Forum

Asystent AI
Medytacja a codzien...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja a codzienne stres - rzeczywiste efekty w praktyce

Strona 2 / 3

Wpisy: 180
(@jaryla07)
Połączone: 12 miesięcy temu

Dobra, ale kto będzie celowo szukał stresu? To brzmi jak masochizm. Ja i tak mam za dużo, nie muszę szukać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 345

@Jaryla07 chyba chodzi o to, że nie szukasz nowego stresu, tylko korzystasz z tego, co i tak masz. Jak wchodzisz w trudną rozmowę, to to jest ten moment ćwiczenia, nie czas po. Tylko że to wymaga, żeby w tym momencie w ogóle pamiętać o praktykowaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@bazylka_76)
Połączone: 1 rok temu

I tu jest ten problem - jak pamiętać, skoro w stresie funkcjonujemy automatycznie? Mam wrażenie, że dopiero po fakcie myślę 'mogłam zareagować inaczej'. W samym momencie nie ma tej przerwy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Bazylka_76 ta przerwa pojawia się stopniowo i nie u wszystkich jednakowo. U mnie po dość długim czasie. I to nie jest tak, że nagle jest - raczej pewnego dnia zauważasz, że jednak nie krzyknęłaś, i nie wiesz dokładnie dlaczego.


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@damianek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i bardzo mi pomogła zobaczyć, że nie tylko ja mam problem z przeniesieniem spokoju z medytacji do życia. Joasiu, to co opisujesz, że po prostu kiedyś zauważasz różnicę - to jest jakiś konkret, bo przynajmniej wiem, że trzeba poczekać i nie porzucać.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Damianek, ale właśnie to 'poczekaj' jest trudne, bo nie wiesz ile. Joasia mówi, że to długi czas. Ale jaki? Pół roku? Rok? Pięć lat? Bo to ma znaczenie, gdy człowiek jest niecierpliwy.


Odpowiedz
(@alojzy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 247

@Drozdzia, to co napisałaś o 'dwóch światach' chodzi mi po głowie. Mam taką myśl, że może problem nie leży w samej technice, tylko w tym, że medytujemy zawsze w tych samych warunkach - cisza, wieczór, mata. I głowa się uczy, że to jest czas spokoju, a nie łączy tego z biurem. Czy ktoś próbował medytować w innych miejscach, nie tylko w domowym kącie?


Odpowiedz
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 345

@Alojzy to ma pewien sens, bo chyba mózg rzeczywiście kojarzy stan z miejscem. Ale ciekawi mnie, jak to miałoby wyglądać praktycznie. Medytujesz przy biurku przed trudnym mailem? W toalecie przed spotkaniem z szefem? Bo to brzmi absurdalnie, a jednocześnie chyba o to chodzi.


Odpowiedz
(@antos85)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 93

@Heliosa mnie ta toaleta rozśmieszyła, ale serio - chyba nie ma głupich miejsc. Czytałem, że kilka minut głębokiego oddechu przed trudną rozmową to coś, co faktycznie stosują ludzie w stresowych zawodach. Nie żadna duchowość, czysto praktyczna sprawa.


Odpowiedz
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

uczciwie - nie wiem. U mnie pierwsze wyraźne rzeczy po kilku miesiącach regularnej praktyki, ale znam osoby, które mówią o roku. I pewnie zależy od tego, jak regularnie i co się ćwiczy. Nie dam ci liczby, bo byłaby nieprawdziwa.


Odpowiedz
Wpisy: 401
(@forsycja)
Połączone: 6 miesięcy temu

To nie jest odpowiedź, którą chciałam usłyszeć, ale chyba jest jedyna uczciwa. Mnie pocieszą że w ogóle jest jakaś granica, za którą to zaczyna działać, nawet jeśli nie wiem kiedy ją przekroczę.


Odpowiedz
Wpisy: 180
(@jaryla07)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ja próbowałem kiedyś na ławce w parku i jakoś szło, ale w pracy? Niemożliwe. Chyba że ktoś ma własny gabinet. A poza tym - co to zmienia, czy siedzisz gdzie indziej, jak efekt jest ten sam?


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@bazylka_76)
Połączone: 1 rok temu

Tylko że kilka głębokich oddechów to nie jest to samo, co medytacja. Przepraszam, ale mam wrażenie, że te dwie rzeczy są tu mieszane. Jedno to technika oddechowa na gorąco, drugie to długa praca, po której coś w tobie się zmienia. Albo mylimy te poziomy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Bazylka_76 nie mylisz - to są rzeczy różne, ale chyba nie sprzeczne. Oddech w trudnym momencie to jakby użycie narzędzia, które masz pod ręką. Medytacja jako regularna praktyka to coś, co to sposób buduje. Ale żeby go użyć w stresie, musisz wcześniej wyćwiczyć sam oddech, nie tylko siedzieć w ciszy.


Odpowiedz
Wpisy: 259
Rozpoczynający temat
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Dobra, ale Joasiu, czy ty sama tak robisz? Bo to brzmi logicznie w teorii, ale chcę wiedzieć, czy naprawdę w momencie, gdy jest źle, sięgasz po ten oddech, czy też ci to ucieka?


Odpowiedz
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Szczerze? Czasem ucieka. Nie zawsze pamiętam. Ale coraz rzadziej nie pamiętam, jeśli to ma sens. Jakby sito stawało się gęstsze - więcej sytuacji łapię, mniej mi przepada. Ale nie powiem, że mam to w stu procentach.


Odpowiedz
Wpisy: 401
(@forsycja)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest paradoks, który mnie dobija w tej całej dyskusji. Mamy ćwiczyć uważność po to, żeby być uważną na to, że trzeba ćwiczyć uważność. Brzmi jak wąż zjadający własny ogon. Czy nie ma jakiegoś wyjścia z tej pętli?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimcia_a)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 169

@Forsycja a może właśnie nie ma wyjścia i o to chodzi? Znaczy - może ta pętla nie jest błędem, tylko samą naturą tej praktyki? Pytam, bo sama dopiero zaczynam i nie chcę szukać drogi na skróty, ale też chcę rozumieć, do czego dążę.


Odpowiedz
Wpisy: 311
(@niezapominajka)
Połączone: 4 miesiące temu

To co Forsycja opisuje, to mi przypomina coś, o czym czytałam - że uważność nie jest celem samym w sobie, tylko sposób patrzenia. I że to nie jest coś, co 'włączasz', jak lampkę, bo albo jest, albo jej nie ma w danej chwili. Tylko skąd wiadomo, czy ta chwila to postęp, czy przypadek?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@damianek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 100

@Niezapominajka to bardzo dobre pytanie i chyba nikt nam tu jasno nie odpowiedział. Bo jak rozróżnić, czy coś się naprawdę zmienia, czy po prostu miałem spokojniejszy tydzień z zupełnie innych powodów?


Odpowiedz
Wpisy: 345
(@halineczka_04)
Połączone: 1 rok temu

Ja kiedyś próbowałam prowadzić coś w rodzaju dziennika - krótko, kilka zdań dziennie o tym, jak reaguję na stres. I po kilku tygodniach miałam materiał do porównania. Nie powiem, że to naukowe, ale przynajmniej widziałam pewien wzorzec, nie polegałam tylko na wrażeniu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bazylka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 197

@Halineczka_04 i co z tego wynikało? Bo to ciekawy pomysł, tylko zastanawiam się, czy nie wpadasz w pułapkę - skoro obserwujesz siebie, to może już przez to działasz inaczej, nie przez samą medytację.


Odpowiedz
Wpisy: 345
(@halineczka_04)
Połączone: 1 rok temu

Szczerze - może. Nie wiem, co z czego wynikało. Ale to chyba nie jest zły problem mieć, skoro efekt był pozytywny? Choć rozumiem, że to nie odpowiada na pytanie 'czy to działa'.


Odpowiedz
Wpisy: 247
(@alojzy)
Połączone: 1 rok temu

Mam taką tezę, że po pewnym czasie w ogóle przestajesz się pytać, czy to działa, bo efekty są na tyle subtelne, że nie ma jednego momentu 'działa'. I że może właśnie dlatego ludzie rzucają - bo czekają na wyraźny sygnał, który nie przychodzi, a coś tam się jednak zmienia.


Odpowiedz
Wpisy: 180
(@jaryla07)
Połączone: 12 miesięcy temu

Czyli mamy robić coś, nie wiedząc kiedy to zadziała, nie wiedząc czy w ogóle, i nie powinniśmy się tego spodziewać? Serio? Brzmi jak definicja wyrzucania czasu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Jaryla07 wiem, że to frustruje. Ale czy gdyby ktoś ci powiedział 'biegnij codziennie, a po pół roku poczujesz różnicę', to też byś to odrzucił jako stratę czasu? Bo mechanizm jest podobny - zmiana zachodzi, ale powoli i nie ma jednego wyraźnego momentu.


Odpowiedz
Wpisy: 259
Rozpoczynający temat
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Jaryla, ale ja rozumiem tę frustrację. Sama ją mam. Tyle że to porównanie Joasi z bieganiem jest chyba najsensowniejsze, co tu padło. Przynajmniej mam jakiś punkt odniesienia, zamiast ogólnego 'daj czas'.


Odpowiedz
Wpisy: 401
(@forsycja)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mnie to porównanie z bieganiem nie do końca przekonuje, bo kiedy biegasz, widzisz po kilku tygodniach, że jesteś mniej zadyszana. Tu skąd mam wiedzieć, że nie 'zadyszuję się' emocjonalnie? Jak to zmierzyć, to jest pytanie, na które chciałabym odpowiedzi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@damianek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 100

@Forsycja właśnie to mnie zastanawia - ty mówisz o mierzeniu, ale czy w bieganiu naprawdę to takie proste? Zadyszka to coś fizycznego, czujesz to w płucach. A emocje są o wiele mniej jednoznaczne. Możesz mi powiedzieć, jak w ogóle wyobrażasz sobie taki pomiar?


Odpowiedz
Wpisy: 401
(@forsycja)
Połączone: 6 miesięcy temu

No właśnie nie wiem i to jest sedno mojego pytania. Może jakiś dziennik jak Halineczka robiła? Ale ona sama przyznała, że nie wie, co z czego wynikało. Kółko się zamyka.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Forsycja ale może to nie jest kółko tylko spirala? Znaczy - wracasz do tego samego pytania, ale za każdym razem z trochę innej pozycji. Sama zmiana perspektywy to już jest coś, co trudno byłoby wyjaśnić spokojniejszym tygodniem z innych powodów.


Odpowiedz
Wpisy: 180
(@jaryla07)
Połączone: 12 miesięcy temu

Spirala, kółko - dla mnie to nadal brzmi jak filozofowanie. Drozdzia zaczęła ten wątek od konkretnego pytania o codzienny stres, a my teraz gdybamy o tym, jak zdefiniować zmianę. Może wróćmy do ziemi - ktoś tu ma jakiś przykład ze zwykłego dnia?


Odpowiedz
Wpisy: 259
Rozpoczynający temat
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Jaryla ma rację, trochę odpłynęliśmy. Mnie najbardziej interesuje właśnie to, jak to wygląda w praktyce, nie w teorii. Joasia mówiła wcześniej, że jej sito jest gęstsze - czy możesz podać jakiś konkretny przykład? Jak reagowałaś kiedyś, a jak teraz?


Odpowiedz
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Dobra, konkretnie. Ostatnio koleżanka napisała mi coś w tonie, który wcześniej wywołałby we mnie natychmiastową złość i kilka godzin przeżuwania. Poczułam tę złość, ale zamiast wejść od razu w tryb reagowania, przez chwilę po prostu siedziałam z tym uczuciem. I odpisałam dopiero po jakimś czasie, spokojniej. Nie wiem, czy to zasługa medytacji, ale takich momentów mam więcej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@antos85)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 93

@Joasia71 to ciekawe, bo to co opisujesz to właściwie ta słynna 'przerwa' między bodźcem a reakcją. Czytałem o tym kilka razy w kontekście stresu, tylko zawsze się zastanawiałem - jak tę przerwę w ogóle zbudować, skoro reakcja jest automatyczna? Skąd wiesz, że to właśnie medytacja, a nie po prostu zmęczenie albo to, że akurat miałaś dobry dzień?


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Antos85 szczerze? Nie wiem na sto procent. Ale zauważam, że to nie zależy od tego, czy mam dobry czy zły dzień - raczej od tego, ile ostatnio medytowałam. Jak mam przerwę kilku dni, to te reakcje wracają szybciej. To jedyne co mam jako dowód, i rozumiem, że to nie jest naukowe.


Odpowiedz
Wpisy: 345
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

To co Joasia opisuje z przerwą między bodźcem a reakcją - ja to rozumiem, ale mam pytanie do całej grupy. Czy ta przerwa pojawia się w każdej sytuacji stresowej, czy raczej tylko w tych, które już jakoś 'rozpoznajesz' jako trudne? Bo mam wrażenie, że przy nagłym, nieoczekiwanym stresie to zupełnie inna historia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bazylka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 197

@Heliosa to bardzo dobre rozróżnienie. Stres przewlekły, ten codzienny, powolny, to chyba zupełnie inny mechanizm niż nagłe zdarzenie. I zastanawiam się, czy medytacja działa na oba, czy raczej na jeden konkretny rodzaj.


Odpowiedz
Wpisy: 247
(@alojzy)
Połączone: 1 rok temu

Mam taką tezę, że medytacja bardziej zmienia bazowy poziom, na którym zaczynasz, niż sposób reagowania na konkretne zdarzenie. Jakbyś zaczynał każdy dzień z większym zapasem spokoju, a nie z umiejętnością gaszenia pożarów. I może właśnie dlatego tak trudno to zmierzyć - bo mierzysz punkt startowy, nie reaction time.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@klimcia_a)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 169

@Alojzy jeśli to bazowy poziom, to jak długo trzeba ćwiczyć, żeby ten poziom w ogóle się zmienił? Bo czytałam różne rzeczy, jedni piszą miesiąc, inni rok, a ja nie mam pojęcia, do czego się odnosić.


Odpowiedz
(@alojzy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 247

@Klimcia_A nie wiem, naprawdę. I myślę, że każdy odpowie inaczej, bo to zależy od zbyt wielu rzeczy. Ale może ważniejsze pytanie jest inne - czy zmieniasz się ty, czy zmienia się twoje życie wokół tego? Bo jedno z drugim idzie.


Odpowiedz
Wpisy: 311
(@niezapominajka)
Połączone: 4 miesiące temu

Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że wszyscy zakładamy, że stres to coś jednorodnego. A przecież stres z pracy, stres z relacji, stres z niedoboru snu - to są zupełnie inne rzeczy. Czy medytacja działa na wszystkie po równo, czy na jedne bardziej, a na inne wcale?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@halineczka_04)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 345

@Niezapominajka to jest coś, co ja sama obserwowałam w tym dzienniku, o którym wcześniej mówiłam. Na stres z pracy - jakieś rzeczy się zmieniły. Na stres z relacji rodzinnych - zdecydowanie mniej. I do tej pory nie wiem, czy to kwestia rodzaju stresu, czy może po prostu tamte sytuacje są dla mnie ważniejsze emocjonalnie i dlatego trudniej.


Odpowiedz
Wpisy: 259
Rozpoczynający temat
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Halineczko, to jest bardzo konkretna obserwacja i chyba najcenniejsza rzecz, jaka tu padła. Czyli medytacja może mieć różną skuteczność w zależności od rodzaju stresu? Czy to znaczy, że jest jakiś rodzaj stresu, który jest szczególnie 'odporny' na tę praktykę?


Odpowiedz
Wpisy: 345
(@halineczka_04)
Połączone: 1 rok temu

Nie wiem, czy odporny to właściwe słowo. Raczej mam wrażenie, że przy sprawach bardzo bliskich emocjonalnie ta przerwa, o której Joasia mówiła, jest dużo krótsza albo w ogóle nie ma czasu zaistnieć. Że tam działa coś głębszego, czego sama medytacja nie sięga - albo sięga, ale wolniej.


Odpowiedz
Wpisy: 401
(@forsycja)
Połączone: 6 miesięcy temu

To co Halineczka mówi jest dla mnie ważne, bo sama mam stres głównie z relacji i właśnie dlatego podchodziłam do medytacji sceptycznie. Jakby ona potwierdzała moje obawy. Joasia, co ty na to? Czy masz doświadczenie z tym rodzajem stresu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Forsycja mam i przyznam, że tam najtrudniej. Relacje uruchamiają coś, co siedzi bardzo głęboko i tego nie przepracujesz samym oddechem na poduszce. Medytacja pomaga mi zauważać szybciej, co się we mnie dzieje, ale nie sprawia, że to przestaje boleć. To ważna różnica, której długo nie rozumiałam.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: