Chwila, bo jestem trochę zagubiona. Mówicie że tradycyjne symbole mogą nie być tak tradycyjne jak myślimy - ale czy to zmienia coś w tym jak działają? Znaczy, jeśli ktoś pracuje z Hagalaz i to dla niego działa, to czy ważne jest skąd ta interpretacja pochodzi?
No właśnie to jest sprzeczność w tym myśleniu i jakoś mało kto o tym mówi. Bo albo wierzysz że symbol działa przez znaczenie nadane przez ciebie - i wtedy tradycja jest bez różnicy. Albo wierzysz że działa przez jakiś obiektywny ładunek - i wtedy sprawdzasz czy ten ładunek istnieje. Nie można trzymać obu wersji jednocześnie.
A co jeśli 'ładunek energetyczny' który czujesz przy tradycyjnym symbolu to po prostu skumulowane własne skojarzenia, a nie jakieś obiektywne pole? Pytam serio, nie żeby podważać, ale bo nie wiem jak to rozróżnić.
Capellaa, to co mówisz to chyba klucz do całej tej dyskusji. Symbol tradycyjny jest pre-załadowany skojarzeniami kulturowymi zanim jeszcze zaczniesz z nim pracować. Symbol własny zaczynasz od zera, ale to znaczy że też budujesz wolniej i efekty mogą przychodzić z opóźnieniem bo sam materiał jest rzadszy.
Ale jak zaczynasz od zera to czy nie jest tak że ten symbol cały czas jest tylko twój? Że nikt inny nie będzie mógł go użyć i on nie będzie na nikogo działał poza tobą? Czy to jest wada czy zaleta?
Chcę jeszcze dorzucić jeden wątek zanim za bardzo odejdziemy od tematu czasu działania. W tradycjach gdzie symbole są inicjacyjne - np. w pewnych nurtach ceremonialnych albo w Ifá - symbol działa dopiero po tym jak ktoś go w tobie uaktywni. Nie chodzi o to że ty się uczysz jego znaczenia, tylko że ktoś z zewnątrz przekazuje ci do niego dostęp. To jest całkiem inne założenie niż 'symbol ma za sobą historię'. Tu chodzi o transmisję.
A jak wygląda taka inicjacja w praktyce? Pytam bo to brzmi jakby bez niej wszystko było nieważne, a nie wiem czy ktokolwiek z nas taką przeszedł.
No to wychodzi że mamy kilka różnych poziomów 'tradycyjności' i każdy mówi o czymś innym. Historyczna forma symbolu, przekaz przez konkretną linię, zbiorowe skojarzenia kulturowe, własna praca z symbolem - to nie jest jedno 'tradycyjne' które można zestawić z 'osobistym'.
Słucham tej dyskusji i zastanawiam się - to jak w takim razie ktoś kto zaczyna ma w ogóle wybrać z czym pracować? Każda ścieżka ma jakiś haczyk?
Myślę że to jest właśnie ta odpowiedź której szukałam kiedy zadawałam pytanie o czas działania, tylko wtedy tego tak nie formułowałam. Nie ma prostej osi 'tradycyjne działa szybciej, osobiste wolniej' bo sama kategoria 'tradycyjne' jest niejednorodna. Czas działania zależy pewnie od tego jak głęboka jest twoja relacja z symbolem, czy to relacja zbudowana przez lata własnej pracy, czy przez transmisję, czy przez kulturowe osmozowanie - a nie od tego czy symbol pochodzi z podręcznika czy z twojego szkicownika.
Sagea, właśnie to co napisałaś o niejednorodności kategorii 'tradycyjne' siedzi mi w głowie. Bo jak zaczęłam pracę z czakrami, to też myślałam że to jest jeden spójny system z Indii i tyle. A potem gdzieś przeczytałam że ta konkretna wersja z kolorami i liczbą siedem to jest w dużej mierze twór XIX i XX-wiecznych autorów, nie dosłowne starożytne źródło. I teraz nie wiem co z tym zrobić.
No właśnie i tu wracamy do sedna całej dyskusji. Bo jeśli system czakr w tej formie był współtworzony przez kolejne pokolenia i ciągle jest modyfikowany - to czy różni się czymś zasadniczo od symbolu który budujesz sama przez kilka lat? Skala jest inna, ale mechanizm może być podobny.
Mam dokładnie to samo z tarotem. Rider-Waite to jest 1909 rok, Pamela Colman Smith rysowała pod dyktando Waite'a, oboje byli w Hermetycznym Zakonie Złotego Brzasku, więc karty są nasycone konkretną teologią XIX-wieczną. To nie jest jakaś pradawna Egipcjanka siedząca przy ogniu. I co? I tarot działa. Ale to może być właśnie to o czym mówiła Sagea - pre-załadowanie kulturowe jest tak intensywne że symbol od razu ma gdzie się zaczepić.
To co Capellaa opisuje to jest w ogóle ważna obserwacja metodologiczna. W runach jest podobnie - dopóki uczysz się systemu, trudno oddzielić efekt pracy od efektu nauki. I tu mam pytanie do Sagei, bo zaczęłaś ten wątek od czasu działania: jak ty mierzyłaś kiedy symbol 'zadziałał'? Po czym poznawałaś że nie chodzi już o naukę?
Szczerze? Przez długi czas nie odróżniałam tego. Mój pierwszy sygnał był taki że przestałam musieć myśleć - działałam z danym symbolem automatycznie, bez analizowania. Ale teraz jak o tym mówię to nie wiem czy to była praca symbolem czy zwykła wprawność jak przy każdej innej czynności.
Właśnie, i to jest problem z całą dyskusją o 'czasie działania'. Mierzymy coś czego kryteriów nie ustaliliśmy. Co to znaczy że symbol działa? Że widzisz efekty zewnętrzne? Że czujesz coś podczas pracy? Że zmieniasz się wewnętrznie? Bo to mogą być trzy różne procesy z trzema różnymi harmonogramami.
To jest klasyczny problem post hoc ergo propter hoc. Zrobiłam rytuał, po tygodniu coś się zmieniło, więc rytuał zadziałał. Może tak, może nie. I nie mówię że efektów nie ma - mówię że metodologia weryfikacji jest tutaj naprawdę trudna. Dlatego mnie bardziej interesuje ten wewnętrzny czas o którym Sagea pisała, bo to jest przynajmniej coś co możesz śledzić.
No tak ale wróćmy do symboli osobistych kontra tradycyjne bo trochę nam odpłynęło. Mam takie spostrzeżenie z własnej pracy: symbol który sobie stworzyłam pięć lat temu i ciągle z nim pracuję - teraz działa szybciej niż tradycyjny który wzięłam z gotowego systemu rok temu. Znaczy dla mnie. Więc może czas nie jest związany z tym skąd symbol pochodzi, tylko z tym ile czasu ty z nim spędziłaś?
na przykład po tym że wejście w stan skupienia podczas pracy z nim zajmuje mi teraz dosłownie chwilę, a przy nowym symbolu muszę się długo kalibrować. Nie wiem czy to jest dobra miara, ale jest powtarzalna.
To co Gruszanka opisuje to jest o ile dobrze rozumiem kondycjonowanie - symbol stał się skrótem do określonego stanu. I to jest chyba najprostsze wyjaśnienie dlaczego praca z własnym symbolem przez lata może dawać szybsze efekty niż praca z tradycyjnym przez krótko, nawet jeśli ten tradycyjny jest kulturowo naładowany. Czas który w niego włożyłaś buduje skojarzenie. Buduje się szybciej przy tradycyjnym bo masz wstępne skojarzenia, ale pełne kondycjonowanie i tak wymaga twojej własnej historii z symbolem.
To jest bliskie temu jak w niektórych tradycjach opisuje się działanie mantry - nie tylko tekst jest ważny, ale ilość powtórzeń i intensywność skupienia przez praktykujących przez pokolenia. To co niektórzy nazywają energią zbiorową przekazu, inni wyjaśniają właśnie jako skumulowane kondycjonowanie. Efekt może być podobny niezależnie od wyjaśnienia.
To jest pytanie które zadaje sobie sporo osób, ale przeważnie w złym kierunku. Nie ma czegoś takiego jak symbol neutralny - każdy system symboliczny jest osadzony w konkretnym kontekście kulturowym, doktrynalnym, historycznym. Runa Algiz nie jest 'czysta' bardziej niż pentagram, który przez wieki był używany w kompletnie różnych tradycjach i za każdym razem inaczej. Pytanie brzmi raczej: czy rozumiesz kontekst z którego pochodzi symbol który bierzesz. Jeśli tak - możesz świadomie pracować z tym co tam jest. Jeśli nie - i tak pracujesz z tym co tam jest, tylko nieświadomie.
Ale zaraz - to co Kingusia opisuje to brzmi trochę jak argument za tym żeby zawsze rozumieć system zanim się z nim pracuje. Tylko jak długo zajmuje to rozumienie? Pytam bo czakry na przykład - niby znam podstawy, ale po tej dyskusji zaczynam się zastanawiać czy w ogóle wiem skąd to pochodzi i co właściwie biorę.
I tu wracamy do sedna bo to jest właściwie to samo co robimy z symbolami osobistymi - bierzemy elementy, przebudowujemy, tworzymy coś co dla nas działa. Różnica jest tylko taka że Leadbeater czy Waite działali w konkretnym historycznym i doktrynalnym kontekście, a my działamy bez takiego zaplecza. Albo z bardzo indywidualnym. To czyni symbole osobiste słabszymi? Nie jestem pewna.
Ja bym tu odwróciła pytanie. Nie czy osobiste symbole są słabsze od tradycyjnych, ale jakim celom służą te dwa rodzaje. Symbol tradycyjny z rozbudowanym systemem może dawać ramę, kontekst, powiązania z innymi elementami systemu - runy nie są oderwane od całej mitologii nordyckiej, tarot nie istnieje bez systemu Kabały w wersji Waite'a. Symbol osobisty tego nie ma, ale ma coś innego: jest precyzyjnie dopasowany do twojej własnej struktury znaczeniowej. Pytanie brzmi do czego go używasz.
To co Obsydianka mówi o przeznaczeniu symbolu - to mi pasuje do mojego doświadczenia. Mój osobisty symbol powstał z bardzo konkretnej potrzeby której żaden gotowy system nie obejmował dokładnie tak jak chciałam. I może właśnie dlatego działa szybciej dla mnie niż tradycyjny - bo jest skrojony pod konkretną sytuację, a nie pod ogólny system.
Słuchajcie, to jest wątek który chcę rozwinąć bo chyba tu leży odpowiedź na moje pierwotne pytanie. Jeśli symbol osobisty jest precyzyjniejszy ale pozbawiony kontekstu systemowego, a tradycyjny ma kontekst ale jest mniej precyzyjny - to może czas działania zależy od tego co akurat jest ważniejsze w danym rytuale? Że do czegoś konkretnego biorę osobisty, a do czegoś co wymaga szerszej ramy - tradycyjny?
