Mnie to pytanie Grazynki o neuronauke trochę prześladuje bo wracam do niej w głowie. Właśnie przy pracy z oddechem był taki moment kiedy zrozumiałem że nie chcę wybierać między wyjaśnieniem a doświadczeniem. Oba mogą być prawdziwe jednocześnie. Ale wracając do wody i soli - Adeptka, jak wyglądało to u ciebie kiedy dodałaś sól? Dosłownie, fizycznie, co robiłaś?
Nie ma jednego źródła i to jest właśnie ciekawe. Sól jako konserwant i oczyszczacz pojawia się niezależnie w kulturze słowiańskiej, śródziemnomorskiej, w Japonii przed wejściem do domów - to jōen, sól rytualna przy świątyniach shintō - i w tradycjach afrykańskich. Nie ma między nimi kontaktu historycznego. Woda to osobna historia, bo tu połączenie z ogniem i popiołem jest bardziej lokalne. Słowiańskie zamawianie używało wody i węgla z ogniska. Aztekowie mieli copailli - żywicę która się pali i zostawia popiół przy rytuałach wieczornych. Zbieżność raczej wynika z tego że te substancje robią coś na zmysły i umysł, a nie że ktoś kiedyś ustalił standard.
Przy okazji Japonii - tam jest też praktyka misogi, oczyszczanie wodą, i w pewnych tradycjach shintō robi się to o konkretnych porach dnia, w tym wieczorem. Nie twierdzę że to bezpośrednio to samo co robimy tutaj, ale ta para woda-oczyszczenie-wieczór jest naprawdę spójna niezależnie od szerokości geograficznej.
Dobra, przepraszam że przerywam ten wątek geograficzny, ale wróćmy na ziemię - ktoś tutaj wspomniał o popiele i nadal nie wiem skąd go brać. Nie palę, nie mam kominka. Czy to w ogóle ma sens żeby szukać zastępnika czy raczej po prostu go pominąć?
Ja pomijam popiół i nie czuję żeby coś brakowało. Ale to może być kwestia tego że nigdy z nim nie zaczęłam, więc nie mam porównania. Lidzia, możesz po prostu sprawdzić czy bez popiołu coś się zmienia - albo odwrotnie, zaczęć od niego i zobaczyć czy jest jakiś efekt.
Słucham tej rozmowy o popiele i zastanawiam się - a co jeśli ta substancja jest ważna właśnie dlatego że jest trudna do zdobycia? Nie mówię o magicznym sensie, mówię o tym że jak musisz coś specjalnie przygotować albo postarać się o składnik, to już wchodzisz w inny tryb uwagi. I może o to chodzi.
Mam pytanie może z innej beczki - czy ktoś z was zauważył różnicę między robieniem tego w milczeniu a z jakimś dźwiękiem w tle? Pytam bo raz robiłam to przy cicho grającym czymś i było zupełnie inne odczucie niż w pełnej ciszy. Zastanawiam się czy dźwięk zmienia tę praktykę czy przeszkadza.
Dobra ale wróćmy jeszcze do snów, bo Plejada otworzyła ten wątek i jakoś uciekł. Czy ktokolwiek rzeczywiście prowadził coś regularnego i ma jakiś wniosek na temat tego że rytuał przed snem zmienia co się śni, nie tylko jak się śpi? To jest jednak inne pytanie.
To jest całkiem uczciwe pytanie. Ja prowadziłam notatki przez jakieś trzy miesiące i faktycznie - przez pierwsze dwa tygodnie wszystko było "inne". Potem się wyrównało. Ale wyrównało się na poziomie wyższym niż przed. To znaczy że ta jakość snów nie wróciła do punktu wyjścia, tylko ustabilizowała się gdzieś w środku. Czy to ma sens?
To pytanie o metodologię jest dobre, ale mam wrażenie że próbujemy przyłożyć tu miarę do czegoś co z założenia jest subiektywne. Nikt z nas nie robi randomized controlled trial z grupą kontrolną. Pytanie bardziej praktyczne: czy regularna wieczorna praktyka z wodą i solą zmieniła coś co sami oceniacie jako zmianę na lepsze - i czy po przerwie wrócił stary wzorzec. To drugie jest bardziej diagnostyczne niż notatki na bieżąco.
