Czytam ten watek od jakiegos czasu i mam pytanie moze glupie - jak wy w ogóle wiecie kiedy efekt jest 'pełny'? Jakiś wewnętrzny głos, czy chodzi o to że warunki zewnętrzne są spełnione w 100%, czy coś innego? Bo to brzmi jak żeby ocenić kompletność trzeba mieć doświadczenie którego ja nie mam.
Dobra, żeby to sprecyzować bo chyba za ogólnie zapytałem - nie pytam o to kiedy 'coś się zadziało' tylko o to jak odróżniacie kompletność od częściowego efektu. Bo Jarowit wcześniej mówił o intencjach procesualnych kontra jednorazowych, Jagienka mówiła o lekkości, Klatwa56 o skali 1-5. Ale to wszystko brzmi jakby ocena kompletności była zawsze subiektywna. Czy jest jakiś moment że jednak wiecie na pewno a nie tylko czujecie?
Uczciwie? Nie ma jednego momentu. To nie jest jak checkbox. Ale masz rację że subiektywne nie znaczy losowe - lekkość o której mówi Jagienka to konkretne, powtarzalne odczucie, nie 'jakoś mi dobrze'. Pytanie zwrotne do ciebie - czy kiedykolwiek miałeś moment kiedy coś się zakończyło i po prostu wiedziałeś, niekoniecznie w kontekście kartki, ale czegokolwiek? Bo większość ludzi zna to odczucie z życia codziennego, tylko nie ma dla niego nazwy.
To co Pawelek opisuje - ten projekt - jest bardzo podobne do tego co próbuję wytłumaczyć znajomym kiedy pytają mnie dlaczego w ogóle palę kartki. Nie tłumaczę przez magię bo od razu są sceptyczni. Mówię właśnie o zamykaniu, o tym że jest jakaś czynność która zaznacza koniec. I wtedy rozumieją. Klatwa56, mam pytanie bo wróciłam myślami do twojej skali 1-5 - co wpisujesz kiedy efekt jest szybki ale nie możesz ocenić kompletności bo jeszcze nie minął czas który zakładałaś?
Klatwa56, to jest coś o czym w tym wątku jeszcze nie mówiliśmy wprost - że szybki efekt nie zawsze oznacza efekt finalny. Może być pierwszym etapem. Jak więc w praktyce trzymasz kartkę 'w toku'? Fizycznie leży gdzieś, czy robisz coś żeby nie mieszała z innymi rzeczami?
mam osobną kopertę na kartki 'aktywne' i oddzielną na te które czekają na ocenę. Brzmi biurokratycznie ale działa - nie mieszają mi się intencje, nie zaglądam do nich codziennie, a kiedy chcę sprawdzić to wiem gdzie szukać. Kartki 'w toku' są właśnie w tej drugiej kopercie.
Dwie koperty to świetne rozwiązanie praktyczne, ale mam inne pytanie - czy fizyczna bliskość kartki ma dla ciebie znaczenie, czy to czysto organizacyjne? Pytam bo sama zauważyłam że jak kartka leży za blisko codziennych rzeczy to mam tendencję do wracania do niej myślami, co chyba nie jest dobre.
To co Roch i Hazel opisują jest zbieżne z czymś czego dawno szukałem nazwy - nadmierna uwaga po złożeniu intencji jakby ją podtrzymuje w trybie aktywnym, co może kolidować z efektem. Nie wiem czy to działa tak w każdym przypadku, ale miałem kilka sytuacji gdzie im mniej myślałem o kartce po napisaniu, tym szybciej coś się ruszało. Tymek, czy u ciebie też to koreluje?
Efekt obserwatora to z fizyki kwantowej i nie działa tak jak to tutaj opisujecie, tylko na poziomie cząstek subatomowych. Mówię to bez złośliwości, ale trochę mnie irytuje kiedy to pojęcie jest używane jako wyjaśnienie dla czegokolwiek co jest niewyjaśnione. To nie jest to samo.
Próbowałam coś w tym stylu, nie formalnie, ale parę razy świadomie zostawiałam kartkę w widocznym miejscu i parę razy chowałam. Moje notatki nie dają jednoznacznego wyniku - za mało danych i za dużo zmiennych. Ale jeśli masz ochotę prowadzić takie porównania systematycznie to byłoby ciekawe zobaczyć wyniki.
Wracając do wątku spalania kontra przechowywania bo trochę odpłynęliśmy - mam pytanie do Tymka i Jarosława konkretnie. Kiedy efekt przychodzi szybciej niż oczekiwano i decydujecie się spalić, czy robicie to od razu po rozpoznaniu efektu, czy czeka jakiś czas? Bo mam wrażenie że ten odstęp mógłby mieć znaczenie.
Ten odstęp który Tymek opisuje jest dla mnie czymś w rodzaju okresu weryfikacji. Nie musisz go formalnie planować, ale jeśli naturalnie czekasz kilka dni przed spaleniem, to w tym czasie twoja ocena efektu ma szansę być spokojniejsza niż bezpośrednio po zdarzeniu. Szybki efekt może wywołać euforię, a w euforii łatwiej o nadinterpretację. Pytanie do Sydony - skąd pytanie o ten odstęp, masz konkretną sytuację?
No właśnie, Hazel zadała dobre pytanie - bo to chyba jest sedno tej szarej strefy. Czy dwa tygodnie bez ruchu to znak że intencja 'utknęła', czy po prostu proces trwa? Bo jak patrzyłam na swoje wcześniejsze kartki to właśnie te zawodowe były najtrudniejsze do oceny - efekty były, ale rozciągnięte w czasie i nigdy nie wiedziałam kiedy powiedzieć 'koniec'.
Mnie bardziej ciekawi właśnie ten moment decyzji - skąd wiadomo że to 'przystanek' a nie koniec? Bo jak słucham Sydonii, to mam wrażenie że to jest bardziej kwestia intuicji niż jakichkolwiek zewnętrznych wskaźników. I czy ta intuicja jest w ogóle wiarygodna kiedy sama jesteś zaangażowana w sytuację?
Mam pytanie do Sydonii - mówisz że nie wiesz czy efekt jest kompletny. Ale czy cokolwiek sie dzieje w tej sytuacji zawodowej przez te dwa tygodnie, jakieś drobne rzeczy, czy jest dosłownie cisza? Bo to by mogło coś powiedzieć o tym czy jest ruch czy stagnacja.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że wszyscy trochę omijamy jedno pytanie - czy sam moment spalenia kartki może coś zmienić w sytuacji? Nie mówię że musi, ale czy ktokolwiek miał takie doświadczenie że spalił, i potem coś wyraźnie ruszyło albo odwrotnie, zatrzymało się?
A czy możliwe że spalenie nie jest przyczynowo związane z cofnięciem - że po prostu myliłaś się co do efektu i to by się cofnęło tak czy inaczej? Bo w tym przypadku koperty i ostrożność pomogą przy ocenie, ale niekoniecznie zmienią wynik.
Właśnie, to jest ta różnica o której mówiłam wcześniej - między praktyką która pomaga ci działać spokojniej a przekonaniem że masz wpływ na zewnętrzną sytuację przez spalenie lub nie spalenie kartki. Pierwsze jest realne i sensowne, drugie jest już skokiem do innej kategorii twierdzeń.
Zgadzam się z Jagienką. Chyba nikt tu nie twierdził że kartka bezpośrednio 'robi' efekt w świecie zewnętrznym. Przynajmniej ja tego nie zakładam. Bardziej chodzi mi o to że pisanie i spalanie wpływa na moje własne nastawienie i działanie - a to już ma przełożenie na wyniki.
Hej, trochę się zgubiłem w tej dyskusji - czy chodzi o to że kartka działa na ciebie, czy na zewnętrzną rzeczywistośc? Bo czytam i raz brzmi jakbyście mówili jedno, raz drugie. Pytam bez złośliwości, naprawdę nie wiem gdzie jest linia.
Wracając do pytania Tymka z kilka postów wcześniej o fizyczną bliskość kartki - zastanawiam się czy to co Roch i Hazel opisują, czyli że bliskość 'aktywuje uwagę', nie jest powiązane z tym co Tymek mówił o zapomnianych kartkach. Jakbyś celowo umieścił kartkę poza zasięgiem wzroku od początku, a nie przypadkowo, czy efekt byłby podobny?
Słuchajcie, czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam inne spostrzeżenie. Większość z was mówi o kartkach z intencjami w kontekście konkretnych sytuacji - zawodowe, projekty, coś z określonym efektem. Ale czy ktoś używa tej metody do czegoś bardziej otwartego, bez konkretnego punktu końcowego? Bo wtedy w ogóle nie ma pytania czy spalić - nie wiadomo kiedy.
A to otwiera jeszcze inny problem - jeśli trzymasz kartkę rok, to czy nie zaczyna żyć własnym życiem w twoim domu? Pytam serio, bo mam jedną kartkę z poprzedniego roku i kiedy na nią patrzę to mam inne odczucia niż kiedy ją pisałam. Sama nie wiem czy to dobrze czy źle.
To co mówi Sydonia o zmieniającym się stosunku do kartki z czasem - to mnie zatrzymuje. Pytanie czy ta zmiana to informacja o tym co się dzieje z intencją, czy raczej informacja o tym co się dzieje z tobą. Bo te dwie rzeczy nie muszą iść w tym samym kierunku.
Mam podobny dylemat z jedną starszą kartką. Napisałam ją w bardzo konkretnym stanie i teraz ten stan jest mi obcy. Zastanawiam się czasem czy spalenie jej nie byłoby rodzajem posprzątania po dawnym sobie, nie po sytuacji zewnętrznej.
To co piszecie o kartkach żyjących własnym życiem - jest coś w tym co mnie zastanawia. Czy ktokolwiek z was miał sytuację że przypadkowo znalazł zapomnianą kartkę i w tym samym czasie coś się zaczęło dziać w tamtej sprawie? Pytam bez tezy, naprawdę nie wiem co o tym myśleć.
Wracając do samego pytania z tytułu - czy ktoś tu celowo stosuje strategię że trzyma kartkę przez określony czas, a potem spala niezależnie od efektu? Coś jak data ważności? Zastanawiam się czy to nie byłoby prostsze niż ciągłe ocenianie czy efekt jest pełny.
