Odwiedziny. To mi się podoba jako obraz. Ale mam jedno pytanie, bo mnie ciągle gnębi ta kwestia efektów: jak długo czekałaś zanim zauważyłaś coś co można by nazwać zmianą? Tygodnie, miesiące?
Dwa miesiące to długo. Pytam bez złośliwości, naprawdę, bo zastanawiam się jak wytrzymać te dwa miesiące bez żadnego sygnału, że to w ogóle działa?
No właśnie, to jest mój główny problem. Medytuję, wychodzę, i czuję się... normalnie. Ani lepiej ani gorzej. I jakaś część mnie mówi 'po co to robisz'.
Ale czy to nie jest tak, że szukamy efektów w złym miejscu? Bo medytacja sutry lotosowej to chyba nie jest coś co ma poprawić nastrój w codziennym życiu, tylko coś głębszego. A my wszyscy mówimy o spokoju i irytacji, jakby to był kurs redukcji stresu.
Celestyna ma rację w tym sensie, że ja sama przestałam czekać na jakieś wielkie przebudzenie. Ale Drozdzia zadała konkretne pytanie i chcę odpowiedzieć uczciwie: pierwsze dwa tygodnie to był dla mnie czas dużej frustracji. Gdybym nie miała wtedy kogoś kto mi powiedział 'to normalne', pewnie bym rzuciła.
To znaczy że potrzebujesz kogoś, kto cię przeprowadzi przez ten etap? Bo ja nie mam takiej osoby, uczę się sama z internetu i kilku książek. I nie wiem czy to w ogóle ma sens bez nauczyciela.
Wracam do tego co Zanetka mówiła, bo mnie to trochę zastanawia. Jeśli sutra lotosowa ma być czymś innym niż zwykła medytacja z wizualizacją, to co konkretnie jest w niej specyficznego jako praktyka? Bo ta rozmowa trochę krąży wokół, ale nie jestem pewna czy to kiedyś padło wprost.
Ta różnica którą opisujesz, siedzisz wewnątrz a nie przed, to jest coś co można wyczuć samemu czy trzeba wiedzieć wcześniej żeby to zadziałało?
Bo jeśli trzeba o tym wiedzieć żeby to zadziałało, to trochę jak samospełniające się przekonanie, nie?
Ale instrukcja obsługi zakłada że jest jakiś cel. A tu cały czas mówimy żeby nie oczekiwać efektów. To trochę sprzeczne.
Ale w gotowaniu widzisz że woda zaczyna parować, że coś zmienia kolor, masz jakiś wizualny dowód procesu. W medytacji co masz? Właśnie nic. I do tego wracamy.
Zanetka, dokładnie to mnie blokuje. Nie potrzebuję dramatycznych wizji, ale jakiś sygnał że idę w dobrą stronę. Jak rozpoznać że praktyka działa skoro nie mam punktu odniesienia?
Ten moment ze sprawdzaniem czasu to dobry trop, Astaria. Mnie się to skojarzyło z tym co czasem czuję przy kartach, kiedy przestaję liczyć ułożone arkana i po prostu jestem z tym co widzę. Ale chcę zapytać Drozdzia, bo wydaje mi się że ona mówi o czymś trochę innym niż brak efektów. Drozdzia, czy chodzi ci o to że nie wiesz czy dobrze technicznie wykonujesz praktykę, czy raczej o to że nie czujesz że coś w ogóle się dzieje?
Renia, to drugie chyba. Bo nie mam nawet poczucia czy siedzę właściwie z tym całym lotosem czy kompletnie obok. Astaria mówiła że to przestrzeń do bycia a nie obraz do oglądania, ale jak mam wiedzieć że jestem wewnątrz tej przestrzeni a nie że sobie po prostu siedzę z zamkniętymi oczami?
Przestałam szukać granicy to dla mnie równie mgliste co bycie wewnątrz przestrzeni. To znaczy rozumiem słowa, ale nie wiem jak to przełożyć na siedzenie na podłodze i oddychanie. Astaria, czy jest jakiś konkretny moment w sesji kiedy to się dzieje, czy to bardziej ogólne nastawienie z którym się wchodzi?
Ale czy my w ogóle rozmawiamy o sutry lotosowej czy o ogólnych problemach z medytacją? Bo mi się wydaje że przyklejanie do obserwacji to jest standard przy każdej praktyce. Co jest specyficznego dla tej konkretnej metody, że ten problem wygląda tu inaczej?
Zanetka i Fluorytka, macie rację i to jest dobra obserwacja. Specyfika sutry lotosowej nie zastępuje podstaw, ona zakłada że podstawy są. Ale nie powiedziałabym że to jest 'zaawansowane' w sensie technicznym, raczej w sensie nastawienia. Ta praktyka wymaga że ty nie próbujesz nic osiągnąć. I to jest trudniejsze niż jakikolwiek technikalia.
Nie próbować nic osiągnąć podczas praktyki którą robisz żeby coś osiągnąć. Przepraszam ale to brzmi jak żart. Jak ktoś to realnie stosuje?
Okej, analogia ze snem coś mi rozjaśniła. Ale Celestyna, ty piszesz z pozycji osoby która to już rozumie i stosuje. Ja nie wiem czy rozumiem. I mam wrażenie że ta rozmowa cały czas krąży między ludźmi którzy już to czują a mną która siedzi i nie czuje nic. Co zrobiłeś na samym początku żeby w ogóle wejść w tę logikę?
Celestyna, to z tym byciem złym przez kilka sesji to jest ciekawe. Złość to jednak jakiś sygnał że coś jest, nie? Prokop mówił że czuje się normalnie, bez złości, bez spokoju. Może złość na brak efektów to paradoksalnie lepsza pozycja startowa niż obojętność?
Astaria, odpowiedź na twoje pytanie: ta obojętność jest jakby przed. Jak wiem że mam medytować to już wtedy jest takie... nic. Nie mam oporu, nie mam chęci, po prostu siadam bo siadam. I potem w trakcie jest tak samo. Czytam wasze posty i rozumiem słowa ale mam wrażenie że wy wszyscy macie jakiś punkt zapalny którego mi brakuje.
Franek, Celestyna, ale chwilę. Czy my nie zakładamy że Prokop ma problem, który trzeba naprawić? Może on po prostu inaczej doświadcza tej praktyki i nie ma żadnych zatyczek? Bo ta obojętność którą opisuje może być jego stanem neutralnym, nie brakiem czegoś.
A ja mam inne pytanie do tej rozmowy. Dużo mówimy o odczuciach podczas sesji, ale czy sutra lotosowa w ogóle jest o odczuwaniu? Bo z tego co czytałam to ona bardziej dotyczy rozumienia, jakiegoś wglądu, a nie bezpośredniego doświadczenia czuciowego. Czy ktoś może to rozstrzygnąć, bo mam wrażenie że możemy mówić o różnych rzeczach.
Zanetka, to jest bardzo dobre pytanie i trochę mnie zawstydziło, bo sama mieszałam te poziomy. Masz rację, sutra lotosowa to nie jest praktyka nastawiona na odczucia sensoryczne. Ale ten wgląd o którym piszesz często przychodzi przez ciało, nie obok niego. Więc odczucia są sygnałem, nie celem. Może dlatego ta rozmowa się pokręciła.
Dobra, ale to teraz mam jeszcze większy problem z tym wszystkim. Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i rozumiem coraz mniej. Zanetka pyta o wgląd, Astaria mówi że to przez ciało ale nie o ciało, Celestyna mówi o wrażliwości. Czy ktoś może powiedzieć prosto, co JA miałabym zrobić na pierwszej sesji? Nie filozofia, tylko konkret.
Joasieńka, ja też miałam ten moment kiedy chciałam konkretów i pamiętam że Astaria wcześniej w wątku mówiła o recytacji, ale nie rozwinęła jak długo, w jakim tempie. Może to jest dobry moment żeby to doprecyzować, bo faktycznie to wygląda jak jedyny 'techniczny' element tej praktyki który tu padł.
Macie rację obie, uciekłam od technikaliów w filozofię i to nie było fair wobec osób które dopiero zaczynają. Sylab jest kilka, recytacja jest cicha albo wewnętrzna, tempo jest własne. Ale to co jest ważne technicznie, to że recytacja nie ma być skupieniem samym w sobie. Ma być czymś co zajmuje część uwagi żeby reszta mogła się zwolnić. Czy to jest bardziej konkretne?
