Ostatnio wróciłem do regularnej medytacji po dłuższej przerwie i zaczęło mi się przytrafiać coś, czego wcześniej nie doświadczałem. W pewnym momencie skupienia pojawia się poczucie jakby "wyjścia poza siebie" - nie wiem jak to lepiej opisać. Nie chodzi o wizje ani żaden konkretny obraz, bardziej o poczucie że granica między mną a resztą przestaje być wyraźna. I teraz mam pytanie, które mnie gryzie: czy to jest właśnie to, o czym mówi klasyczny mindfulness, czyli pełna obecność, czy to już jest coś innego? Gdzie leży ta granica między zwykłą uważnością a doświadczeniem mistycznym? Bo odnoszę wrażenie, że większość materiałów o mindfulness to omija albo wręcz traktuje jako zakłócenie.
To ciekawe pytanie, ale zanim odpowiem wprost - chcę się upewnić, że dobrze rozumiem to, co opisujesz. Piszesz o poczuciu zatarcia granicy. Czy to pojawia się na początku medytacji, w środku, czy raczej przy wychodzeniu z niej? I czy to jest przyjemne, neutralne, czy może trochę dezorientujące? Pytam, bo to ma znaczenie przy próbie "zaklasyfikowania" tego doświadczenia.
Moim zdaniem mindfullnes to tylko brama, nie cel. Jak sie naucycie wyciszać umysł przez te techniki uważności, to naturalnie zaczyna sie otwierać co innego. To nie jest błąd w praktyce - to jest kolejny etap. Tradycje hermetyczne zawsze wiedziały, że cicha świadomość to warunek wstępny do głębszej pracy. Problem jest wtedy kiedy ktoś uczy mindfulness bez żadnego kontekstu duchowego i ludzie nie wiedzą co robić z tym co sie pojawia.
Afirmacje plus głęboka medytacja - to jest już konkretna kombinacja energetyczna. Każda z tych form ma inny nośnik: pismo angażuje rękę i wzrok, głos - ciało i przestrzeń, SMS to jakby oderwanie intencji od ciała, wysłanie jej na zewnątrz. Ciekawe jest to, że wymieniasz wszystkie trzy. Którą z nich czujesz jako najbardziej "aktywną", jeśli tak mogę powiedzieć?
Chwilę poczekajcie - SMS do siebie jako forma pracy z afirmacją? Nigdy o tym nie słyszałam. Jak to w ogóle działa, że ktoś wysyła do siebie wiadomość i to ma mieć jakieś znaczenie? Nie kwestionuję, po prostu naprawdę nie rozumiem mechanizmu.
Jestem tu raczej po to, żeby się uczyć, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem wątek. Chodzi o to, że mindfulness robiony "za dobrze" może sam z siebie wywołać stany które normalnie kojarzą się z praktyką mistyczną? I że to może być bez przygotowania niebezpieczne albo przynajmniej dezorientujące? Bo jeśli tak, to właściwie co wtedy robić, żeby się nie pogubić?
to ważne pytanie, bo ja przez długi czas mieszałam metody i efekty były nieczytelne. Dopiero gdy zaczęłam robić jedną formę przez minimum dwa tygodnie i notować, zaczęłam widzieć różnice. Ale mam do ciebie pytanie - czy afirmacje robisz bezpośrednio po medytacji, zanim umysł "wróci" do codzienności? Bo to może mieć znaczenie dla całego wątku, który tu otwieramy.
Czytam i myślę o tym moim jednorazowym doświadczeniu, o którym wspominałam wcześniej. Teraz po tym wszystkim co piszecie zastanawiam się - czy jak coś takiego przydarzy się raz i nie wraca, to znaczy że okno się zamknęło? Czy raczej że po prostu jeszcze nie mam warunków do tego żeby się otworzyło znowu?
Słucham tego wszystkiego i mam wrażenie że rozmawiacie o czymś, co dla mnie jest bardzo abstrakcyjne. Ale jedno pytanie mnie nurtuje od dłuższego czasu w tym wątku: te afirmacje w SMS-ach, o których mówiliśmy wcześniej - czy ktokolwiek próbował ich właśnie w tym momencie "okna" po głębokiej sesji? Bo może tu jest odpowiedź na to co jest skuteczniejsze.
Miałam. I nie będę udawać że to było proste. Przez jakiś czas stany, o których tu mówimy, przychodziły zbyt często i zbyt intensywnie, żebym mogła to po prostu wpleść w normalny dzień. Punkt zwrotny był kiedy przestałam pytać "co to jest" a zaczęłam pytać "czego to ode mnie chce". To nie jest pytanie mindfulness - to jest pytanie dialogu z czymś. I od tego zaczęła się moja ścieżka w poważniejszym sensie.
