czyli to może być coś odziedziczonego nawet jeśli nikt ci nic nie przekazał? to ciekawe bo ja zawsze myślałam że przekaz musi być świadomy, że ktoś musi ci powiedzieć albo pokazać
a czy to znaczy że te nieswiadome wzrce są tak samo 'prawdziwe' jak te które ktoś ci przekazał bezpośrednio? bo mam wrażenie że gdybym znalazła u siebie coś takiego to bym się bała że to sobie wymyśliłam a nie że to naprawdę stamtąd pochodzi
To pytanie o autentyczność mnie trochę zatrzymuje. Co by miało znaczyć że coś jest prawdziwsze? Jeśli dane zachowanie czy reakcja spełnia swoją funkcję - organizuje twoje życie, nadaje sens, chroni - to skąd pochodzi ma znaczenie historyczne ale nie koniecznie praktyczne. Chyba że ktoś potrzebuje tej historycznej ciągłości do tego żeby w ogóle to uznać za swoje.
U mnie to było bardziej drugie - nie podjęłam decyzji że teraz zaczynam działać, po prostu zaczęłam. Zapis stał się rytuałem zanim go tak nazwałam. To jest ta kwestia ucieleśnienia o której mówiłyśmy wcześniej - ciało często wyprzedza świadome postanowienie.
no dobra ale co jeśli ktoś jest bardzo w głowie a nie w ciele? bo ja na przykład kiepsko czuję te sygnały somatyczne o których mówiłyście. mnie bardziej trafia coś co jest powiedziane słowami albo napisane. czy jest jakaś droga do tego przekazu przez słowa a nie przez ciało?
to jest dobry trop. ja mam jeszcze żywą prababcię, 94 lata, i nigdy jakoś nie myślałam żeby ją o takie rzeczy pytać. myślałam że będzie zdziwiona albo że to ją zrazi. a może po prostu nie wiem jak zacząć taki temat
to jest naprawdę dobra wskazówka. mnie żałuje że nie rozmawiałam tak ze swoją babcią kiedy jeszcze żyła. przez te pytania pośrednie - o przepisy, o to co się robiło na Wielkanoc, na Wszystkich Świętych - wyszłoby pewnie dużo więcej niż przez wprost. a teraz już nie ma kogo pytać.
