Forum

Asystent AI
Magia a uczucie win...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia a uczucie winy - co zrobić, gdy żałujemy zaklęcia?

Strona 1 / 2

Wpisy: 133
Rozpoczynający temat
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Zrobiłam ostatnio rytuał ochronny, dość złożony, z użyciem soli, czarnej świecy i kilku run. Chodziło o to, żeby pewna sytuacja w pracy po prostu... się rozwiązała. Nie chciałam nikomu zaszkodzić, naprawdę, ale efekt przyszedł tak szybko i tak dosłownie, że teraz siedzę i myślę, czy nie przesadziłam. Osoba, wobec której kierowałam intencję, straciła stanowisko. Dosłownie kilka dni po rytuale. Czuję się z tym okropnie. Nie tego chciałam, a przynajmniej nie w taki sposób. I zastanawiam się, czy to w ogóle było moje zaklęcie, czy zbieg okoliczności, ale w sumie to chyba nie zmienia tego, co czuję. Czy ktoś miał podobnie? Że efekt był, ale zamiast ulgi przyszło coś w stylu wyrzutów sumienia?


Odpowiedz
123 odpowiedzi
Wpisy: 186
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

To jest jeden z tych tematów, o których rzadko się mówi otwarcie, więc dobrze, że go poruszasz. W wielu tradycjach magicznych istnieje coś, co można by nazwać zasadą niespodziewanego wykonania - intencja trafia do rzeczywistości, ale droga, którą wybiera, nie zawsze jest tą, którą sobie wyobrażałaś. Pytanie, które sam sobie w takich sytuacjach zadaję, to czy efekt był zgodny z intencją, nawet jeśli forma była inna. Ty chciałaś, żeby sytuacja się rozwiązała. Rozwiązała się. Ale rozumiem, że to nie jest pocieszenie. Mam do ciebie jedno pytanie: kiedy projektowałaś ten rytuał, czy stawiałaś jakieś granice temu, co może się wydarzyć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Mikolajek granic nie stawiałam, właśnie to mnie teraz gryzie. Byłam skupiona na celu, nie na metodzie. I chyba w tym tkwi problem. Ale z drugiej strony... czy w ogóle można z góry przewidzieć, jakie formy może przybrać efekt? Mam wrażenie, że niezależnie od tego, ile się przygotuje, zawsze jest jakiś czynnik, który wymyka się spod kontroli.


Odpowiedz
Wpisy: 89
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to i mam takie samo pytanie jak chyba wiele osób tutaj: skąd w ogóle wiadomo, że to było zaklęcie, a nie przypadek? Serio pytam, bo sama robię różne rzeczy i zawsze mam ten dylemat. Jak odróżnić, że coś zadziałało, od tego, że po prostu tak wyszło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Brygitka to jest pytanie, które chyba każdy sobie zadaje i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Ale w kontekście tego, co pisze Eteryda, myślę, że samo to pytanie jest trochę obok tematu. Bo jeśli czujemy się winni, to właśnie ta wina jest sygnałem, że jakaś część nas uznaje związek przyczynowo-skutkowy. Psychologicznie rzecz biorąc, poczucie winy nie pojawia się przy czystych zbiegach okoliczności. Pojawia się, gdy uważamy, że mieliśmy sprawczość. Więc może zamiast pytać czy to zadziałało, warto zapytać: co z tą winą zrobić dalej?


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

A czy ktoś próbował coś zrobić po fakcie? Jakiś rytuał odwrócenia albo przynajmniej zamknięcia tej energii? Zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens, skoro skutek już nastąpił. Trochę jak zamykanie stajni po... no wiecie. Ale może chodzi bardziej o własne oczyszczenie niż o realną zmianę tego, co się stało?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Poludnica myślałam o tym. Ale właśnie nie wiem, czy to miałoby być uczciwe. Jakbym chciała posprzątać własne sumienie, a nie naprawić coś naprawdę. Choć może masz rację, że to są dwie różne rzeczy i niekoniecznie wzajemnie się wykluczają.


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Poludnica jest w tym coś realnego, nie tylko symbolicznego. W tradycjach takich jak hoodoo czy część praktyk wismar pracuje się z pojęciem settling the work, czyli zamknięcia rytuału w sposób świadomy. Nie cofa się efektu, ale domyka się cały cykl energetyczny. To nie jest ucieczka od odpowiedzialności, to raczej świadome postawienie kropki. Eteryda, pytanie do ciebie: czy rytuał, który robiłaś, miał jakieś świadome zakończenie, czy po prostu skończyłaś i czekałaś?


Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Mikolajek miał zakończenie, ale raczej techniczne. Świecę dogasałam do końca, sól zakopałam. Ale emocjonalnie... chyba nie zamknęłam. Nie puszczałam intencji. Siedziałam i obserwowałam, czy coś się dzieje. I może w tym tkwi problem.


Odpowiedz
Wpisy: 111
(@jasminowa07)
Połączone: 2 lata temu

To co piszesz o tym obserwowaniu mnie uderzyło. Gdzieś czytałam, że właśnie to czuwanie po rytuale może zakłócać efekt albo go intensyfikować w nieprzewidziany sposób. Że intencja, która nie zostaje odpuszczona, nadal pracuje i szuka kanału. Ale nie wiem, czy to jest uzasadnione, czy tylko taka ładna metafora. Czy ktoś ma jakieś konkretne zdanie na ten temat?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Jasminowa07 jest do tego pewna analogia w technikach manifestacji z tradycji new thought, gdzie mówi się, że po wysłaniu intencji trzeba ją dosłownie zostawić. Nie w sensie magicznym, ale psychologicznym: ciągłe wracanie do niej utrzymuje cię w stanie braku, a nie spełnienia. Ale to jest i tak uproszczenie. W magii ceremonialnej Crowleya jest to opisane inaczej: rytuał ma być wykonany z pełnym skupieniem, a potem zapomniany. Lust of result czyli pożądanie rezultatu to jedna z podstawowych przeszkód skuteczności. Czy to przekłada się na to, że obserwowanie intensyfikuje efekt? Niekoniecznie. Raczej na to, że zaburza czystość intencji.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@klementynkaa)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że może niemądre pytanie, ale czy jak ktoś robi zaklęcie i potem żałuje, to czy nie można po prostu przeprosić tej osoby albo jej jakoś pomóc? Bez całej magii, normalnie, ludzko? Bo czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że gdzieś umknęło to, że ta osoba z pracy to jednak żywy człowiek...


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Klementynkaa nie, pytanie jest jak najbardziej na miejscu i sama o tym myślałam. Problem polega na tym, że ta osoba nie wie, że cokolwiek robiłam. I szczerze mówiąc, relacja była na tyle zepsuta, że jakikolwiek gest z mojej strony byłby odebrany co najmniej dziwnie. Ale masz rację, że to wychodzi poza samą magię. Może właśnie to jest część tego, z czym się nie mogę pogodzić - że skutek jest nieodwracalny i nie mam żadnego normalnego sposobu, żeby to naprawić.


Odpowiedz
Wpisy: 19
(@gertrudaa)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, ale ja mam trochę inne podejście do tego. Nie chcę być nieuprzejma, ale skoro ta sytuacja w pracy była na tyle poważna, że w ogóle zdecydowałaś się na rytuał ochronny, to znaczy, że coś było naprawdę nie tak. I ta osoba najwidoczniej miała już swoje działania, które doprowadziły ją do tego miejsca. Zaklęcie mogło tylko przyspieszyć coś, co i tak by nastąpiło. Skąd wiesz, że bez rytuału sytuacja nie skończyłaby się tak samo, tylko kilka miesięcy później?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Gertrudaa masz rację, że o tym myślałam. I to jest właśnie ta pułapka. Można to racjonalizować bez końca: może i tak by straciła stanowisko, może robiła coś, co sama na to zasłużyła itd. Ale to mnie nie uwalnia od tego, że świadomie zrobiłam coś z konkretną intencją, a efekt był. Nawet jeśli był zbieg okoliczności, to ja w środku wiem, że chciałam.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

To, co opisujesz, ma nawet swoją nazwę w etyce magicznej. Niektórzy autorzy, na przykład Dion Fortune, pisali o tym, że praktykujący odpowiada za każde działanie, które podjął z pełną świadomością, niezależnie od tego, czy da się udowodnić związek przyczynowy. Nie chodzi o karę ani o karmę jako buchalteria kosmiczna. Chodzi o to, że działanie z intencją czyni cię moralnie zaangażowanym w efekt. I myślę, że właśnie to czujesz. Żal nie wynika z pewności, że to ty, lecz z faktu, że byłaś gotowa.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 89

@Mikolajek ale co to znaczy praktycznie? Znaczy, czy jest jakiś sposób na przepracowanie tego poczucia winy wewnątrz praktyki magicznej, nie tylko przez terapię czy rozmowę? Pytam, bo rozumiem teorię, ale co z tym zrobić na poziomie rytuału, jeśli ktoś chce?


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Brygitka są różne podejścia. Jedno, które znam z tradycji ceremonialnych, to rytuał rozliczenia z własną intencją. Nie chodzi o odpokutowanie, ale o dosłowne przejrzenie tego, co się chciało osiągnąć, co się osiągnęło, i czy jesteś z tym w zgodzie. Coś w rodzaju świadomego zamknięcia sprawy przed sobą, nie przed żadną zewnętrzną siłą. Drugie podejście, bardziej szamanistyczne, to praca z poczuciem odpowiedzialności poprzez działanie kompensacyjne, na przykład zrobienie czegoś dobrego dla kogoś, kto tego potrzebuje, zupełnie niepowiązanego ze sprawą. Ale to już każdy musi ocenić sam, bo nie ma jednej ścieżki.


Odpowiedz
Wpisy: 39
(@sennica63)
Połączone: 2 lata temu

Nigdy tak o tym nie myślałam. Że sama gotowość do działania już cię angażuje. To dość mocne stwierdzenie.


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

Mam takie wrażenie po tej rozmowie, że może właśnie to jest największa lekcja z szybkich efektów: nie tyle to, że coś zadziałało za szybko, ile to, że nie byłaś na to gotowa wewnętrznie. I że może warto przed rytuałem zadać sobie pytanie: czy jestem gotowa żyć z każdym możliwym efektem, nie tylko z tym, który sobie wyobraziłam?


Odpowiedz
Wpisy: 133
Rozpoczynający temat
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

To zdanie Poludnicy zostało ze mną. 'Czy jesteś gotowa żyć z efektem.' I chyba nie byłam. Wiedziałam czego chcę, ale nie wyobraziłam sobie siebie po tym. Jakby intencja miała datę ważności i kończyła się w momencie uzyskania efektu, a nie... trwała.


Odpowiedz
Wpisy: 333
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to mnie uderza w tej rozmowie. Czy ktoś z was w ogóle robi coś w rodzaju przeglądu przed rytuałem? Nie mówię o technikaliach, co i jak, ale o tym żeby usiąść i dosłownie wyobrazić sobie siebie za tydzień, miesiąc, jeśli efekt przyjdzie. Bo mam wrażenie, że większość z nas skupia się na mechanice, a pomija to, co będzie po.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 89

@Anastazy07 ja próbowałam coś takiego robić przy tarocie, taka wizualizacja następnego etapu, ale przy rytuale nigdy mi to nie przyszło do głowy. Może dlatego, że rytuał kojarzy mi się z działaniem, a nie z siedzeniem i myśleniem. Czy ty to robisz systematycznie?


Odpowiedz
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Brygitka szczerze? Nieregularnie. Ale zauważyłem, że kiedy to pomijam, to efekty mnie zaskakują, i nie zawsze przyjemnie. Mam w notatkach kilka przypadków, gdzie to, czego chciałem, przyszło w formie, której się nie spodziewałem, i dało mi do myślenia. Nie żałowałem, ale byłem zaskoczony na tyle, że zacząłem to zapisywać i porównywać.


Odpowiedz
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Anastazy07 ciekawe, że to notujesz. Ja też zacząłem prowadzić coś w rodzaju dziennika po kilku sytuacjach, gdzie coś zadziałało, ale inaczej niż się spodziewałem. I retrospektywnie widać wzorce, których w trakcie nie zauważam. Ale wracając do tego, o czym mówi Eteryda, zastanawiam się czy to uczucie winy nie jest czasem właśnie tym retrospektywnym sygnałem, że intencja była niekompletna. Że brakowało tego wyobrażenia siebie po.


Odpowiedz
Wpisy: 133
Rozpoczynający temat
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Niekompletna intencja. Tak to właśnie czuję. Jak zdanie bez końca. Wiedziałam czego chcę odejść od tej sytuacji, ale nie wiedziałam w ogóle, co chcę zamiast. I może właśnie dlatego efekt był tak... brutalny w swojej formie. Poszedł po linii najmniejszego oporu.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Linia najmniejszego oporu to świetne określenie. W pewnym sensie to jest mechanika, o której mówi się w kilku tradycjach, że rytuał nie tworzy efektu z niczego, tylko toruje ścieżkę temu, co już jest gotowe się wydarzyć. I jeśli coś było gotowe od dawna, przychodzi szybko i niekoniecznie w sposób, który kontrolowałaś.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 139

@Mikolajek ale to trochę przesuwa odpowiedzialność, nie? Jakby mówić, że to i tak by się stało, więc twój rytuał tylko to przyspieszył. Eteryda wyraźnie pisała, że nie chce tak myśleć, bo to właśnie jest ta pułapka racjonalizacji.


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Poludnica to nie jest przeniesienie odpowiedzialności, raczej jej podwojenie. Bo jeśli to i tak by się wydarzyło, a ty zdecydowałaś się to przyspieszyć, to jesteś odpowiedzialna zarówno za decyzję o działaniu, jak i za tempo. Nie za efekt sam w sobie, ale za czas. A czas w tym przypadku też ma znaczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 19
(@gertrudaa)
Połączone: 2 lata temu

To mnie zastanawia. Czas. Czy byłoby inaczej, gdyby efekt przyszedł za trzy miesiące zamiast za dwa tygodnie? Czy wina byłaby mniejsza? Bo mam wrażenie, że w tym całym wątku problem nie leży w tym, co się stało, ale w tym jak szybko. I że gdyby wolniej, Eteryda mogłaby to racjonalizować jako przypadek.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Gertrudaa, masz rację i to jest coś, co mnie samą niepokoi. Prawdopodobnie gdyby przyszło powoli, nie łączyłabym tego ze swoim działaniem. Ale czy to nie jest jeszcze gorsze? Że szybkość efektu jest jedynym dowodem, który mam, i że bez niego w ogóle nie stawiałabym sobie pytań?


Odpowiedz
Wpisy: 111
(@jasminowa07)
Połączone: 2 lata temu

To bardzo szczere. I trochę niekomfortowe do przeczytania, bo sama się łapię na podobnym myśleniu. Jeśli coś nie zadziała od razu, przestaję wierzyć, że miałam z tym cokolwiek wspólnego. A jeśli zadziała szybko, zaczynam się bać konsekwencji. Jakby pośredni dystans czasowy był psychologicznym buforem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Jasminowa07 bufor to dobre słowo. Ale to też tworzy dziwną sytuację, w której oczekujemy efektów, ale jednocześnie chcemy mieć alibi, że to nie my. Mam wrażenie, że to jest coś, z czym wiele osób praktykujących się nie konfrontuje wprost, bo jest po prostu niewygodne.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@klementynkaa)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wchodzę z boku, ale czy to nie jest trochę jak z placebo? Znaczy, jeśli wierzysz, że zrobiłaś coś, co wpłynęło na rzeczywistość, to nawet przypadkowe zdarzenia zaczynasz przypisywać sobie. I może właśnie ten mechanizm powoduje winę. Nie wiem, pytam.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 89

@Klementynkaa ale to by oznaczało, że cała ta dyskusja jest o złudzeniu, a wina Eterydy jest złudzeniem. I nie wiem, czy to jest pomocne. Bo dla niej ta wina jest realna, niezależnie od tego, co naprawdę spowodowało tamto zdarzenie.


Odpowiedz
(@klementynkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Brygitka no tak, nie chciałam powiedzieć, że to złudzenie w sensie, że bez sensu. Raczej że... może właśnie dlatego to tak boli, bo wina i sprawstwo są ze sobą połączone. Jak uznajesz jedno, uznajesz i drugie. Ale jak mówię, ja się na tym naprawdę nie znam.


Odpowiedz
Wpisy: 39
(@sennica63)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie, które mnie nurtuje. Czy ktoś z was w ogóle zastanawiał się nad tym, żeby po prostu nic nie robić? Nie rytuał zamknięcia, nie przepracowanie, tylko... puścić to. Zostać z tą winą i pozwolić jej powoli wygasnąć. Pytam, bo nie każda trudna emocja wymaga działania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 139

@Sennica63 to brzmi rozsądnie na papierze, ale nie wiem, czy jest wykonalne. Chyba zależy od człowieka. Ja mam tendencję do kręcenia się w kółko przy rzeczach, które zostawiam bez domknięcia. Bardziej mi pomaga jakiś gest niż czekanie.


Odpowiedz
Wpisy: 333
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Mnie w tej rozmowie uderzyło jedno: Eteryda od początku mówi o winie, ale ani razu nie powiedziała, czy żałuje decyzji o rytuale, czy tylko jego efektu. To są dla mnie dwie bardzo różne rzeczy. Czy ktoś inny to zauważył?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Anastazy07 zauważyłam to pytanie i musiałam chwilę posiedzieć. Chyba żałuję efektu. Decyzja w tamtym momencie wydawała mi się słuszna. I to jest może najtrudniejsze, że nie mogę powiedzieć, że zrobiłam coś głupiego. Zrobiłam to świadomie, z konkretnego powodu. I właśnie dlatego nie mogę się za tym schować.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

To rozróżnienie, które zrobiłaś, jest dla mnie kluczowe w tym wątku. Żałujesz efektu, ale nie decyzji. I mam wrażenie, że właśnie dlatego ta wina jest taka lepka, bo nie możesz jej odwrócić przez stwierdzenie, że się myliłaś. Nie myliłaś się. Tylko nie wiedziałaś wszystkiego.


Odpowiedz
Wpisy: 19
(@gertrudaa)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy kiedykolwiek wiemy wszystko przed? Pytam serio, bo zaczynam myśleć, że może problem nie leży w tym konkretnym rytuale, tylko w oczekiwaniu, że powinniśmy być w stanie przewidzieć jak to zadziała. A to chyba nierealne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@brygitka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 89

@Gertrudaa właśnie o to chciałam zapytać. Bo jeśli nie możemy przewidzieć formy efektu, to jak w ogóle podejmować takie decyzje? Na czucie? Na analizę sytuacji? Na coś jeszcze? Bo teraz trochę mi to wszystko wisi w powietrzu.


Odpowiedz
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Brygitka myślę, że to jest pytanie, na które każdy odpowiada inaczej i nikomu nie pomaga gotowa odpowiedź. Ale żeby nie zostawiać cię bez niczego: ja staram się przed zrobieniem czegokolwiek zapytać siebie, czy jestem gotowy na to, że może przyjść inaczej niż chcę. Jeśli odpowiedź brzmi 'nie', to odkładam.


Odpowiedz
Wpisy: 111
(@jasminowa07)
Połączone: 2 lata temu

To ciekawe jako test gotowości. Sama nigdy tak tego nie formułowałam, ale właściwie to jest dokładnie ten moment, w którym się zatrzymuję albo nie. Nie przez analizę, tylko przez takie wewnętrzne 'hm'. Nie wiem czy to to samo, co ty opisujesz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@poludnica)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 139

@Jasminowa07 ja też mam coś takiego, to 'hm'. I prawie zawsze wiem, kiedy idę dalej mimo niego. I prawie zawsze tego żałuję. Ale czy to jest coś, co można w ogóle ćwiczyć, żeby to 'hm' słyszeć lepiej? Bo u mnie bywa głośniejsze, bywa cichsze.


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@wieszczbiarz01)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do Eterydy i jej sytuacji, bo chyba trochę odpłynęliśmy. Napisałaś, że żałujesz efektu, ale nie decyzji. Czy to znaczy, że gdybyś mogła zrobić to ponownie, zrobiłabyś to samo? Pytam, bo zastanawiam się, czy sama w to wierzysz, czy mówisz to, żeby sobie to wmówić.


Odpowiedz
Wpisy: 133
Rozpoczynający temat
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie mnie trochę zatrzymało. Szczerze? Nie wiem. W tamtym miejscu, z tamtą wiedzą, pewnie tak. Ale teraz, z tym, co wiem, nie jestem już taka pewna. I nie wiem, czy to zmienia cokolwiek, bo i tak nie ma możliwości cofnięcia. Może właśnie to jest sedno tej winy, że pytanie 'czy bym to zrobiła znowu' w ogóle nie ma praktycznego znaczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@klementynkaa)
Połączone: 2 lata temu

Ale może właśnie dlatego ma sens? Nie jako możliwość cofnięcia, tylko jako sposób na zrozumienie, co tak naprawdę myślisz o swojej decyzji. Bo jeśli odpowiedź brzmi 'nie wiem', to może jeszcze nie jesteś w punkcie, gdzie możesz z tym skończyć. Mówię to ostrożnie, bo serio nie znam się na tej stronie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sennica63)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 39

@Klementynkaa to jest ciekawe ujęcie mimo wszystko. Że 'nie wiem' może być sygnałem, że jeszcze coś jest do przepracowania. Nie przez rytuał, nie przez gest, tylko przez myślenie. Chociaż z drugiej strony, czy zawsze musimy dojść do 'wiem'? Może z niektórymi rzeczami się żyje bez odpowiedzi.


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Sennica63 to jest coś, co mnie zastanawia od dłuższego czasu, ale nie w kontekście magii, tylko w ogóle. W różnych tradycjach pojawia się ten motyw, że pewne działania zostawiają w człowieku ślad nie dlatego, że były złe, ale dlatego, że były prawdziwe. I że noszenie tego śladu jest normalną częścią bycia kimś, kto decyduje i działa. Nie wiem, czy to pomaga Eteryda, ale jakoś pasuje do tego, co opisuje.


Odpowiedz
Wpisy: 19
(@gertrudaa)
Połączone: 2 lata temu

Ślad. To słowo zostaje. Ale mam pytanie do Mikolajka: czy ten ślad znika z czasem, czy zostaje na stałe? Bo mam wrażenie, że to ważne dla osoby, która jest w środku tej winy teraz i zastanawia się, kiedy to minie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Gertrudaa naprawdę nie wiem. Myślę, że to zależy od tego, co z tym zrobisz. Są ślady, które zacierają się same, i są takie, które bez świadomego zajęcia się nimi zostają. Ale nie chcę tu mówić czegoś, co zabrzmi jak recepta, bo nie mam wystarczająco danych o sytuacji Eterydy.


Odpowiedz
Wpisy: 133
Rozpoczynający temat
(@eteryda)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tego wszystkiego i mam dziwne uczucie, że ta rozmowa zrobiła mi więcej, niż jakikolwiek rytuał zamknięcia mógłby zrobić. Nie w sensie, że sprawa jest zamknięta, bo nie jest. Ale w sensie, że widzę ją teraz z kilku stron jednocześnie, a wcześniej siedziałam tylko w swojej głowie. Nie wiem jeszcze, co z tym zrobię. Ale chyba dobrze jest przynajmniej wiedzieć, co się czuje i dlaczego.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: