Mniej więcej tak to rozumiem, choć zastrzegę że to uproszczenie. W PGM były zaklęcia gdzie robiono i jedno i drugie jednocześnie - namaszczano ciało i palono substancję. Pytanie jest takie: czy mówimy o wpływaniu na siebie żeby lepiej funkcjonować w sytuacji, czy o wpływaniu na samą sytuację. Bo to są naprawdę dwa różne cele i warto je rozdzielić zanim się w ogóle wybierze substancję.
No i właśnie mój problem wraca - ja chyba chcę obu rzeczy. Żebym ja była spokojniejsza i żeby wynik był korzystny. Czy to jest za dużo na raz? Znaczy czy to się wzajemnie wzmacnia czy przeszkadza?
Ale czy to nie jest argument za tym, że zapach działa tylko na nas, a nie na sytuację? Bo jeśli zmiana sytuacji idzie przez zmianę nas samych, to może nie ma żadnego zewnętrznego działania w ogóle. Zastanawiam się czy ktoś tu wierzy, że zapach może zmienić coś niezależnie od tego jak działamy.
Czytałam że w ceremonialnej magii zachodniej zapachy przypisane do planet miały działać jako coś w rodzaju sygnału dla odpowiedniej zasady - nie przez operatora, ale bezpośrednio. Czyli theoretically tak, jest założenie że substancja działa niezależnie. Tylko że nigdy nie spotkałam kogoś kto by to sprawdził w odizolowanych warunkach i mogła powiedzieć że to nie był efekt placebo.
