Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy ktoś z was próbował medytować mając naprawdę skaczące myśli, takie, że nie można usiedzieć w jednym miejscu psychicznie nawet przez chwilę. Pytam, bo mam koleżankę z ADHD i ona mówi, że każda technika, którą próbowała, kończy się albo zaśnięciem albo frustracją, że nie potrafi. A ja sama zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle tradycyjna medytacja cisząca umysł ma sens dla kogoś z tak fragmentaryczną uwagą. Czy ktoś ma jakieś doświadczenia?
To bardzo częsty problem i myślę, że wynika z błędnego założenia na samym starcie. Ludzie myślą, że medytacja to wyciszenie myśli, a to nie o to chodzi, zwłaszcza na początku. Ale mam pytanie do ciebie, Rumianek, bo to ważne: czy twoja koleżanka próbowała kiedyś medytacji z ruchem? Chodzi mi o takie praktyki, gdzie ciało pracuje, a umysł ma coś konkretnego do śledzenia, np. chodzenie w uważności krok po kroku.
Hej, ja może powiem coś z zupełnie innej strony bo jestem tu raczej od snów i tego co między snem a jawą, ale zauważyłam u siebie że jak mam zaraz zasnąć i umysł skacze, to jedyne co mi pomaga to skupienie na oddechu ALE bardzo fizyczne, czyli naprawdę czucie jak brzuch się unosi i opada. Nie wyobrażanie sobie, tylko dosłowne dotykanie. Nie wiem czy to się kwalifikuje jako medytacja, ale działa.
Chciałbym tu wejść z innej strony. Mówicie o technikach, ale wcześniej pada tutaj pewne założenie, że ADHD to przeszkoda. A w tradycjach magicznych i kontemplacyjnych uwaga fragmentaryczna nie była zawsze postrzegana jako deficyt. Szamani, wizjonerzy, niektóre osoby o bardzo nielinearnym umyśle mieli naturalny dostęp do stanów, których inni musieli szukać latami. Pytanie brzmi: czy nie lepiej by było iść za naturą tego umysłu zamiast walczyć z nim?
Słucham tej rozmowy i myślę, że brakuje tu jednego ważnego elementu: intencji. Można mieć najlepszą technikę, kamień, świecę i afirmację, ale jeśli gdzieś w środku siedzi przekonanie, że to nie dla mnie, albo co gorsza, że inni radzą sobie lepiej i ja nigdy nie osiągnę tego co oni, to ta energia blokuje przepływ. Właśnie w kontekście ADHD i medytacji ta zazdrość wobec osób, które siedzą w cichej medytacji przez godzinę, bywa destruktywna.
Ale przepraszam, bo może jestem niecierpliwa, ale chciałabym żebyśmy doszły do czegoś konkretnego: jakie afirmacje pomagają kiedy czujesz zazdrość wobec kogoś kto medytuje lepiej, osiąga więcej, jest spokojniejszy? Bo to jest chyba serce tej rozmowy, przynajmniej dla mnie. Sama to czuję i nie wiem co z tym zrobić poza tym że siedzę i denerwuję się.
Hej, chyba trochę nie nadążam, bo jestem tu raczej od wróżb i run. Ale mam pytanie: czy te afirmacje, o których mówicie, mają działać podczas medytacji, czyli siedzisz i je powtarzasz, czy chodzi o coś co robisz poza medytacją żeby do niej wejść spokojniej?
Tak, mam kilka, ale zanim powiem, chcę zapytać czy mówimy o zazdrości, która pojawia się chwilowo podczas medytacji, kiedy np. myślisz o kimś kto medytuje od lat, czy o czymś co nosisz w sobie na co dzień i co wchodzi do medytacji razem z tobą? Bo to zmienia pracę z czakrami.
To jest bardzo ważna informacja i nie wszyscy to rozumieją. Medytacja nie usuwa blokady, ona ją uwydatnia, i to jest w pewnym sensie dobra wiadomość, bo oznacza, że coś pracuje. Przy splocie słonecznym i zazdrości stosuję wizualizację złotego światła, ale dopiero po tym jak pozwolę uczuciu być, nie próbuję go przykryć afirmacją. Dopiero gdy trochę odpuści, wchodzi afirmacja.
Tu chcę coś dodać do tej rozmowy o zakotwiczeniu, bo wspomniałam o tym wcześniej. Przy zazdrości i rozproszeniu uwagi mam wrażenie, że najskuteczniejszy jest zapach właśnie dlatego, że dociera bez udziału myśli. Można zapachu nie zignorować, a to daje ułamek sekundy powrotu zanim znowu umysł ucieknie. Ktoś próbował afirmacji przy konkretnym olejku, czyli takim samym za każdym razem?
Mam wrażenie że ta rozmowa cały czas krąży wokół pytania które nikt nie zadał wprost: czy w ogóle medytacja jest dla kogoś z ADHD, czy może ta osoba powinna szukać czegoś innego? Bo może problem nie jest w doborze afirmacji tylko w tym że medytacja statyczna po prostu nie jest odpowiednia.
Ale ile to ma trwać zanim przyniesie jakiś efekt? Bo widzę że wszyscy mówią o tygodniach i regularności, a co jeśli ktoś nie może sobie pozwolić na tyle czasu, bo ta zazdrość na przykład działa destrukcyjnie tu i teraz?
Zastanawiam się czy dla kogoś z naprawdę fragmentaryczną uwagą nie lepszy byłby jeden obiekt fizyczny zamiast rysowania czegoś na sobie. Kamień, świeczka, cokolwiek co można trzymać. Bo runa narysowana na nadgarstku znika z pola widzenia i przestaje działać jako kotwica. A kamień w dłoni jest ciągłym przypomnieniem.
Czytam to i myślę że może właśnie tego mi brakowało, bo kiedy próbowałam medytować to robiłam to dosłownie z zamkniętymi oczami w ciszy i nic więcej. Czy ta kombinacja zapach plus dotyk działa też przy zwykłej siedzącej medytacji, czy głównie przy medytacji w ruchu?
To moja własna formuła, wypracowana przez lata pracy z podobnymi stanami. Nie pochodzi z żadnego konkretnego systemu. Możesz przekazać, ale zaznacz że to nie jest żadna certyfikowana afirmacja, tylko coś co mi i kilku innym osobom pomogło.
Zatrzymam się tu bo mam wątpliwość. Afirmacja "jej droga pokazuje mi moją gotowość" zakłada że obserwująca jest gotowa, tylko jeszcze o tym nie wie. Ale co jeśli źródłem tego bólu jest właśnie poczucie że nie jest gotowa i nigdy nie będzie? Wtedy takie zdanie może działać odwrotnie, jako zaprzeczenie prawdziwego stanu i budować opór zamiast go rozpuszczać. Czy ktoś miał taką reakcję przy podobnych afirmacjach?
To rozróżnienie między czynnością a stanem jest dla mnie ważne. Sama pracuję z afirmacjami od lat i właśnie to zauważyłam na własnej skórze. Zdania zaczynające się od "pozwalam", "wybieram", "otwieram" działają inaczej niż zdania zaczynające się od "jestem" albo "mam". Szczególnie kiedy emocja jest silna i ciało jej jeszcze nie wierzy.
Wracając do kwestii ADHD bo mam wrażenie że trochę odeszliśmy. Czy któraś z tych metod, kamień, zapach, czynność zamiast stanu, była testowana przez kogoś kto naprawdę ma zdiagnozowane ADHD? Bo to nie jest tylko rozproszenie uwagi, to jest inaczej zorganizowany układ nerwowy i nie wszystko co działa przy zwykłym rozproszeniu zadziała tak samo.
Przy runach jest podobna zasada. Kiedy trzymam runę w dłoni i powoli tocze ją między palcami, uwaga znacznie dłużej zostaje przy obiekcie medytacji. To nie jest przypadkowe, to angażuje inny tor percepcji niż wzrok. Czy ktoś próbował tego z kamieniem przy pracy z czakrą serca?
Przepraszam że się wtrącę, ale nie do końca rozumiem to rozróżnienie. Jak kamień może otwierać czakrę albo wyciszać, to jest coś co czuć fizycznie czy to jest bardziej intencja która się w niego wkłada?
Przy ADHD powtarzanie mantry może działać lepiej niż jednorazowe zdanie, bo rytm powtórzeń sam w sobie staje się kotwicą. Ale jeśli zdanie jest zbyt długie, rozproszy się przy trzecim słowie. Dlatego formuła powinna być krótka, najlepiej trzy do pięciu słów. "Widzę siebie. Jestem ciekawa. Pozwalam." Przerwy między zdaniami są ważne.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które nie daje mi spokoju. Skąd wiemy że zazdrość siedzi w czakrze serca a nie gdzieś indziej? Pytam szczerze bo słyszałam też że może być w splocie słonecznym.
Tak, dość mocno. Jeśli to tęsknota ukryta pod zazdrością, afirmacja nie powinna adresować konkurencji w ogóle. Zamiast "jej droga nie jest moją drogą" lepiej coś w stylu "mój spokój jest dostępny". Nie porównuje, tylko wskazuje że to czego pragnie jest realne dla niej, nie tylko dla tamtej osoby.
Przepraszam że może głupie pytanie, ale czy te afirmacje trzeba mówić głośno czy można w myślach? Bo mam wrażenie że głośno brzmi śmiesznie i sama zaczyna się wtedy krępować zamiast wyciszać.
A można zapytać ile czasu to wszystko ma w ogóle trwać żeby cokolwiek poczuć? Bo słyszę o kamieniach, afirmacjach, rękach na brzuchu, kołysaniu, trzech warstwach intencji i zaczynam się gubić kiedy to wszystko miałoby się zadziać.
To brzmi bardzo subtelnie i trochę się zastanawiam czy koleżanka w ogóle będzie to obserwować skoro ma ADHD i w ogóle nie jest przyzwyczajona do śledzenia własnych stanów. Może potrzebowałaby jakiegoś zewnętrznego punktu odniesienia, czegoś co można zapisać albo zmierzyć chociaż trochę?
To jest dobry pomysł przy tej konkretnej pracy z czakrą serca, bo jednym z sygnałów że coś się rusza jest zmiana w jakości odczuć fizycznych w klatce piersiowej. Nie musi to być od razu ciepło czy otwieranie się, czasem to jest po prostu "mniej twardo". Jedno słowo to wystarczy żeby to zarejestrować.
