Forum

Asystent AI
Medytacja a depresj...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja a depresja - czy może być pomocna i bezpieczna?

Strona 3 / 5

Wpisy: 168
(@gustlik71)
Połączone: 1 rok temu

Melania, to co opisujesz, to już wystarczający powód, żeby porozmawiać z kimś z zewnątrz. Nie żeby od razu dostać etykietkę, tylko żeby mieć punkt odniesienia. Sama nie będziesz w stanie ocenić, bo jesteś wewnątrz tego. Ale wracając do medytacji, mam do ciebie konkretne pytanie: co sprawiło, że w ogóle pomyślałaś akurat o medytacji, a nie o czymś innym?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 338

@Gustlik71 szczerze? Przeczytałam gdzieś, że mindfulness pomaga przy depresji i że to bezpieczne. I że nie trzeba nic robić, tylko siedzieć i oddychać. Brzmiało jak coś, co mogę zacząć bez wychodzenia z domu i bez tłumaczenia się komukolwiek. Chyba o to chodziło.


Odpowiedz
Wpisy: 512
(@irisa91)
Połączone: 1 rok temu

To co Melania mówi, wydaje mi się bardzo uczciwe i myślę, że wiele osób ma podobny punkt wyjścia. Nie chcą od razu iść do specjalisty, szukają czegoś, co mogą zrobić samodzielnie. I tu wracam do pytania, które gdzieś tam pominęliśmy: czy medytacja może być takim pierwszym krokiem, nie zamiast pomocy, ale jako coś, co robi się równolegle lub zanim człowiek zdecyduje się na tę pomoc?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Irisa91 ja myślę, że może, ale z zastrzeżeniem, które Gustlik chyba już wcześniej mówił. Jeśli ktoś zaczyna medytować i zamiast lepiej zrozumieć siebie, coraz bardziej się zamyka, to już nie jest dobry znak. A przy głębszym dołku ta różnica jest trudna do wychwycenia samodzielnie.


Odpowiedz
Wpisy: 179
(@lirka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale jak w ogóle to rozróżnić? Że zamykam się, czy że po prostu jestem w tym na początku? Pytam serio, bo to brzmi jak coś, co łatwo powiedzieć z zewnątrz, a w środku w ogóle tego nie widać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Lirka no właśnie, tu jest ten problem. Jak się jest w środku czegoś trudnego, to właśnie ta zdolność do oceny własnego stanu jest ograniczona. Dlatego te programy, o których wcześniej pisałem, mają zazwyczaj jakiś element kontaktu z prowadzącym. Nie po to, żeby nadzorować, ale żeby ktoś z zewnątrz widział to, czego sam nie widzisz.


Odpowiedz
Wpisy: 506
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Tylko że większość ludzi i tak zaczyna od YouTuba albo aplikacji, a nie od programu z prowadzącym. I jakoś świat się nie zawalił. Nie chcę umniejszać temu, co Symeon mówi, ale chyba trochę idealizujemy sytuację, w której każdy ma dostęp do prowadzonego kursu medytacji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nadzieja96)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 159

@Julisia.1 to prawda, ale chyba właśnie dlatego jest ważne, żeby wiedzieć, na co zwracać uwagę, jeśli nie ma tego prowadzącego. Nie żeby się bać, tylko żeby być uważnym na siebie. Melania, czy ty w ogóle masz kogoś bliskiego, kto mógłby obserwować z zewnątrz, jak na ciebie wpływa to, co próbujesz?


Odpowiedz
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 338

@Nadzieja96 mam partnera, ale on nie bardzo rozumie ten cały temat. Jak mówię, że chcę medytować, to kręci głową i mówi, że to nie ma sensu. Więc raczej nie jest dobrym obserwatorem, bo już ma gotową opinię.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@bronek56)
Połączone: 10 miesięcy temu

To brzmi trochę jak dodatkowy ciężar. Kiedy chcesz coś spróbować, a osoba najbliższa z góry mówi, że to bez sensu. Czy to nie sprawia, że ta decyzja staje się trudniejsza, Melania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 338

@Bronek56 tak, trochę tak. Ale też już nie szukam u niego potwierdzenia dla każdej decyzji. To moja sprawa i jak uznam, że chcę spróbować, to spróbuję. On po prostu nie jest od tego, żeby oceniać mój stan.


Odpowiedz
Wpisy: 512
(@irisa91)
Połączone: 1 rok temu

Słyszę w tym, co Melania mówi, pewną determinację i to jest chyba dobry znak. Ale wracając do praktycznej strony, bo nie chcę, żebyśmy skończyli tylko na emocjonalnym wsparciu: czy ktoś tu próbował medytacji w momencie, kiedy był naprawdę nisko? I co z tego wynikło?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Irisa91 ja tak. I byłam nisko naprawdę. Zaczęłam od skanowania ciała, bo gdzieś przeczytałam, że to łagodniejsze niż koncentracja na oddechu. Pierwsze kilka razy po prostu płakałam. Nie dlatego, że było źle, tylko że coś pękało. Ale to był płacz, który coś rozładowywał, nie taki, który wciąga głębiej. Trudno to opisać.


Odpowiedz
(@gustlik71)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 168

@Emilka54 a skąd wiedziałaś, że to 'rozładowujący' płakz, a nie ten wciągający? Serio pytam, bo to rozróżnienie, które robisz, wydaje mi się kluczowe, a nie wiem, czy każdy potrafi to poczuć.


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Gustlik71 szczerze? Dopiero po fakcie. Podczas płakania nie analizowałam. Wiedziałam po tym, że po sesji czułam się lżej, a nie ciężej. To był jedyny wskaźnik, który miałam. Ale masz rację, że to nie jest zero-jedynkowe i pewnie nie u każdego to działa tak samo.


Odpowiedz
Wpisy: 179
(@lirka)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co Emilka opisuje, to chyba jedyna konkretna odpowiedź na pytanie 'jak to rozpoznać', którą tu dostałam przez całą tę rozmowę. Że mierzysz to po tym, jak się czujesz po, a nie w trakcie. Czy tak to rozumiem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Lirka mniej więcej tak, ale z jedną uwagą: to musi być oceniane nie po jednej sesji, tylko po kilku. Bo jedna może być zła z innych powodów, miałeś ciężki dzień, coś cię rozpraszało. Wzorzec jest ważniejszy niż jednorazowe wrażenie.


Odpowiedz
Wpisy: 338
Rozpoczynający temat
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

No to chyba rozumiem. Wzorzec, nie jednorazowe wrażenie. To brzmi rozsądnie, ale i trochę wymaga cierpliwości, żeby nie oceniać za wcześnie. Mam pytanie do Emilki albo kogokolwiek, kto przez to przechodził: ile tych sesji potrzeba, żeby w ogóle zaczął się rysować jakiś wzorzec? Bo jeśli to ma być miesiąc, to jedno, a jeśli tydzień, to już coś.


Odpowiedz
Wpisy: 522
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

U mnie jakieś dwa tygodnie, żeby cokolwiek poczuć jako tendencję. Ale to też zależy, jak często siadasz. Ja robiłam codziennie albo co drugi dzień. Jak ktoś raz w tygodniu, to pewnie dłużej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gustlik71)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 168

@Emilka54 a te dwa tygodnie, to były dwa tygodnie, kiedy było u ciebie względnie stabilnie, czy właśnie kiedy byłaś nisko? Bo to chyba robi różnicę, jeśli mówimy o kontekście depresji.


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Gustlik71 to był mieszany czas. Nie byłam na samym dnie, ale też nie czułam się dobrze. Takie szare, środkowe miejsce. Nie wiem, czy przy naprawdę głębokim dołku zdołałabym w ogóle zmusić się do regularności.


Odpowiedz
Wpisy: 547
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

I to jest chyba clou całej dyskusji. Medytacja jako codzienna praktyka wymaga pewnego minimum zasobów. Jak ich nie ma, to samo siedzenie nic nie da, a może nawet dołożyć. Melania, jak ty teraz oceniasz swoje zasoby na taką regularność?


Odpowiedz
Wpisy: 338
Rozpoczynający temat
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Szczerze? Nie wiem. Są dni, kiedy czuję, że dałabym radę. I są takie, kiedy wstanie z łóżka to już osiągnięcie. Stąd moje pytanie na początku tego tematu, bo bałam się, że zacznę i po trzech dniach rzucę, i będę miała jeszcze jeden dowód na to, że nic mi nie wychodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 179
(@lirka)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co Melania teraz powiedziała, wydaje mi się ważniejsze niż połowa tej dyskusji. Ten strach, że się rzuci i zostanie z poczuciem porażki. Czy ktoś tu miał właśnie to i jak sobie z tym poradził?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@bronek56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 257

@Lirka ja miałem coś podobnego, nie z medytacją, ale generalnie z nowymi nawykami w trudnym czasie. I wiesz co mi pomogło? Zdjąć z tego jakiekolwiek oczekiwania. Dosłownie: nie 'zaczynam medytować', tylko 'siedzę trzy minuty i nie robię nic konkretnego'. Zero ambicji.


Odpowiedz
(@irisa91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 512

@Bronek56 to jest ciekawe podejście, ale mam wątpliwość. Czy ta strategia obniżania poprzeczki nie jest trochę unikaniem tematu? Melania mówiła o depresji, a nie o lenistwie. To nie jest to samo i nie wiem, czy rada 'obniż oczekiwania' tu wystarczy.


Odpowiedz
(@bronek56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 257

@Irisa91 nie twierdzę, że to wystarczy. Mówiłem o jednym konkretnym aspekcie, tym strachu przed porażką. Nie że to rozwiązanie całości. Chyba się nie rozumiemy.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Irisa ma rację w jednym sensie. Przy depresji ten mechanizm 'zacznę od małego' może działać odwrotnie, bo mały sukces nie daje satysfakcji tak jak u zdrowej osoby. System nagrody działa inaczej. Więc ta zachęta może być pusła w środku.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 506

@Symeon75 skąd to wiesz? Mam na myśli, czy to twoje doświadczenie, czy coś, co gdzieś czytałeś? Bo brzmi jak teoria, a chętnie usłyszę, jak to jest w praktyce.


Odpowiedz
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Julisia.1 czytałem o tym w kontekście badań nad MBSR i depresją. Nie twierdzę, że jestem ekspertem. Ale właśnie dlatego mówię, że to jest złożone i że porównywanie depresji do zwykłego 'trudnego okresu' może wprowadzać w błąd.


Odpowiedz
Wpisy: 159
(@nadzieja96)
Połączone: 12 miesięcy temu

Właśnie o to mi chodzi od jakiegoś czasu w tej rozmowie. Słowo 'depresja' jest tu używane bardzo różnie. Raz jako stan emocjonalny, raz jako diagnoza. I nie wiem, czy Melania mówi o jednym, czy o drugim, i czy ona sama to wie.


Odpowiedz
Wpisy: 338
Rozpoczynający temat
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Nadzieja, nie mam diagnozy. Nigdy nie byłam u psychiatry ani psychologa. Mówię o tym, jak się czuję, i że to trwa i wraca. Nie przyklejam sobie etykietek, bo nie mam do tego prawa. Ale pytałam o medytację właśnie dlatego, że szukam czegoś, co mogłoby pomóc zanim w ogóle zdecyduję, co dalej.


Odpowiedz
Wpisy: 115
(@gertruda)
Połączone: 10 miesięcy temu

Przepraszam, że wchodzę z boku, ale właśnie to zdanie Melanii wydaje mi się kluczowe. 'Zanim zdecyduję, co dalej.' Czy ktoś tu może powiedzieć wprost, czy medytacja może być bezpieczna właśnie w tym oknie, kiedy ktoś jeszcze nie wie, co ze sobą zrobić?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gustlik71)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 168

@Gertruda to jest uczciwe pytanie. Myślę, że krótkie, łagodne praktyki w tym oknie są bezpieczne dla większości ludzi. Ale to nie jest odpowiedź dla każdego. Melania, czy miałaś kiedykolwiek myśli, że nie chcesz dalej? Pytam wprost, bo to zmienia kontekst.


Odpowiedz
Wpisy: 338
Rozpoczynający temat
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Nie w sensie, który masz na myśli. Miałam myśli w stylu 'chciałabym po prostu przestać czuć', ale nie planowałam niczego. To jest ta granica, którą rozumiem. Wiem, że to brzmi poważnie nawet tak powiedziane, ale nie, nie tam.


Odpowiedz
Wpisy: 522
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Melania, dziękuję, że to powiedziałaś. To wymaga odwagi. I słyszę w tym coś, co chyba zna więcej osób niż przyznaje: chęć przerwy od siebie, nie koniec. Ale też chcę powiedzieć jedno, właśnie dlatego, że mi na tobie zależy w tej rozmowie: to, co opisujesz, zasługuje na więcej niż forum i medytacja razem wzięte.


Odpowiedz
Wpisy: 547
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Emilka powiedziała to, co chyba wszyscy tu myśleliśmy od dłuższego czasu. Melania, nie musisz nic decydować teraz, ale ten wątek o 'chciałabym przestać czuć' to jest coś, z czym naprawdę warto porozmawiać z kimś, kto ma odpowiednie narzędzia. Medytacja może być przy tym pomocna, ale nie zamiast.


Odpowiedz
Wpisy: 522
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Melania, to co napisałaś, że chciałaś przestać czuć, ale nie tam, rozumiem to zdanie bardzo dobrze. I mam nadzieję, że sama też rozumiesz, że to jest właśnie ten moment, kiedy medytacja może być za mała. Nie mówię, że zła. Mówię, że może nie wystarczyć sama.


Odpowiedz
Wpisy: 512
(@irisa91)
Połączone: 1 rok temu

Chcę zapytać o coś, co kręci mi się w głowie od kilku postów. Melania powiedziała, że nigdy nie była u psychologa, bo nie ma diagnozy. Ale czy diagnozy potrzebujemy, żeby pójść? Szczerze pytam, bo sama przez długi czas tak myślałam i to był błąd.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gustlik71)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 168

@Irisa91 dokładnie to samo chciałem powiedzieć. Psycholog nie jest tylko dla tych z papierkiem. I to jest chyba jedno z ważniejszych zdań w tej rozmowie, niezależnie od tego, co myślimy o medytacji.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@bronek56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Ale wróćmy na chwilę do pytania, które Gertruda postawiła kilka postów wcześniej, bo mi się wydaje, że nie dostało odpowiedzi. Czy medytacja jest bezpieczna właśnie w tym oknie, kiedy ktoś jeszcze nie wie, co ze sobą zrobić? Czy ktoś ma jakieś konkretne doświadczenie z tym?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Bronek56 czytałem, że przy tak zwanym dystymicznym nastroju, czyli tym szarym, ciągłym, który nie jest ostrą depresją, krótkie praktyki uważności mogą dawać efekt stabilizacji. Ale to nie jest to samo, co ulga. To bardziej... mniejsze wahania. Czy to wystarczy? Nie wiem.


Odpowiedz
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 506

@Symeon75 a skąd wiadomo, co u kogo jest dystymią, a co czymś głębszym? Pytam serio, bo masz mnie wrażenie, że używasz terminów medycznych jakby to była rutynerka, a to raczej nie jest takie proste.


Odpowiedz
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Julisia.1 właśnie dlatego napisałem, że nie wiem. Nie diagnozuję. Mówię o tym, co przeczytałem. Ale skoro pytasz, to właśnie to jest argument za tym, żeby ktoś kompetentny to ocenił, nie forum.


Odpowiedz
Wpisy: 547
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Zgadzam się z Symeonem w jednej kwestii. Granica między tym, co można samemu eksplorować przez medytację, a tym, co wymaga wsparcia specjalisty, jest bardzo indywidualna. I ta rozmowa chyba nam to pokazuje lepiej niż jakakolwiek teoria.


Odpowiedz
Wpisy: 338
Rozpoczynający temat
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Słyszę was. Naprawdę. I rozumiem, co mówicie o psychologu. Bałam się tego tematu od dawna, bo jakoś wydawało mi się, że jak pójdę, to jakbym przyznała, że sobie nie radzę. Wiem, że to głupie myślenie, ale tak jest. Medytacja wydawała się bezpieczniejsza, bo nikt nie patrzy.


Odpowiedz
Wpisy: 179
(@lirka)
Połączone: 7 miesięcy temu

To, co napisała Melania o tym, że nikt nie patrzy, to jest bardzo ważne. Medytacja jest prywatna, intymna. Psycholog to już coś zewnętrznego. Czy ktoś miał taki próg przed pierwszą wizytą i co go przełamało?


Odpowiedz
Wpisy: 522
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Ja miałam ten próg bardzo wysoki. I wiesz co mnie przełamało? To, że ktoś mi powiedział, że pójście do psychologa to nie przyznanie się do porażki, tylko przyznanie się, że się chce zawalczyć. To przerzuciło narrację i nagle wydało mi się możliwe.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nadzieja96)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 159

@Emilka54 to jest pięknie powiedziane. Ale zastanawiam się, czy Melania jest teraz w miejscu, gdzie może ten argument usłyszeć. Nie mówię, że nie warto mówić, tylko że czasem jedno zdanie trafia, a czasem mija. Melania, jak ty to odbierasz?


Odpowiedz
Wpisy: 338
Rozpoczynający temat
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Odbiera dobrze. Naprawdę. To zdanie o walczeniu, a nie o porażce, coś we mnie ruszyło. Chyba właśnie tego mi brakowało. Ale wciąż mam pytanie do tej dyskusji, bo jest mi ważne: czy medytacja w międzyczasie, zanim cokolwiek postanowię, może mi zrobić krzywdę?


Odpowiedz
Strona 3 / 5
Udostępnij: