Ostatnio wróciłem do czegoś, co przez jakiś czas odkładałem na bok - do wieczornych rytuałów przed spaniem. Nie mówię o żadnych skomplikowanych ceremoniach, tylko o takim minimalnym zestawie: woda, sól, czasem prochy z kadzidła lub zioła. I pomyślałem, że warto o tym pogadać bez owijania w bawełnę i bez mistycznego bełkotu, który często pojawia się w takich rozmowach. Bo te trzy składniki przewijają się przez chyba każdą kulturę, w której w ogóle coś się robi przed snem. W tradycji japońskiej jest misogi, czyli oczyszczenie wodą - niekoniecznie pełna kąpiel, czasem samo obmycie rąk i twarzy z intencją. W wielu tradycjach słowiańskich sól kładziono przy progu lub pod poduszką. Prochy z kadzidła - to już mezopotamska starożytność, ale też praktyki wodun z Afryki Zachodniej. Co mnie zastanawia: czy dla was wieczorna praktyka z tymi składnikami faktycznie zmienia coś w samym śnie, czy to raczej efekt samego rytuału jako takiego - wyciszenia, odcięcia się od dnia?
Ja to mogę powiedzieć z własnego doświadczenia - od kiedy zaczęłam robić cokolwiek regularnie przed snem, sny są wyraźniejsze. Nie wiem czy to sól, czy woda, czy samo zatrzymanie się na chwilę. Ale u mnie to działa. Kładę miskę z wodą przy łóżku, czasem dosypuję szczyptę soli morskiej, i to wystarczy żeby ten sen miał jakiś inny... ciężar. Bardziej pamiętam co mi się śniło.
Popiół to co innego niż samo kadzidło. Jak spalisz rozmaryn albo szałwię to popiół zachowuje część właściwości energetycznych rośliny - przynajmniej tak to rozumiem. W hoodoo robi się z popiołu tzw. goofer dust ale to raczej nie na dobranoc 🙂 Ale już np. popiół z białej szałwii możesz wsypać do małego woreczka i trzymać przy łóżku. Słyszałam o takim stosowaniu w Meksyku, chociaż nie wiem skąd to dokładnie pochodzi.
To jest spójne z tym co się dzieje w medytacji - jak siedzisz i myślisz o zakupach, to siadanie nie ma takiego efektu jak siadanie z obecnością. Judytka67 fajnie to zmierzyłaś. Mnie zastanawia jedno - czy w tych kulturach które Wiciol wymienił, rytuały były robione automatycznie, codziennie, z przyzwyczajenia, czy zawsze z jakimś skupieniem? Bo w tradycji japońskiej misogi to jest coś bardzo intencjonalnego, ale z tego co wiem, codzienne ablucje shinto mogą być bardzo rutynowe.
A ile czasu powinno zająć taki rytuał żeby cokolwiek poczuć? Bo jak słyszę o systematyczności to zaraz wyobrażam sobie pół godziny dziennie i od razu mi odpada. Mam dosłownie kilka minut wieczorem.
Bardzo dziękuję za tę rozmowę, naprawdę wiele się dowiedziałem. Chciałem zapytać - ta szklanka wody przy łóżku to ma stać tylko przez noc i potem się ją wylewa, czy można pić tę wodę rano?
Ta kwestia wylewania wody mnie ciekawi bo to brzmi jak coś bardzo konkretnego - woda ma coś zbierać. Ale skąd pochodzi ten pomysł? Czy to jakaś konkretna tradycja czy raczej taki nowoczesny synkretyzm który się gdzieś pojawił i ludzie powtarzają?
Przepraszam że wchodzę z zupełnie podstawowym pytaniem, ale czy te wieczorne rytuały z wodą i solą można robić zupełnie bez żadnego wcześniejszego przygotowania, wiedzy o tradycjach, bez nauki? Bo czytam tę rozmowę i mam wrażenie że żeby to robić dobrze, trzeba wiedzieć dużo o shinto, hoodoo i Słowianach naraz.
Dobra, więc rozumiem że można zacząć od minimum. Ale mam jeszcze jedno pytanie - czy ta intencja musi być jakoś wypowiedziana na głos, czy wystarczy że po prostu wiem w głowie co chcę osiągnąć? Bo czytam i jedni piszą o konkretnych słowach, inni o skupieniu, i nie wiem czy to ma znaczenie.
Z moich notatek wynika że dla mnie wypowiadanie na głos robiło różnicę, ale szczerze nie wiem czy to dlatego że słowa mają jakąś moc, czy po prostu dlatego że jak mówię na głos to bardziej się skupiam na tym co robię. Trudno mi to rozdzielić. Próbowałam robić to samo w myślach i efekt był słabszy, ale to mogło być też przez to że łatwiej mi odpłynąć myślami.
W afrykańskich religiach diasporycznych, na przykład w candomblé, istotne jest właśnie połączenie - wypowiadane słowo i fizyczny materiał działają razem, nie oddzielnie. Sam popiół czy sama sól bez intencji to tylko substancja. Sam głos bez materiału to tylko słowa. Dopiero razem tworzą akt rytuału. To jest dość konsekwentna zasada w wielu tych tradycjach, niezależnie od siebie.
To mnie prowadzi z powrotem do tego popiołu. Jeśli razem muszą działać słowo i materia, to czy popiół po spaleniu kadzidła przy jakimś konkretnym zamiarze zachowuje ten zamiar? Bo to by tłumaczyło czemu odkładało się popiół zamiast go wyrzucać.
Wróciłam do tego pytania o sól bo mi nie dawało spokoju. Sprawdziłam trochę i wygląda na to że w słowiańskich praktykach nie było takiego rozróżnienia jak teraz - sól kamienna była po prostu solą, nie było himalajskiej ani morskiej. Ta różnorodność soli którą mamy teraz to stosunkowo nowy problem do rozwiązania. Więc to pytanie które zadałam wcześniej jest właściwie pytaniem bez historycznego pierwowzoru.
No to właściwie odpadło mi z głowy kupowanie himalajskiej specjalnie do rytuałów, dobra. Ale wracając do tego co mnie interesuje - czy te kilka minut wieczorem robi różnicę przy śnie naprawdę? Bo cały wątek kręci się trochę wokół tego i ciągle mi umyka konkretna odpowiedź.
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, to jest naprawdę pomocne. Mam pytanie do całej dyskusji - czy ktoś próbował łączyć tę wodę przy łóżku z jakimś konkretnym ziołem? Gdzieś widziałem że można dodać kilka kropelek lawendy do wody żeby wzmocnić działanie na sen, ale nie wiem czy to ma podstawy.
Ale czy ta odpowiedź naprawdę jest potrzebna do praktykowania? Mam wrażenie że ta rozmowa cały czas kręci się wokół pytania dlaczego to działa i przez to gubi się coś prostego - że ludzie od tysięcy lat robili rytuały przed snem z wodą, solą, dymem i to po prostu jakoś działało. Może nie trzeba wybierać między linalol a energetyką.
To jest dokładnie pytanie które mnie tu interesuje. W medytacji też nie da się oddzielić efektu skupienia od techniki - samo siedzenie i obserwowanie oddechu już coś zmienia, niezależnie od tego czy daną technikę uznajesz za duchową czy psychologiczną. Może z rytuałem jest tak samo?
Ja nie mam na razie żadnego ustalonego rytuału wieczornego, dopiero czytam ten wątek i próbuję ogarnąć od czego zacząć. Ale to rozróżnienie które zrobiła Kazia84 jest dla mnie bardzo pomocne - że jakość to nie to samo co treść. Bo ja chciałbym przede wszystkim żeby rano głowa była czystsza, a nie żeby śnić konkretne rzeczy.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie które jakoś nie padło wprost: czy to ma znaczenie o jakiej godzinie? Tzn. czy przed snem to znaczy dosłownie chwila przed położeniem się, czy może dwie godziny wcześniej też się liczy?
W tradycjach które śledzę nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. W niektórych obrzędach nocnych, na przykład w pewnych nurtach vodou, granica między dniem a nocą jest konkretna - zachód słońca ma znaczenie symboliczne i rytuały odprowadzające dzień robi się wtedy. Ale to nie jest codzienna higiena przed snem, to inne konteksty. Przy czymś tak prostym jak woda i sól na dobranoc, czas ma znaczenie raczej przez regularność niż przez konkretną godzinę.
Dobra, bo zaczynam się gubić w tych detalach. Wiciol - w sumie ta tradycja wodou to jedno, ale dla kogoś kto nigdy nic takiego nie robił, czy jest jakaś sekwencja której powinnam się trzymać? Czy po prostu wystawiam wodę, sypiię sól i idę spać?
To jest właśnie pytanie które warto postawić wprost. Tradycja bez systemu to nie tradycja - to zestaw gestów. Ale nie sądzę żeby to oznaczało że bez znajomości konkretnej ścieżki nic się nie dzieje. Dzieje się - tyle że na innym poziomie. Woda przy łóżku bez żadnego kontekstu kulturowego działa na ciebie jako fizyczny znak granicy. Sól przy drzwiach bez znajomości symboliki ochrony działa na ciebie jako fizyczny znak progu. Pytanie czy to ci wystarczy, czy szukasz czegoś głębszego.
Okej, to rozumiem - czyli to bardziej kwestia tego czego szukam, niż tego czy coś działa czy nie. Ale to otwiera inne pytanie: czy jak zacznę od tego "płytkiego" poziomu i zbuduję nawyk, to w ogóle dojdę do głębszego? Czy raczej nawyk jest osobną ścieżką, a głębsza praca symboliczna wymaga zupełnie innego wejścia?
Muszę się wtrącić bo ta rozmowa o głębszym i płytszym poziomie trochę mnie drażni. Nie dlatego że to nieprawda, ale dlatego że zakłada jakąś hierarchię której nie jestem pewna czy istnieje. Przy taroty też słyszę że "bez tradycji to tylko kartoniki" - a jednak ludzie pracują z nimi sensownie bez znajomości hermetycznych korzeni. Może praca z wodą i solą jest podobna?
Dobra ale to mnie trochę przytłacza. Woda, sól, popiół, potem notatnik, potem mówienie na głos - jak to wszystko połączyć jeśli mam pięć minut przed snem? Serio pytam, bo widzę że każdy z was dodał coś innego i nie wiem czy to wszystko naraz, czy etapami.
Wróćmy na chwilę do snów, bo od tego w sumie zaczęliśmy. Czy ktoś z was zauważył że te rytuały wieczorne zmieniają nie tylko jakość snu ale też to co śni? Pytam konkretnie, bo przy badaniach nad lucid dreaming jest taki protokół - MILD - gdzie intencja przed snem faktycznie zmienia treść. Ale to wymaga konkretnego słownictwa, nie ogólnego wyciszenia.
Ciekawe że to pytanie wyszło teraz, bo ja przez kilka miesięcy prowadziłam coś w rodzaju dziennika snu i zauważyłam że dnie w których robiłam cokolwiek przed snem - nawet samo siedzenie w ciszy przez minutę - skutkowały snami które pamiętałam rano. Natomiast czy to były sny inne jakościowo, trudno mi powiedzieć. Pamięć snu to osobny temat.
