To brzmi rozsądnie ale chcę dopytać - jak w praktyce rozróżniasz które zastosowanie wymaga 'szerszej ramy'? Bo mi się wydaje że to rozróżnienie jest dużo trudniejsze niż wygląda.
Szczerze to u mnie wygląda tak że nie ma jasnej granicy - raczej jest przeczucie. Ale słyszę w tym co Kamilcia mówi wyzwanie do tego żebym to doprecyzowała. Spróbuję: jeśli rytuał dotyczy czegoś co jest tylko moje, bardzo osobiste, specyficzne dla mojej historii - idę w symbol osobisty. Jeśli chcę pracy z czymś co ma szerszy wymiar, co przekracza moją jednostkową sytuację - biorę symbol tradycyjny bo on ma już tę szerokość wbudowaną. Ale to jest intuicja, nie zasada.
A czy ktoś próbował łączyć oba? Tzn. wziąć tradycyjny symbol jako podstawę i zmodyfikować go na własne potrzeby? Pytam bo Edek wcześniej coś wspominała o uczeniu się przez pracę równoległą i zastanawiam się czy można to zrobić też z samym symbolem.
Ja to robiłam nieświadomie przez długi czas z tarotem. Rider-Waite brałam jako punkt wyjścia, ale do konkretnych rozkładów dobierałam dodatkowe karty z innych talii które mówiły mi coś dokładnie o mojej sytuacji. Przez jakiś czas myślałam że to jest błąd metodologiczny. Teraz nie jestem pewna.
To jest ciekawa obserwacja pod kątem tego jak w ogóle budujemy osobisty język symboliczny - często nie wiemy że go budujemy dopóki nie spojrzymy wstecz i nie zobaczymy powtarzającego się wzorca. I to może tłumaczyć dlaczego pytanie o 'czas działania' jest takie trudne - symbol zaczął działać zanim w ogóle zdecydowałaś że to jest twój symbol.
Czekajcie, to co Obsydianka mówi właśnie mnie uderzyło. Więc może ten cały czas działania o którym rozmawiamy to nie jest czas potrzebny żeby symbol zaczął działać - tylko czas potrzebny żeby my zdecydowali że on już działa? Że to jest bardziej kwestia rozpoznania niż budowania?
To pytanie Marselli mnie zatrzymało. Bo jeśli czas działania to tak naprawdę czas rozpoznania - to co my właściwie mierzymy kiedy mówimy 'ten rytuał zadziałał szybciej'? Zmianę w rzeczywistości zewnętrznej, czy moment w którym my przestajemy czekać i zaczynamy widzieć efekty?
Czekajcie bo mnie ta rozmowa trochę kręci w głowie. Czyli sugerujecie że symbol osobisty może działać szybciej dlatego że łatwiej sobie powiedzieć 'zadziałało' bo nie mam żadnych zewnętrznych kryteriów do spełnienia? To brzmi jak samookłamywanie się.
Capellaa ma rację co do tego kroku pośredniego i to chyba właśnie jest sedno. Ale jak to się ma do czegoś co jest np związane z ochroną albo z czymś co dotyczy nie tylko ciebie ale też kogoś bliskiego? Pytam bo mam wrażenie że przy takich tematach symbol osobisty może być za wąski.
Tu jest jeden problem z tym 'zewnętrznym' charakterem tradycyjnych symboli - tradycyjne systemy też zostały stworzone przez konkretnych ludzi w konkretnych kulturach. Runy germańskie opisują świat ludzi żyjących w pewnym miejscu i czasie. Pytanie czy ten archetyp jest naprawdę bardziej neutralny niż twój własny symbol, czy tylko bardziej odległy od ciebie historycznie i dlatego sprawia wrażenie obiektywniejszego.
Kingusia to jest coś co mnie uderzyło bo zawsze myślałam że tradycja = obiektywność. Ale z tego co mówisz wynika że to jest tylko złudzenie dystansu? Czy są jakieś systemy które naprawdę miałyby charakter bardziej uniwersalny?
Wracam do tego co Sagea powiedziała wcześniej o precyzji vs kontekście - bo mi się teraz wydaje że to może być kwestia tego co chcemy żeby rytuał robił. Czy chcemy żeby zainicjował zmianę, czy żeby ją opisał? Bo symbol osobisty świetnie opisuje sytuację, a tradycyjny może mieć w sobie więcej tego 'napędu' wynikającego z wielowiekowego użycia.
Obsydianka zadaje ważne pytanie. W tradycji chaos magic jest takie pojęcie 'gnosis' - stan intensywnego skupienia który według teorii jest tym co 'ładuje' symbol. Dla nich historia symbolu nie ma znaczenia, liczy się intensywność intencji w momencie tworzenia. Z kolei tradycja hermetyczna zakłada że symbole mają obiektywne korespondencje niezależnie od użytkownika. To są dwie zupełnie różne teorie mechanizmu.
Słucham tej dyskusji i mam pytanie może naiwne - czy ktoś z was w ogóle przeszedł ze stosowania tradycyjnych symboli na osobiste albo odwrotnie i ma jakieś obserwacje co do tego jak się zmienił czas czy charakter efektów? Teoretyzujemy ale ciekawi mnie czy ktoś ma praktyczne porównanie.
To co Capellaa opisuje jest blisko tego co sama czuję. Ta 'frustracja' z tradycyjnym symbolem może być sygnałem że twoja intencja jest bardziej szczegółowa niż symbol może unieść. I może właśnie wtedy warto tworzyć własny - nie dlatego że tradycyjny jest gorszy, ale że jest zbyt szeroki na konkretną potrzebę.
Ale skąd wiesz że ta frustracja to sygnał a nie po prostu opór przed pracą z czymś trudniejszym? Bo tradycyjne symbole często wymagają więcej - znajomości systemu, rozumienia kontekstu. Łatwiej stworzyć własny niż naprawdę wejść głębiej w tradycyjny.
Gruszanka i Kamilcia mówią coś ważnego, ale nie wiem jak to rozróżnić w praktyce. Jak odróżnić 'mój symbol jest precyzyjniejszy' od 'mój symbol jest wygodniejszy'? Czy jest w ogóle jakiś test na to?
Marsella_04 zadała chyba najważniejsze pytanie w tej rozmowie i nie chcę go pominąć. Szczerze? Nie wiem czy jest jakiś test. Ale zauważyłam u siebie jedną rzecz - kiedy tworzę symbol z wygody, to jest z nim jakaś lekkość, prawie bezwysiłkowość. A kiedy tworzę go bo naprawdę nie mam czym opisać sytuacji, to jest w tym coś nieprzyjemnego, jakieś ocieranie się o coś trudnego. To oczywiście nie jest żaden dowód, ale może być wskazówka.
Sagea opisuje to jako 'ocieranie się o coś trudnego' i to mnie zatrzymuje. Bo ja mam zupełnie odwrotne doświadczenie - moje symbole-ucieczki powstawały właśnie z napięcia i dyskomfortu. Więc ten sygnał działa u mnie odwrotnie niż u niej. Może to jest po prostu zbyt subiektywne żeby cokolwiek wskazywało?
Ale to wtedy kompletnie rozmywa całą dyskusję bo każda robi co chce i mówi że to jej własny system. Nie można się na niczym oprzeć jeśli każda osoba ma inny klucz. Jak w takim razie w ogóle uczyć się od siebie nawzajem?
Chcę wrócić do pytania Marselli o ten 'test' bo mnie to siedzi w głowie. Czy ktoś próbował kiedyś celowo sprawdzić - zrobić ten sam rytuał raz z symbolem tradycyjnym, raz z osobistym i zobaczyć co się różni? Nie jako eksperyment naukowy, ale po prostu obserwować?
Capellaa, co znaczy że symbol się 'zużył'? To jest coś co można odczuć? Pytam bo nigdy wcześniej nie słyszałam o tym w tym kontekście.
To co Capellaa opisuje jako 'zużycie' ma swoją nazwę w niektórych tradycjach - mówi się o 'familiarity erosion', czyli erozji przez znajomość. Symbol który znasz zbyt dobrze przestaje wymagać od ciebie pracy i przez to może tracić skuteczność jako katalizator skupienia. Chaos magicy mówią o tym wprost i dlatego Austin Osman Spare tworzył sigile jednorazowe - celowo nie chciał żeby symbol stawał się 'wygodny'.
Przepraszam że wchodzę z czymś może oczywistym, ale czy to nie jest tak że te dwie szkoły po prostu zakładają co innego w ogóle? Spare zakłada że symbol ma działać jakby obok świadomości, a kabała że przez świadomość? I wtedy 'zużycie' jest problemem w jednej i zaletą w drugiej?
I teraz ciekawe pytanie do całej dyskusji - gdzie w tym układzie plasują się symbole osobiste? Bo mój własny symbol nie jest tworzony metodą Spare'a, nie zapominam go po stworzeniu. Ale też nie ma wielowiekowego systemu kontemplacji. Jest jakąś trzecią opcją?
Sagea zadaje pytanie które mnie zatrzymuje. Symbol osobisty który znasz i pamiętasz, ale nie ma za sobą systemu - to może być najgorzej zdefiniowana kategoria z możliwych. Ani dyscyplina zapomnienia, ani dyscyplina systemu. Może dlatego niektórzy mają z nimi dobre wyniki a inni słabe - bo to jest kategoria w której wszystko zależy od tego co ty sam w to wnosisz, bez żadnej struktury zewnętrznej która by to pilnowała.
Właśnie, Marsella trafia w coś co mi się kręciło w głowie od początku tej rozmowy. Może ci co mówią że osobiste działają szybciej to po prostu ci którzy potrafią sami sobie tę strukturę zapewnić? I wtedy porównują nie 'symbol osobisty vs tradycyjny' tylko 'ja dobrze zorganizowana vs tradycja używana bez zrozumienia'.
