Tak, myślałam o czymś z tkaniny, bo kamień przy starym kocie to problem logistyczny - nie będzie tego nosił, może chyba leżeć gdzieś blisko. Ale czy tkanina wymaga innego przygotowania niż kamień? Nie wiem jak ją oczyszczać.
tkanina jest bardziej chłonna niż kamień w sensie energetycznym - łatwiej absorbuje, ale też łatwiej ją oczyszczać. Wystarczy wyprać w zimnej wodzie z solą morską, potem wywietrzyć na powietrzu. Słońce bezpośrednie przez kilka godzin też działa, choć przy materiałach delikatnych trzeba uważać na kolor. I jeden detail - tkanina używana, która była przy tobie, jest inaczej naładowana niż nowa z rolki. Nie lepiej, nie gorzej - po prostu inaczej.
A nowa tkanina wymaga oczyszczenia tak samo jak kamień ze sklepu? Logicznie myśląc - była w fabryce, w transporcie, w rękach kilku osób. Ale z drugiej strony nigdy o tym nie myślałam przy szyciu czegokolwiek.
Czyli finalnie mam do wyboru: kamień który trudno oczyszczać (zwłaszcza bez dymu) i który kotka pewnie zignoruje, albo tkaninę którą mogę umyć solą. Brzmi jakby tkanina była prostszą opcją przy chorych zwierzętach. Czy ktoś w ogóle próbował?
To ma sens. Ale mnie teraz ciekawi jedno - czy dla was obecność fizyczna tego przedmiotu ma znaczenie, czy wystarczyłoby że jest w tym samym pokoju? Bo jeśli tkanina jest pod poduszką a nie bezpośrednio przy ciele, to co właściwie ma działać?
W tradycjach nordyckich przy tworzeniu bind rune dla ochrony zwierzęcia sam materiał był często zakopywany pod progiem obory albo wiązany na szyi - kontakt fizyczny był oczywistością, nikt tego nie kwestionował. Pytanie o odległość to dosyć nowe podejście, bardziej z kręgu ceremonialnego niż ludowego. Nie mówię że złe, ale historycznie to nie był dylemat.
Cefeida, właśnie. Mnie najbardziej chodzi o to co praktyczne. Mam tkaninę, chcę ją przygotować, umieścić gdzieś przy kocie i nie robić z tego spektaklu. Runolog wcześniej napisał o soli morskiej i słońcu - to ma sens, dam radę. Ale mam pytanie do tych co już to robili: ile czasu dacie tkaninie na tym słońcu? Bo nie wiem czy mówicie o godzinie czy o całym dniu.
Przy tkaninach ja zazwyczaj daję całą porę dnia - od rana do południa na słońcu, potem do wieczora na powietrzu w cieniu. Nie dlatego że istnieje jakaś magiczna liczba godzin, tylko że wtedy mam poczucie że zrobiłam to uważnie, a nie na odwal. Ten czas jest też dla mnie, nie tylko dla tkaniny.
Chcę wrócić do swojego pytania sprzed chwili, bo nikt mi nie odpowiedział wprost - jeśli robiłam amulet płacząc, to co z tym teraz zrobić? Wyprać i zacząć od nowa, czy da się jakoś przepracować to co już w nim zostało?
