Michasia99, czyli właściwie afirmacje nie były dla ciebie wejściem w medytację, tylko czymś, co dodałaś do już istniejącej praktyki? Bo ja zaczęłam od afirmacji i myślałam, że to jest ta medytacja właśnie.
A może właśnie dlatego babcia najpierw musiała odmówić 'Ojcze nasz', żeby w ogóle wejść w ten stan słuchania? Że forma jest potrzebna na początku, ale nie jest celem? Jak taki próg do pokoju.
Jarek83, mnie to akurat nie dotyczy bezpośrednio, ale to co Jemiolka opisuje, brzmi jak coś, co znam z innej dziedziny. Ta sama panika, kiedy coś działa i nagle przestaje, że coś zabrali, a nie że się zmieniłaś. Może afirmacje przestają działać właśnie wtedy, kiedy przestajesz ich potrzebować?
Tarotowa dobrze to ujęła, ale chcę dodać jeden element, bo on wydaje mi się ważny dla tego wątku. Kontakt z czymś, co nazwiemy Bogiem albo świadomością, nie jest nagrodą za dobre praktykowanie. Czasem właśnie pojawia się wcześniej, zanim ktoś w ogóle 'umie' medytować. Michasia99, czy Twoje pierwsze doświadczenie tego rodzaju było w trakcie medytacji, czy może zdarzyło się poza nią?
Michasia99, to znaczy, że można to mieć bez całej tej praktyki? Bez siedzenia, bez afirmacji, po prostu tak?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i jedno zdanie Michasia99 mnie nie opuszcza, że to było 'jak pewność, zanim zdążyłam przemyśleć'. Czy ktoś mógłby opisać, jak to odróżnić od zwykłej impulsywności? Bo ja mam tendencję do pochopnych decyzji i trochę się boję, że to co bym poczuła w medytacji, to mogłoby być właśnie to, a nie żaden kontakt.
Michasia99, dobrze, że odpowiedziałaś, bo mam następne pytanie. Czy ta pewność była jednorazowa, czy powtórzyła się? Bo zastanawiam się, czy to nie jest tak, że jak coś jest wyjątkowe i niepowtarzalne, to człowiek zaczyna to mitologizować po czasie.
Romcia86, ale to samo można powiedzieć o każdym ważnym doświadczeniu. Że pamięć je upiększa. Tylko że tutaj chyba nie chodzi o to, czy było tak silne jak zapamiętane, tylko o to, co po nim zostało. Czy coś się zmieniło?
A to co się zmieniło, to się utrzymało, czy też bywają okresy, że zupełnie odpływa? Bo ja mam z innymi rzeczami tak, że coś czuję, potem znika i potem myślę, że chyba się myliłam.
Moja babcia mówiła, że wiara to nie jest stan, tylko decyzja. I że jak się czeka, aż przyjdzie uczucie, to można czekać długo. Nie wiem, czy to pasuje do kontaktu z tą świadomością, o której tu mówicie, ale jakoś mi to połączyło.
Cohen, ale my nie jesteśmy założycielami religii. 🙂 Jak zwykła osoba ma rozróżnić, że to naprawdę coś zewnętrznego, a nie jej własna głowa? Bo mnie to naprawdę blokuje, jak siadam do medytacji. Myślę sobie, że pewnie to wymyślam.
Ale to jest właśnie to założenie, które warto rozkręcić. Dlaczego to, co pochodzi z ciebie, ma być mniej prawdziwe? Skąd w ogóle wiadomo, że twoja głowa i ta zewnętrzna świadomość, to dwie różne rzeczy?
O, to jest mocne. To znaczy, że możemy w ogóle nie mieć szans na rozróżnienie? Że zawsze będziemy w tej samej pętli wątpliwości?
Ja to czułam dokładnie tak jak mówi Jemiolka. Nie umiałam powiedzieć, gdzie kończę ja, a zaczyna coś innego. I w pewnym momencie przestało mi to być potrzebne. Nie dlatego, że to rozwiązałam, tylko dlatego, że doświadczenie było na tyle spokojne, że samo pytanie straciło ostrość.
Michasia99, a afirmacje, do których wrócisz po tej przestrzeni, to brzmiały inaczej? Bo zaczęłam od pytania o afirmacje i gdzieś po drodze zgubił się mój wątek, ale to chyba też wiąże się z tym, co mówisz.
To znaczy, że afirmacje same z siebie nie wystarczą, tylko muszą opierać się na czymś, co już w środku jest? Bo to brzmi jak zamknięte koło dla kogoś, kto jeszcze nic nie czuje.
Jarek83, ta spirala to ładny obraz, ale mam pytanie - jak rozpoznać, że jesteś w tej spirali, a nie po prostu w kółko powtarzasz to samo bez żadnego ruchu do przodu? Bo z zewnątrz wyglądają identycznie.
Wracam do tego, co mówiła Michasia99 o afirmacjach jako przypomnieniu. Bo to mnie nie daje spokoju. Jak to praktycznie wygląda? Że po prostu siedzisz w tej ciszy i potem powtarzasz afirmację i ona brzmi inaczej, czy to jest jakiś dłuższy proces?
A ja mam zupełnie odwrotnie. U mnie afirmacje po jakimś czasie brzmią pusto, jakbym czytała przepis z kartki. Czy to znaczy, że ta spirala, o której mówi Jarek83, u mnie nie rusza?
To co opisujesz to całkiem klasyczny schemat. Słowa mają ładunek dopóki są nowe dla systemu nerwowego, dopóki coś w tobie na nie reaguje. Jak reakcja zanika, to nie znaczy, że afirmacja przestała być prawdziwa, tylko że potrzebujesz dostać się głębiej zanim zaczniesz powtarzać.
Moja babcia robiła coś podobnego, tylko że przed modlitwą siedziała przez chwilę bez nic. Mówiła, że najpierw trzeba opróżnić czarę, żeby było gdzie lać. Nie wiedziała, że to jest jakaś metoda, po prostu tak robiła.
To jest trochę niesprawiedliwe, nie? Że jak myślisz za dużo o tym jak to robić, to nie działa. A jak robisz naturalnie i bez zastanowienia, to działa. Jak ktoś ma się tego nauczyć świadomie, skoro świadomość przeszkadza?
Właśnie tak to u mnie wyglądało z całym tym kontaktem ze świadomością, o którym pisałam na początku wątku. Na początku bardzo pilnowałam każdego oddechu, każdej myśli, czy już, czy zaraz. A potem w pewnym momencie przestałam i wtedy to przyszło. Zupełnie nieplanowane.
Czyli jakby warunkiem jest odpuszczenie oczekiwania? Ale jak odpuścić, jak się tego chce? To brzmi jak kolejna pętla.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie do Michasia99 - jak to jest, że to przyszło 'bokiem', jak mówi Jemiolka? Czy miałaś jakieś sygnały wcześniej, że zbliżasz się do czegoś, czy naprawdę zero ostrzeżenia?
Nagietka pytasz czy były sygnały. Szczerze? Były, ale ich nie rozpoznałam jako sygnałów. Bardziej takie... zmęczenie własnym wysiłkiem. Jakby coś we mnie powiedziało 'mam już dość pilnowania'. I dokładnie w tym momencie, kiedy przestałam sprawdzać czy coś się dzieje, coś się stało. Nie wiem czy to był warunek, czy zbieg okoliczności.
Czyli to zmęczenie było właśnie tym przełomem? Bo to ciekawe, że nie przyszło przez skupienie, tylko przez odpuszczenie skupienia.
