Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, o czym rzadko się mówi wprost - czy zapach sam w sobie, bez żadnych innych składników, może działać jako osobne zaklęcie? Nie mówię o kadzidłach towarzyszących rytuałom, tylko o tym, że zapach jest głównym i jedynym nośnikiem intencji. Ostatnio wąchałam olejek z cynamonu przed ważnym spotkaniem, bez żadnych świeczek, bez afirmacji, bez niczego - i miałam poczucie, że coś faktycznie drgnęło. Zbliża się kilka wydarzeń, na które bardzo czekam i zaczęłam się zastanawiać, czy można w ten sposób przyspieszać ich nadejście. Czy ktoś w ogóle eksperymentował z zapachami jako samodzielną praktyką?
Temat rzadko poruszany, a według mnie bardzo niedoceniany. Zapach działa na układ limbiczny dosłownie szybciej niż jakakolwiek świadoma myśl - sygnał węchowy trafia do ciała migdałowatego i hipokampa zanim zdążymy go zinterpretować słowami. Jeśli ktoś pracuje z intencją, to ten kanał jest wyjątkowo bezpośredni. Pytanie tylko jak rozumiesz to 'przyspieszanie' - czy chodzi ci o skrócenie czasu do wydarzenia, czy o zmianę swojego stanu przed nim?
W praktyce hoodoo - a tam zapach ma długą historię - mówiło się o 'dressing', czyli nasączaniu przedmiotów olejkami w określonym celu. Ale są też tradycje, gdzie sam olejek nanoszony na ciało był rytuałem samym w sobie. Zwłaszcza Fast Luck Oil czy Crown of Success - używało się ich po prostu na skórę, bez niczego więcej, i to już był akt magiczny. Nie towarzyszył im żaden rytuał jako 'opakowanie'. Więc tak, to ma historyczne uzasadnienie.
Przeczytałam i mam pytanie może trochę z boku - czy to znaczy, że kupując gotowy olejek w sklepie z ezoteryką, ta 'skodyfikowana intencja' już w nim jest? Czy trzeba ją samej dodać? Bo kupowałam ostatnio olejek z ambry i nie wiedziałam co z nim właściwie robić poza wąchaniem.
Właśnie to jest dla mnie clou tej rozmowy - czy zapach ma własną jakość działania niezależną od intencji, czy jest tylko nośnikiem? Bo jeśli cynamon 'przyciąga prosperitę' to czy robi to zawsze, czy tylko gdy tego chcemy?
Z tego co wiem z różnych tradycji - rośliny i substancje mają swoje własne właściwości, niezależnie od nas. My raczej wchodzimy z nimi w relację niż je programujemy. Ale ta relacja wzmacnia się, gdy jest świadoma. Trochę jak z lekarstwami - działają na ciało niezależnie od wiary, ale nastawienie wpływa na efekt. Nie jestem pewna czy to dobra analogia, ale jakoś tak to odczuwam po latach pracy.
I tu wracamy do sedna - właśnie nie musisz nic mówić. Przynajmniej według mnie. Zapach wchodzi i robi swoje. Oczywiście jeśli masz jakąś intencję to możesz ją utrzymywać w głowie podczas wąchania, ale to nie jest warunek konieczny. Mnie przynajmniej tak to działa.
Ale właśnie - czy to nie jest wtedy po prostu aromaterapia? Bo cynamon rzeczywiście działa pobudzająco na układ nerwowy, to ma podłoże fizjologiczne. Gdzie jest granica między aromaterapią a magią zapachu? Pytam serio, bo sama się z tym zmagam.
Właśnie to mnie zatrzymuje w tej dyskusji. Bo jeśli efekt jest ten sam - bardziej skupiona, spokojniejsza, pewniejsza siebie - to czy w ogóle ma znaczenie, jak to nazwiemy? Może to rozróżnienie jest ważniejsze dla teoretyków niż dla kogoś, kto po prostu chce żeby działało.
I tu dla mnie jest sedno tematu wątku - przyspieszanie. Bo jeśli zapach ma własne działanie niezależnie od intencji, to czy można go użyć żeby przyspieszyć coś, co już jest w drodze? Że niby nie tworzymy od zera, tylko popychamy to, co już idzie?
Właśnie tak to rozumiem. W tradycjach, gdzie pracuje się z zapachami, często mówi się o 'torze' - że rzeczy mają swój naturalny kierunek i zapach może albo go wzmocnić, albo zwolnić, ale nie odwrócić. Frankincense na przykład jest klasycznie używany do oczyszczania drogi, nie do tworzenia nowej.
Czytam to i myślę o tym olejku z ambry, o którym pisałam. Kupiłam go bez żadnego celu, bo mi się podobał. I teraz zastanawiam się - skoro nie miałam żadnej intencji, to na co on działał? Na co go 'skierowałam' bez wiedzy?
Te przypisania nie są monolit - w jednej tradycji ambra to przyciąganie, w innej to oczyszczanie, w jeszcze innej - kontakt z przodkami. Dlatego zawsze pytam skąd ktoś czerpie, bo pracowanie z mieszaniną z pięciu systemów naraz może dawać dziwne efekty. Albo żadne.
Myślę, że to zależy od tego, jak rozumiesz swoją rolę w rytuale. Jeśli czujesz się bardziej jako ten, kto prosi - to pierwsze. Jeśli jako ten, kto działa - to drugie. W praktyce chyba większość ludzi robi i jedno i drugie jednocześnie, nie zdając sobie z tego sprawy.
Mnie to wszystko napędza, ale też lekko przytłacza. Pytałam o cynamon przed jednym spotkaniem, a teraz mam wrażenie, że weszłam w coś znacznie głębszego. Czy można pracować z zapachami 'lekko', bez wchodzenia w całą teorię? Czy to w ogóle ma sens?
Ale czy ta kontrola jest naprawdę możliwa? Mam wrażenie, że im więcej czytam o tych tradycjach, tym bardziej widzę, że każda mówi coś trochę innego i nie bardzo wiadomo, której 'termostatu' użyć.
No właśnie, to mnie bardzo nurtuje po tym co pisałam o ambry. Skoro nie wiedziałam, w jakim systemie pracuję, bo po prostu kupiłam olejek który mi się podobał - to w którym systemie to zadziałało? Albo żadnym?
Czekaj, to jest trochę niepokojące. Znaczy - jeśli zapach działa na podstawie nieświadomych skojarzeń, to każdy perfum który nosimy cały czas też coś 'robi'? Nawet jeśli to zwykłe perfumy z drogerii?
Mam pytanie do Szafranki albo Aeon - te papirusy grecko-egipskie, o których pisałam wcześniej, o papyri graecae magicae - tam zapachy były kierowane do konkretnych bytów. Czy to znaczy, że przypisania z tamtego systemu są 'bezpieczniejsze' w jakimś sensie, bo mają długą historię praktyki? Czy to bez znaczenia jak długo coś jest stosowane?
I tu wracam do tematu wątku, bo to jest dokładnie to, co mnie interesuje - jeśli zapach jest przypisany do konkretnej zasady czy bóstwa, to czy używanie go przed zdarzeniem to zaproszenie tej zasady do pomocy? Czy to działa jak przyspieszacz, bo masz większą 'moc obliczeniową' przy sobie?
'Moc obliczeniowa' to ciekawy sposób powiedzenia, ale mam pytanie - czy w tej optyce zapach przyspiesza zdarzenie, czy raczej zwiększa szansę na korzystny wynik? Bo to są dwie różne rzeczy i myślę, że wiele osób je myli.
Właśnie to mnie dotyczy - mam ważną rozmowę zawodową i pytałam o cynamon. Ale teraz nie wiem czy mam pytać o przyspieszenie rozmowy, o korzystny wynik, czy o to żeby w ogóle doszło do skutku. To są trzy różne rzeczy i cynamon nie może chyba robić wszystkich naraz?
Ciekawa jestem czy ktoś tu faktycznie próbował zapachu przed konkretnym wydarzeniem i czy miał wrażenie, że coś się zmieniło - nie generalnie, ale przy tym jednym konkretnym zdarzeniu. Bo wszyscy rozmawiamy bardzo teoretycznie, a chętnie bym usłyszała czy ktoś to rzeczywiście obserwował u siebie.
Ja mam jedno doświadczenie z tym. Przed trudną rozmową z rodziną - taką, której długo unikałam - użyłam kadzidła, zwykłego drzewa sandałowego, bo miałam pod ręką. Nie wiem czy to przypadek, ale byłam spokojniejsza niż zwykle w takich sytuacjach i rozmowa poszła inaczej niż się bałam. Nie mówię że to sandałowiec to zrobił, ale nie wyklucham.
Ale właśnie - czy to ważne, skąd pochodzi ten spokój? Mam na myśli: jeśli sandałowiec działa przez skojarzenia i przez to inaczej funkcjonuję w rozmowie, to i tak wynik jest inny niż bez niego. Nie wiem czy to magia w sensie ścisłym, ale efekt jest efektem.
a ja mam pytanko trochę z boku - skoro mowimy o zapachach bez innych składników, to czy samo wąchanie wystarczy czy trzeba żeby zapach unosił się w powietrzu dłużej? bo myslę o tym że olejek na skórze to co innego niż kadzidło w pokoju
O, tego nie wiedziałam o thymiama. Czyli jeśli chcę żeby zapach działał na mnie samą - pewność siebie przed rozmową, spokój - to olejek na skórze ma sens. Ale jeśli chcę wpłynąć na sytuację zewnętrzną albo na wynik zdarzenia, to kadzidło byłoby trafniejszym wyborem?
