Forum

Asystent AI
Medytacja na miłość...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja na miłość do siebie - ćwiczenia dla samoacceptacji

Strona 3 / 5

Wpisy: 296
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Słuchajcie, ten wątek z oporem i gotowością jest ciekawy ale trochę mnie niepokoi jedno - czy nie wpadamy w taką pułapkę że jak ktoś mówi że medytacja mu nie działa, to odpowiedź brzmi 'bo nie byłeś gotowy'? To trochę tautologia. Nie ma jak tego sfalsyfikować.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Runolog Słuszna uwaga metodologicznie. Ale myślę że nikt tu nie twierdzi że niedziałanie zawsze znaczy brak gotowości. Raczej że gotowość jest jednym z czynników. Co nie wyklucza że nagranie było złe, frazy nie pasowały, pora nieodpowiednia, albo zwykłe zmęczenie. To nie jest jedno wyjaśnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 163
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

Ja mam inne pytanie bo trochę zgubiłam wątek - te frazy które Wedrowiec podał wcześniej, 'niech będę bezpieczna' i reszta - czy je mówię na głos czy tylko w myślach? Bo raz słyszałam że na głos ma większy efekt, raz że to nie ma znaczenia i nie wiem co z tym zrobić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@leszczynka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 171

@Terenia79, to pytanie zadawałam sobie kiedyś i moja odpowiedź po czasie jest taka że forma zależy od tego gdzie jesteś i czego potrzebujesz w danym momencie. Głośno może być mocniej, ale też bardziej krępująco. Ja zaczynałam w myślach, potem próbowałam szeptem i coś w tym szepcie mi się podobało - jakby środek drogi.


Odpowiedz
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 245

@Terenia79 Szept to naprawdę dobry pomysł jeśli głośno cię krępuje. Ja robiłam przez długi czas w myślach i nie narzekam, ale kiedy raz spróbowałam mówić te frazy do siebie w lustrze to było zupełnie inne doświadczenie. Bardziej intensywne, ale też trudniejsze. Nie każdemu polecam od razu.


Odpowiedz
Wpisy: 77
(@wincenty)
Połączone: 1 rok temu

To z lustrem brzmi dla mnie jakby wyjatkowo awkward. Naprawde ludzie to robia? Mam na mysli - siedzisz przed lustrem i mowisz do siebie ze cie kochasz? Nie oceniam, po prostu staram sie wyobrazic i nie umiem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 245

@Wincenty Tak, to jest awkward. I właśnie o to chodzi podobno - że jeśli nie możesz powiedzieć czegoś własnym oczom w lustrze, to coś ci mówi o tym jak naprawdę siebie postrzegasz. Ale rozumiem że nie dla każdego. Mnie samej zabrało trochę czasu żeby to w ogóle spróbować.


Odpowiedz
(@apolonka_54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 108

@Wincenty Ja też tak myślałam że to bez sensu, ale potem przeczytałam gdzieś że właśnie ta niezręczność jest po coś - że jak czujesz się głupio patrząc sobie w oczy i mówiąc dobre rzeczy o sobie, to właśnie to jest ten punkt od którego zaczynasz pracę. Nie wiem czy tak jest, ale jakoś to do mnie dotarło.


Odpowiedz
Wpisy: 104
(@rdestowa)
Połączone: 10 miesięcy temu

a mam pytanie do lusrta - czy to musi byc duze lustro czy moze mniejsze np lusterko kosmetyczne? i czy na siedząco czy stojaąco? wybaczcie ze pytam o takie detale ale chce zrobic dobrze jak juz siadam do tego


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelargonia94)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 162

@Rdestowa Szczerze to nie sądzę żeby rozmiar lustra był aż tak ważny. Ważniejsze chyba że widzisz swoje oczy. Ja pierwszym razem robiłam przy zwykłym lusterku w łazience i też jakoś działało - to znaczy było nieswojo, co podobno ma być.


Odpowiedz
Wpisy: 119
(@dzidka-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Ojej, to z lustrem to ja w ogóle nie wiedziałam że to część tej praktyki! Myślałam że medytacja miłości do siebie to tylko siedzenie z zamkniętymi oczami i powtarzanie fraz. Czy to jest osobne ćwiczenie czy można to łączyć z tymi frazami metta razem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 260

@Dzidka.2 To są osobne techniki, nie trzeba ich łączyć. Lustro to bardziej ćwiczenie z nurtu terapeutycznego, metta to tradycja buddyjska. Można robić oddzielnie albo w ogóle tylko jedno z nich. Nikt ci nie mówi że musisz przez lustro - to jest jedna z opcji, nie obowiązek.


Odpowiedz
Wpisy: 296
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wracając do meritum bo trochę odpłynęliśmy - mam pytanie do tych którzy praktykują dłużej. Kiedy ta medytacja zaczyna działać na codzienne życie poza poduszką? Bo na sesji mogę się skupić i być dla siebie łagodna, ale potem coś pójdzie nie tak w pracy i cały wewnętrzny krytyk wraca jakby nigdy nic.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Runolog To jest właśnie to pytanie które mnie też nurtuje. Bo sesja to jedno - masz czas, skupienie, intencję. A potem wychodzisz do życia i ta łagodność jakoś się rozpuszcza. Ale po czasie zauważyłem że to nie jest tak że albo jest albo jej nie ma - raczej że ten próg maleje. Coraz szybciej wracam do siebie po jakimś potknięciu. Czy u ciebie to też tak wygląda?


Odpowiedz
(@dorotka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 212

@Runolog Ja to miałam po może trzech miesiącach regularnej praktyki. I to nie było wielkie olśnienie, bardziej taki moment że zorientowałam się że nie skrytykowałam się za coś, za co normalnie bym się oblała kwasem w środku. Ale musiałam wstecz to zauważyć, bo w tamtej chwili w ogóle nie zwróciłam uwagi.


Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Dorotka Czyli zauważyłaś brak reakcji, nie obecność czegoś nowego? To ciekawe, bo sugeruje że to działa przez zmniejszanie automatyzmów, nie przez dodawanie czegoś. Pytam bo szukam jakiegoś konkretnego punktu odniesienia - bo inaczej nie wiem czy robię za mało, za dużo, czy w ogóle idzie w dobrą stronę.


Odpowiedz
Wpisy: 260
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

A jak często ćwiczycie? Bo mam wrażenie że ta rozmowa cały czas zakłada regularność, ale nikt nie mówi wprost ile to znaczy. Codziennie? Trzy razy w tygodniu? Bo dla mnie to nie jest oczywiste i myślę że Runolog pyta trochę też o to.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leszczynka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 171

@Anastazja62 mówię ze swojego doświadczenia - zaczynałam od codziennie, ale po jakimś czasie przestała to być rutyna na siłę, a bardziej coś co robię kiedy czuję że potrzebuję. Czyli bywa że codziennie, bywa że rzadziej. Nie sądzę żeby istniała jedna odpowiedź, bo każdy ma inny rytm i inny cel tej praktyki.


Odpowiedz
Wpisy: 384
(@sylwunia98)
Połączone: 2 miesiące temu

A ja mam pytanie bardziej podstawowe - bo przez cały czas mówimy o tym że 'zaczyna działać' albo 'nie działa', ale skąd właściwie wiadomo że działa? Czyli jak wygląda miernik efektu? Bo dla mnie to jest naprawdę nieoczywiste.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 245

@Sylwunia98 Hmm, u mnie to były takie małe rzeczy. Zaczęłam zauważać że kiedy popełniam błąd, nie idzie za tym ta cała lawina myśli że jestem beznadziejna i po co w ogóle próbowałam. To się po prostu nie uruchamiało tak mocno. Ale nie powiem ci że to na pewno medytacja, bo wtedy robiłam też inne rzeczy.


Odpowiedz
Wpisy: 77
(@wincenty)
Połączone: 1 rok temu

To chyba jest problem z calym tym tematem, ze ciezko to oddzielic od reszty zycia. Zaczynasz meditowac i jednoczesnie moze przestajesz byc w zlym zwiazku albo dosypiasz wiecej. I potem co, jak sie poprawia to medytacja, a jak nie to 'jestes niegotowy'? Troche tak to wyglada z zewnatrz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Wincenty No właśnie o to mi chodziło wcześniej z tą tautologią. Przy tym typie praktyk naprawdę trudno wyizolować zmienną. Ale nie wiem czy to znaczy że nie warto próbować - może to po prostu jest dziedzina gdzie nie da się stosować tych samych kryteriów co do aspiryny.


Odpowiedz
Wpisy: 870
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wydaje mi się że szukamy pewności tam gdzie jej nie będzie. Medytacja miłości do siebie to nie jest coś co się sprawdza jak lekarstwo. Raczej jak uczenie się nowego języka - nie ma punktu gdzie nagle 'zadziałało', jest ciągłe zbliżanie się. I to może być frustrujące jeśli ktoś chce wiedzieć kiedy będzie gotowy wynik.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@apolonka_54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 108

@Wedrowiec Ale powiedz mi szczerze - ile czasu u ciebie zajęło zanim poczułeś cokolwiek? Bo jak słyszę 'ciągłe zbliżanie się' to trochę brzmi jak że można medytować latami i nadal nie wiedzieć czy to cokolwiek robi. Chcę po prostu wiedzieć mniej więcej co jest realne.


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Apolonka_54 Pierwsze wyraźniejsze zmiany zauważyłem po kilku tygodniach, ale małe. Coś co mogłem nazwać zmianą w codziennym funkcjonowaniu - to było po kilku miesiącach. Ale zastrzegam że nie ćwiczyłem tylko tego, więc naprawdę nie wiem ile konkretnie tej zasługi przypisać tej praktyce.


Odpowiedz
Wpisy: 119
(@dzidka-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Ojej, kilka miesięcy... to dużo czasu. Ale z drugiej strony jak o tym myślę, to przecież te wzorce myślenia które teraz mam budowały się przez całe życie, więc może nie ma co oczekiwać że rozpadną się w tydzień. Mam rację czy to głupie rozumowanie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dorotka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 212

@Dzidka.2 Nie głupie, to całkiem sensowna logika. Tylko uważałabym na zbyt komfortowe używanie tego argumentu, bo może też być wymówką żeby nie sprawdzać czy coś faktycznie idzie w złą stronę. Czyli - tak, zmiany są powolne, ale całkowita nieobecność czegokolwiek po długim czasie też może coś znaczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 163
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

A ja chciałam zapytać bo cały czas słyszę o tych frazach i o lustrze, ale nikt nie mówi jak długo powinna trwać jedna sesja. Czy to jest pięć minut czy trzydzieści? Bo jak próbowałam to robić to nie wiedziałam kiedy skończyć i albo przerywałam za szybko albo siedziałam tak długo że myślami byłam już zupełnie gdzie indziej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 260

@Terenia79 Krótko: nie ma jednej reguły, ale na początku lepiej krócej i z uwagą niż długo i bujając się myślami. Dziesięć, piętnaście minut to jest naprawdę wystarczająco dużo jeśli jesteś w tym faktycznie obecna. Jak się nudzi po pięciu minutach to może być sygnał że albo technika ci nie leży albo umysł potrzebuje innego zakotwiczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@pelargonia94)
Połączone: 10 miesięcy temu

A co to znaczy 'inne zakotwiczenie'? Bo nie do końca rozumiem. Czy chodzi o skupienie na oddechu zamiast na frazach, czy coś jeszcze innego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 260

@Pelargonia94 Tak, mniej więcej o to chodzi. Jeśli samo powtarzanie fraz nie trzyma cię w chwili obecnej, możesz próbować łączyć je z oddechem - na przykład wdech i słyszysz frazę, wydech i czujesz co ona robi w ciele. To daje coś fizycznego do czego umysł może wracać kiedy odpływa.


Odpowiedz
Wpisy: 104
(@rdestowa)
Połączone: 10 miesięcy temu

mam pytanie bo chcę sprawobować tą technikę z oddechem - czy na wydech czy na wdech mowi sie frazę? pytam bo gdzies slyszalm że wdech to przyjmowanie a wydech to wypusczanie i nie wiem jak to tu zastosowac


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 245

@Rdestowa Spotkałam się z różnymi podejściami i szczerze - nie ma tu jednej odpowiedzi. Logika 'wdech to przyjmowanie' brzmi sensownie, ale sama pracowałam z tym inaczej i też działało. Może zamiast szukać właściwej wersji sprawdź obie i posiedź chwilę z każdą? Czasem ciało samo powie co mu bardziej pasuje.


Odpowiedz
Wpisy: 104
(@rdestowa)
Połączone: 10 miesięcy temu

ok to sprobuje obu i zobacze co bardziej do mnie trafia, dzieki Tunia. ale mam jeszce jedno pytanie - czy te frazy powinny byc zawsze tak same, cos w stylu 'kocham siebie i akceptuje siebie', czy moga byc inne dla kazdej osoby?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 245

@Rdestowa Myślę że mogą być inne i że to nawet lepiej kiedy je trochę dostosujesz do siebie. Chodzi o to żeby brzmiały jak coś co chcesz usłyszeć, nie jak coś z podręcznika. Ale - i tu pytam do reszty - czy ktoś próbował bardzo je zmieniać i jak to wyszło?


Odpowiedz
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 260

@Rdestowa Klasyczne frazy z metta to 'niech będę szczęśliwa', 'niech będę bezpieczna', 'niech będę wolna od cierpienia' - ale to są punkty wyjścia, nie dogmat. Sama przez chwilę używałam zupełnie innych słów, bardziej moich, i jakoś lepiej to siadało.


Odpowiedz
Wpisy: 77
(@wincenty)
Połączone: 1 rok temu

a ja mam pytanie bo przez cala te dyskusje zastanawiam sie - czy te frazy w ogole maja dzialac bo sie wierzy w ich tresc, czy raczej samo ich powtarzanie cos robi bez wzgledu na to czy sie wierzy? bo jak sie zmusi do powtarzania czegos w co sie nie wierzy to czy to nie jest wrecz kontraproduktywne


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Wincenty To jest naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Jedni mówią że chodzi o intencję, inni że chodzi o sam rytm powtarzania, bo to wycisza system nerwowy niezależnie od treści. Nie wiem które podejście jest bliższe prawdy, ale wydaje mi się że konfrontowanie się z frazą której się nie wierzy też może coś odkrywać.


Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Wincenty Właśnie o to mi chodziło wcześniej - ta kwestia wiary kontra mechanizm to jest centralny problem tej praktyki. Bo jeśli działa tylko kiedy wierzysz, to co robimy przez pierwsze miesiące gdy nie wierzymy? Kłamiemy sami do siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 171
Rozpoczynający temat
(@leszczynka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Słucham tej dyskusji o wierze i frazy i mam wrażenie że może to jest zbyt twardo stawiane. Kiedy zaczynałam, absolutnie nie wierzyłam w te słowa. Ale zauważyłam że gdzieś w połowie sesji ten opór stawał się mniej sztywny - nie znikał, ale jakby miękł. I to może nie jest wiara, ale coś między.


Odpowiedz
Wpisy: 212
(@dorotka)
Połączone: 1 rok temu

A jak to wyglądało u ciebie z czasem? Czy ten opór znikał trwale, czy wracał przy kolejnych sesjach i za każdym razem trzeba było go na nowo 'miękczyć'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leszczynka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 171

@Dorotka Wracał, szczególnie po ciężkich dniach. Ale - i tu jest różnica - zaczynał mięknąć szybciej niż wcześniej. Jakby ścieżka była już przetarta. Nie wiem czy to dobra metafora, ale tak to czuję.


Odpowiedz
Wpisy: 384
(@sylwunia98)
Połączone: 2 miesiące temu

mam wrażenie że ta rozmowa powoli przesuwa się w stronę neurologii albo psychologii i zastanawiam się czy to nie jest właśnie miejsce gdzie ezoteryka i nauka się stykają. Bo to co opisujecie z tym mięknieniem oporu brzmi jak coś co mogłoby mieć wyjaśnienie w obu tych dziedzinach naraz.


Odpowiedz
Wpisy: 119
(@dzidka-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Ojej, właśnie wróciłam do tego wątku po kilku dniach i tyle się działo! Chciałam zapytać bo wcześniej pisałam że kilka miesięcy to dużo czasu - czy ktoś z was zrobił sobie przerwę w praktyce i wrócił? Jak to było, bo boję się że zacznę i rzucę.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@apolonka_54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 108

@Dzidka.2 Ja robiłam przerwę, nie planowaną, po prostu przestałam. I kiedy wróciłam to miałam wrażenie że cofnęłam się, ale nie do zera. Jak gdyby coś zostało. Ale mnie bardziej interesuje czy da się to jakoś przyspieszyć, bo kilka miesięcy to naprawdę długo.


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Apolonka_54 Co rozumiesz przez przyspieszyć? Chodzi ci o szybsze efekty, czy o to żeby skrócić czas potrzebny na każdą sesję? Bo to są różne pytania.


Odpowiedz
(@apolonka_54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 108

@Wedrowiec No bardziej o efekty. Czy jest jakaś wersja tej medytacji która działa intensywniej? Coś co można połączyć, nie wiem, z afirmacjami na piśmie albo z kamieniami? Brzmi naiwnie ale pytam serio.


Odpowiedz
(@dorotka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 212

@Apolonka_54 Kamienie to moja działka bardziej niż medytacja, więc mogę powiedzieć że różowawy kwarc jest kojarzony z miłością do siebie - ale powiem wprost, nie wiem czy 'przyspiesza' efekty medytacji. Mogłoby działać jako zakotwiczenie uwagi, ale to już spekuluję.


Odpowiedz
(@pelargonia94)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 162

@Dorotka A jak to wygląda w praktyce z tym kamieniem? Trzyma się go w dłoni podczas medytacji, czy chodzi o coś innego?


Odpowiedz
(@dorotka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 212

@Pelargonia94 Trzyma się w dłoni albo kładzie na klatce piersiowej - tu gdzie serce. Ale wracając do tematu tego wątku - nie wiem czy to cokolwiek zmienia w samej medytacji na miłość do siebie, czy to tylko gest symboliczny który pomaga skupieniu. Może ktoś to faktycznie próbował i może powiedzieć coś konkretnego?


Odpowiedz
Wpisy: 260
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do pytania Apolonki o przyspieszenie - mam wrażenie że samo szukanie skrótu może być częścią problemu. To znaczy, ta praktyka w dużej mierze polega właśnie na tym żeby być z sobą bez celu, bez oceniania, bez mierzenia postępu. I jak ktoś przychodzi z nastawieniem 'kiedy już będę siebie kochać', to może to utrudniać samo wejście w stan który jest potrzebny.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Anastazja62 Tylko czy to nie jest znowu ta pułapka tautologii? Czyli żeby medytacja zadziałała, trzeba już być trochę w tym stanie który ma dopiero wywołać? Jak ktoś ma naprawdę głęboki brak akceptacji siebie, to jak ma wejść w stan 'bez oceniania'?


Odpowiedz
Wpisy: 163
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

przepraszam że się wtrącę ale właśnie to mnie blokuje od początku - jak mam medytować na miłość do siebie kiedy samo siedzenie i bycie ze sobą jest nieprzyjemne? Czy to znaczy że ta metoda nie jest dla mnie, czy że właśnie dla mnie jest, tylko trudniejsza?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Terenia79 To pytanie które zadałaś jest chyba jednym z najważniejszych w tym wątku. I moim zdaniem odpowiedź brzmi: właśnie dla ciebie jest, ale nie twierdzę że będzie łatwo. To że siedzenie ze sobą jest nieprzyjemne nie jest przeszkodą, to jest punkt startowy. Pytanie tylko czy jesteś w stanie wytrzymać tę nieprzyjemność przez kilka minut bez uciekania.


Odpowiedz
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 163

@Wedrowiec No właśnie nie wiem czy jestem. Próbowałam kilka razy i po jakichś dwóch minutach zaczynałam myśleć o zakupach albo co ugotować na obiad. Czy to znaczy że mam za słabą koncentrację, czy że podświadomie uciekam?


Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Terenia79 A czy to ma znaczenie, która odpowiedź jest prawdziwa? Bo i jedno i drugie prowadzi do tego samego wniosku - praktykuj dalej. Chociaż rozumiem że to trochę nie satysfakcjonuje jako odpowiedź.


Odpowiedz
Wpisy: 260
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do pytania Terenii - to rozróżnienie między 'nie dla mnie' a 'trudniejsze dla mnie' jest kluczowe w tej praktyce. Sama długo myślałam że skoro mam opór to może to nie jest moja ścieżka. A potem gdzieś przeczytałam że właśnie opór wobec miłości do siebie jest jedną z oznak, że ta praktyka jest dokładnie na miejscu. Nie wiem czy to na pewno prawda, ale mi wtedy pomogło.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@terenia79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 163

@Anastazja62 Ale jak ty to rozumiesz, że opór oznacza że praktyka jest 'na miejscu'? Coś w tym jest, ale nie do końca rozumiem mechanizm. Jakbyś mogła rozwinąć?


Odpowiedz
(@sylwunia98)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 384

@Anastazja62 Właśnie mam podobne pytanie - bo ta logika brzmi jak: im trudniej, tym bardziej potrzebujesz. Ale to można odwrócić i powiedzieć o każdej praktyce. Skąd wiadomo kiedy coś jest 'trudne, ale potrzebne', a kiedy po prostu nie gra z daną osobą?


Odpowiedz
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 260

@Sylwunia98 Nie wiem jak to odróżnić z zewnątrz. Dla mnie wyglądało to tak - ten opór miał jakiś ładunek emocjonalny, jakieś napięcie. Jakby coś ważnego było w środku. A kiedy próbowałam rzeczy które po prostu nie były dla mnie, to był inny rodzaj zniechęcenia - po prostu nuda albo 'nie, to nie to'. Ale to bardzo subiektywne.


Odpowiedz
Wpisy: 171
Rozpoczynający temat
(@leszczynka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Coś mnie uderza w tym co mówi Terenia - że myśli o zakupach po dwóch minutach. Ja miałam identycznie. I mój nauczyciel medytacji powiedział mi wtedy coś co mnie zaskoczyło - że zauważenie, że odpłynęłam myślami, to już jest część praktyki, nie jej porażka. Nie wiem czy to zmienia perspektywę, ale może trochę odciąża.


Odpowiedz
Wpisy: 119
(@dzidka-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Ojej, to co mówi Leszczynka z tym odpłynięciem brzmi jak ulga, bo ja też ciągle mam ten problem i zawsze myślę że robię coś źle. Ale mam pytanie do Terenii - ile razy próbowałaś? Bo ja na początku próbowałam może trzy razy i myślałam że to nie działa, a potem ktoś mi powiedział żeby dać sobie miesiąc. Jeszcze w tym miesięcu jestem, haha.


Odpowiedz
Wpisy: 77
(@wincenty)
Połączone: 1 rok temu

a propos tego odpływania mysli - czy jest jakas roznica miedzy medytacja na milosc do siebie a na przyklad zwykla medytacja oddechu jesli chodzi o to jak sie wraca? bo wydaje mi ze przy fraazach trudniej jest sie zalapac z powrotem niz przy oddechu ktory jest zawsze


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Wincenty To jest ciekawe spostrzeżenie. Oddech jest zakotwiczeniem fizycznym, zawsze pod ręką. A frazy mają charakter bardziej mentalny, więc może być trudniej wrócić. Ale czy to jest problemem w praktyce - nie wiem. Może warto zapytać Leszczynkę, bo ona chyba robiła i jedno i drugie.


Odpowiedz
(@leszczynka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 171

@Wincenty Tak, robiłam i jedno i drugie. I mam wrażenie że Wincenty ma rację - przy frazie jest inaczej. Ale nauczyłam się wracać przez oddech właśnie - kilka wdechów, a potem wracam do frazy. Jakby oddech był pomostem. Nie wiem czy to ortodoksyjne, ale działa.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@pelargonia94)
Połączone: 10 miesięcy temu

A skąd wpadłaś na ten pomysł z oddechem jako pomostem? Sama do tego doszłaś, czy ktoś ci podpowiedział? Pytam bo to brzmi bardzo praktycznie i chciałabym spróbować, ale nie chcę mieszać technik na ślepo.


Odpowiedz
Strona 3 / 5
Udostępnij: