A skąd wiadomo kiedy to jest ten fałsz a kiedy po prostu opór przed praktyką? Bo ja jak zaczynam medytację to często najpierw czuję że to bez sensu, a potem coś się zmienia. Czy to co opisuje Bernadetka93 jest inne niż ten zwykły opór na początku?
Dobra, bo ja tu słyszę dużo o intuicji i wewnętrznym głosie który 'mówi' czy to odpowiedni moment czy nie. Ale jak ktoś dopiero zaczyna i jeszcze tej intuicji nie wypracował, to co ma robić? Jak niby rozróżnić ten fałsz od oporu jeśli nie masz jeszcze bazy?
No dobra ale to jest dokładnie to co mnie wkurza w tej całej medytacji - 'przyjdzie z czasem', 'trzeba ćwiczyć', 'po wielu sesjach'. Nie ma jakiegoś szybszego sposobu żeby po prostu poczuć czy się robi dobrze czy źle?
To ciekawe pytanie mimo wszystko. Czy ktoś ma jakieś sygnały które rozpoznaje jako 'tak, to działa'? Nie chodzi mi o efekty długoterminowe, ale o coś podczas samej sesji albo zaraz po.
U mnie sygnałem że coś 'zadziałało' jest takie rozluźnienie w okolicach mostka. Jakby coś tam się otwierało. Ale to przyszło po wielu sesjach i nie wiem czy to jest coś powszechnego czy tylko moje.
Ja mam podobnie, ale bardziej w ramionach. Jakby napięcie spływało. Przy medytacji na wdzięczność mam to intensywniej niż przy zwykłej obserwacji oddechu. Zastanawiam się czy to jest coś specyficznego dla tej praktyki czy po prostu relaksacja.
A możecie powiedzieć więcej o tym rozluźnieniu? Bo to czy jest to specyficzne dla wdzięczności czy nie, zależy właśnie od tego co się dzieje tuż przed tym sygnałem. Co jest w umyśle w tej chwili kiedy to czujecie?
Okej, to chcę dopytać o jedno bo to mnie interesuje praktycznie. Ta różnica między 'myśleniem wdzięczności' a 'czuciem wdzięczności' - jak ty Bernadetka93 to przejście wywołujesz? Bo to brzmi jakbyś robiła coś konkretnego żeby z jednego przejść w drugie.
Słucham tej rozmowy i mam takie wrażenie że wy już wszyscy macie jakiś wspólny język do opisywania swoich doświadczeń, który dla mnie jest trochę niejasny. Co to znaczy że coś 'dochodzi'? Dosłownie.
Dobra, rozumiem to co Celestynka.2 napisała, ale mam wrażenie że 'poczuć w klatce piersiowej' to też jest trochę metafora. Pytam poważnie - czy wy dosłownie czujecie coś fizycznego? Ucisk, ciepło, cokolwiek? Bo jak tak, to to już ma dla mnie sens.
Odpowiadając na pytanie Gertrudy - tak, to jest dosłownie fizyczne. U mnie to ciepło i jakby rozluźnienie napięcia które tam wcześniej siedziało. Nie metafora. To mnie też na początku zaskoczyło.
Okej to czekajcie, bo to jest ciekawe. Znaczy wy mówicie że konkretne uczucie emocjonalne przekłada się na konkretne fizyczne miejsce w ciele? Czy każda emocja ma swoje miejsce czy to jest indywidualne?
Wracając do pytania Gertrudy bo chcę to doprecyzować - powiedziałam 'w klatce piersiowej' bo takie jest moje doświadczenie, ale nie miałam na myśli że każdy musi to tam czuć. Chodziło mi raczej że to przejście z myśli na odczucie jest czymś uchwytnym, a nie tylko abstrakcją.
Ja próbowałam ostatnio specjalnie zwracać uwagę na to gdzie to czuję i doszłam do wniosku że u mnie to nie jest jedno miejsce - to zależy za co jestem wdzięczna. Za relacje to klatka, za spokój i ciszę to bardziej brzuch. Ciekawe czy ktoś ma podobnie.
To co Paprotka opisuje ma swój odpowiednik w starszych tradycjach, gdzie różne rejony ciała przypisywano różnym sferom życia. Ale to jest osobny temat. Pytanie do was - czy ta lokalizacja w ciele zmienia się kiedy wdzięczność jest udawana versus autentyczna?
Tak, dokładnie. Przy tym 'fałszu' to jest czysto w głowie, żadnego ciepła ani rozluźnienia. To właśnie jest ta różnica którą próbowałam opisać na początku tej rozmowy, tylko nie wiedziałam jak to ująć tak dosłownie.
Słuchajcie, ja w ogóle nie czuję nic w ciele podczas medytacji. Ani przy wdzięczności ani przy niczym. Czy to znaczy że robię coś źle, czy po prostu jeszcze nie doszedłem do tego etapu?
Raz na tydzień to może być właśnie ten problem. Ja jak próbowałam raz na tydzień to też nic nie czułam. Dopiero jak zaczęłam częściej cokolwiek zaczęło się dziać, i to nie od razu.
Mam pytanie do Bernadetki93 bo nie byłam tu wcześniej aktywna - to ćwiczenie które opisujesz na początku wątku, to medytacja prowadzona czy robisz to w ciszy bez żadnej struktury?
To co Bernadetka93 mówi o strukturze wewnętrznej jest ważne. Cisza bez struktury to jest medytacja, ale inna praktyka. Przy wdzięczności ta intencja i kierowanie uwagi na konkretne rzeczy wydaje mi się kluczowe, bo inaczej łatwo wpaść w zwykłe rozmyślanie o tym co nam dobrze w życiu poszło.
Dobra, więc rozumiem że częstość robi różnicę. Ale mam pytanie do Bernadetki - ta struktura wewnętrzna którą opisujesz, to jak ona wygląda? Tzn. masz jakieś stałe punkty przez które przechodzisz, czy to bardziej płynne?
Mam kilka kroków które powtarzają się: najpierw chwila samego oddechu żeby się wyciszyć, potem przywołuję konkretną rzecz, osobę albo sytuację, i zostają przy tym dopóki nie poczuję że coś się 'otworzyło' jak to próbowałam wcześniej opisywać. Nie spieszę się do następnej rzeczy. To nie jest lista do odhaczynia.
No i to właśnie chciałam powiedzieć, chociaż inaczej to ujęłam. Nie chodzi o ilość dla ilości tylko że coś się kumuluje.
Hej, ale jak to jest z tym 'otwieraniem' - bo to brzmi trochę metaforycznie i przez chwilę myślałam że to dosłowne otwarcie jakiegoś centrum energetycznego czy coś. A to jest po prostu uczucie?
Tak, to metafora. Dosłownie to jest moment kiedy przestaję myśleć o danej rzeczy a zaczynam ją czuć. Jakby zmieniał się tryb. Nie wiem jak to inaczej nazwać.
To co Bernadetka93 mówi o 'zmianie trybu' jest dla mnie oczywiste jako odczucie, ale jak próbuję to wytłumaczyć komuś to zawsze wychodzi dziwnie. Czy ktoś znalazł dobry sposób żeby opisać to bez uciekania w metafory?
To trochę jak z próbą wytłumaczenia co smakuje coś słodkiego osobie która nigdy nie jadła cukru. Opisy pomagają tylko jeśli ktoś już to zna.
