No to teraz jestem bardziej zdezorientowany niż na początku wątku 🙂 Raz się okazuje że medytacja pomaga, raz że może być myląca, raz że trzeba lat praktyki. Co w takim razie powinien robić ktoś kto dopiero zaczyna i ma realny problem ze snem, a nie ma ani wieloletniej praktyki ani możliwości po prostu położenia się spać kiedy chce?
Właśnie, ale tu wraca to samo pytanie które kręci się w kółko. Poprawia jakość tego co zostaje - czyli co konkretnie? Zasypianie szybciej, głębszy sen jak już śpimy, czy coś jeszcze innego? Bo to są różne rzeczy i różne problemy.
To jest dobry reset. Czyli pytanie brzmi nie 'czy zastąpić całkowicie' ale 'czy skrócić bez strat'. I tu ciekaw jestem co mówią ci co medytują od lat, bo to bardziej realne pytanie niż totalne zastąpienie snu.
Właśnie tego mi brakowało w tej rozmowie. Skrócenie vs całkowite zastąpienie to zupełnie inna rozmowa. Czy ktoś z was faktycznie funkcjonuje na mniejszej ilości snu odkąd medytuje regularnie? Nie mówię o jednej zarwanej nocy tylko o trwałej zmianie.
Szczerze mówiąc to trochę podejrzana teza w ogóle, że medytacja zmniejsza zapotrzebowanie na sen. Może być tak że ktoś medytuje i śpi krócej, ale niekoniecznie jedno wynika z drugiego. Mogło mu się życie uspokoić, rzucił kawę, cokolwiek innego.
Ok ale to mnie nie dotyczy wtedy w ogóle, te tysiące godzin. Bardziej mnie interesuje czy ktoś po roku, dwóch, zauważył cokolwiek. Bo tysiące godzin to jak mówienie żeby biegać maraton jak ktoś właśnie wstał z kanapy.
Regularnosc brzmi prosto ale to nie jest proste 🙂 Ja zaczynam i po tygodniu odpuszczam bo mi sie wydaje ze nic nie robie. Jak wy z tym walczycie bo moze to jest wazniejsze pytanie niz czy zastepuje sen.
Właśnie i wracając do pytania Danusia54 o skracanie snu - zastanawiam się czy to nie jest tak że medytacja nie zmniejsza potrzeby snu tylko zmniejsza straty gdy snu jest za mało. Czyli jakby bufor, nie substytut. To brzmi bardziej wiarygodnie niż twierdzenie że nagle potrzebujesz mniej snu.
Bufor który trzeba zbudować regularną praktyką przez rok żeby działał przy okazjonalnych nieprzespanych nocach. Brzmi jak dużo inwestycji w coś co można rozwiązać po prostu idąc spać o normalnej porze. Mówię to z ciekawości nie złośliwości, naprawdę zastanawiam się czy proporcja wysiłku do efektu ma sens.
To co mowila Danusia54 o tym ze poprawia sie 'co nie spi' a nie tylko co spi - to dla mnie nowe ujecie. Ale mam pytanie: jak to zmierzyc? Bo sen to moge sprawdzic czy mam energie rano, a to inne... jak sprawdzic ze jestes bardziej obecny w ciagu dnia przez meditacje?
Czyli schemat jest taki: medytacja w dzień - spokojniejszy dzień - lepszy sen wieczorem - potencjalnie mniej godzin wystarczy? To logiczne ale czy ktoś to faktycznie obserwował u siebie czy tylko teorizujemy?
Ale to 'mniej rozgrzebana' po przebudzeniu może być kwestia dziesiątek rzeczy. Wiek, dieta, godzina wstawania, czy okna masz zasłonięte. Naprawdę trudno mi w tym wszystkim wyodrębnić wpływ medytacji. Nie mówię że nie działa, mówię że nie wiemy czy to ona.
A czy ktokolwiek tu faktycznie próbował celowo spać mniej po tym jak zaczął medytować, żeby sprawdzić co się stanie? Bo my gadamy teoretycznie a ciekawe co wyszło komuś w praktyce. Nawet jeśli eksperyment nie wyszedł to już jest informacja.
Ale złudzenie zebrania się to też jest coś, nie? Jeśli przez złudzenie funcjonuję lepiej to efekt jest realny nawet jeśli mechanizm jest inny niż myślimy. Czy tu ktoś odróżnia 'prawdziwy' wpływ medytacji od placebo i czy to w ogóle ma znaczenie w praktyce?
To bardzo ważna różnica którą właśnie opisałaś. Medytacja jako coś co toruje drogę do snu a nie jako jego zamiennik. Pytanie czy ta różnica jest też w tym co opisywała Mediumka - zmiana jakości snu, nie skrócenie.
Wracam do pytania Grymuara o mierzalność bo nie daliśmy mu dobrej odpowiedzi. Poza subiektywnymi odczuciami - czy ktoś z was faktycznie śledził swój sen jakoś bardziej systematycznie, niekoniecznie aparatem ale choćby zapisywał? Bo to by mogło dać coś do porównania.
Bo jesli medutuję rano to to jest jakby nastawienie na dzien, a jesli wieczorem to moze byc bardziej wyciszenie przed snem? To chyba rozne cele i rozne efekty dla snu?
To otwiera kolejne pytanie do całej dyskusji - jeśli zła technika może pogorszyć zasypianie, to jak daleko jesteśmy od stwierdzenia że medytacja 'zastępuje' sen? Chyba musielibyśmy najpierw wiedzieć KTÓRĄ medytację, o KTÓREJ porze i U KOGO.
Właśnie dlatego ten temat mnie ciągle kręci bo myślałam że jest jakaś prosta odpowiedź, a im więcej czytam w tym wątku tym bardziej widzę że jej nie ma. Ale Walentynkaa, co to jest ten body scan dokładnie? Bo słyszałam tę nazwę ale nie wiem czy dobrze rozumiem.
Body scan to przesuwanie uwagi przez kolejne części ciała, od stóp do głowy albo odwrotnie, bez oceniania, tylko obserwowanie. Jest bardzo wolny, spokojny, i właśnie dlatego często prowadzi do zaśnięcia w trakcie albo tuż po. To nie jest zarzut, to bywa cel.
Przepraszam ale chcę wróćić do czegoś co powiedziała Danusia54 kilka postów wyżej, że zaczęła sobie mówić 'wystarczy że pomedutuję' zamiast próbować spać. Czy to nie jest trochę niebezpieczny kierunek myślenia? Bo medytacja może dużo ale ciało potrzebuje snu biologicznie.
To co opisuje Ninka to bardzo znany problem z wyobrażeniami wieczorem. Dla osób z aktywną wyobraźnią takie techniki mogą robić dokładnie odwrotne rzeczy niż zamierzone. Zdecydowanie bezpieczniejszy wieczorem jest oddech, prosty, bez obrazów. Mniej materiału dla głowy.
Mam pytanie trochę z boku tego co teraz omawiamy. Czy ktoś tu medytuje i jednocześnie ma problemy ze snem, takie chroniczne? Bo cała dyskusja toczy się trochę tak jakbyśmy wszyscy spali średnio dobrze. A co jeśli ktoś ma bezsenność od lat i zastanawia się czy medytacja w ogóle może pomóc?
No to teraz sie zastanawiam czy ja w ogole kiedykolwiek to robilem dobrze, bo zawsze myslalem ze jak mysle to sie nie liczy. Wychodzi ze przez lata robilem to z bledem?
Wróćmy na chwilę do Orlikowej i jej bezsenności, bo mnie to bardziej ciekawi. Czy ktoś może powiedzieć co zmienia się w samym procesie zasypiania po regularnej medytacji? Bo to wciąż jest pytanie z tytułu wątku, tylko z innego kąta.
To jest dokładnie to co ja czuję po body scanie przed snem. Nie sypiam nagle osiem godzin, ale jakoś łatwiej się wyłączam. Choć nadal nie wiem czy to znaczy że odpoczywam lepiej, czy tylko szybciej tracę przytomność, żartując oczywiście.
A czy ktoś wie czy to ma jakiś związek z tym co się dzieje z falami mózgowymi podczas medytacji? Bo gdzieś czytałam że podczas medytacji pojawiają się fale alfa, które są też na granicy snu i czuwania. Może to jest ten łącznik?
