Astaria, tak, to jest konkretniejsze, dziękuję. Ale mam jedno pytanie do tej recytacji wewnętrznej. Co to znaczy że tempo jest własne? Bo jak nie wiem jak to powinno brzmieć to skąd wiem czy moje tempo jest 'własne' czy po prostu losowe?
Celestyna, to jest ciekawy kierunek, ale trochę się obawiam że to znowu uciekniemy w abstrakcję. Drozdzia pyta o coś praktycznego. Może zamiast pytania o naturalny rytm, dałoby się powiedzieć, spróbuj raz szybciej, raz wolniej i zostań przy tym tempie gdzie oddech i recytacja jakoś idą razem? Nie jako zasada, tylko jako punkt startowy.
Dobra, wróćmy do mojej obojętności, bo Astaria zadała mi pytanie i teraz się zastanawiam. Powiedziałem że obojętność jest wszędzie, ale to nieprawda. Przy chodzeniu, przy rozmowach raczej nie. To jest specyficzne dla medytacji. Znaczy to że to może być właśnie to co Celestyna nazywał zatyczkami? Czy to jednak coś innego?
Franek, Prokop, to chodzenie to jest naprawdę coś. Nie jako technika przygotowawcza w sensie protokołu, ale jako sposób żeby ciało już było w ruchu uwagi zanim się siądziesz. Prokop, spróbowałbyś kiedyś tak i potem napisał co się zmieniło, albo czy cokolwiek się zmieniło? Bo twój przypadek zaczyna być dla mnie interesujący właśnie przez tę specyficzność tej obojętności.
Dobra, to spróbuję tego chodzenia przed sesją. Mam jedno pytanie do Franka, bo nie rozumiem jednej rzeczy. Mówisz że chodziłeś kilka minut i potem siadałeś, ale czy to chodzenie było jakoś specjalne? Celowe? Czy po prostu normalny spacer po pokoju?
Wracam do tempa recytacji, bo Kamilka mi pomogła bardziej niż ta analogia z rytmem. Spróbowałam raz szybciej, raz wolniej i naprawdę jest miejsce gdzie coś siada. Nie wiem jak to nazwać, ale jest. Astaria, czy to jest ten punkt do którego zmierzałaś mówiąc 'tempo własne'?
Cieszę się Drozdzia, że to zadziałało. Ale Astaria, mam pytanie do ciebie. Drozdzia mówi że 'coś siada', Prokop opisuje obojętność, inni mówią o cieple, o ciszy. Czy to wszystko są różne drogi do tego samego, czy to mogą być zupełnie różne stany i jedno z nich jest 'właściwe'?
Przepraszam że się wtrącam, ale to co Celestyna napisał jest dla mnie najtrudniejsze w tym wątku. Jak mam praktykować coś, co ma różne efekty u różnych ludzi i nie wiadomo co jest wspólne? To naprawdę brzmi jak 'rób coś i nie wiadomo co z tego wyjdzie'.
Słucham tej rozmowy o wspólnym mianowniku i mam wrażenie że my cały czas szukamy definicji zamiast po prostu porównać doświadczenia. Bo Drozdzia powiedziała że 'coś siada', a Prokop mówi o obojętności. Czy te dwie osoby mogą opisywać to samo słowami, które brzmią zupełnie inaczej?
Czytam tę wymianę między Prokopem i Astarią i chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czy wy mówicie że stan przed medytacją może wchodzić do samej sesji i ją kształtować? Bo to by dużo tłumaczyło u mnie, nie tylko u Prokopa. Dziękuję że to tak rozłożyliście, naprawdę.
Kamilka, to ma sens, i nie tylko w kontekście tej konkretnej sutry. Moment wejścia to jest coś co różne tradycje traktują bardzo poważnie. Ale nie chcę teraz iść za daleko w porównania między tradycjami, bo możemy zgubić wątek. Powiem tylko że w tej praktyce przejście między 'przed' a 'w trakcie' jest samą praktyką, nie wstępem do niej.
Astaria, ale to mnie teraz bardziej zmyliło. Jeśli przejście jest samą praktyką, to co jest środkiem sesji? Bo jeśli ciągle jestem w przejściu to nie ma środka. Albo ja to źle rozumiem.
Ja też jestem ciekawa co Prokop sprawdzi. Ale przy okazji mam pytanie do Celestyny, bo powiedziałeś że każda chwila jest ponownym wchodzeniem. Czy to nie jest wyczerpujące? Brzmi jakby nigdy nie można było po prostu być w tej medytacji, tylko wciąż trzeba wchodzić.
Astaria, mówi mi tyle że chcę to poczuć, ale nie wiem jak nie dążyć do czegoś celowo. Jak mam nie chcieć osiągnąć tego punktu skoro właśnie mi o nim powiedziałaś? To brzmi jak paradoks.
Zatrzymuję się przy tych trzech warstwach, bo to jest bardzo konkretne i chcę dopytać. Astaria, czy te warstwy są gdzieś opisane w samej sutrze, czy to twoje rozróżnienie z praktyki? Bo to zmienia dla mnie czy to jest coś co powinnam szukać w tekście czy czegoś czego doświadczyć.
Kamilka, Zanetka, odpowiem razem. To rozróżnienie jest z praktyki, ale oparte na tekście. Sutra nie mówi 'teraz skup się na brzmieniu', ale kiedy się ją czyta uważnie, to te trzy poziomy są obecne w sposobie zapisu. Nie chcę tego rozwijać zbyt szeroko bo to wymagałoby wchodzenia w tekst, a jesteśmy na forum. Powiem tylko że brzmienie jest najbezpieczniejszym miejscem zaczepienia dla kogoś kto zaczyna z tą konkretną praktyką.
Czytam o tych trzech warstwach i mam jedno pytanie które może brzmieć naiwnie. Czy można pracować z brzmieniem jeśli nie rozumie się języka w którym sutra jest recytowana? Pytam bo wcześniej Drozdzia wspominała że recytuje po polsku, a nie wiem czy to przekład czy oryginał.
Ja też chcę zapytać o to tłumaczenie, bo weszłam w ten wątek właśnie tutaj i nie do końca rozumiem. Czy ta medytacja z sutrą lotosową to coś co robi się z konkretnym tekstem który się kupuje, czy można go znaleźć online? Przepraszam że tak przyziemnie ale naprawdę nie wiem od czego zacząć.
Renia, to jest moje pytanie od początku tego wątku w zasadzie. Ja zacząłem sam i teraz nie wiem czy to co czuję to jest efekt praktyki czy efekt tego że robię coś nie tak. Astaria, wróćmy do tych trzech warstw, bo mam wrażenie że ja utknąłem na tej 'intencji' i to może być problem.
Astaria, chodzi mi o to że za każdym razem jak recytuję to jestem świadomy po co to robię, co chcę osiągnąć, co powinno się zmienić. I ta świadomość jest cały czas obecna i może właśnie ona sprawia że ta obojętność którą opisywałem wcześniej jest taka sucha. Jakbym recytował z kalkulatorem w głowie.
Ten kalkulator to świetny obraz. U mnie on się włącza kiedy recytacja za bardzo spowalnia. Jakby cisza go budzi. Ale mam inne pytanie do Astarii zanim pójdziemy dalej, bo Fluorytka pytała o tłumaczenie i nie dostałam odpowiedzi. Astaria, czy brzmienie przekładu może być równie skuteczne?
Astaria, dziękuję za powrót do tego pytania. Ale mam jeszcze jedno, bo to zdanie o tekście 'z którym się...' i urwałaś. Co miałaś na myśli? Bo ja właśnie szukam jakiegoś kryterium, skąd mam wiedzieć że to jest tekst który dla mnie pracuje, a nie po prostu tekst który mi się podoba.
Celestyna, odpowiem na twoje pytanie bo też myślałem o tym. U mnie ta intencja była już przed, zanim zacząłem recytować. Właściwie wchodziłem już z nią ustawioną. I teraz zastanawiam się czy to jest błąd na samym wejściu, zanim jeszcze padnie pierwsze słowo.
Franek, Prokop, chcę się zatrzymać przy tym co Celestyna powiedział, bo on trafił w coś ważnego. Nie powiem wam żebyście 'rozbroili' intencję, bo to znowu byłoby dążenie. Ale jest jedna rzecz którą robię przed recytacją, która nie jest techniką w ścisłym sensie. Siadam i przez chwilę nie wiem po co siadam. Dosłownie próbuję nie mieć odpowiedzi na pytanie dlaczego tu jestem. To trwa może minutę. I często po tej minucie intencja albo znika, albo zmienia kształt na coś mniej napiętego.
Astaria, ale to co opisujesz to jest kolejna technika, tylko nazwana inaczej. Siedzisz i robisz coś konkretnego, żeby osiągnąć konkretny efekt, czyli brak intencji. Nie mówię tego złośliwie, naprawdę pytam: gdzie tu jest granica między przygotowaniem a kolejną warstwą planowania?
Słucham tej rozmowy o intencji i mam wrażenie że gdzieś zgubiłyśmy wątek tych trzech warstw, a mnie to dalej intryguje. Astaria, wróćmy na chwilę: powiedziałaś że możesz pracować z jedną warstwą naraz. Ale czy podczas jednej recytacji te warstwy mogą się przesuwać samoistnie, bez decyzji?
Zanetka, tak, i to jest chyba najciekawsze co się przydarza w tej praktyce. Zaczynasz od brzmienia, a nagle jesteś przy znaczeniu i nie pamiętasz kiedy to nastąpiło. Nie da się tego zaplanować. Dlatego między innymi mówiłam że intencja 'co osiągnąć' blokuje, bo blokuje też tę naturalną zmianę warstw.
