Okej ale to budzi u mnie pytanie - jeśli tego nie da się opisać bez metafory i wymaga doświadczenia, to jak ktoś kto zaczyna ma w ogóle wiedzieć czy idzie w dobrym kierunku? Bo Florek mówił że nic nie czuje i nie wiemy czy to znaczy że robi coś źle czy że po prostu jeszcze nie dotarł do tego miejsca.
U mnie na początku też nie było żadnego wyraźnego sygnału, ale zauważyłam że po sesjach czułam się po prostu spokojniejsza. Nie w trakcie, po. Może to jest ten sygnał na wcześniejszym etapie?
To może warto zacząć od czegoś bardzo konkretnego, nie abstrakcyjnego. Tzn. nie 'jestem wdzięczny za zdrowie' tylko coś co masz przed oczami, jakiś jeden konkretny moment. Bernadetka93, tak to robiłaś na początku?
Tak, dokładnie tak. Na początku brałam jedną konkretną sytuację, najlepiej świeżą, coś z ostatnich dni. Łatwiej przywołać odczucie kiedy pamięć jest jeszcze żywa. Z czasem mogłam sięgać po coś starszego albo bardziej ogólnego, ale to przyszło samo.
Przepraszam że wchodzę trochę z boku, ale mam pytanie - mówicie o konkretnych wspominach i sytuacjach. Czy jak ktos ma problem z przywoływaniem dobrych wspomień bo np. ostatnio źle mu szło to ta techinka w ogóle ma senst? Czy jest jakiś sposób żeby ją 'rozruchoować' gdy nie ma dobrego materiału do pracy?
Zgadzam się z Celestynką i dodam że czasem to właśnie te małe rzeczy 'działają' mocniej niż te duże, bo są bardziej uchwytne i mniej obciążone oczekiwaniami.
Czekajcie, to znaczy że ta medytacja może być w ogóle przydatna kiedy jest kiepski okres? Myślałam że to jest coś dla osób które już czują się dobrze i chcą to pogłębić. Że nie dla tych co dopiero szukają wyjścia z dołka.
To mnie trochę zaskakuje. Zawsze myślałem że medytacja na wdzięczność to takie 'liczenie błogosławieństw' i że musisz już mieć dobry nastrój żeby to miało sens. A to działa inaczej?
Ale czy to nie jest trochę jak mówienie komuś kto jest smutny żeby się uśmiechnął? Bo właśnie o to mi chodzi z tym całym podejściem. Czy to nie jest trochę na siłę?
Dokładnie to. I właśnie dlatego te małe rzeczy działają - bo nie wymagają od ciebie żebyś na chwilę zapomniał o swoim problemie, tylko żebyś obok niego znalazł jeszcze coś innego. To współistnieje, nie wyklucza.
Ja robiłam to w różnych miejscach i różnych pozycjach. Raz nawet podczas spaceru, bo akurat miałam spokój i chwila mi się trafiła. Myślę że pozycja nie jest tutaj kluczowa, w odróżnieniu od np. medytacji z mocną koncentracją na oddechu.
Dobra ale ile to trwa zanim w ogóle to 'zadziała'? Bo czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i każdy mówi inaczej - Bernadetka93 że kilka tygodni, Paprotka że czuje spokój po sesjach, Florek że nic nie czuje. Gdzie jest jakiś punkt odniesienia?
I to jest trochę problem z porównywaniem się do innych przy takich praktykach. Możesz robić dokładnie to samo co ktoś i mieć kompletnie inne efekty w innym czasie. Albo podobne efekty, ale inaczej je odczuwać.
Przepraszam za wejscie ale mam pytanie - mowilyscie o konkretnych sytuacjach i moemntach do przywołania. Ale co jesli te wspomnienie od razu mi sie kojarzy z czyms bolesnym? Np. mam dobre wspomnienie ale jest z okresu ktory teraz jest dla mnie trudny. Omijac takie czy właśnie te brać?
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie że ta medytacja wymaga jednak sporego doświadczenia żeby była bezpieczna - właśnie przez te wszystkie niuanse o których mówicie. Czy ktoś kto dopiero zaczyna z medytacją w ogóle powinien od razu próbować czegoś takiego, czy lepiej zacząć od czegoś prostszego?
Dobra, po tej rozmowie postanowiłem spróbować. Mam jedno konkretne pytanie - czy mam zacząć od oddechu i potem przejść do wspomnienia, czy od razu skupić się na tym wspomnieniu bez żadnego 'wstępu'?
Dobra, spróbuję dziś wieczorem. Mam jedno wspomnienie w głowie - dość banalne, jakiś spokojny wieczór z herbatą i książką. Myślicie że to wystarczy jako punkt wyjścia? Trochę się boję że to za mało 'znaczące'.
Ale właśnie - dlaczego banalne rzeczy mają działać lepiej niż te ważne? Intuicyjnie myślę że coś naprawdę szczególnego powinno dawać mocniejsze poczucie wdzięczności. Czy to jest jakoś wyjaśnione, czy po prostu tak wychodzi w praktyce?
Hm, mnie to trochę przekonuje. Ale mam pytanie - czy po jakimś czasie te 'małe' rzeczy stają się zbyt małe? Że człowiek się do nich przyzwyczaja i przestają działać? Czy trzeba je zmieniać?
No dobra ale ile konkretnie tych 'kilku tygodni'? Bo wszyscy mówią 'kilka tygodni' i nic z tego nie wynika. Dwa? Dziesięć? Bo to robi różnicę jeśli ktoś zastanawia się czy warto zacząć.
Odpowiem na to pytanie Pokrzywki - u mnie pierwsze wyraźne odczucie podczas samej sesji pojawiło się po kilku próbach, dosłownie trzecia albo czwarta sesja. Ale żeby to zaczęło przekładać się na codzienność, a nie tylko na czas medytacji - to zajęło mi pewnie trzy do czterech tygodni regularnych prób.
Ale co to znaczy że 'przekłada się na codzienność'? Czy możesz opisać konkretnie jak to wyglądało? Bo to jest dla mnie abstrakcja - wyobrażam sobie że po prostu jest się bardziej zadowolonym, ale chyba chodzi o coś innego?
Jasiek trafił w sedno. To nie jest technika relaksacyjna w klasycznym sensie. Relaks może być efektem, ale mechanizm jest inny - chodzi o powtarzalne kierowanie uwagi w konkretną stronę. Z czasem uwaga zaczyna tam zmierzać sama.
Przepraszam że wchodze ale mam pytanie - czy to ćwiczenie ma jakiś związek z afirmacjami? Bo słyszałem że afirmacje wdzięcznosci to takie samo narzedzie i zastanawiam sie czy to jest w ogóle co innego czy to samo inaczej nazwane
No dobrze, dziś wieczorem w końcu usiadłem i spróbowałem. Kilka oddechów jak mówiła Bernadetka, potem wróciłem do tego wieczoru z herbatą. I... coś poczułem. Nie wiem jak to nazwać, takie lekkie rozluźnienie w klatce. Nie wiem czy to medytacja czy po prostu miło wspominać coś spokojnego. Ale spróbuję jeszcze.
No i właśnie nie wiem czy chcę to kategoryzować. Ale to rozluźnienie było wyraźne, nie mam wątpliwości że coś się wydarzyło. Zastanawiam się tylko - czy mam teraz robić to codziennie o tej samej porze, czy to nie ma znaczenia kiedy?
Ale jeśli robię to wieczorem i przypominam sobie coś z rana - to i tak jest wspomnienie, prawda? Więc ta różnica między porankiem a wieczorem nie jest aż tak duża jak się wydaje. Albo ja czegoś nie rozumiem.
