Zastanawiam się nad czymś, o czym rzadko się mówi wprost. Medytuję regularnie od jakichś trzech lat i zauważyłem, że moje podejście do sfery seksualnej dość mocno się zmieniło. Nie chodzi o to, że libido spadło albo wzrosło, to bardziej jakościowa zmiana. Mniej takich nagłych impulsów, więcej... świadomości? Ciekawi mnie, czy ktoś jeszcze to obserwował u siebie. Czy to w ogóle temat, o którym da się rozmawiać bez wchodzenia w ezoteryczne teorie o kundalini i brahmacaryi, bo chciałbym najpierw usłyszeć zwykłe ludzkie doświadczenia.
Czytałam trochę o tym, ale nigdy nie myślałam, żeby to tak wprost zestawić. Czy możesz powiedzieć więcej o tej 'jakościowej zmianie'? Bo nie do końca rozumiem, co masz na myśli. Że zmienił się sam pęd, intensywność, a może coś innego?
To akurat pasuje do tego, co sam przeżywałem. Przez pierwsze miesiące praktyki miałem wrażenie, że energia seksualna gdzieś odpływa i się martwiłem. Potem okazało się, że ona nie zniknęła, tylko przestałem nią szarpać na lewo i prawo. Trochę jak z wodą w rzece, kiedy przestajesz ją wzburzać, płynie spokojniej, ale cały czas płynie.
A to jest coś, czego się da nauczyć świadomie, czy po prostu samo przychodzi z regularną praktyką? Pytam, bo sama dopiero zaczynam z medytacją i trochę boję się takich nieoczekiwanych efektów.
Zapisuję sobie różne obserwacje z praktyki i mam notatki z jakichś dwóch lat. Widzę u siebie wyraźną korelację między intensywnością medytacji a tym, jak doświadczam bliskości z partnerką. Ale nie jestem w stanie stwierdzić, czy to medytacja, czy może po prostu ogólna zmiana w życiu, bo w podobnym czasie zmieniłem też kilka innych rzeczy. Jak wy oddzielacie jedno od drugiego?
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale co to znaczy 'energia seksualna' w tym kontekście? Słyszałem to pojęcie wiele razy, ale nigdy nie rozumiałem, czy to jest coś duchowego, czy po prostu metafora tego, co biologia i tak tłumaczy?
Słyszałam coś o sublimacji energii seksualnej, ale nie wiem, czy to coś, co można po prostu robić medytując, czy potrzeba jakichś konkretnych technik. Czy ktoś z was to praktykował celowo?
To mnie zastanawia, bo czytałam, że niektóre szkoły medytacyjne mówią o wstrzemięźliwości jako warunku głębszej praktyki. A inne mówią wręcz odwrotnie, że pełne życie seksualne pogłębia uważność. Jak wy to rozumiecie?
Mam takie podejrzenie, że to wszystko jest mocno indywidualne i zależy od tego, co ktoś wnosi do praktyki. Czyli jeśli masz tendencję do tłumienia siebie, medytacja to może wzmocnić. A jeśli jesteś typem otwartym, może iść w kierunku tantry. Czy to nie wydaje się bardziej logiczne niż szukanie jednej odpowiedzi?
A czy jest jakiś rodzaj medytacji, który zdaniem tych, co praktykowali, bardziej 'uspokaja' w tym sensie, a jaki bardziej pobudza? Bo z tego, co czytam w tym wątku, to są duże różnice między technikami.
Elektryczny to ciekawe słowo, bo ja po jednej sesji miałam dokładnie takie coś. Myślałam, że coś zrobiłam nie tak. Czy to normalne, że człowiek nie wie, co wywołało taki stan?
A czy to w ogóle jest tak, że można sobie zaplanować, czego się chce po medytacji? Tzn. usiadam i mówię sobie: dzisiaj chcę się wyciszyć seksualnie, i wybierać technikę pod to? Czy to nie ma sensu?
No ale jeśli różne techniki dają różne efekty, to czy nie powinny gdzieś istnieć jakieś bardziej rzetelne opisy tych różnic? Bo to, co tu słyszę, to są indywidualne doświadczenia, nie ma między nimi jakiegoś wspólnego mianownika.
Trochę mnie to frustruje, że każda tradycja mówi inaczej i trudno to poskładać w całość. Czy ktokolwiek próbował podejść do tego bardziej systematycznie, tzn. testować różne techniki przez jakiś ustalony czas i porównywać?
Dołączam tu trochę z boku, bo nie jestem specjalistką od medytacji, ale numerologicznie ciekawe jest to, że zmiany w energii seksualnej często współgrają z osobistymi cyklami. Czy ktoś z was zauważył, że efekty medytacji różnią się w różnych momentach roku albo cyklu życia?
Wracając do wątku o wstrzemięźliwości, bo to mnie najbardziej zastanawia. Czy ktoś z was rzeczywiście próbował celowej abstynencji seksualnej w połączeniu z medytacją i czuł różnicę? Bo czytałam o tym w kilku miejscach, ale nigdzie nie było konkretnych opisów, co się właściwie zmienia.
A co znaczy 'głębsze' medytacje? Mam wrażenie, że to słowo pojawia się bardzo często i każdy rozumie przez to co innego.
Dobra, ale jestem ciekaw czy to, co tu opisujecie, ma jakieś oparcie poza osobistymi obserwacjami? Tzn. czy gdzieś ktoś to zbadał, bo inaczej możemy gadać do rana i nadal nie wiemy, czy medytacja naprawdę coś robi z libido, czy po prostu czujemy to, czego się spodziewamy.
No ale jednak wolałabym wiedzieć, co tak naprawdę robię, zamiast ślepo wierzyć, że coś działa. Czy jest jakaś tradycja albo podejście, które daje bardziej konkretne wskazówki, jak ocenić, co się dzieje z własną energią seksualną podczas praktyki?
Wtrącę się, bo słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że szukacie czegoś zewnętrznego, co powie wam, co się z wami dzieje. Ale praca z własną energią, niezależnie czy przez medytację, runy, cokolwiek, to jest przede wszystkim uczenie się słuchania siebie. Pytanie do Polarisa: czy w ogóle prowadzisz jakiś dziennik praktyki? Bo to może być lepszy punkt wyjścia niż szukanie systemu, który to opisze.
No dobra, ale to cały czas jest dane od jednej osoby o niej samej. Skąd wiesz, że to medytacja, a nie po prostu sezon, zmiana pracy, nowa relacja? Jak odseparować jeden czynnik?
Mnie bardziej zastanawia inna rzecz. Mówimy tu głównie o obniżeniu albo przeniesieniu energii seksualnej. A czy ktoś miał doświadczenie, że medytacja tę energię wyraźnie zwiększyła? Nie jako efekt uboczny, ale jakby wybudziła coś, co wcześniej było uśpione?
To jest realne. Przy pranajamie, szczególnie przy bardziej intensywnych technikach oddechowych, energia może się wyraźnie aktywować, i to nie jest metafora. Tylko pytanie, czy to zawsze jest coś, czego się chce. Bo czasem taki stan jest trudny do utrzymania albo po prostu dezorientujący, jeśli nie ma się żadnego kontekstu.
A co znaczy 'trudny do utrzymania'? Że człowiek nie może skupić się na niczym innym? Bo to akurat mi się zdarzało po pewnych sesjach i nie byłam pewna, czy to dobrze, czy coś poszło nie tak.
Słucham tego i myślę, że może chodzi o coś w stylu nierównowagi. Numerologicznie, jeśli twoja ścieżka jest silnie związana z dwójką albo szóstką, to energia relacyjna i seksualna może być naturalnie intensywniejsza w pewnych okresach. Czy ktoś z was sprawdzał, jak to się ma do osobistych liczb?
Wchodzę tu bo coś podobnego czytałam w materiałach do kart, gdzie przy pewnych archetypach siły albo gwiazdy mówi się o energii, która wychodzi z głębi, nie jest kierowana, tylko się budzi. Nie wiem, czy to co Edmund opisuje z pranajamą jest tym samym mechanizmem, ale intuicyjnie mi to gra.
To właściwie odpowiada na moje wcześniejsze pytanie, chociaż nie do końca tak, jak się spodziewałam. Rozumiem, że nie ma jednej metody, która da pewność, co się dzieje. Ale chciałam zapytać, czy ktoś z was, po dłuższym czasie praktyki, faktycznie poczuł, że zmienił się jego stosunek do seksualności, nie tylko chwilowo, ale naprawdę coś się przestawiło?
