Ostatnio przy pracy z pewnym rytuałem ochronnym coś mi się przewróciło w głowie. Robiłam go tak jak zawsze, ale tym razem trzymałam w dłoniach obiekt, do którego mam silne emocjonalne przywiązanie - coś, co dostałam od bliskiej osoby. I miałam wrażenie, jakby coś zupełnie inaczej przepływało. Nie wiem jak to opisać dokładniej, ale poczułam fizycznie więcej. I zaczęłam się zastanawiać, czy ten element dotyku, tego fizycznego kontaktu z czymś naładowanym emocjonalnie, ma jakieś znaczenie w magii poza zwykłym skupieniem. Czy ktoś w ogóle świadomie pracuje z przytulaniem, trzymaniem, przyciąganiem do siebie obiektów albo nawet osób w kontekście rytuałów? Nie mówię o miłosnej magii, bardziej o tej warstwie energetycznej, gdzie emocja fizyczna coś robi z intencją.
Ciekawy temat, bo ja też to czułem, choć nigdy tak nie nazwałem. Mam taki stary notes, w którym zapisuję sny i rytuały, i zawsze jak go trzymam podczas pracy, to coś jest inaczej niż bez niego. Myślałem, że to po prostu skojarzenie mentalne, kondycjonowanie, ale może to coś więcej. Pytanie mam do ciebie - ten obiekt, który trzymałaś, był wcześniej jakoś przygotowany? Oczyszczony, naładowany? Czy to był zwykły przedmiot bez żadnej wcześniejszej pracy, a mimo to poczułaś różnicę?
Przedmioty mają pamięć, to nie jest żadna nowość w tradycjach magicznych. Ale żeby nie rzucać sloganami - chodzi o to, że obiekt nasycony emocjonalnymi skojarzeniami, wielokrotnym kontaktem, silnymi przeżyciami, staje się nośnikiem. W ceremonialnej magii mówi się o tym w kontekście pantakli i talizmanu, ale w folklorze masz dokładnie to samo zjawisko - ulubiona chustka babki jako ochrona, pierścień przekazywany w rodzinie. Natomiast samo przytulanie - to znaczy gest fizyczny - ma osobną dynamikę. Są badania z zakresu psychofizjologii, które pokazują, że silny ucisk ciała (coś jak technika DAS w EMDR albo praca somatyczna) zmienia stan układu nerwowego. Jeżeli przyjmiemy, że rytuał wymaga określonego stanu wewnętrznego, to gesty cielesne mogą ten stan wywołać szybciej niż sama wizualizacja.
To co opisuje Krokusik_53 o stanie układu nerwowego - mam dokładnie takie samo doświadczenie, tylko opisuję to inaczej. Przy pracy z czakrami bardzo dużo zależy od tego, czy ciało jest otwarte czy zamknięte. Kiedy się zwijasz, krzyżujesz ręce, spinasz - energia ma utrudniony przepływ. Kiedy przytulasz coś do siebie, szczególnie do obszaru serca czy splotu słonecznego, to ciało wchodzi w inny tryb. Nie mówię, że samo przytulanie to zaklęcie. Ale mam takie poczucie, że gesty cielesne są jak mosty między intencją a fizycznym manifestowaniem. Jakbyś budowała kanał. Czy ktoś pracował świadomie z pozycją ciała podczas rytuałów? Nie tylko z ruchami rąk, ale z całą postawą?
Wchodzę w ten wątek, bo to co opisujecie jest mi bliskie z perspektywy rytuałów, ale mam pytanie, które mnie dręczy przy czytaniu. Skąd rozróżnić, czy poczucie wzmocnienia przy fizycznym kontakcie z przedmiotem pochodzi z rzeczywistej zmiany energetycznej, a nie po prostu z tego, że Twój mózg dostaje sygnał 'teraz jesteś skupiony, teraz to jest poważne'? Czyli czy nie jest to przypadkiem efekt placebo nakręcany przez gest? Pytam serio, bo sam doświadczyłem czegoś podobnego, ale nie jestem pewien jak to interpretować.
Bezpośrednio nie ma runy, która by symbolizowała uścisk czy przytulenie w sensie fizycznym. Ale jeśli patrzysz na Othala - runa domu, dziedzictwa, przynależności - to w bind runach używana do wzmocnienia więzi z czymś, co jest 'twoje'. Gesto bliskości fizycznej mógłby ją aktywować symbolicznie. Najbliżej temu jest może Berkana, która ma w sobie element opiekuńczości, ochrony przez otoczenie, osłaniania. Fizyczny gest owinięcia czymś wokół siebie ma tam jakiś sens. Ale szczerze to ciekawe, czy ktoś świadomie eksperymentował z tym - gest jako wzmocnienie konkretnej runy zamiast tylko jej namalowania czy wyrzeźbienia?
Przepraszam, że wchodzę, bo nie mam dużego doświadczenia z rytuałami, więcej robię afirmacje i medytacje. Ale to co piszecie o geście cielesnym bardzo mi coś przypomina z uważności - jest technika body scan i taka praca z samodotykiem, kiedy kładziesz dłonie na różnych częściach ciała intencjonalnie. W kursach Kabat-Zinna to nie jest magia, ale efekt wyciszenia i zakorzenienia jest bardzo fizycznie odczuwalny. Czy w magii to co opisujecie jest czymś oddzielnym od medytacji, czy granica jest płynna?
Czytam to i myślę o czymś nieco z boku. W tarocie mam wrażenie, że kiedy trzymam karty przez chwilę przed tasowaniem, nie rzucam nimi od razu - coś zmienia się w jakości ciągnienia. Jakby moje dłonie 'powiedziały' kartom co szukam zanim mój umysł to sformułował. Nie wiem czy to jest to samo co opisujecie, ale może to jest właśnie ten element fizyczny - ciało wie coś przed umysłem i gest pozwala tej wiedzy wejść do rytuału? Brzmi trochę naciąganie, ale tak to czuję.
Czytam to z dużą uwagą, bo ostatnio robiłam rytuał oczyszczający i coś poszło nie tak - miałam poczucie, że nic się nie wydarzyło, byłam 'za głową', jakby oderwana. Teraz zastanawiam się, czy właśnie brakowało mi tego elementu fizycznego zakotwiczenia. Czy jest jakaś zasada, kiedy warto ten gest cielesny wprowadzić, a kiedy może przeszkadzać? Bo może są rytuały, gdzie lepiej zachować dystans fizyczny?
W praktyce wygląda to tak, że gesty rodzą się naturalnie jeśli nie blokujesz ciała mentalnym kontrolowaniem. Widziałam to przy pracy z ludźmi - ci, którzy myślą za bardzo o tym, co robią rękami, mają sztywne, nieprzystające gesty. Ci, którzy wchodzą w stan pracy, mają gesty, które logicznie odpowiadają temu, co robią energetycznie. Przytulanie jako świadomy element rytuału ma sens, ale nie polecam narzucać go jako techniki zanim się nie poczuje po co. Inaczej to teatr dla siebie, a nie realna praca.
To co Sydonia opisuje - bycie za szybą - to bardzo konkretny sygnał. Nie wiem czy to pomaga, ale ja w takich momentach robię coś prostego: kładę dłonie płasko na stole albo na podłodze i po prostu czuję temperaturę powierzchni. Nie intencja, nie wizualizacja, tylko temperatura. To wyciąga z głowy do ciała w ciągu kilku sekund. Ale mam pytanie do Malinowej - mówisz, że gesty rodzą się naturalnie jeśli nie blokujesz ciała. A co z ludźmi, którzy mają wyraźną dysocjację somatyczną, niekoniecznie patologiczną, ale taką codzienną? Czy to jest trening, czy to można przeskoczyć?
Słucham tej rozmowy o dysocjacji i nagle uświadamiam sobie, że mam to samo przy kartach, ale na odwrót. Znaczy - są dni, kiedy jestem za bardzo w ciele, za bardzo skupiona na tym jak trzymam karty, czy moje palce są w dobrej pozycji, i to też psuje ciągnienie. Jakby za dużo fizyczności blokowało zamiast pomagać. Czy wy też macie takie wahania?
To 'okno pomiędzy' które Feliks opisuje - w pracy z energią nazywamy to stanem receptywnym. Ani pełna aktywność umysłu, ani wyłączenie. Podobne do stanu przed zaśnięciem, kiedy myśli jeszcze płyną, ale już nie kontrolujesz kierunku. Z perspektywy czakr - to jest moment, kiedy czakra serca i trzecia czakra nie walczą o pierwszeństwo. Ale mam pytanie do Walaa - mówisz, że za dużo fizyczności blokuje. Czy to znaczy, że samo ładowanie kart dotykiem działa u ciebie tylko do pewnego momentu, a potem się odwraca?
Ten wątek o notatkach mnie łapie, bo właśnie przy tym temacie o przytulaniu i emocji fizycznej - sama zaczęłam pisać krótkie notki nie co zrobiłam, ale co czułam w ciele. I widzę, że są powtórzenia, które wcześniej by mi umknęły. Na przykład - zawsze kiedy trzymam coś przy klatce piersiowej i jest to spontaniczne, nieplanowane, potem jest inne. Niż kiedy się zmuszam do tego gestu bo 'tak trzeba'. Jakby spontaniczność gestu sama w sobie była informacją.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie, może trochę podstawowe. Wy mówicie o emocji fizycznej jako o tym co wzmacnia zaklęcie - ale co jest pierwsze? Emocja wywołuje gest, czy gest wywołuje emocję? Bo to chyba zmienia fundamentalnie sens całej tej dyskusji.
Dokładnie to. James-Lange theory of emotion - ciało reaguje najpierw, potem umysł interpretuje reakcję jako emocję. To jest stara debata w psychologii. Ale w kontekście magii cielesnej to otwiera coś konkretnego: możesz wchodzić w stan przez ciało, nie przez głowę. Gest nie musi być wynikiem emocji, może być jej bramą.
Właśnie to pytanie Energetyczki o bezpieczeństwo ścieżki jest dla mnie ważne, bo wątek zaczął się od gestu fizycznego jako wzmocnienia zaklęcia - a teraz jesteśmy przy pytaniu, co uruchamiamy w ciele, kiedy robimy to nieświadomie. Mam wrażenie, że to jest ta sama kwestia, tylko z innej strony. Gest spontaniczny może być silniejszy, ale właśnie dlatego warto wiedzieć, że można go też zatrzymać. Sydonia, ty miałaś poczucie oderwania - czy po tym rytuale było coś, co zostało, jakaś zmiana stanu, nawet subtelna?
Właśnie to mnie zastanawia od początku tego wątku - czy emocja fizyczna wzmacnia zaklęcie niezależnie od swojej 'jakości', czy tylko pewne emocje wzmacniają? Bo kiedy piszę o przytulaniu i spontanicznym geście, to miałam na myśli moment otwarcia, nie koniecznie radości czy spokoju. Czy otwarcie lękowe też się liczy?
Pojęcie 'otwarcia lękowego' jest naprawdę ciekawe i chyba rozbija to na dwie rzeczy. Jest intensywność emocji i jest jej kierunek. Lęk jest intensywny, więc energetycznie jest duży - ale kierunek jest zamykający, obronny. W galdr często mówi się, że głos drżący ze strachu przenosi co innego niż głos drżący z głębokiego skupienia, mimo że drżenie wygląda podobnie z zewnątrz.
Wracam do tej rozmowy po przerwie i siedzę przy słowie 'kierunek'. Przy kartach widzę to inaczej niż wy przy gestach - ale analogia jest podobna. Są ciągnienia gdzie emocja idzie ku obrazowi, i są takie gdzie obraz idzie ku emocji. Te pierwsze czuję jako bardziej 'swoje', te drugie jakby karta coś wyciągała ze mnie. Czy przy przytulaniu przedmiotu też jest ten podział?
Czytam to i mam pytnaie - bo jest tu dużo o gestach i przytualniu i emocji, ale nikt chyba nie mówił o TYM CO jest przytulane. Czy to ma znaczenie? Mam na myśli - przytulanie kamienia to co innego niż przytulanie kawałka szmatki z której robiłeś rytuał, czy nie? Może materiał zmienia to jak emocja 'idzie przez' przedmiot?
Wracam do tego co Glifomistrz pyta o systematyzowanie - i chyba na tym polega właśnie to co próbuję robić empirycznie, bez gotowego systemu. Ale słuchając tej rozmowy zaczynam myśleć, że każda tradycja ma to wbudowane inaczej. Galdr, stadhagaldr który opisuje Marcelinka, praca z naładowanymi przedmiotami - to wszystko są różne odpowiedzi na to samo pytanie: jak ciało zapamiętuje i jak to zapamiętanie służy praktyce. Nie wiem czy jest meta-system, ale może nie potrzeba.
Słucham tej rozmowy o tradycji i mam nieco inne odczucie. Gestykulacja rytualna w tradycjach ma tę przewagę, że jest testowana przez czas i przez wielu praktyków - ale to znaczy też, że jest ustandaryzowana. Każde ciało jest inne i może się okazać, że gest który dla tysięcy ludzi działał, dla konkretnej osoby nigdy nie wchodzi głęboko, bo jest fizycznie nieergonomiczny albo kulturowo obcy. Własny gest organiczny może być lepiej dopasowany.
Dokładnie to mam z jednym moim gestem - jest lekko niekomfortowy, takie napięcie między łopatkami - i podejrzewam że to właśnie ta drobna niewygoda sprawia, że nigdy nie robię go automatycznie. Zostaje uważny. Nie wiem czy to 'działa lepiej' ale wiem że działa inaczej niż te gesty które mam wcielone do mięśni.
A nie ma tu ryzyka że za bardzo skupiasz się na tej fizyczności i tracisz intencję? Pytam serio, bo przy kartach jest podobna pułapka - jak za bardzo myślę o tym jak trzymam, jak mieszam, to gubi mi się sens tego co robię. Rytualizacja może zjadać własny ogon.
Mam pytanie bo nie byłam tu przez kilka dni i trochę nadganiam - czy ktoś mówił o tym co dzieje się kiedy gest znany ci z rytuału pojawiasię przypadkowo w codzienności? Mam na myśli - wchodzisz w skupienie w autobusie bo nieświadomie zrobiłaś ruch który należy do twojej praktyki?
Może gest jest czymś w rodzaju przełącznika dla intencji? Że nie tworzy jej, ale aktywuje albo skupia. Trochę jak ten kąt w pokoju o którym mówiłam wcześniej - nie jest sam w sobie magiczny, ale stał się czymś w rodzaju wejścia.
