka, którą opisujesz. Narracja o radzeniu sobie jest jedną z subtelniejszych form unikania, bo wydaje się produktywna. Obserwujesz siebie, więc masz wrażenie, że jesteś obecny. Ale bycie świadkiem własnej dzielności to nie to samo co bycie z tym, co trudne.


Odpowiedz
(@gienia98)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 542

@Ballen a jak to odróżnić w praktyce? Bo to, co opisujesz, brzmi jak coś, czego nie da się zobaczyć z wewnątrz. Jak mam wiedzieć, czy obserwuję siebie uczciwie, czy tylko obserwuję siebie obserwującego i daję sobie za to punkt?


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Gienia98 to jest pytanie, na które nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy od tego, co zostaje po sesji. Jeśli po sesji "z trudnym" czujesz przede wszystkim ulgę, że dałaś radę, to jest sygnał, że relacja była z własnym wizerunkiem, a nie z tym, co przychodziło. Jeśli zostaje coś nierozwiązanego, trochę otwartego, to zwykle znaczy, że byłaś bliżej.


Odpowiedz
Wpisy: 985
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Coś nierozwiązanego jako kryterium obecności, to jest ciekawe odwrócenie. Bo zwykle mamy poczucie, że dobra sesja to taka, po której czujemy się lepiej. A tutaj mówisz, że dobra sesja może zostawiać coś otwartego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 623

@Klimcia to nie jest sprzeczność, jeśli myślisz o tym inaczej. Ulga i otwartość mogą współistnieć. Ale kiedy po każdej sesji jest tylko ulga i zamknięcie, to warto zapytać, czy rzeczywiście coś się w niej działo, czy tylko dobrze odegrałeś/aś swoją rolę.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@wiedunka)
Połączone: 3 miesiące temu

Ale jak ktoś zaczyna i nie ma jeszcze tego wyczucia, to jak w ogóle ma wiedzieć, po której stronie jest? Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że im dalej, tym więcej rzeczy może pójść nie tak. To nie jest zbyt zachęcające.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sewer76)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 325

@Wiedunka wiesz co, na początku praktyki te mechanizmy obronne są dużo słabsze, bo umysł nie ma jeszcze wyrobionego zestawu strategii. Ta cała dyskusja o zamrożeniu i narracji dotyczy głównie dłuższych praktyk. Na początku autentyczne reakcje przychodzą łatwiej, bo nie ma jeszcze schematu.


Odpowiedz
(@hubert01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 107

@Sewer76 to znaczy, że im dłużej praktykujesz, tym bardziej się komplikuje? Bo mam wrażenie, że ta rozmowa to jest bardziej ostrzeżenie dla zaawansowanych niż coś, o czym ja powinienem teraz myśleć.


Odpowiedz
Wpisy: 577
Rozpoczynający temat
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Myślę, że to ostrzeżenie jest dla każdego, ale w różnym momencie. Ja na początku nie miałem pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje. I może właśnie dlatego wpadłem w tę pułapkę tak niezauważalnie. Gdybym wiedział wcześniej, że dojrzałość praktyki to też własne ryzyko, może zabrałbym do tego inną czujność.


Odpowiedz
23 Odpowiedzi
 Wega
(@wega)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 520

@Feliks62 Feliks mówi coś ważnego. To nie jest kwestia poziomu zaawansowania, tylko kwestia tego, z jaką świadomością wchodzisz w każdy etap. Widziałam ludzi, którzy po kilku miesiącach mieli więcej prawdziwej obecności niż ci po latach, właśnie dlatego, że tamci pierwsi nie mieli jeszcze nawyku odfajkowywania sesji.


Odpowiedz
(@mateo90)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 44

@Wega To co mówi Wega sprawia, że zastanawiam się, czy w ogóle jest sens dążyć do regularności, skoro regularność sama w sobie może być tym, co zatępia praktykę. Czy nie lepiej medytować rzadziej, ale kiedy jest się naprawdę gotowym?


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Mateo90 to jest stary dylemat i nie ma dobrej odpowiedzi, bo zależy od temperamentu. Ale jedno jest pewne: medytacja "kiedy jestem gotowy" bardzo szybko zmienia się w medytację "kiedy jest mi wygodnie", a to są dwie bardzo różne rzeczy.


Odpowiedz
(@mateo90)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 44

@Froen okej, to rozumiem. Ale jak dyscyplina i rutyna mogą być jednocześnie pożądane i niebezpieczne? To trochę jak mówić, że powinieneś chodzić na siłownię regularnie, ale regularność jest tym, co niszczy trening.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Mateo90 nie chodzi o regularność jako taką, tylko o to, co w niej wnosisz. Możesz siedzieć codziennie o tej samej porze i za każdym razem wchodzić w to inaczej. Regularność to rama. Problem pojawia się, gdy rama staje się całą zawartością.


Odpowiedz
(@gienia98)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 542

@Ballen Właśnie o to mi chodziło wcześniej z notatkami. Jak zaczęłam pisać po każdej sesji, to wymuszało na mnie, żeby sprawdzić, co właściwie się wydarzyło. Nawet jak sesja była płaska, to zapisanie tego "była płaska i nie wiem dlaczego" było jakimś kontaktem z rzeczywistością, a nie tylko odfajkowaniem.


Odpowiedz
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 985

@Gienia98 a co się stało, kiedy przestałaś pisać? Bo pamiętam, że mówiłaś, że to zanikało stopniowo. Czy sesje zmieniły się natychmiast, czy dopiero po czasie poczułaś różnicę?


Odpowiedz
(@gienia98)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 542

@Klimcia dopiero po czasie. I to jest to, co jest podstępne. Przez jakiś czas sesje wyglądały tak samo jak wcześniej, więc nie miałam sygnału, że coś się zmienia. Jakby inercja była tak duża, że nawet po wycofaniu elementu, który utrzymywał jakość, forma się trzymała przez chwilę.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Feliks62 To jest chyba jeden z ważniejszych wniosków tej dyskusji dla tematu Feliksa. Odświeżenie praktyki nie polega na dodaniu czegoś nowego. Polega na przywróceniu elementów, które trzymały żywość, zanim zaczęły zanikać. Pytanie do Feliksa: czy po tej rozmowie wiesz już, co to było w twoim przypadku?


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 577

@Kobalt myślę, że wiem. Były to dwie rzeczy: intencja na początku sesji, o której już mówiłem, i właśnie ten rodzaj weryfikacji po, niekoniecznie notatki, ale moment zatrzymania się i sprawdzenia, co zostało. Nie podsumowania, tylko kontakt z tym, co jest po sesji. Zanim zacznę myśleć o czymś innym. To chyba przestało się zdarzać jako pierwsze.


Odpowiedz
(@mateo90)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 44

@Feliks62 To, co Feliks napisał o weryfikacji po sesji, to dla mnie nowe. Zawsze myślałem, że sesja kończy się w momencie, kiedy wstaję z poduszki. A tu nagle okazuje się, że jest jeszcze ten moment po, który może być równie ważny jak sama praktyka?


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Mateo90 a jak myślisz, co się dzieje z tym, co zostaje w ciele i umyśle po sesji, jeśli od razu wchodzisz w następne zadanie? Pytam serio, bo to nie jest retoryczne.


Odpowiedz
(@mateo90)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 44

@Froen szczerze? Nie wiem. Zakładałem, że to po prostu mija. Że skończyłem, więc jest po wszystkim.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 623

@Mateo90 i właśnie to jest moment, w którym praktyka traci część swojej głębokości. Ten czas tuż po sesji to coś, co niektóre tradycje traktują jako osobny stan, nie już medytacja, ale jeszcze nie codzienność. Jeśli go pomijasz, to jakbyś gotował coś powoli i wyjmował z ognia za wcześnie.


Odpowiedz
(@wiedunka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 294

@Igorek93 ale jak długo ten moment ma trwać? Minutę? Kwadrans? Bo jak mam rano dwadzieścia minut na całą sesję, to nie bardzo mogę sobie pozwolić na kolejny rytuał po niej.


Odpowiedz
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 985

@Wiedunka to nie musi być długo. Chodzi o jakość kontaktu, a nie o czas. Ale rozumiem twój dylemat, sama przez długi czas cięłam ten moment, bo mi się wydawało, że "właściwa" część już się skończyła.


Odpowiedz
(@gienia98)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 542

@Feliks62 Wracając do tego, co Feliks powiedział o intencji na początku i weryfikacji na końcu jako dwóch rzeczach, które utrzymywały jakość jego praktyki. Mam pytanie, czy te dwie rzeczy działają niezależnie od siebie, czy jedno warunkuje drugie? Bo u mnie zanikały mniej więcej równocześnie i nigdy nie zastanawiałam się, czy to był przypadek.


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 577

@Gienia98 dobre pytanie i szczerze nie jestem pewien. Mam wrażenie, że intencja na początku ustawiała pewną czujność, która potem naturalnie skutkowała tym, że po sesji miałem na co patrzeć. Kiedy intencja zanikała, weryfikacja też traciła punkt zaczepienia, bo nie wiedziałem, czego szukam.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Gienia98 myślę, że to nie jest kwestia kolejności, tylko wzajemnego podtrzymywania. Intencja daje kierunek, weryfikacja daje informację zwrotną. Bez jednego drugie traci sens. Ale które z nich zanikło u ciebie pierwsze?


Odpowiedz
(@gienia98)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 542

@Ballen intencja, zdecydowanie. Chyba przestałam ją formułować, bo czułam, że "i tak wiem, po co siadam". A to "wiem" okazało się złudzeniem.


Odpowiedz
 Wega
(@wega)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 520

@Gienia98 Mam inne podejście do tego "rusztowania". Jeśli coś naprawdę było rusztowaniem, to jego usunięcie nie zmienia struktury od razu, ale nie powoduje też stopniowego osuwania się. To, co Gienia opisała, to coś, co zanikało powoli. To nie brzmi jak usunięcie rusztowania, tylko jak powolne wyjmowanie kamieni z muru.


Odpowiedz
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 985

@Wega to jest ładna metafora, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Jeśli kamienie były wyjmowane stopniowo, to jak Gienia przez długi czas nie widziała zmiany w sesji? Czy mur może wyglądać solidnie, kiedy brakuje już sporej części kamieni?


Odpowiedz
 Wega
(@wega)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 520

@Klimcia może. Jeśli kamienie wyjmujesz z wewnętrznej warstwy, a nie z zewnętrznej, to z zewnątrz wszystko wygląda tak samo. Sesja może wyglądać jak dawniej, bo ma te same zewnętrzne markery, ta sama pora, ta sama postawa, ten sam czas. Ale coś w środku się zmienia i tego nie widać na początku.


Odpowiedz
Wpisy: 1109
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

To jest ciekawe, bo to "i tak wiem" brzmi jak poczucie kompetencji, które zaczyna działać przeciwko praktyce. Im bardziej jesteś pewna, że wiesz po co siadasz, tym mniejsza szansa, że naprawdę to sprawdzasz. Czy ktoś inny miał podobne doświadczenie z tym rodzajem pewności?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sewer76)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 325

@Kobalt ja tak. I to było podstępne, bo ta pewność siebie wyglądała jak dojrzałość. Nie miałem poczucia, że coś tracę, wręcz przeciwnie, myślałem, że upraszczam, bo nie potrzebuję już rusztowania. A rusztowanie okazało się częścią budowli.


Odpowiedz
(@hubert01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 107

@Sewer76 ale jak odróżnić rusztowanie, które można zdjąć, od tego, które podtrzymuje całość? Bo to, co piszesz, sugeruje, że nigdy nie wiesz, co jest czym, dopóki nie jest za późno.


Odpowiedz
(@sewer76)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 325

@Hubert01 właśnie o to chodzi. Nie odróżniasz z wyprzedzeniem. Odróżniasz po fakcie, kiedy coś zanika. Dlatego Kobalt mówił wcześniej o tym, co zostaje po sesji jako kryterium. To jest twój wskaźnik, nie teoria.


Odpowiedz
Wpisy: 334
(@apolonia)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie trochę z innej strony. Wszyscy mówicie o tym, co zanika i jak to przywrócić, ale czy jest możliwe, że czasem ta "płaска" sesja, ta bez ładunku i bez otwartości, jest akurat tym, czego potrzebujemy? Że nie wszystko musi być głębokie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@apolonia oczywiście, że jest. Ale różnica jest między płaską sesją, która jest odpowiedzią na aktualny stan, a płaską sesją, która jest efektem znieczulenia. Pierwsza jest częścią praktyki, druga jest jej zaprzeczeniem. Pytanie tylko, jak je rozróżnić.


Odpowiedz
Wpisy: 577
Rozpoczynający temat
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

I tu chyba wracamy do sedna. Przez długi czas myślałem, że to, co robię, jest odpowiedzią na mój stan, bo skoro siadam regularnie i nic mnie to nie kosztuje, to znaczy, że jestem spokojny. A okazało się, że to nie spokój, tylko brak kontaktu. Odświeżenie praktyki to dla mnie właśnie to rozróżnienie, nie zmiana techniki, tylko zmiana relacji z tym, co podczas sesji przychodzi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Feliks62 To, co Feliks napisał na końcu, jest dla mnie kluczowe. Mówisz, że brak kontaktu wyglądał jak spokój. Ale jak to w końcu rozróżniłeś? Bo skoro z zewnątrz wyglądało to tak samo, to musiał być jakiś moment, w którym coś cię ostrzegło.


Odpowiedz
Wpisy: 577
Rozpoczynający temat
(@feliks62)
Połączone: 6 miesięcy temu

Był taki moment, tak. Ale nie był dramatyczny. Siedzę podczas sesji i zdaję sobie sprawę, że nie pamiętam, co "robiłem" przez ostatnie dziesięć minut. Nie medytowałem, nie błądziłem myślami, po prostu... nie było mnie. I to nie był spokój, tylko nieobecność. Po raz pierwszy nazwałem to wprost i to właśnie było to odświeżenie, o którym mówiłem na początku wątku.


Odpowiedz
Wpisy: 542
(@gienia98)
Połączone: 5 miesięcy temu

to jest coś, o czym nie mówiłam, a chyba powinnam. U mnie ten moment też nie był dramatyczny. Dopiero kiedy zaczęłam robić notatki po sesjach i porównałam kilka miesięcy wstecz, zobaczyłam wzorzec. Na bieżąco nie widać, bo każda sesja wygląda jak osobne zdarzenie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@igorek93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 623

@Gienia98 a co dokładnie notowałaś? Bo znam ludzi, którzy notują i nadal nie widzą, i takich, którzy widzą. Zastanawiam się, czy to kwestia tego, co zapisujesz, a nie samego faktu zapisywania.


Odpowiedz
(@gienia98)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 542

@Igorek93 notowałam głównie to, czy sesja miała jakiś "smak", jakiś wyraźny moment kontaktu, albo czy była neutralna. Nie opisywałam treści, tylko jakość. I właśnie to pokazało mi, że neutralnych sesji przybywało, a ja tego nie zauważałam w czasie rzeczywistym.


Odpowiedz
 Wega
(@wega)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 520

@Gienia98 Mam pytanie do Feliksa i Gieni jednocześnie. Oboje mówicie o momencie rozpoznania, który był ciche, nie dramatyczne. Ale czy po tym rozpoznaniu praktyka faktycznie się zmieniła od razu, czy to trwało? Bo mam wrażenie, że samo zobaczenie problemu to za mało, a jednak w waszych opisach brzmi to jakby to wystarczyło.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: