Ostatnio coś mnie tknęło podczas zwykłego porządkowania biurka. Rwałam stare kartki z notatkami - takie mechaniczne, szybkie ruchy - i w pewnym momencie poczułam, że robię to z jakimś... zamiarem. Nie wiem jak to inaczej opisać. Jakbym wyrzucała coś konkretnego razem z papierem, nie tylko śmieci. I zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkowe gesty, jeśli wykonasz je świadomie i z konkretną myślą, stają się czymś więcej niż gestem. Czy magia to kwestia rytuału jako takiego, czy wystarczy ten wewnętrzny impuls, żeby coś 'uruchomić'? Bo jeśli tak, to właściwie każdy z nas robi magię kilka razy dziennie, nawet o tym nie wiedząc.
To jest pytanie, które mnie gryzie od dawna. Czy intencja sama w sobie wystarczy, czy jednak forma - rytuał, przedmiot, słowo - jest czymś niezbędnym? Bo z jednej strony tradycje takie jak chaos magick mówią wprost, że forma jest drugorzędna i liczy się tylko zaangażowanie umysłu. Z drugiej, ceremonialny nurt będzie bronił każdego kroku rytuału, bo forma ma zbierać i ukierunkowywać. Mnie zastanawia, czy wyrywanie papieru z zamiarem to bardziej spontaniczne sigilowanie, czy coś zupełnie odrębnego.
Jest tutaj coś, co warto rozdzielić, bo inaczej będziemy chodzić w kółko. W chaos magick - u Carrolla, Hardmana, w 'Liber Null' - intencja jest bazą, ale mówi się też o 'lgnap': że najskuteczniej działa zamiar złożony i zapomniany, nie trzymany kurczowo. Jeśli Rodochrozyt05 robiła to mechanicznie, to paradoksalnie mogła spełnić ten warunek. Natomiast samo 'poczucie zamiaru' to za mało, żeby powiedzieć, że coś się wydarzyło magicznie - to może być też zwykłe przesunięcie emocji, katharsis, efekt psychologiczny. Nie mówię, że tak było, pytam: czy coś potem nastąpiło, co dałoby się powiązać z tamtym momentem?
Miałam podobną sytuację z afirmacjami - w pewnym momencie przestałam je recytować jako formułkę i zaczęłam naprawdę czuć każde słowo. I coś się zmieniło, ale też nie wiem, czy we mnie, czy dookoła. Ale wróćcie do tego papieru, bo jest tam coś, czego jeszcze nie powiedziałyście. Sam akt fizyczny - rozerwanie - ma swoją symbolikę. Zniszczenie formy. To nie jest przypadkowy gest, nawet jeśli zrobiłaś to nieświadomie.
Słuchajcie, ale tu jest chyba ważna różnica - czy mówimy o tym że każda czynność z zamiarem to magia, bo to brzmi jak bardzo szerokie rozumienie. Bo wtedy gotowanie z miłością też jest magią, i pisanie listu, i dosłownie wszystko. Czy ktoś tu ma na myśli coś bardziej konkretnego, czy właśnie tę szeroką definicję?
Tu mamy starą jak magia samą rozmowę: definicja operacyjna kontra definicja fenomenologiczna. W tradycji ceremonialnej - Thelema, Golden Dawn - magia to 'The Science and Art of causing Change to occur in conformity with Will', jak pisał Crowley. Tam intencja jest warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym. W praktykach ludowych, slavic cunning craft, wróżbiarstwie - granica jest rozmyta celowo, bo magia wplata się w codzienność. To nie jest błąd w definicji, to inne podejście do relacji między sacrum a profanum.
A te kobiety tkające los - czy one wiedziały że to robią? Czy świadomość zamiaru była im potrzebna, czy magia działała przez sam akt?
Mnie się wydaje, że pomijamy tutaj jedno: ciało. Bo wyrywanie papieru to jest coś fizycznego, jest dźwięk, jest opór, jest zmiana - papier przed i papier po. To nie jest tylko myśl. I może właśnie to sprawia, że coś 'przeskakuje' - bo angażujesz zmysły, nie tylko głowę. Sama zauważam, że jak robię coś przy medytacji tylko w głowie, to efekty są inne niż gdy dołożę do tego jakiś gest, ruch, coś namacalnego.
Mam to zapisane w notatkach z jakiegoś seminarium sprzed lat - że magia ceremonialma rozdziela 'will' od 'wish': życzenie to emocja, wola to zaangażowanie całego systemu - myśl, ciało, działanie. W tym sensie Rodochrozyt05 mogła przypadkowo spełnić warunek woli, bo nie tylko pomyślała, ale zrobiła coś konkretnego z nastawieniem. To co mnie zastanawia: czy ta decyzja, o której pisałaś po kilku dniach - czy dotyczyła czegoś, co było na tych kartkach? Czy tematycznie się pokrywało?
No ale to jest chyba klasyczny efekt placebo trochę? Tzn. usunęłaś fizycznie ślady czegoś co cię blokowało, mózg sobie skojarzył i poczuł się uwolniony, a potem łatwiej było podjąć decyzję. Nie musi być magia, żeby to zadziałało.
Moim zdaniem spieramy się tu o coś, co zależy od tego, co kto uważa za granicę magii. Ale wróćmy do pytania z początku - czy wyrywanie papieru to 'znak', czy działanie? Bo to są dwie różne rzeczy. Znak to coś, co interpretujesz. Działanie to coś, co robisz. I Rodochrozyt05 zaczęła od sugestii, że to było działanie, ale tytuł wątku mówi 'znak'. Sama nie wiesz, w którą stronę to szło?
To jest dla mnie kluczowe pytanie, które Kunisia97 postawiła na końcu - znak kontra działanie. Bo jak myślę o tym co opisała Rodochrozyt05, to ona sama nie wiedziała że robi coś magicznego. To się wydarzyło, a potem dopiero nadała temu sens. Więc czy intencja musi być z góry, zanim działanie, czy może przyjść po?
Kunisia97 powiedziała to lepiej niż ja umiałam. Bo właśnie to mnie zatrzymuje - Rodochrozyt05 wyrywała papier i dopiero po fakcie połączyła to z decyzją. Gdyby nie połączyła - czyli gdyby ta decyzja w ogóle nie nadeszła - to by nie było żadnej magii, prawda? To retrospektywna interpretacja.
To otwiera coś szerszego: czy magia wymaga świadomego intencjonowania, czy może działać przez stan? W niektórych tradycjach - np. w pewnych nurtach wicca - mówi się o 'raised cone of power', gdzie chodzi właśnie o stan energetyczny grupy, nie o świadomy zamysł każdej osoby z osobna. Ale tam jest rytualna rama. U Rodochrozyt05 tej ramy nie było.
Czyli według Carrolla rytuał może zadziałać bez wiedzy osoby, która go robi?
A skąd mamy wiedeć czy wola była zaangażowana jeśli sama zainteresowana mówi że po prostu wyrywała papier bez żadnego planu? To mi brzmi jak że każde działanie ktore ma jakikolwiek efekt możemy nazwać magią po fakcie. Troche zbyt wygodne.
Ale tu jest pytanie do Rodochrozyt05, bo nie padło wprost - czy w momencie wyrywania miałaś jakieś odczucie? Niekoniecznie 'teraz robię magię', ale może złość, ulga, coś fizycznego w ciele? Bo jeśli tak, to to nie był automatyczny odruch.
Tak, była ulga. Taka konkretna, w klatce piersiowej. Jakby coś się rozluźniło razem z tym papierem. Dopiero teraz o tym mówię, bo wcześniej nie myślałam żeby to liczyło.
Właśnie. To jest odpowiedź dla mnie - ta ulga w ciele to jest właśnie ta 'intencja cielesna', o której pisała Fiolek99 wcześniej. Nie musi być słowna, nie musi być uświadomiona w głowie, ale ciało ją zarejestrowało. Czakra splotu słonecznego, jak ktoś chce mieć ramę - ale nawet bez tej ramy: ciało wiedziało co robi.
To jest dokładnie to samo pytanie co z nordyckimi przędzącymi - nie ma sensu oddzielać fizycznego aktu od jego znaczenia symbolicznego, bo one są jedno. W staronordyckiej praktyce skaldalnej słowo 'galdur' oznaczało zaśpiewanie zaklęcia, ale też po prostu śpiew - nie było różnicy. Rozróżnienie fizyczne-magiczne to coś co przyniosło oświecenie, nie coś co było zawsze.
Czyli wracamy do tego co mówiłam o kitchen witchery - to nie jest nowoczesny wymysł, że codzienne czynności mogą być rytuałem, tylko my gdzieś po drodze zaczęliśmy te kategorie rozdzielać?
Mam notatki z jednego z seminariów z tradycji runicznej, gdzie prowadząca - zajmująca się Elder Futhark od dobrych kilkunastu lat - mówiła że samo wycinanie run w drewnie jest już praktyką, nie tylko przygotowaniem do niej. Akt fizyczny jest aktem magicznym, jeśli jest wykonany z uwagą. Nie z wielkim zamysłem. Z uwagą. To mnie tu pasuje do tego wątku.
Dobra, ale wracam do tego co powiedziała Kunisia97, bo to mi się kręci w głowie - uwaga zamiast intencji. Tylko czy uwaga nie jest po prostu warunkiem koniecznym żeby cokolwiek zadziałało, nie tylko w magii? Jak robię herbatę z uwagą, to mam lepszą herbatę, jak prowadzę auto z uwagą, to nie wjeżdżam w słup. Nie wiem czy to wyróżnia magię jako coś osobnego.
Mam pytanie do Rodochrozyt05, bo przez chwilę to zgubiłam - czy ten papier, który wyrywałaś, miał dla ciebie jakieś konkretne znaczenie wcześniej? Zanim to zrobiłaś? Tzn. czy to były dokumenty, listy, coś co nosiłaś w sobie jako ciężar, czy po prostu przypadkowe papiery ze stosu?
To były wydruki z projektu, który mnie wykończył przez kilka miesięcy. Nie myślałam 'teraz je niszczę żeby się uwolnić', po prostu siedziałam przy biurku i zaczęłam je wyrywać. Ale teraz jak mówię o tym głośno, to widzę że to nie był przypadkowy papier. Pytanie czy to ma znaczenie wstecznie.
No ale to znowu wychodzi że wszystko można wytłumaczyć post factum. Tzn. jak projekt był dla niej stresujący, to oczywiście wyrwanie tych kartek dawało ulgę. To jest zwykła psychologia. Nie widzę gdzie tu wchodzi coś co wykracza poza to.
Tamarka80 zadaje właściwe pytanie, tylko myślę że odpowiedź nie leży w granicy między psychologią a 'czymś więcej'. Leży w tym, co robi ramowanie. Kiedy nazwiesz akt magicznym - świadomie albo przez tradycję, która to za ciebie robi - zmienia się sposób w jaki ciało i umysł na niego reagują. To nie jest tylko semantyka. Badania nad rytuałami - m.in. Cristine Legare i Andre Souza to opisywali - pokazują że wykonanie czynności w kontekście rytuałowym zmienia jej skuteczność nawet jeśli czynność jest identyczna.
