Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad czymś, o czym rzadko się mówi wprost - czy deszcz, wilgoć, ta cała mokra aura na zewnątrz, realnie zmienia to, co się dzieje podczas pracy magicznej? Nie mówię o symbolice wody jako żywiołu, bo to temat rzeka i każdy go zna. Chodzi mi o coś bardziej przyziemnego: pracuję od lat głównie wieczorami i zauważyłam, że przy słotnej pogodzie mam zupełnie inną jakość skupienia. Raz jest to ciężkie, lepkie, jakby myśli się kleją do siebie - innym razem wyjątkowo głęboka cisza wewnętrzna, której nie osiągam przy słonecznych dniach. Zaczęłam prowadzić notatki, żeby sprawdzić, czy to przypadek. Na razie wyniki są... niejednoznaczne. Ale chciałam zapytać, czy ktoś w ogóle zwracał na to uwagę, bo znalazłam bardzo mało materiałów po polsku na ten temat, a po angielsku jest trochę więcej, głównie w kontekście storm magic, ale to jednak coś innego niż zwykły, szary deszcz.
To ciekawy trop, bo storm magic to faktycznie osobna bajka - tam chodzi o napięcie elektryczne, gwałtowność, ładunek burzy. Szary listopadowy deszcz działa zupełnie inaczej i raczej mało kto to odróżnia. Ja bym się zastanowił nad jedną rzeczą: czy to, co opisujesz jako 'lepkie myśli' przy deszczu, nie jest po prostu spadkiem ciśnienia atmosferycznego? Ciało reaguje na to realnie - część ludzi dostaje migreny, część czuje się ospale. Jeśli pracujesz w takim stanie, to siłą rzeczy skupienie będzie inne. Pytanie, czy efekt magiczny też jest wtedy inny, czy tylko twoje subiektywne odczucie pracy.
Moim zdaniem za bardzo szukacie fizycznych wyjaśnień dla czegoś, co ma swoje miejsce w tradycji. Woda to żywioł yin, odbierający, chłonący - każdy kto się zna wie, że rytuały przy deszczu są lepiej 'naładowane' jeśli chodzi o intencje oczyszczające albo związane z przeszłością. To nie jest kwestia ciśnienia barometrycznego, tylko energii żywiołu. Poczytajcie podstawy.
To co opisujesz z tym zmęczeniem i pracą magiczną - to jest dla mnie ważniejsze niż sama pogoda. Jak pracujesz na czakrach albo z energią ogólnie, to stan wyjściowy ciała robi ogromną różnicę. Przy wyczerpaniu pole energetyczne jest jakby cieńsze, mniej stabilne. Deszcz może to albo łagodzić, albo pogłębiać - zależnie od osoby. U mnie mokra pogoda przy zmęczeniu działa uspokajająco na poziomie ciała, ale jednocześnie sprawia, że ciężej mi utrzymać intencję. Rozchodzi się. Macie coś takiego?
Nie wiem czy do końca kumam to co piszecie, ale mam takie swoje obserwacje: przy deszczu mam wrażenie że amulety które noszę działają intensywniej? Tzn bardziej je czuję na skórze. Może to sygizacja ciśniena jak piszą niektóży, ale jest wyraźne. Kojarzy to ktoś?
Wracając do pytania o zmęczenie - myślę, że jest jedna rzecz, o której tu nie mówimy: regeneracja przez żywioł. Jeśli ktoś jest wyczerpany psychicznie, to deszcz i związana z nim woda może działać dosłownie jak reset, jeśli na to pozwolisz. Nie mówię o rytuałach aktywnych, ale o biernym wchłanianiu - siedzisz, słuchasz deszczu, nie robisz nic z intencją. Coś w tym jest. Ale to inne niż aktywna praca magiczna przy deszczu.
Są badania (nie magiczne, biologiczne) nad wpływem ujemnych jonów powietrza na stan psychiczny - deszcz, a szczególnie atmosfera przed deszczem, znacząco zwiększa ich stężenie. To może tłumaczyć część odczuć, które opisujecie. Mózg w środowisku bogatym w ujemne jony działa inaczej - lepsze skupienie, mniejsze napięcie, ale też inne progi percepcji. Nie twierdzę, że to wyjaśnia wszystko, co dzieje się podczas pracy magicznej, ale ignorowanie tego aspektu to błąd. Praktykujący, który jest fizycznie wyczerpany, działa w środowisku o obniżonym progu percepcji - i to może być albo otwarciem, albo wejściem w szum, zależnie od struktury pracy. Mnie osobiście deszcz przy zmęczeniu skłania do pracy receptywnej, nie projekcyjnej. Pytanie do was: czy w ogóle rozróżniacie te dwa tryby świadomie?
Słuchajcie, jestem sceptyczny wobec całej tej rozmowy, ale jedno mnie zaciekawiło - ten podział na receptywną i projekcyjną pracę. Czy to jest coś z jakiejś konkretnej tradycji, czy bardziej własna terminologia? Pytam szczerze, nie złośliwie.
Dopisuję do swojego wcześniejszego posta o notatkach: zaczęłam retroaktywnie sprawdzać, przy jakiej pogodzie robiłam rzuty runiczne, które potem potwierdziły się jako trafne. Nie mam jeszcze dużo danych, ale jest lekka przewaga dni pochmurnych nad słonecznymi. Co ciekawe, absolutnie najsłabsze rzuty mam przy jednoczesnym zmęczeniu i słonecznej, głośnej pogodzie - jakby to pobudzenie środowiskowe rozpraszało. Przy deszczu i zmęczeniu jest lepiej, ale to wciąż nie jest mój optymalny stan.
Ale czy one nie są połączone w praktyce? Tzn. pytam serio - jeśli deszcz obniża prób pobudzenia układu nerwowego, jak pisała Gwiazdarka97, to może właśnie przy zmęczeniu działa inaczej niż przy pełni sił? Dla wypoczętej osoby to może być neutralne, a dla wyczerpanej - faktycznie coś zmieniać.
A skąd w ogóle wiadomo, że to deszcz coś zmienia, a nie po prostu to, że przy złej pogodzie siedzimy w domu, mamy mniej bodźców, więcej czasu i jesteśmy bardziej skupieni? Może wystarczyłoby wyłączyć telefon i zaciągnąć rolety?
Mnie cały czas zastanawia jedno - czy jak ktoś jest mocno zmęczony, to w ogóle powinien coś robić? Bo ja jak jestem wykończony to nawet kart nie dotykam, mam wrażenie że mogę coś 'zabrudzić'. Nie wiem czy to ma sens ale tak to czuję.
To 'zabrudzenie' o którym pisze Jasnowidz66 - w kontekście run można to rozumieć dosłownie jako nakładanie się intencji. Jeśli twój stan wewnętrzny jest chaotyczny, to rzut runiczny może odzwierciedlać chaos stanu, a nie sytuacji, o którą pytasz. To nie jest metafora nieczystości, raczej problem z odczytem sygnału.
Przy astrologii mam podobny problem z interpretacją - jak jestem zmęczona, to widzę więcej napięć w transytach niż ich tam faktycznie jest. Nie wiem czy to projekcja własnego stanu, czy może rzeczywiście w takich momentach jestem bardziej otwarta na pewne częstotliwości. Nigdy tego nie rozstrzygnęłam.
Przepraszam że się wtrącę, bo trochę gubię się w tej dyskusji - ale czy chodzi wam o to, że deszcz jakoś fizycznie wpływa na działanie tych rzeczy, czy bardziej na osobę która z nimi pracuje? Bo rozumiem różnie to czytam i sam nie wiem co tu jest przyczyną.
Zbych62 ma rację że to indywidualne, ale myślę że jest jedna rzecz, którą można powiedzieć bardziej ogólnie. Przy głębokim wyczerpaniu, szczególnie psychicznym, bioenergoterapia i praca z czakrami pokazuje wyraźny wzorzec: jeśli ciało jest w stanie deficytu, pobiera z otoczenia, a nie wysyła. Deszcz w tej perspektywie, ze swoją yin-ową naturą, może właściwie pasować do stanu wyczerpania - ale tylko jeśli podejdzie się do pracy receptywnie, nie projektywnie. Jeśli ktoś mimo zmęczenia próbuje aktywnie 'wysyłać' intencję, może skończyć głębszym wyczerpaniem niż na początku.
Czytam tę rozmowę od początku i zastanawiam się - czy ktoś próbował w takim zmęczonym stanie po prostu tylko być przy deszczu, bez żadnego rytuału, bez intencji? Nie jako praktyka, tylko jako odpoczynek. I czy to dało coś innego niż próba pracy.
No ale to nie ma nic wspólnego z deszczem, to ma związek ze stanem osoby. Deszcz tu jest nieistony. Takie samo 'niecelne' będzie w słoneczny dzień jak ktoś jest na granicy wytrzymałości. Chyba zbyt dużo przypisujemy pogodzie w tej rozmowie.
Właśnie to samo się zastanawiałem. Jakby dwa rzuty przy zmęczeniu to troche tak jak dwa niewyraźne zdjęcia zamiast jednego - więcej materiału, ale żadne ostre.
Przy astrologii mam podobny dylemat z podwójną interpretacją - jak sprawdzam zarówno tranzyt jak i progressje przy tym samym pytaniu, zmęczona często gubię się w tym która warstwa mówi co. Zaczynam widzieć potwierdzenia tego, co już myślę, a nie to co jest w mapie. Może właśnie o to chodzi - że przy wyczerpaniu każda metoda interpretacyjna staje się bardziej lustrem niż oknem.
Pelagiusza, ale czy to znaczy, że twoim zdaniem lepiej w takim momencie nic nie robić? Czy może jest coś, co przy wyczerpaniu i deszczu jednak ma sens - może właśnie to bierne siedzenie o którym pisała Diamencik, bez żadnego celu?
To przesunięcie z 'co mam zrobić' na 'czego nie rozumiem' - to jest akurat zmiana, którą trudno zbagatelizować, bo to dosłownie inna pozycja epistemiczna. Mam jednak pytanie w drugą stronę: czy w tym momencie przy oknie aktywnie coś robiłaś, nawet mentalnie, czy to był naprawdę stan bez intencji? Bo podejrzewam, że ta 'bezcelowość' mogła mieć własną strukturę.
Ale to jest bardzo ładnie powiedziane i nic nie znaczy. 'Wyłączyła wolę ale nie uwagę' - to po prostu siedzenie i myślenie. Każdy to robi cały czas, nie trzeba do tego deszczu ani ram magicznych. Trochę nadinterpretujemy zwykłe ludzkie funkcjonowanie.
