Tylko tej jednej. Z innymi nic takiego nie czuję. I właśnie to mnie z jednej strony uspokaja, a z drugiej - skąd nagle akurat ona? Dlaczego medytacja wyciągnęła akurat to i akurat teraz?
Ale czy to jest pytanie na które odpowiedź w ogóle da się znaleźć bez jakiejś zewnętrznej pracy? Mam wrażenie że siedzenie z tym samemu, czy to w medytacji, czy na forum, może po prostu kręcić się w kółko. Ktoś tu wspominał terapeutę - czy to nadal jest na stole?
Właśnie. I to jest chyba sedno - nawet jeśli Ludwinia porozmawia, to czy to uciszy ten lęk, czy tylko go przesunie? Nie mówię żeby nie rozmawiać, tylko zastanawiam się czy rozmowa jest tu rozwiązaniem samym w sobie.
Mogę zapytać naiwnie - czy w ogóle jest możliwe że medytacja 'wyciągnęła' coś prawdziwego? Czyli że ta koleżanka rzeczywiście ma jakieś złe intencje i Ludwinia to po prostu poczuła, tylko wcześniej ignorowała? Nie mówię że tak jest, tylko pytam czy ktoś bierze taką opcję pod uwagę.
Rafalek, to ciekawe co mówisz. Znaczy że medytacja może działać jak coś w rodzaju wzmacniacza tego co już jest? Że nie tworzy czegoś nowego, tylko pokazuje to co było ukryte?
Czytam to i coś mi się tu układa. Jak wracam myślami do tej koleżanki, to przypominam sobie kilka sytuacji z ostatnich miesięcy, które mnie trochę uwierały. Nigdy tego nie nazwałam, po prostu szłam dalej. Więc może Rafalek i Judytka mają rację - może medytacja po prostu zebrała to co było rozsypane.
To brzmi sensownie, ale jednocześnie mam pytanie - czy to nie jest tak że każdą interpretację można wtedy uzasadnić? Że jak coś wyszło w medytacji, to zawsze można powiedzieć 'ah, to pewnie było wcześniej i zostało stłumione'. Skąd wiadomo kiedy to naprawdę coś znaczącego, a kiedy to tylko przetwarzanie?
Polelum trafił w punkt. Bo w sumie każdy ma jakieś stare rzeczy do przepracowania. Jak się medytuje dłużej, to zawsze znajdzie się coś na co można powiedzieć 'no tak, to mi się nakłada'. Nie wiem czy to jest pomocne rozróżnienie.
Oboje macie rację że można w to wpaść. Ale tu chodzi o coś innego - Ludwinia nie mówi że 'coś wyszło i szukam do czego to pasuje'. Ona mówi że konkretne wrażenie wyszło przy konkretnej osobie i teraz to wrażenie żyje poza sesją. To jest inna jakość niż filozoficzne pytanie czy to stłumione czy nowe.
Słuchajcie, my tu wchodzimy coraz głębiej w analizę, a tymczasem Ludwinia napisała coś konkretnego - że były sytuacje z ostatnich miesięcy które ją uwierały. To jest już coś. Może zamiast pytać czy medytacja ma rację, warto zapytać co to były za sytuacje.
Zgadzam się z Magusem że to jest konkret, ale nie wiem czy Ludwinia powinna tutaj opisywać te sytuacje - to jej sprawa. Mam natomiast inne pytanie do niej - czy teraz, po tym co napisała, ten lęk czujesz tak samo mocno jak wcześniej, czy trochę inaczej?
Inaczej. Trochę mniej jak coś obcego, a bardziej jak coś mojego. Nie wiem czy to dobrze czy źle. Ale jest lżej. Może właśnie dlatego że to co Magus powiedział jest prawdą - były konkretne rzeczy, nie wymyśliłam tego w medytacji.
To co napisałaś - że jest lżej i czujesz to jako swoje, a nie jako coś obcego - to jest dla mnie wskazówka że coś zaczęło się w dobrym kierunku. Nie wiem co dalej zrobisz z tą koleżanką, ale to że lęk przestał cię gonić i zaczął być czymś do przyjrzenia się, to brzmi jak zmiana. Mam rację że tak to odczytujesz?
To co napisała Judytka bardzo mi pomogło to zrozumieć. Że lęk przestał gonić i stał się czymś do przyjrzenia się - to brzmi jak naprawdę duża zmiana, nawet jeśli Ludwinia sama nie do końca jeszcze wie co z tym zrobić. Dziękuję że to tu opisujesz, bo mi to otwiera oczy na własne rzeczy.
Wracam do tego co mówiłam wcześniej o tym czy medytacja mogła wyciągnąć coś prawdziwego o tej koleżance. Nikt mi nie odpowiedział wprost. Ludwinia teraz mówi że były konkretne sytuacje. No to - czy to nie jest właśnie odpowiedź? Że coś realnego tam jest?
A czy te sytuacje z koleżanką - jak je teraz widzisz - to były takie, gdzie ona coś robiła, czy bardziej takie, gdzie ty coś poczułaś i sama sobie to odganiałaś? Pytam bo to chyba ważne rozróżnienie do tego czy to jest kwestia jej intencji czy może raczej twojej wrażliwości na coś konkretnego.
Słuchajcie, to jest ważne pytanie, ale mam wrażenie że wchodzimy w detektywistykę zamiast zostać przy tym co tu właściwie ciekawe - czyli przy tym co medytacja robi z percepcją. Bo jeśli medytacja rzeczywiście uwrażliwia na subtelne sygnały, to pytanie o paranoję z tytułu wątku nabiera zupełnie innego znaczenia. Nie 'czy to paranoja', tylko 'czy jestem w stanie odróżnić sygnał od szumu po kilku tygodniach praktyki'.
