Wróćmy może do tego co Dorotka mówiła o kamieniu - bo to mi nie daje spokoju. Dorotka napisała że nie wie czy kamień przyspiesza efekty. Ale może ktoś inny próbował? Bo jak czytam o różowym kwarcu to wszędzie piszą że jest powiązany z sercem i miłością, więc intuicyjnie wydaje mi się że powinno to działać razem.
Hej, właśnie wróciłam do wątku i widzę że moje pytanie trochę otworzyło dyskusję, co jest miłe 🙂 Chciałam powiedzieć że po tych wszystkich odpowiedziach mam ochotę spróbować jeszcze raz, tym razem z tym oddechem jako pomostem o którym pisała Leszczynka. I może rzeczywiście dam sobie ten miesiąc o którym mówiła Dzidka.
...i może tym razem uda mi się dosiedzieć dłużej niż te dwie minuty, haha. Ale serio, dzięki wszystkim za tę rozmowę, bo zaczęłam od myślenia że po prostu jestem zepsuta do medytacji, a teraz mam konkretne rzeczy do wypróbowania.
Słucham tej rozmowy o fizycznym oporu i zaczynam się zastanawiać czy to co czuję w brzuchu jak próbuję powtarzać te frazy to właśnie to. Zawsze myślałam że to po prostu jedzenie, haha. Ale teraz nie jestem taka pewna.
Ale jak się eksperymentuje ze słowami, to jak wiadomo że dana fraza 'działa', a nie po prostu jest neutralna i nic nie robi? Bo Sylwunia pisze o dyskomforcie, a czy to jest objaw działania? Pytam bo sama nie czuję za dużo i nie wiem czy to dobrze czy źle.
Na pytanie o czas - nie ma reguły, ale dwie minuty to faktycznie bardzo mało żeby ocenić efekt. Umysł potrzebuje czasu żeby się uspokoić zanim cokolwiek poczujesz głębiej. Ale z drugiej strony, nie chodzi o siedzenie na siłę. Może warto zapytać siebie dlaczego dwie minuty, co się wtedy pojawia że chcesz kończyć.
No właśnie, ja jak pisałam o tych zakupach to właśnie tak - po dwóch minutach głowa zaczyna szukać czegoś innego. I teraz po tym co piszecie zaczynam myśleć że może ta głowa ucieka specjalnie. Jakby chroniła mnie przed czymś. Czy to ma sens czy za bardzo filozofuję?
Słuchajcie, a co z tymi kamieniami - bo Dorotka powiedziała że kamień nie zrobi tego za nas, ok, rozumiem. Ale czy kamień może przynajmniej pomagać w tym żeby zostać? Jak trzymam coś w ręku to może jest łatwiej się skupić i nie uciekać myślami? Czy to naiwne?
a jak juz jestesmy przy tym zostawaniu - to czy ktos probwal medytacje z muzyka? bo slyszalem ze jest muzyka specjalnie do metta, do milosci i zastanawiam sie czy to pomaga nie uciekac czy wrecz odwrotnie dodaje kolejne rozproszenie
To pytanie o 'prawdziwą' medytację mnie zawsze trochę irytuje, szczerze. Jakby była jedna właściwa forma. Prowadzone nagrania to normalny punkt startowy i dużo tradycji je stosuje. Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek nie jest w stanie siedzieć bez głosu z zewnątrz po roku praktyki, bo wtedy to już jest unikanie ciszy, nie sposób.
Hej, a ja wróciłam myślami do tej ucieczki głowy co o niej pisałam. Bo spróbowałam ostatnio, znaczy ostatnio, zostać trochę dłużej niż te dwie minuty i się udało jakieś pięć. I poczułam coś dziwnego - nie tyle spokój co taką pustkę, trochę smutną. I teraz nie wiem czy to dobrze czy powinnam się martwić.
Ten smutek w ciszy to jest coś o czym rzadko się mówi, a moim zdaniem ważne. Kiedy wyciszasz głowę i te codzienne myśli schodzą, często zostaje to co było pod spodem. Nie zawsze jest przyjemnie. Jak ten smutek był - bardziej przytłaczający czy po prostu był?
Bardziej po prostu był. Nie płakałam ani nic takiego, to była taka... miękka smutność? Nie wiem jak to inaczej nazwać. Ale dziękuję że pytasz, bo sama nie wiedziałam jak to opisać.
Słucham i zaczynam się zastanawiać czy u mnie ta neutralność o której pisałam wcześniej to właśnie jest taka uciszka, tylko ja jej nie interpretuję jako cokolwiek ważnego. Może za szybko zakładam że nic się nie dzieje?
A wracając do kamieni, bo Dorotka powiedziała że to zakotwiczenie sensoryczne, to mam pytanie praktyczne - czy trzyma się go przez całą medytację w jednej ręce czy zmienia? Bo jak trzymam różowy kwarc to po chwili ręka trochę staje się ciężka i nie wiem czy mam to ignorować.
a jak juz mowimy o ciele to mam pytanie z innej strony - bo siedzenie przez dluzszy czas po prostu boli mnie w krzyzach i sie nie moge skupic na fraze tylko mysle o tym zeby nie bolalo. czy to jest jakis problem techniczny medytacji czy po prostu mam za slabe miesnie, heh
Ojej, ja też zawsze siadałam po turecku i też bolało, a nigdy nie przyszło mi do głowy że można inaczej! Teraz czuję się trochę głupio że przez tyle czasu po prostu się męczyłam zamiast zapytać. Runolog, a leżąca pozycja - podobno człowiek zasypia? Tak mi mówiono.
Dziękuję za tę rozmowę o pozycji, bo sama się zastanawiałam o to samo i bałam się zapytać! A w kontekście tej miłości do siebie co jest tematem - czy pozycja ciała w ogóle wpływa na to co się czuje podczas tych fraz? Takie głupie pytanie może, ale ciekawi mnie.
To co opisujesz z tą mglitością przy leżeniu - ja to też mam i długo się zastanawiałam czy to lepiej czy gorzej. W końcu doszłam do wniosku że to po prostu inne stany i różne pozycje mogą służyć różnym momentom praktyki. Ale wracając do pytania Sylwunia75 - czy ktoś zauważył że pozycja wpływa na to jak przyjmuje się te frazy miłości do siebie? Bo mi się wydaje że siedząca daje mi takie poczucie że te słowa są bardziej moje, a leżąca to jakby ktoś mi je mówił z zewnątrz.
Ciekawe spostrzeżenie z tą pozycją. Sama nie myślałam o tym w tych kategoriach, ale jak to czytam to coś mi się zgadza. Jak siedzę wyprostowana to mam wrażenie jakbym aktywnie coś robiła, a jak leżę to bardziej przyjmuję. I może właśnie przy miłości do siebie to ma znaczenie - bo czy chcemy aktywnie siebie kochać czy raczej pozwolić sobie na bycie kochaną?
Ja się całkowicie w tym widzę. Jak zaczynam te frazy to mam gdzieś z tyłu głowy takie 'ale czy naprawdę to czujesz czy tylko powtarzasz'. I potem zamiast być z tą frazą to zastanawiam się nad tym czy zasługuję na to żeby ją czuć. Trochę absurdalne jak to piszę.
To co Terenia opisuje to chyba jest właśnie ten mechanizm o którym pisała wcześniej Leszczynka - że wyciszenie głowy odsłania co było pod spodem. Tylko tu nie chodzi o smutek tylko o krytyczny głos. I ciekawi mnie czy to jest przeszkoda w tej medytacji czy może właśnie materiał do pracy? Bo można by spróbować być z tą wątpliwością zamiast ją odpychać.
Może nie chodzi o siedzenie z nim jako z problemem, ale o zauważenie go jak każdej innej myśli? Czyli zamiast 'walczę z tym głosem' - 'aha, jest ta myśl, widzę ją'. Bez oceniania jej jako złej. To brzmi prosto ale wiem że nie jest.
A mnie zastanawia jedno - czy do takiej medytacji z tym krytycznym głosem różowy kwarc w ogóle pomaga? Bo wcześniej mówiłyśmy że to zakotwiczenie sensoryczne, ale jak mam do czynienia z takimi głębszymi blokadami to nie wiem czy to wystarczy.
Wracając do tego co Pelargonia pytała o zostawanie z wątpliwością - próbowałam coś takiego i powiem szczerze że u mnie pomogło zmienienie relacji do tych fraz. Czyli zamiast mówić 'kocham siebie' tak jakby to był fakt, mówiłam 'uczę się kochać siebie' albo 'chcę kochać siebie'. I ten krytyczny głos jakby miał mniej do zakwestionowania, bo nie twierdziłam czegoś czego nie byłam pewna.
ja w ogole nie mialem pojecia ze frazy mozna sobie modyfikowac. myślalem ze jest jeden konkretny zapis i trzeba sie go trzymac. to troche zmienia mi perspektywe bo zawsze powtarzalem te same zdania i jak nie czulem nic to myślalem ze cos robię zle
Ja układałam własne frazy i to był naprawdę inny poziom przeżycia! Nagranie brzmiało dla mnie trochę obco, jak cudze słowa, a jak powiedziałam coś co sama wymyśliłam to było moje. Wincenty spróbuj po prostu napisać co chciałbyś dla siebie - nie musi być poetyckie, może być bardzo zwykłe. Dziękuję Anastazji za ten pomysł z formą życzenia, właśnie tak ja to robiłam nie wiedząc że to ma nawet jakąś nazwę!
