Hej, bo tu padło coś o oddechu jako bramce i chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czy to znaczy, że oddech to tylko wejście i potem go porzucasz, czy zostajesz z nim przez całą sesję równolegle z wizualizacją?
To co powiedziałaś o warstwach bardzo mi pasuje do tego, jak rozumiem aspekty w transycie. Jeden element trzyma strukturę, drugi przynosi treść. Ale właśnie chciałam zapytać o coś innego: czy kolor lotosu, który się pojawia, ma dla ciebie jakieś znaczenie poza samą obserwacją? Czy po sesji zastanawiasz się co on mógł oznaczać?
To co mówisz o wzorcu w czasie jest ciekawe, bo w tarocie też mam tak, że jedna karta nic mi nie mówi, ale ta sama karta trzy razy w tygodniu to już jest pytanie. Zastanawiam się, czy w tej praktyce masz jakiś system notowania, czy to bardziej intuicyjne?
Okej, to mnie trochę przekonuje, bo dziennik to coś konkretnego. Ale mam jeszcze jedno pytanie, może trochę z innej strony: czy ta praktyka zmienia coś w twoim codziennym sposobie myślenia, nie tylko w trakcie sesji? Czy widzisz jakieś przeniesienie na zewnątrz?
A czy to musi być praca? Pytam szczerze, bo wydawało mi się, że medytacja może też po prostu być czymś dla siebie, bez wielkich efektów. Czy nie można po prostu... siedzieć z lotosem i tyle?
Bo ja z kolei zacząłem tę praktykę właśnie bez żadnego konkretnego celu i chyba to było dobre. Jak mam cel, to zaczynam go gonić zamiast siedzieć. Nie wiem czy to działa na wszystkich, ale u mnie brak oczekiwań dawał spokojniejsze sesje. Czy ktoś jeszcze miał tak?
To ciekawe co mówisz o budowie uwagi, bo ja się zastanawiam czy to jest coś, co można zmienić przez samą praktykę, czy raczej z tym się przychodzi. Bo jeśli ktoś jest z natury rozkojarzony, to czy medytacja z lotosem mu w ogóle pomoże, czy będzie tylko frustrującym doświadczeniem?
Wróćmy na chwilę do tego co Celestyna pisała wcześniej, o przełożeniu na codzienność. Bo ja mam tak, że po każdej sesji wydaje mi się że coś poczułam, ale już następnego dnia jest jak było. Czy to jest ten 'ślad w ciele' o którym mówiłaś, czy to po prostu nic?
To 'czekam aż coś się stanie' brzmi jak sedno problemu. Czy ta praktyka ma jakiś aktywny element, czy chodzi o bierne przyjmowanie obrazów? Bo z rytuałów wiem, że czekanie bez intencji to trochę jak zapraszanie wszystkiego po kolei.
Zanetka ma rację i to dobrze ujęte. Nie jest to bierne czekanie. Lotos zamknięty to punkt wyjścia, ale powinna być intencja co do przestrzeni, nie efektu. Mniej więcej: wchodzę po to, żeby być blisko centrum, nie żeby zobaczyć konkretny obraz. Drozdzia, myślę że twoja sesja potrzebuje tej jednej zmiany.
To jest naprawdę pomocne, bo ja miałem identycznie i nie umiałem tego nazwać. Astaria, czy ta intencja wejścia 'do centrum' to coś co formułujesz słowami przed sesją, czy to bardziej poczucie kierunku?
Mam pytanie trochę z boku tego: czy lotos w tej praktyce ma stały kierunek, znaczy czy zawsze wyobrażasz go sobie w tej samej pozycji, otwierający się ku górze, czy to się zmienia? Bo w kartach lotos jako symbol pojawia się różnie i zastanawiam się czy tu też to ma znaczenie.
Nie z lotosem, ale z innymi wizualizacjami miałam doświadczenie, że kierunek w ogóle nie był świadomy a i tak coś zachodziło. Więc może to nie jest kluczowa zmienna? Ale nie wiem, to tylko jedna obserwacja.
Warto jednak nie rozstrzygać tego zbyt szybko. Różne tradycje traktują orientację symbolu jako znaczącą, inne całkowicie to pomijają. Jeśli ktoś pracuje w konkretnej tradycji, powinien trzymać się jej wewnętrznej logiki. Mieszanie konwencji bywa po prostu dezorientujące.
A czy taka eklektyczna praktyka nie jest po prostu lepsza dla kogoś kto nie jest głęboko w żadnej tradycji? Mnie zawsze wydawało się, że jak coś działa dla ciebie, to właśnie jest twoja tradycja.
Celestyna, ale jak w ogóle możemy wiedzieć jak coś 'miało działać' jeśli nie mamy dostępu do oryginalnego kontekstu nauczania? Większość z nas nie ma nauczyciela który przeszedł pełną linię przekazu.
I to chyba wraca do mojego pierwotnego pytania, tyle że na głębszym poziomie. Skoro nie wiadomo dokładnie skąd pochodzi i jak 'miało działać', to skąd wiadomo że efekty które obserwujemy są efektami tej praktyki, a nie po prostu ogólnego siedzenia w ciszy?
To by znaczyło, że może w ogóle nie potrzeba żadnej wizualizacji? Że sama cisza wystarczy? Bo jeśli tak, to po co ta cała sutry i lotos?
Okay, ale jeśli lotos to tylko kotwica, to dlaczego akurat lotos? Można by kotwicą zrobić dowolny obraz, kwiatek, kamień, cokolwiek. Co sprawia, że sutra lotosowa jest czymś osobnym, a nie po prostu medytacją z dowolną wizualizacją?
To pytanie stawiałam sobie samej. I nie mam pewnej odpowiedzi, ale moje robocze rozumienie jest takie: lotos ma w tradycji długą historię symboliczną, i ta historia jest aktywna kiedy siedzisz z tym obrazem, nawet jeśli nie znasz jej szczegółów. Ale wiem, że brzmi to nieprzekonująco dla osoby sceptycznej, więc Drozdzia, co byłoby dla ciebie przekonujące?
Nie wiem szczerze. Może jakieś wyraźne różnice w tym co się dzieje wewnętrznie? Ale jak mam je odróżnić skoro nigdy nie próbowałam medytować z innym obrazem dla porównania?
Ale to porównanie ma sens tylko jeśli Drozdzia wie czego szuka. Bo jeśli nie wie jak ma wyglądać 'efekt', to jak oceni czy dwie sesje były inne czy takie same?
Wracam do tego co Astaria mówiła o historii symbolicznej. Mnie to nie brzmi nieprzekonująco wcale. W astrologii mamy podobnie, symbol ma 'wagę' właśnie dlatego, że jest używany od wieków przez wiele osób z intencją. To się jakoś kumuluje. Czy w przypadku lotosowego obrazu jest podobne założenie?
Nazwałbym to ostrożniej. Można powiedzieć, że lotos jako archetyp jest zakorzeniony w zbiorowej wyobraźni i dlatego działa na nieświadome skojarzenia, ale to jest już psychologia analityczna, nie tradycja buddyjska. Mieszamy tu kilka języków opisu i to jest okej, jeśli wiemy co robimy.
Czy to złe, że mieszamy języki opisu? Bo mam wrażenie, że na tym forum wszyscy trochę to robimy i jakoś funkcjonujemy.
Ale czy to jest w ogóle możliwe dla kogoś kto nie spędził lat studiując obydwa systemy? Ja na przykład nie potrafię tak ściśle rozdzielić co jest 'buddyjskie' a co 'jungowskie' w tym co czuję podczas sesji.
Mam wrażenie że ta rozmowa trochę odpłynęła od praktyki do teorii. Mnie bardziej interesuje co robić żeby to działało, nie dlaczego działa na poziomie filozoficznym. Czy ktoś ma jakiś konkretny sposób na ten problem z 'czekaniem aż coś się stanie'?
