Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, co mnie trochę gryzie w praktyce. Medytuję od lat głównie w bezruchu - siedzę, skupiam oddech, wyciszam. Ale coraz częściej słyszę, że taniec, tai chi albo joga to "pełnoprawna medytacja w ruchu". I niby rozumiem mechanizm, skupienie na ciele, na przepływie energii, na oddechu... ale czy to naprawdę ten sam stan? Czy ruch nie zabiera tej głębokiej ciszy, do której dochodzi się przez nieruchomość? Ciekawa jestem czy ktoś praktykuje jedno i drugie i czuje realną różnicę.
Mnie ten temat bardzo blisko, bo pracuję z czakrami i zauważyłam, że przy różnych technikach aktywują się inne centra energetyczne. W bezruchu łatwiej mi wejść w czakrę koronną, w tym wyższym, spokojniejszym rejestrze. Natomiast przy ruchu, szczególnie tańcu, czakra sakralna i splotowa się mocniej budzą. Więc może to nie jest kwestia "lepsze czy gorsze", tylko co chcemy osiągnąć? Pelagiusza86, masz może wrażenie, że twoja codzienna praktyka siedząca ma inny "smak energetyczny" niż te chwile, gdy jednak się ruszasz?
Mam pytanie do całej dyskusji, bo czegoś mi tutaj brakuje. Mówimy o medytacji w ruchu jakby to była jednolita kategoria, ale tai chi to co innego niż taniec ekstatyczny, a joga to znowu inna historia. Tai chi ma bardzo konkretną strukturę, sekwencje są powtarzalne, umysł może się naprawdę zagubić w rutynie ruchu. Taniec improwizowany jest z natury nieprzewidywalny. Czy nie powinniśmy rozróżnić te formy zanim w ogóle porównamy je z siedzeniem w bezruchu?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam pytaie które mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Słyszałam że jak ktoś ma problem z zazdrością, bo np. widzi że inna osoba robi postępy w medytacji szybciej, to afimracje mogą pomóc zmienić to myślenie. Ale jak to działa właściwie przy medytacji w ruchu? Czy takie afirmacje powtarza się przed praktyką, w trakcie, czy po? Nigdy nie wiedziałam jak to zestawić.
Rgielka, to akurat znam trochę z własnego doświadczenia. Miałem etap, gdy porównywałem się z innymi na zajęciach jogi i czułem coś w rodzaju złości na siebie. Zacząłem używać afirmacji przed praktyką, coś w stylu 'cieszę się z drogi innych, bo ich wzrost mnie nie pomniejsza'. Brzmi banalnie, ale po kilku tygodniach naprawdę zmieniło moją nastawę na macie. Czy to magia, czy psychologia, nie wiem, ale działało.
@Pati_02 U mnie działały w myślach, powtarzane z pełnym skupieniem przed wejściem na matę. Głośno próbowałem raz i czułem się jakoś sztucznie. Ale to chyba bardzo indywidualne. Co do ciszy - mam wrażenie, że w bezruchu afirmacja ma więcej przestrzeni, żeby 'osiąść'. Przy ruchu umysł jest bardziej zajęty koordynacją. Chociaż nie wiem czy to reguła.
Ciekawe co mówi Pelagiusza86, bo ja właśnie miałam odwrotnie. W ciszy moje porównujące myśli się nakręcały, bo nie miałam gdzie uciec. Dopiero taniec wolny, bez zwierciadła, bez instruktora, pozwolił mi po prostu być w sobie. Może to zależy od tego, w którym miejscu swojej drogi się jest?
Wracając do sedna dyskusji, bo zaczęliśmy się trochę rozchodzić. Mnie interesuje jeszcze jeden wymiar tej opozycji ruch-bezruch. Tradycje kontemplacyjne, które znam, traktują bezruch jako warunek wejścia w głębsze stany, ale niekoniecznie jedyny. Tai chi i qigong są w taoizmie równorzędnymi ścieżkami. Natomiast współczesny "mindfulness w ruchu" często to upraszcza do hasła, że wszystko może być medytacją, jeśli tylko jesteś uważny. I tu mam wątpliwość - czy sama intencja wystarczy, żeby ruch stał się medytacją, czy potrzeba jakiegoś przygotowania, inicjacji w technikę?
Pelagiusza86, bo skończyłaś na tym tai chi i qigong jako pewnym punkcie środkowym. Mam pytanie, bo to mnie naprawdę zastanawia. Czy w tych tradycjach ruch jest środkiem do bezruchu wewnętrznego, czy jest celem samym w sobie? Bo jeśli energetycznie patrzeć na czakrę korony, to zarówno głęboki bezruch jak i pewne formy ruchu mogą ją otwierać. Ale to są chyba jednak różne jakości otwarcia?
Wrócę do sedna, bo zaczynamy odpływać. Ruch kontra bezruch w medytacji to nie tylko kwestia temperamentu ani numerologii. W tradycjach szamańskich i słowiańskich ruch rytualny był celowo dysocjujący, chodziło o wyjście z codziennej tożsamości przez ciało. To jest odwrotność mindfulness, gdzie chodzi o bycie tu i teraz w pełnej świadomości. Oba używają ciała, ale w zupełnie innych kierunkach.
Wrócę do sedna, bo zaczynamy odpływać. Ruch kontra bezruch w medytacji to nie tylko kwestia temperamentu ani numerologii. W tradycjach szamańskich i słowiańskich ruch rytualny był celowo dysocjujący, chodziło o wyjście z codziennej tożsamości przez ciało. To jest odwrotność mindfulness, gdzie chodzi o bycie tu i teraz w pełnej świadomości. Oba używają ciała, ale w zupełnie innych kierunkach.
Przepraszam że pytam o taką podstawę ale nie do końca rozumiem. Taniec ekstatyczny który czasem widzę na reklamach zajęć, to jest właśnie ten rodzaj "dysocjujący" o którym mówi Perun80, czy coś innego? Bo widziałam takie zajęcia blisko mnie i zastanawiałam się czy to coś dla mnie.
Czytam całą tę rozmowę i mam takie pytanie z boku. Czy znak zodiaku może wpływać na to, która forma medytacji jest dla kogoś lepsza? Bo np. jako Baran mam strasznie dużo energii i siedzenie w bezruchu przez dłuższy czas jest dla mnie prawie niemożliwe. Może właśnie dlatego ruch byłby dla mnie lepszy?
Wracam do tematu afirmacji przy zazdrości, bo chciałem jeszcze coś dodać. Zauważyłem że sama treść afirmacji ma znaczenie. Coś w stylu "jej postęp mnie nie dotyczy" może tworzyć dystans, ale nie usuwa napięcia. Lepiej działało u mnie gdy afirmacja była połączeniem, coś jak "jej wzrost jest możliwy, bo wzrost jest możliwy, więc mój wzrost też jest możliwy". To było mniej obronne, bardziej otwierające.
@Emilian ale jak ci to przychodziło naturalnie czy najpierw musiałeś to jakoś zapamiętać i wtedy to brzmi sztucznie?? bo u mnie jak mam gotową afirmację to mam wrażenie że to tylko słowa a nie coś prawdziwego, jakby mój umysł wiedział że to 'udawanie'
szczerze to nie wiem jak to rozróżnić, czyli jak poznać że już jestem w ciele a nie tylko się ruszam mechanicznie? bo ruszam się i myślę jednocześnie prawie zawsze haha, nie umiem tego oddzielić
@Begonia Mnie nauczyło tego właśnie tai chi, ta praca z ciężarem. Ale mam pytanie związane z tematem zazdrości. Czy wy też zauważacie że zazdrość wobec kogoś kto lepiej medytuje albo ma głębszą praktykę jest jakoś trudniejsza niż zazdrość o coś zewnętrznego? Bo mnie ta pierwsza bardziej uwiera.
Czytam i mam pytanie może z innej strony. Czy ktoś kiedyś próbował afirmacje właśnie podczas tańca albo qigong, a nie przed albo po? Bo dla mnie jako Barana ruch jest naturalny a siedzenie z afirmacją brzmi jak praca domowa. Może w ruchu byłoby łatwiej?
