Weszłam do tego wątku i teraz nie wiem czy bardziej chcę zacząć prowadzić notatki czy bardziej się boję że je źle poprowadzę i zmarnuję coś ważnego. Macie jakiś patent na start bez zbytniej filozofii?
Dobra, to ja mam na koniec głupie pytanie - czy ktoś tu kiedyś celowo nie zapisał czegoś? Znaczy podjął świadomą decyzję że to zostaje tylko w głowie i nie chce żeby było nigdzie indziej?
Tak, celowo nie zapisałam. Raz. I żałuję do dziś, bo za tydzień nie pamiętałam ani słowa. Myślałam że to zostanie, bo było intensywne. Nie zostało.
To co Guslarz pyta, to jest chyba jeden z ciekawszych wątków tej dyskusji. Bo celowe nierecordowanie to nie to samo co zapomnienie. To akt. I jeśli to akt, to co on robi? Co się dzieje z tym zaklęciem jeśli jest tylko w głowie jednej osoby?
Czekajcie, ale czy zaklęcie to coś co trwa, czy coś co zadziałało w momencie? Bo jak myślę o tym co robię przy nowiu, to nie wyobrażam sobie tego jako czegoś co 'wisi' gdzieś przez miesiące. Raczej że coś uruchomiłem i tyle.
Według mnie jak coś zrobiłaś z pełną intencją, to nie trzeba podtrzymywać. Samo się toczy. Zapisywanie i wracanie do tego to wręcz może świadczyć o braku zaufania do tego co się zrobiło.
To jest akurat bardzo konkretna rzecz. Przy sygillach metoda Spare'a opiera się na tym żeby obraz trafił do podświadomości, a ego o nim zapomniało. Dlatego część osób niszczy sygilę po naładowaniu. Ale to specyficzny system - nie ma sensu przekładać tej logiki na całą magię.
To zależy co rozumiesz przez rozwój. Jeśli chcesz budować wiedzę techniczną - tak, potrzebujesz śladów. Ale jeśli traktujesz to jako coś co ma działać a nie co masz analizować, to może brak dokumentacji jest wręcz zamierzony.
Słucham tego i mam wrażenie że każda z tych odpowiedzi jest poprawna w innym systemie. Skąd w ogóle wiadomo w jakim systemie się pracuje, szczególnie jak się zaczyna i bierze trochę z różnych miejsc?
Ja przez jakiś czas robiłam to na zasadzie: robię, zapisuję, wracam po kilku tygodniach. I wtedy nie chodziło mi o to żeby cokolwiek podtrzymywać - po prostu chciałam zobaczyć czy coś się zmieniło od momentu kiedy to pisałam. Taki dziennik zmian bardziej niż dziennik magiczny.
To jest chyba najbardziej concretna rzecz jaką ktoś powiedział w tym wątku - że pisanie zmienia jak rozumiesz własną intencję. W afirmacjach jest podobnie, jak mówisz coś na głos albo piszesz, to słyszysz czy brzmi prawdziwie czy nie. Ale tam nie ma tej kwestii z niszczeniem czy nie.
Wracając do pytania Guslarza o celowe niezapisanie - myślę że jest między tym a zniszczeniem zapisu po fakcie spora różnica. Nierecordowanie od początku to jedno. Ale napisanie, zadziałanie i potem spalenie czy zniszczenie - to jest inny gest. Jeden jest o wyborze medium, drugi jest sam w sobie aktem.
dobra, to teraz jestem ciekaw - czy ktoś tu praktykuje to niszczenie świadomie jako część rytuału, nie dlatego że tak wyczytał że trzeba, tylko że to jego własna metoda? Bo jakoś zawsze mam wrażenie że ludzie robią to bo przeczytali że tak się robi, nie że do tego doszli sami.
No bo serio - chcę wiedzieć czy ktoś tu sam doszedł do tego że niszczy, czy tylko skopiował metodę z jakiegoś poradnika. Bo to robi różnicę.
Ja doszłam do tego sama, ale po czasie. Zaczęłam od zapisywania wszystkiego, potem zobaczyłam że te zapiski nic mi nie dają - czytałam je i miałam poczucie że to już nie moje, jakby cudze myśli. I wtedy zaczęłam niszczyć. Nie dlatego że Spare tak pisał, tylko że to po prostu czuło się bardziej skończone.
To jest bardzo podobne do tego co czytałam o koncepcji 'lust for result' u Spare'a - że przywiązanie do efektu blokuje działanie. Zniszczenie zapisu może być właśnie fizycznym gestem puszczenia. Ale ciekawi mnie czy to działa tak samo kiedy niszczysz coś co sam napisałeś odręcznie, a inaczej kiedy np. robisz to na komputerze i po prostu kasujesz plik.
Ja kasowałam pliki i nie czułam tego samego co przy paleniu kartki. Nie wiem czy to kwestia rytuału fizycznego czy po prostu przyzwyczajenia że plik można odzyskać. Jakoś mózg wie że to nie jest ostateczne.
A ja mam pytanie trochę z boku - co z tymi którzy w ogóle nie robią żadnego fizycznego gestu zamknięcia? Ani nie niszczą ani nie zapisują, po prostu... robią i idą dalej. Czy to jest jeszcze inna szkoła myślenia, czy po prostu brak systemu?
Brak systemu i system oparty na braku fizycznych gestów to zupełnie różne rzeczy. Znam osoby które pracują wyłącznie mentalnie i robią to bardzo świadomie - bez żadnych nośników, bez rytuałów z rekwizytami. To jest spójna filozofia, nie niedbalstwo.
Tylko skąd wiadomo do której grupy się należy? Bo jeśli ktoś nic nie zapisuje i nic nie niszczy, to może myśleć że pracuje mentalnie, a tak naprawdę po prostu nie ma nawyku. Jak to odróżnić od środka?
To znaczy że można się okłamywać że ma się metodę kiedy się jej nie ma? Brzmi znajomo, ale nie w kontekście magii 🙂
Przy kamieniach i amuletach jest podobnie - dużo osób mówi że 'pracuje z energią' obiektu, a tak naprawdę po prostu nie robi nic konkretnego i liczy że kamień sam załatwi sprawę. Nośnik fizyczny przynajmniej wymusza jakieś działanie.
I właśnie to jest chyba sedno pytania z tytułu wątku, do którego jakoś cały czas wracamy z różnych stron. Notatnik kontra pamięć - to nie jest tylko kwestia gdzie przechowujesz informację. To pytanie o to przez ile kanałów pracujesz i czy jeden wystarczy.
I chyba nie ma jednej odpowiedzi, bo to zależy od tego jak kto w ogóle przetwarza rzeczy. Są osoby dla których zapisanie czegoś odręcznie to jakby zakodowanie w innej warstwie - i to działa. Są takie dla których zapis to natychmiastowe oswojenie i 'uśmiercenie' intencji. Obie reakcje są prawdziwe, tylko u różnych osób.
