Mam pytanie trochę z innej strony. Skoro medytacja może u niektórych pogorszyć te objawy, to czy jest jakaś alternatywa która działa podobnie na uspokojenie ale bez ryzyka? Bo nie chcę rezygnować z całej tej sfery.
Ten spacer uważny brzmi dobrze. Ja w ogóle lepiej się czuję kiedy jestem w ruchu. Czy to wymaga jakiegoś specjalnego przygotowania czy po prostu się wychodzi i chodzi wolno?
Nie ma żadnego specjalnego przygotowania. Po prostu chodzisz i zamiast myśleć o liście zakupów albo co zrobiłaś źle w pracy, kierujesz uwagę na ciało i otoczenie. Jak myśl przyjdzie to ją zauważasz i wracasz do kroku, oddechu, dźwięku. Nie musisz nic robić z tą myślą.
Ja próbowałam raz medytacji w ogrodzie i to było coś innego niż siedzenie w pokoju. Może ten element natury działa jakoś lepiej? Chociaż nie wiem czy to ma jakieś uzasadnieie czy to tylko moje wrażenie.
To jak rozpoznać czy robię krok pośredni czy unikam? Bo jak siedzę w ogródku to też czuję się lepiej, ale teraz się zastanawiam czy to nie jest właśnie to że uciekam.
Hmm. Chyba ogólnie trochę lepiej, ale nie jestem pewna. Muszę to obserwować świadomie, bo wcześniej w ogóle tego tak nie analizowałam.
To co mówi Igorek93 o unikaniu jest dla mnie ważne, bo chyba dużo unikam. I teraz się zastanawiam czy moje pytanie z początku tego wątku, czy medytacja mi szkodzi, nie było trochę szukaniem powodu żeby nie siedzieć z tymi myślami. Chociaż z drugiej strony te efekty są naprawdę trudne. Nie wiem jak to ocenić samodzielnie.
Powiedziałam to i teraz zastanawiam się czy w ogóle piszę to uczciwie wobec siebie. Bo może naprawdę szukałam wymówki. Ale jednocześnie te myśli podczas medytacji są naprawdę inne niż normalne zamartwianie się, bardziej natrętne, i nie wiem czy to ważna różnica czy właśnie to jest ta pułapka o której mówi Igorek93.
Ważne że to sobie powiedziałaś wprost, to wymaga odwagi. Ale mam pytanie zanim odpiszę coś konkretnego - co masz na myśli mówiąc że te myśli podczas medytacji są 'inne'? Chodzi o ich treść, czy o to jak intensywnie się przyczepiają, czy coś jeszcze?
to jest bardzo charakterystyczny opis dla OCD - ten imperatyw rozwiązania, poczucie że myśl czeka na twój ruch. Właśnie dlatego uważność stosowana klasycznie, czyli 'obserwuj myśl i wróć do oddechu', może być niewystarczająca, bo ona nie adresuje tego przymusu. To nie jest kwestia braku skupienia. Czy rozmawiałaś o tym z kimś specjalistycznym, nie tylko tutaj na forum?
To co opisujesz, ten warunek który stawia myśl, to brzmi naprawdę wyczerpująco. Ja mam czasem coś podobnego ale nie aż tak. Zastanawiam się czy to co opisuje Powojka to zawsze jest OCD czy może to jest spektrum i różne osoby mają to w różnym natężeniu?
Hej, czytam tę dyskusję i mam inne pytanie. Skoro ta klasyczna uważność nie wystarczy przy OCD jak mówi Igorek93, to po co w ogóle jest kategoria medytacja i mindfulness na forach ezoterycznych, jeśli dla części osób może to być szkodliwe? Nie krytykuję, naprawdę pytam.
To jest ciekawy punkt bo ja zaczęłam medytować właśnie z YouTube i nikt mi nie powiedział żeby w ogóle sprawdzić czy mam jakieś diagnozy albo predyspozycje. Po prostu ktoś mówił 'poczuj oddech' i tyle. Czy to jest standard w medytacji, że się zakłada że każdy może po prostu wskakiwać bez screenu?
To 'oczyszczanie' to jest taki termin który mnie zawsze trochę niepokoi, bo tłumaczy każde pogorszenie jako coś pozytywnego. I przez to można siedzieć z czymś naprawdę trudnym i mówić sobie że to dobrze, że tak ma być. Ktoś mi kiedyś powiedział że jeśli po tygodniu jest gorzej to znaczy że praca idzie w głąb. Ale skąd ta pewność?
Wróćcie może na chwilę do tego co pytałem wcześniej o alternatywy. Bo zrozumiałem że spacer uważny to opcja, ale czy na przykład praca z afirmacjami albo wizualizacje są bezpieczniejsze przy takich natrętnych myślach? Bo mi się wydawało że to podobne mechanizmy.
A afirmacje? Bo ja jestem przed spaniem i robię takie powtarzanie pozytywnych zdań i zastanawiam się czy to nie jest trochę podobne do rytuałów które Igorek93 wspominał że dają chwilową ulgę ale długoterminowo mogą podbijać te mechanizmy.
Ja też teraz patrzę na swoje afirmacje inaczej po tym co napisał Igorek93. Robiłam je właśnie dlatego że inaczej jest mi nieswojo. Myślałam że to samorozwój a to może być po prostu inny rodzaj tego samego problemu. Czy to znaczy że mamy rzucić i afirmacje, i medytację?
Nie chodzi o rzucenie wszystkiego naraz. Pytanie jest inne - czy te praktyki pełnią u ciebie funkcję neutralizowania lęku, czy faktycznie dają ci coś więcej? Bo afirmacje mogą być zdrowe, jeśli wychodzisz z nich spokojniejsza bez poczucia że 'musiałaś' je zrobić. Problem zaczyna się tam, gdzie bez nich jest nieznośnie. Czy możesz sprawdzić jak się czujesz, kiedy celowo je opuścisz jeden wieczór?
Szczerze to już samo pytanie mnie trochę stresuje. Co chyba mówi samo za siebie.
dokładnie to samo poczułam jak czytałam pytanie Igorka. Ten stres na samą myśl o pominięciu afirmacji to chyba jest właśnie ten sygnał o którym on mówi, nie? Czyli my obie możemy mieć ten sam mechanizm tylko przykryty inną nazwą.
Zatrzymajmy się chwilę bo to jest ważne. Mamy tu teraz dwie osoby, które na podstawie dyskusji na forum zaczynają reinterpretować swoje praktyki jako możliwe kompulsje. I nie mówię że to złe, ale czy nie powinnyście jednak porozmawiać z kimś poza forum? Bo samodzielna diagnoza na podstawie wątku, nawet dobrego, to jednak ryzyko w drugą stronę.
Obydwie macie rację i chyba nie ma tu sprzeczności. Ale wracając do sedna - bo Powojka pytała konkretnie czy ma rzucić afirmacje i medytację - to może zamiast rzucać albo kontynuować jak dotąd, warto by zapytać Igorka co w takim razie jest tym środkowym krokiem? Bo 'idź do terapeuty' to odpowiedź, ale nie jedyna możliwa odpowiedź.
