Zaczęłam się zastanawiać nad tym tematem po tym, jak przeprowadziłam pewien rytuał z użyciem świec i ziół jakieś trzy tygodnie temu. Miał być jednorazowy, ale od tamtej pory mam wrażenie, że coś w mieszkaniu... nie ustępuje. Nie chodzi mi o duchy w klasycznym sensie. Bardziej o takie poczucie, że energia, którą wpuściłam, zaczęła żyć własnym życiem. Świece gasną w dziwnych momentach, a jeden z rogów pokoju jest cały czas jakby chłodniejszy niż reszta. Chciałam zapytać, czy ktoś miał podobnie i czy w ogóle jest sens mówić o 'anulowaniu' czegoś, co się już uruchomiło? Czy to w ogóle możliwe na tym etapie?
To zależy od tego, jaki to był rytuał i co dokładnie robiłaś. Nie każde zaklęcie zostawia po sobie coś aktywnego, ale są takie, które naprawdę działają trochę jak otwarte połączenie. Sama miałam kiedyś sytuację, gdzie robiłam rytuał wzmacniający i przez kilka tygodni czułam, że coś ciągnie energię z otoczenia. Niby nic strasznego, ale było wyczerpująco. To, co opisujesz z tym rogiem i świecami, może być właśnie takim znakiem. A skąd wiesz, że to nie jest po prostu przeciąg albo słabsza instalacja elektryczna w tym miejscu?
Pytanie o anulowanie w trakcie to osobna kwestia. Najpierw warto ustalić, czy w ogóle mamy do czynienia z zaklęciem karmiącym się energią, bo to specyficzny typ. W niektórych tradycjach nazywa się je servitorami albo egregorem w małej skali. One faktycznie mogą działać autonomicznie po jakimś czasie. Ale co to był za rytuał konkretnie? Bo jeśli to była zwykła praca świecowa, to raczej nie zostaje po niej nic trwałego. Chyba że coś było naładowane intencją długofalową.
Ten papier co się nie chciał palić to mnie zainteresował. Spotykałem się z opinią że niedopalony papier z intencją to jakby przerwany obwód, znaczy ani zamknięty ani otwarty do końca. Może dlatego coś zostało. Chociaż nie jestem pewny czy to faktycznie wpływa na to czy zaklęcie zostaje aktywne czy nie, to jest taka wiedza bardziej z praktyki niż z jakichś konkretnych źródeł.
Wyrzuciłam do śmietnika, ale do tego w domu, a nie na zewnątrz. Dopiero po kilku dniach śmietnik wyleciał. Teraz zastanawiam się, czy to miało znaczenie. Tzn. czy przez ten czas resztka leżąca w domu mogła coś... podtrzymywać?
A ja mam pytanie z innej strony, bo ten temat mnie bardzo interesuje, chociaż sama nie robiłam żadnych rytuałów. Jak w ogóle odróżnić, że coś jest zaklęciem, które się 'żywi', od zwykłego strachu, który się nakręca po takim rytuale? Bo wyobraźnia robi swoje, szczególnie jak ktoś jest po jakimś działaniu magicznym. Skąd wiadomo, że to nie jest efekt placebo w drugą stronę, tzn. coś w stylu 'zrobiłam rytuał, więc teraz interpretuję wszystko jako jego skutek'?
Autosugestia jest realna, ale nie wykluczająca. Mogę powiedzieć z własnych obserwacji, że zaklęcia karmiące się energią mają charakterystyczne cechy, które są dość powtarzalne niezależnie od tego, kto je opisuje. Konkretnie: uczucie wyczerpania bez powodu fizycznego, wrażenie bycia obserwowanym w jednym konkretnym miejscu, a nie wszędzie, i zmiany w zachowaniu zwierząt domowych jeśli są. To ostatnie jest moim zdaniem najlepszym wskaźnikiem, bo kot albo pies nie ma autosugestii.
Rybki reagują na zmiany elektromagnetyczne i ciśnienie, więc to niekoniecznie cokolwiek magicznego. Ale żeby nie być tylko sceptyczna, bo to ciekawy przypadek, zapytam inaczej: czy w tym miejscu, gdzie opisujesz ten chłodny róg, jest jakaś elektronika, router, kabel? Bo to może powodować i fizyczne odczucia i zachowanie zwierząt.
Router jest przy oknie w sypialni, ten róg jest w salonie, więc nie sądzę żeby to była ta przyczyna. Ale wracając do meritum, bo pytanie o anulowanie jest tutaj kluczowe. Chciałem się zapytać: czy ktoś z was miał konkretne doświadczenie z rozkładaniem takiego aktywnego zaklęcia? Nie teorię, ale praktykę. Bo sposobów jest kilka i nie wszystkie działają tak samo w każdym przypadku.
Miałam. Nie będę opisywać całości, bo to długa historia, ale najkrócej: robiłam coś z intencją ciągłą, tzn. zaklęcie, które miało działać przez czas nieokreślony. Po kilku miesiącach chciałam to zatrzymać bo sytuacja się zmieniła. Próbowałam po prostu ogłosić zamknięcie na głos i spalić resztki, które zostały. Przez kilka dni czułam opór, jakby coś nie chciało odpuścić. Dopiero kiedy zrobiłam pełne zamknięcie z poświęceniem przestrzeni solą i dymem, poczułam że jest inaczej. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale jakby coś się rozluźniło.
To jest coś, o czym nie myślałam. Tzn. że ja sama mogę podtrzymywać to zaklęcie nieświadomie. Bo jak się zastanawiam, to ten rytuał miał mi pomóc w konkretnej sprawie i ta sprawa wciąż jest nierozwiązana, więc może naprawdę nie chcę w pełni zamykać?
I tu jest pies pogrzebany. Jak wnioskujesz po właśnie napisanym, sama zauwazasz że sprawa jest otwarta. Zamknięcie rytuału bez zamknięcia tej sprawy w głowie to może być syzyfowa robota. Może przed rytuałem zamknięcia warto jakoś przepracować tę decyzję, żeby podświadomość szła w tym samym kierunku co intencja?
Rozumiem to co piszesz, ale chyba chodzi o coś trochę innego. Nie o to żeby udawać że sprawa jest zamknięta, bo to byłoby oszukiwanie siebie. Raczej o to żeby podjąć decyzję, że nie chcesz jej rozwiązywać tą konkretną drogą, przez to zaklęcie. To są dwie różne rzeczy. Sprawa może być otwarta, a rytuał już nie.
Miał pomagać w pewnej sprawie zawodowej, tyle mogę powiedzieć. Bardziej przyciąganie niż usuwanie, ale nie jestem pewna jak to dobrze opisać. Intencja była taka żeby coś się otworzyło, nie żeby coś zniknęło.
Okej, wiec jeśli intencja była 'otwarcia', to może dlatego czujesz że coś wciąż jest obecne. Zaklęcia otwierające mają tendencje do szukania spełnienia. Nie twierdzę że to coś złego, ale jeśli nie zostało zamknięte, to może po prostu nadal szuka tej furtki. Pytanie, czy to 'coś' co czujesz w domu jest nieprzyjemne, czy bardziej neutralne?
Właśnie, bo przez cały wątek zakładamy że to co zostało jest jakoś negatywne, a może po prostu jest? Hematytka80, jak ty subiektywnie to odbierasz, tzn. czy ten chłodny róg i ta ogólna atmosfera są odpychające, czy tylko dziwne?
Głównie dziwne. Bardziej nieswojo niż strasznie. Ale przez to że nie wiem co to jest, zaczyna mnie to męczyć psychicznie. Wolałabym wiedzieć niż nie wiedzieć.
A ten chłód jest cały czas, czy pojawia się o określonych porach? Bo jeśli regularnie wieczorami albo o konkretnej godzinie, to jest zupełnie inny ślad do sprawdzenia niż jeśli jest stały przez całą dobę.
To może być związane z naturalnym spadkiem aktywności i większą wrażliwością w spokojniejszych porach. Albo z rytmem dobowym energii, jeśli ktoś w ogóle w taki model wierzy. Ale konkretniej, czy ktoś próbował kiedyś mapować takie odczucia w czasie? To znaczy prowadzić dziennik przez tydzień z porami i natężeniem?
Robiłam coś podobnego, o tym dzienniku obserwacji pisałam wcześniej. Mam wrażenie że to jest jeden z niewielu sposobów żeby odróżnić regularny wzorzec od przypadku. Jak widzisz że coś dzieje się o tej samej porze przez kilkanaście dni, to już jest jakiś sygnał, niezależnie od interpretacji.
Ale tu jest jeden problem z tym dziennikiem. Jak juz zaczniesz obserwować i notować, to zaczynasz tez bardziej uwazac i mozesz zaczac 'widziec' rzeczy ktore wczesniej ignorowałas. To jest troche pulapka metodologiczna. Nie mowie ze to falszywe, ale ze niekoniecznie mozesz wiedziec co bylo przed a co pojawilo sie przez samo obserwowanie.
To jest dobry pomysł. A wracając jeszcze do tego zamknięcia rytuału, bo to jest ten główny wątek, mam pytanie do Weles61 albo Barwinek53: czy zamknięcie działa tak samo jeśli rytuał był zrobiony samodzielnie, bez żadnego systemu, żadnej tradycji? Bo Hematytka80 nie mówiła chyba o żadnym konkretnym podejściu.
Nie, to nie był żaden system. Czytałam różne rzeczy w sieci i złożyłam coś swojego. Stąd właśnie moja obawa, że nie wiem jak to powinno wyglądać od strony zamknięcia, skoro nie było żadnej tradycji która by mi powiedziała jak.
To jest dość kluczowe. Rytuały eklektyczne, sklejone z różnych źródeł, są trudniejsze do zamknięcia właśnie dlatego, że nie ma wbudowanego protokołu wyjścia. W tradycjach takich jak ceremonialna magia zachodnia albo różne nurty wicca, każdy rytuał ma strukturę otwarcia i zamknięcia jako część jednej całości. Jak brakuje tego drugiego członu od początku, to trzeba go jakoś dobudować, co jest trudniejsze.
Okej, więc fizyczne zniszczenie przedmiotów, jasna intencja przy zamknięciu... Weles61, ale co to znaczy 'kompletne'? Bo to brzmi jak klucz, tylko nie wiem jak sprawdzić czy zamknięcie było kompletne czy nie. Czy to jest coś co się czuje, czy jest jakiś zewnętrzny sygnał?
To właśnie jest trudne do opisania bez wchodzenia w konkretną tradycję. W praktyce ceremonialnej jest coś co nazywa się license to depart, czyli formalne zwolnienie tego co zostało przywołane lub uruchomione. Eklektyk nie ma gotowej formuły, ale zasada zostaje ta sama: musisz wyraźnie, intencjonalnie zaznaczyć że sprawa jest zamknięta i że nie oczekujesz dalszego działania. Nie wystarczy pomyśleć 'chyba koniec'. Musi być akt, słowo, gest, coś fizycznego.
No ale to jest problem z calą magią, nie tylko z zamknięciem. W którymś momencie musisz zaufać własnym odczuciom, bo innych narzedzi... właściwie nie ma. Hematytka80, powiedz mi jedno: czy ten chłód który czujesz wieczorami zaczął się od razu po rytuale, czy z jakimś opóźnieniem?
