Nie zawsze to jest aż tak proste. Procrastynacja może siedzieć w trzeciej czakrze, ale może też być w czwartej, jeśli odkładasz bo się boisz zawieść innych, albo nawet w piątej, jeśli boisz się że to co zrobisz nie będzie warte pokazania. Dlatego pytam zwykle, czego konkretnie unikasz i jak się czujesz, gdy wyobrażasz sobie że jednak to robisz.
Wyobraziłam sobie właśnie teraz. I zrobiło mi się nieswojo w klatce piersiowej. To czwarta?
Przepraszam że się wtrącę, ale trochę mi to wszystko umknęło. Czy to znaczy że afirmacje na motywację, takie żeby nie odkładać rzeczy, w ogóle nie działają? Bo teraz mam wrażenie że cały wątek mówi że nie działają i czuję się trochę głupio że przez tyle czasu mówiłam je każdego ranka.
Słuchajcie, ja rozumiem to zestawienie z hermetyzmem, ale mam pytanie trochę z innej strony. Skoro mówimy o kortyzolu i adrenalinie, to czy ktoś zauważył że pora dnia robi różnicę nie tylko przez spokój poranny, ale przez sam rytm hormonalny? Kortyzol jest naturalnie najwyższy rano, to może afirmacje rano są po prostu biologicznie złym momentem, bo walczysz z naturalnym szczytem hormonu stresu?
Żeby dokończyć myśl, bo poprzedni post urwał się w połowie. CAR, czyli ten poranny wzrost kortyzolu, jest fizjologiczną mobilizacją i u zdrowej osoby opada w ciągu kilku godzin. To nie jest kortyzol zagrożenia, tylko kortyzol gotowości. Pytanie jest więc bardziej złożone niż się wydaje. Jeśli robisz afirmacje rano i czujesz że działają, to może to być po prostu efekt tej naturalnej mobilizacji, nie sama afirmacja. Jak to odróżnić? Nie jestem pewien czy da się to odróżnić bez śledzenia przez dłuższy czas.
To jest właśnie to pytanie które warto sobie zadać zanim w ogóle wybierzemy porę na praktykę. Ja od lat pracuję wieczorem, tuż przed snem, i z perspektywy czakr to ma sens, bo piąta i szósta czakra są bardziej aktywne kiedy umysł zaczyna się wyciszać. Ale nie twierdzę że to jedyna słuszna pora. Skąd masz pewność, Oksanko, że to co obserwujesz u siebie jest związane z kortyzolm, a nie po prostu z nawykiem i tym co przywiązałaś do konkretnej godziny?
Szczerze? Nie mam tej pewności. Obserwuję że efekty są różne w różnych porach i próbuję to połączyć z czymś co ma logikę. Ale mogę się mylić.
Mogę zapytać o coś co trochę z boku? Bo słucham tej rozmowy o kortyzolu i porach dnia i zastanawiam się. Czy jak ciało jest w tym stanie gotowości rano, to prokrastynacja w ogóle wtedy nie istnieje? Bo u mnie jest tak że rano jestem najbardziej chętna do działania, ale zaraz potem mi to ucieka. I nie wiem czy to kortyzol opada, czy to po prostu moje myśli wracają do zwykłych torów.
Ja mam identycznie. I właśnie zastanawiam się czy afirmacje w stylu "jestem produktywna i skupiona" mają tu w ogóle rację bytu, skoro problem nie jest w braku wiary w siebie, tylko w tym że lista zadań dosłownie mnie przytłacza. To nie jest to samo.
To teraz jestem jeszcze bardziej zagubiona. Bo ile w ogóle jest tych rodzajów prokrastynacji? Bo jak słucham to wychodzi że jest ta z lęku, ta z przeciążenia, ta z trzeciej czakry, ta z czwartej... Jak w ogóle można wiedzieć co się ma, żeby dobrać właściwą metodę?
To jest dobre pytanie i rozumiem że to może wyglądać chaotycznie. Ale powiem tak, ciało zwykle wie. Wróćmy do tego co mówiłam wcześniej, do pytania gdzie to siedzisz. Napięcie w brzuchu to inne pytanie niż ucisk w klatce. Zanim dobierzesz afirmację, poczuj najpierw gdzie ty jesteś kiedy unikasz. To jest klucz, nie kategoria z listy.
Ale jak ja zaczynam słuchać ciała to robi mi się coraz więcej niepewności, nie mniej. Jakby otwierałam wieka od garnków i nie wiedziała co z tym zrobić. Czy to jest normalne że na początku tej pracy robi się trudniej?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czy wy mówicie że fizyczny kortyzol, ten hormon, faktycznie zmienia się od afirmacji i od skupienia na czakrach? Bo jeśli tak, to chciałbym wiedzieć czy są jakieś badania, czy to jest bardziej obserwacja własna.
To napięcie między obserwacją własną a weryfikowalnym faktem jest w ezoteryce strukturalne i nie da się go łatwo rozwiązać. Ale chcę wrócić do wątku kortyzolu w kontekście praktyki, bo Strzybog zwrócił uwagę na coś ważnego. Jeśli efekt jest pośredni, przez zmianę stanu, to pytanie brzmi czy afirmacja zmienia stan czy tylko go symuluje. I tu wracamy do spójności o której Joasia mówiła wcześniej. Ciało nie reaguje na słowa, reaguje na stan który słowa wywołują lub nie wywołują.
Chcę zapytać bo nigdy tego nie robiłam, a po tej rozmowie zaczęłam się zastanawiać. Czy jest jakaś kolejność, to znaczy najpierw medytacja żeby uspokoić kortyzol, a potem afirmacja, czy można to jakoś połączyć w jedno?
To tłumaczy dlaczego tyle osób rzuca medytację po pierwszym tygodniu i mówi że im nie służy. Bo trafiają na ten etap i myślą że coś robią źle. Sama przez to przechodziłam.
Ale chwila, bo chcę się upewnić. Jak medytacja na początku może podnosić kortyzol, to afirmacje robione wtedy kiedy kortyzol jest wysoki też nie działają. Czyli na starcie jesteśmy w jakimś błędnym kole?
Powiedziałabym że to nie tyle błędne koło, co czas potrzebny na kalibrację. Energia ciała i umysłu musi nauczyć się nowego rytmu. To nie jest wada praktyki, to jest jej natura. Ziarno nie kiełkuje następnego dnia. I tu wracamy do tego co mówiłam o trzeciej czakrze, która jest czakrą woli i wytrwałości, nie tylko działania. Prokrastynacja wobec samej praktyki to też sygnał z tej energii.
Rozumiem metaforę z ziarnem, ale chcę zapytać wprost. Czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić że kortyzol faktycznie spada po tych ćwiczeniach, bez robienia badań laboratoryjnych? Bo jak mam tylko swoje subiektywne odczucia to nie wiem czy to działa czy mi się tylko wydaje.
Pytanie o placebo w kontekście ezoteryki jest szczególnie skomplikowane. Bo jeśli efekt jest realny w ciele, to czy ma znaczenie czy nazwać go obniżeniem kortyzolu, odpowiedzią na intencję czy zmianą wibracji? W hermetycznej tradycji działanie przez wiarę nie jest słabszym działaniem, jest innym kanałem tej samej przyczyny. Ale rozumiem że to Celestyna nie satysfakcjonuje.
To "dlaczego" jest ważne, ale ciekawi mnie czy nie blokuje też samej praktyki. Znaczy, jeśli w trakcie medytacji część ciebie obserwuje i ocenia czy efekt jest realny, to czy to nie jest kolejna myśl która zabiera uwagę? Pytam bez ironii, bo to jest coś co widzę u wielu osób pracujących z podświadomością.
Miałam dokładnie ten problem. Siadałam i zamiast medytować to myślałam "czy teraz mi spada kortyzol, czy to działa". I oczywiście nie działało, bo głowa była zajęta oceną.
A wracając do afirmacji, bo trochę zgubiliśmy ten wątek. Jak już kortyzol jest wyciszony po medytacji, to jakie afirmacje mają największy sens dla prokrastynacji? Ja używam afirmacji związanych z liczbą dnia, bo według numerologii każda wibracja dnia inaczej wpiera działanie i to naprawdę daje efekty.
Myślę że dobrze że wróciłaś do afirmacji bo to jest serce tej rozmowy. Powiem tak, afirmacja bez zakorzenienia w ciele to jest słowo bez gleby. Ale to nie znaczy że afirmacja jest bezużyteczna. Znaczy tylko że ma swoje miejsce w sekwencji. Kortyzol w dół, ciało mięknie, czakra splotu słonecznego otwiera się na inicjowanie, i dopiero wtedy afirmacja trafia do warstwy gdzie może coś zmienić. Bez tego to jest głos w pustym pokoju.
Tak, przepraszam za urwanie. Mówiłam o trzeciej czakrze, manipurze. To centrum woli i działania. Kiedy kortyzol jest chronicznie wysoki, manipura jest albo przeciążona albo zablokowana, zależy od osoby. Afirmacje skierowane na produktywność i działanie trafiają właśnie w ten obszar. Ale jeśli tam jest napięcie energetyczne, słowo odbija się jak od ściany. Najpierw trzeba tę przestrzeń otworzyć. Medytacja na oddech w brzuchu, nie w klatce, robi to bardzo skutecznie. Dopiero potem afirmacja ma grunt.
Dobra, ale jak ktoś nie czuje czakr w ogóle, to jak ma wiedzieć czy manipura jest zablokowana czy nie? Pytam serio, bo dla mnie to brzmi jak coś co albo się czuje albo się nie czuje i nie ma pośrodku.
To brzmi jak opis stresu żołądkowego. Ja mam to przy każdej trudniejszej sytuacji w pracy. Czy to znaczy że mam zablokowaną manipurę przez cały czas? Bo jeśli tak to nie wiem kiedy u mnie afirmacje mogłyby w ogóle zadziałać.
