Czyli afirmacje w stylu "jestem produktywna, działam efektywnie" mogą mi zaszkodzić jeśli mam ten problem o którym piszesz? Pytam bo używam takich i jakoś nie zauważam żeby pomagały, ale myślałam że po prostu źle je robię.
Dlatego ja zamiast afirmacji ogólnych używam afirmacji pod wibrację dnia. Jeśli na przykład jest dzień trójki, która jest energią ekspresji i lekkości, to afirmacja w stylu "moje działanie jest lekkie i naturalne" dużo bardziej pasuje do energetyki danego dnia i mniej oporuje. Numerologia nie jest od tego żeby sobie wmawiać rzeczy, tylko żeby płynąć z tym co jest.
To jest pytanie które mnie samą męczy od jakiegoś czasu. Czy to ma znaczenie dlaczego coś działa, jeśli działa? Ale z drugiej strony jeśli nie wiem dlaczego działa, to nie wiem też kiedy i dlaczego przestaje działać.
Wracając do kortyzolu, bo trochę odpłynęliśmy. Wspomniałem wcześniej o ciepłe w dłoniach jako sygnale. Chcę dodać jeszcze jedno, bo sam to obserwuję od dłuższego czasu. Kiedy medytacja faktycznie coś zmienia w napięciu, zmienia się też jakość myśli które pojawiają się po niej. Nie są rwane, nie skaczą. Afirmacja zrobiona w tym stanie brzmi inaczej, dosłownie inaczej w głowie. Jakby miała inną wagę. Nie wiem czy to jest kortyzol, ale coś się wtedy zmienia.
Jest jeszcze jeden aspekt który tu nie padł. Kortyzol nie działa solo, zawsze w relacji z innymi hormonami, w tym z oksytocyną i serotoniną. Medytacja wykonywana regularnie i z poczuciem bezpieczeństwa podnosi poziom oksytocyny, a to wpływa na to jak przyjmujemy afirmacje, bo oksytocyna obniża czujność obronną umysłu. Afirmacja brzmi mniej jak rozkaz a bardziej jak zaproszenie. I tu jest odpowiedź dlaczego afirmacje działają lepiej po medytacji, nie tylko dlatego że kortyzol jest niższy, ale dlatego że jesteśmy bardziej otwarci na przyjęcie nowej treści.
Przepraszam że się wtrącę, bo jestem tu nowy w tym wątku, ale czytam od dłuższego czasu i mam pytanie praktyczne. Jeśli ktoś ma problem z prokrastynacją i chce użyć afirmacji plus medytacji, to od czego ma zacząć? Bo z tej rozmowy wynika że medytacja, potem ciało, potem afirmacja, ale jak to wygląda w praktyce, piętnaście minut, godzina, co dokładnie?
szczerze mówiąc to jest raczej... pustka? Jakbym wiedział że mam coś zrobić ale jakaś część mnie się od tego odcina. Nie czuję napięcia, czuję raczej nic. Czy to w ogóle pasuje do tego o czym mówiliście?
Mam pytanie które może brzmieć głupio, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro kortyzol to hormon i jest fizyczny, to jak sama uwaga skupiona na stopie może go obniżyć? To brzmi jakby myśl zmieniała chemię. Czy to naprawdę jest udowodnione czy raczej hipoteza?
Czytam tę wymianę i zastanawiam się czy my tutaj rozmawiamy jeszcze o afirmacjach czy już tylko o medytacji. Bo trochę mi się to rozjechało. Afirmacje miały pomagać na prokrastynację, a teraz jesteśmy przy chodzeniu i kortyzolu. Czy ktoś może połączyć te wątki?
Ale jest jeszcze jeden wymiar który pomijamy. Nawet jeśli kortyzol jest obniżony, afirmacja musi być sformułowana zgodnie z aktualną wibracją osoby. Ktoś w fazie odbudowy po wypaleniu będzie miał zupełnie inną częstotliwość niż ktoś w pełni energii. Numerologicznie patrząc, wejście w cykl czwórki, który jest fazą stabilizacji, to dobry moment żeby zaczynać pracę z afirmacjami dotyczącymi działania. Nie wcześniej.
Słuchajcie, mam wrażenie że ta rozmowa kręci się wokół czegoś co można by nazwać sekwencją. Najpierw ciało, potem cisza, potem słowo. Czy ktoś próbował to ułożyć jako konkretny rytuał? Czyli nie jako osobne praktyki ale jako jedno działanie z kolejnością?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Piszecie o kortyzolu, zamrożeniu, interocepcji, a teraz jeszcze o pytaniach do siebie. Gdzie w tym wszystkim jest granica między medytacją a terapią? Pytam serio, bo mi się wydaje że to jest już terytorium psychologa, nie czegoś co robi się samemu w domu.
